Tkaczka - Część 4 Mroźnej nocy w lesie…

Słowo od autora: mam prośbę do wszystkich, którzy tu zajrzą - proszę napiszcie mi jeśli możecie czy ten opis walki wg Was jest:

a - za długi i Wam się dlużył, nie dotarliście nawet do końca tekstu,

b - był w sam raz, udało Wam się dotrzeć do ostatniego zdania,

c- był za mało szczegółowy od strony technicznej.

Uczę się budować napięcie w scenach walki, wiec docenię wszelkie uwagi techniczno-merytoryczne.

Dziękuję.

 

Gdy stała teraz samotnie w ciemnej, zimnej izbie starając się odróżnić sen od jawy, z zamyślenia wyrwało ją przeciągłe wycie wilków. Poczuła mrowienie pod skórą. Noc i wiatr - jej siostry, jak mawiała o nich w myślach - wzywały. Nie zastanawiała się dłużej. Zebrała wszystko co miała i ruszyła.

 

Biegła co sił w nogach, jakby od tego zależało jej własne życie. Przyśpieszony oddech zamieniał się w kłębki pary, które rozpraszały się i ginęły we mgle. Serce dudniło jak oszalałe, w udach pojawił się ból. Czuła we krwi ich bliskość.

Szukała gorączkowo miejsca ze snu. Układ: dąb z głęboką na człowieka jamą, księżyc po prawej, kolczasty krzew niczym rozcapierzona ręka wrył jej się dokładnie w pamięć. Nocą widziała jeszcze lepiej niż w dzień, mimo to zdawało jej się przez chwilę, że zbłądziła.

Przystanęła wreszcie poirytowana by chwilę odpocząć i uspokoić oddech. Rozejrzała się i zaczęła nasłuchiwać. Martwa cisza otaczała ją zewsząd. Las zamarł. Oczekiwał.

Dojrzała kątem oka czerwony skrawek materiału na kolczastym krzewie. Wisiał smętnie niczym krwawy, martwy drogowskaz. Mrugnięcie później już go tam nie było, ale teraz mogła mieć pewność, że jest na miejscu. Wystarczyło poczekać.

Po chwili dogoniły ją odgłosy. Zbliżały się naprawdę szybko. Poczuła uderzenie adrenaliny. Wyostrzyła wszystkie zmysły, wytarła mokre dłonie o odzienie, przyjęła pozycję i czekała.

Pierwszego dostrzegła Fae, tak jak w jej śnie, poruszał się z nieludzką prędkością. Jego stopy ledwo dotykały gruntu. No cóż, w końcu to Fae, pomyślała lakonicznie.

Obserwowała w życiu już niejedno polowanie, Fae jednak widziała w tych lasach pierwszy raz. Nie zapuszczali się tu od bardzo dawna. Ta przeklęta przez ludzi i Fae kraina nie była dla nich gościnna - bezlitośnie karała śmiercią nieproszonych gości.

Stado było liczniejsze niż zwykle. Ponad tuzin wyrosłych na prawie dwa metry wilkostworów podążało za ofiarą, dysząc ciężko i szczerząc przy tym ociekające śliną dorodne kły. Szpony długie i ostre błyskały niczym sztylety, ziemia dudniła pod ich łapami. Przez myśl przeszło jej, że mogłaby przeczekać do chwili, aż wykończą Fae, ale rozsądek podpowiadał jej, że nie jest to najlepsze rozwiązanie. Las przecież przemówił. Westchnęła w duchu.

Na przód pościgu wysunął się największy, najsilniejszy samiec. Był jak olbrzym i najwyraźniej szykował się już do skoku. Oceniła dystans, naciągnęła cięciwę na wcześniej wyciągniętym łuku i wycelowała. Wypuściła pierwszą strzałę w momencie, gdy wybity tylnymi przerośniętymi łapami samiec odrywał się od ziemi. Rozwarł w locie potężne szczęki by zatopić je w karku ofiary. Nie zdążył ich zewrzeć z powrotem - grot jej strzały nacinając po drodze lekko czubate ucho Fae wbił się między jego wściekłe ślepia.

- Uderz w pasterza, a owce same się rozpierzchną - pomyślała z zadowoleniem Ote. Miała cichą nadzieję, że właśnie ubiła przewódcę stada.

Fae rzucił jej zaskoczone spojrzenie, dostrzegając wreszcie jej obecność. Kącik jej ust poszedł nieznacznie do góry.

- A więc Fae też się potrafią dziwić - pomyślała z przekąsem.

 

W jednej chwili obraz , który zapamiętała ze snu Ote uległ zmianie.

Uciekający mężczyzna, jakby czekając na znak od niej, odbił się od najbliższego, napotkanego drzewa i obrócił się w locie. Ostrze wyciągniętego błyskawicznie miecza zamigotało w świetle księżyca, na śniegu pojawił się rozbryzg krwi.

Przykuwał wzrok pięknem czerwieni, niczym kwiat na tle wyblakłego, mroźnego pejzażu lodowego labiryntu. Fae zaszlachtował szarżującego najbliżej wilkostwora, który najwyraźniej mniej zwrotny przy swojej masie nie miał szans nawet zareagować na błyskawiczny wypad przeciwnika.

 

Walczył jakby nigdy nic innego nie robił w życiu.

Dziewczyna nie miała czasu mu się dokładnie przyglądać, ale to co zaobserwowała kątem oka wprawiało w osłupienie. Wyłapywała uchem ledwo słyszalne stęknięcia mężczyzny, zapewne był już wyczerpany, a jednak ruchy miał zabójczo zwinne i precyzyjne. Pomyślała z niechętnym podziwem, że jego technika przypomina taniec.

- Fae - prychnęła pogardliwie w myślach - nawet z zabijania musieli uczynić sztukę. Mistrzowie niszczenia wszystkiego co niedoskonałe.

Sama naciągała metodycznie cięciwę swojego łuku, celowała cierpliwie i wypuszczała strzałę za strzałą. Rękę już miała zmęczoną i czuła pot cieknący po skroni, lecz nadal nie chybiała. Nie mogła pozwolić sobie na ten luksus. Miała ograniczoną ilość 'wilkołaczych' strzał w swoim kołczanie. Więc nie, nie dzisiaj, myślała. Nie przy takiej wielkości watahy.

Nagle trzech wilkostworów odłączyło się od grupy atakującej Fae i skierowało biegiem w stronę Ote. Nie tracąc zimnej krwi sięgnęła po ostatnią srebrną 'wilkołaczą' strzałę i ubiła jednego w połowie drogi. Wilkostwory widząc, że odrzuca łuk przyśpieszyły pewne łatwej zdobyczy. Zaklęła szpetnie i wyciągnęła sztylety. Nienawidziła walki wręcz. Zwłaszcza z wilkostworami, bo obłąkane z pragnienia bywały nieprzewidywalne. Waliły na oślep szponami niczym cepami, nieczułe na ból. Pomylić się można było tylko raz.

Rzucili się obaj z rozbiegu na raz, jak na komendę. Wyglądała przy nich jak zagubione w lesie dziecko. Postanowiła wykorzystać tą różnicę rozmiarów i prędkości. Zrobiła zwinnie unik w ostatniej chwili, mijając się z paszczą wycelowaną w jej krtań. Prześliznęła się pomiędzy nogami pierwszego podcinając mu jednocześnie ścięgna. Zaskoczony zwierz ryknął wściekle, padając wykonał półobrót i prawie dosięgnął ją pazurami. Wbiła mu ostrze sztyletu w bok, po samą rękojeść, po czym przeturlała się dalej. Poczuła piekący ból i ciepło krwi na lewym ramieniu.

Sapiąc ciężko rozejrzała się za drugim drapieżcą. Wilkostwor wydawał z siebie głuchy warkot, wyszczerzone zęby sprawiały wrażenie upiornego uśmiechu. Jej drobna postura ginęła na tle góry jego mięśni. Sztylet, który dzierżyła jawił się przy nim zabawką. Krew dudniąca w uszach zagłuszyła wszystkie dźwięki. Poczuła wszechogarniającą wściekłość, która pochłonęła uczucie strachu. Świat przysłoniła czerwień.

Nie dał jej czasu do namysłu, zaatakował natychmiast. Pomimo zmęczenia zrobiła unik, odbiła zwinnie od pobliskiego drzewa i ze wszystkich sił wbiła sztylet w jego klatkę piersiową. Dosięgła serca, zszokowany spojrzał jej w oczy. Przez ułamek sekundy odniosła wrażenie, że to spojrzenie rozumnej istoty, pełne bólu i smutku. Wydając ostatni oddech, wsparł się na niej, po czym osunął martwy.

Stała chwilę odrętwiała, po czym otrząsnęła się i rozejrzała.

Odgłosy walki ucichły. Wypuściła powietrze z płuc.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • wolfie 6 dni temu
    Jak dla mnie, opis walki był jak najbardziej w porządku, czytałam go wręcz z zapartym tchem. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało, wręcz przeciwnie :)
  • Baba Szora 5 dni temu
    Dzięki.
    Pozdrawiam,
  • Bajkopisarz 6 dni temu
    „jej się dokładnie w pamięć. Nocą widziała jeszcze lepiej niż w dzień, mimo to zdawało jej się”
    2 x jej się
    „Mrugnięcie później już go”
    Mrugnięcie bez dopowiedzenia czym wygląda dziwnie. Jest zrozumiałe, ale dziwne
    „jej, że mogłaby przeczekać do chwili, aż wykończą Fae, ale rozsądek podpowiadał jej,”
    W sumie to oba jej zbędne
    „naciągnęła cięciwę na wcześniej wyciągniętym”
    Naciągnęła – wyciągniętym – zbitka podobnych słów. Może wcześniej przygotowanym
    „grot jej strzały”
    Jej zbędne
    „Fae wbił się między jego wściekłe „
    Bez jego. Jego sugeruje tutaj, że to były ślepia Fae
    „jej zaskoczone spojrzenie, dostrzegając wreszcie jej obecność. Kącik jej”
    3 x jej

    Opis walk jest w porządku. Dynamiczny, nieprzeładowany szczegółami, więc czyta się płynnie. Emocje może nie są szczególnie wielkie – nie ma ani przez sekundę wątpliwości, kto wygra. Życie żadnego z bohaterów nie jest szczególnie zagrożone. Nie jest to jednak wielki problem – to początek opowieści, więc walczą z jakimiś tam wilkostworami, a nie końcowym bossem złodupcem.
    Dla mnie ok.
    Jedyne co bym zaznaczył wyraźniej, to ile, mniej więcej, osobników liczyło stado, żeby się zorientować w skali problemu i ułatwić sobie odliczanie, ilu jeszcze ewentualnie zostało.
  • Baba Szora 5 dni temu
    Dzięki wielkie! Bardzo sobie cenię Twoje uwagi, bo naprawdę pomagają się zorientować co jeszcze jest 'nie teges' :-)
    Szkoda, że nie ma ani jednej tej sekundy wątpliwości, bo chciałam, żeby chociaż jedna była :-)
    Ale przynajmniej wiem na czym stoję.

    Pozdrawiam,
  • Bajkopisarz 5 dni temu
    Baba Szora - tu nie da się zrobić opisu emocjonującego, bo średnio rozgarnięty czytelnik wie, że muszą przeżyć i Fae i Ote ;) Więc wystarczy, że jest dynamicznie ;)
  • Baba Szora 5 dni temu
    Bajkopisarz
    OK Trzymam Cię za słowo :-)
  • Vespera 5 dni temu
    Opis walki udany, zrobiony tak, że nie ma wątpliwości co się dzieje, i kto z kim walczy.
  • Baba Szora 5 dni temu
    No i spoko. Dzięki za opinię.
    Pozdrawiam,

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania