Tkaczka - Część 11 Mroźnej nocy w lesie…

Rozejrzała się w popłochu, lecz nikogo nie dostrzegła. Uspokoiła oddech i pociągnęła za uchwyt raz jeszcze. Drzwi wydały z siebie przeraźliwy jęk, przegrywając walkę z Ote i rozwarły tworząc zaledwie niewielką szczelinę. Jednak wystarczyło, by dziewczyna mogła wśliznąć się do środka. Jej oczom ukazał się długi na kilkanaście metrów i szeroki korytarz oświetlony jedynie pochodniami rzadko zawieszonymi na ścianach. Na końcu jarzyły się lekko kolejne drzwi.

Pod nimi, po obu stronach, na stołeczkach spało dwóch krasnoludów. W pełnym rynsztunku bojowym, podparci na broni pochrapywali głośno, czkając od czasu do czasu i podrapując się po brzuchach pod kolczugami. Zdawali się ucinać sobie drzemkę po sytym posiłku, mocno zapewne zakrapianym napitkiem. Niedaleko stały wielkie puste gliniane dzbany. Bardziej rumiany i zarośnięty na rdzawo kłócił się z kimś przez sen i popierdywał.

Ote przyjrzała się stworom zaciekawiona.

Krępi i rozbudowani w barach na szerokość dwóch człeków, sprawiali wrażenie doświadczonych i groźnych wojowników. Pomyślała, że wolałaby nie spotkać ich w walce. Pilnowali wejścia, choć na pierwszy rzut oka było widać, że nie byli w tym mistrzami. A może po prostu nie spodziewali się nikogo, bo od bardzo dawna nikt tu nie zaglądał.

Ote uśmiechnęła się pod nosem, jednak uważała by nie zbudzić stworów.

Pewność, że wszystko we śnie zsyłanym przez puszcze jest nierealne opuściła ją po ostatniej wizji, gdy dostrzegła, że Fae ją widzi. Skoro osoby ze snu mogły ją ujrzeć, istniała też możliwość, że mogą również ją zranić, przemyśliwała Ote. Ostatnimi czasami niczego już nie była pewna.

Popchnęła delikatnie migocące przedziwnym blaskiem wrota i oczom ukazała się ogromna sala, wydrążona w skale pod górą. Jaskinia nie tonęła w mroku, oświetlona była w kilku miejscach ogniem płonącym w metalowych koszach. Widać wartownicy dokładali regularnie drewna.

W centrum dostrzegła drzewo. Wysokie niczym te rosnące w puszczy. Ote zastanowiła się jak to było możliwe, bez dostępu do promieni słonecznych, lecz zaraz ujrzała wyrwę w suficie, który szedł ku górze w miarę zbliżania. Po ścianie niedaleko spływała szumiąca łagodnie woda.

Ote podeszła ku drzewu - było inne niż wszystkie jej znane. Migotało delikatnym, ledwo widocznym blaskiem, podobnie jak drzwi. Czerwona, spękana kora pokrywała jego pień, gdzieniegdzie mieniąc się jak żywy minerał, krwisty kolor barwił nagie nienaturalnie powyginane gałęzie. Zastanowiła się czy gdyby miało liście też byłyby tej samej barwy, niestety, sprawiało wrażenie martwego. Podeszła bliżej i odruchowo pogłaskała z czułością ogołocone gałęzie. Śmierć bezbronnych roślin zawsze napawał ją smutkiem. Gdy tylko dotknęła kory spod jej dłoni wyleciały niczym iskry jarzejące czerwienią drobinki. Oderwała błyskawicznie rękę i spojrzała na skórę z niedowierzaniem. Nic niezwykłego w niej nie odnalazła.

Nic magicznego się nie zadziało, mimo że ruszała palcami.

 

- A więc jesteś... - usłyszała skrzekliwy głos. Dudnił jej w uszach, chociaż zdawał się wypowiedzianym szeptem. Spojrzała z przerażeniem na czerwone drzewo. Gdy dobiegł ją za plecami szyderczy śmiech, zganiła własną głupotę i rozejrzała pośpiesznie. Nie było nikogo, kto mógłby wypowiedzieć te słowa. Niczego, oprócz posągów stojących daleko, w ciemnej wnęce. Może to one były źródłem dźwięku.

Ciarki przeszły jej po plecach.

Podeszła do miejsca pokrytego mchem niczym kobiercem, pośrodku którego umieszczono trzy masywne siedziska wykonane z ciężkiego drewna. Na nich zasiadały kobiety wykute z kamienia. Może to jakiś ołtarz, pomyślała Ote.

W miarę zbliżania dostrzegała coraz więcej szczegółów.

Każda rzeźba zdawała się być w innym wieku, choć rysy twarzy miały podobne. Utrwalony w kamieniu mars: ściągnięte gniewnie brwi, wydęte pogardliwie usta i haczykowaty ostry nos dodawały majestatu nieruchomym postaciom. Po środku siedziała najstarsza, po jej prawicy najwyższa, po lewicy najmłodsza. Ta ostatnia, o młodzieńczym, pełnym owalu twarzy wcale nie sprawiała wrażenia łagodniejszej. Wszystkie ubrane prosto. Choć siedziska z bliska wyglądały jak trony, postacie nie dzierżyły żadnych znanych Ote insygniów władzy.

Zupełnie inaczej niż u dobrotliwego króla Atle. Ludzki władca podkreślał swoje bogactwo - koronę i berło wykonane miał ze złota, tonęły w klejnotach i kryształach różnych barw i kolorów. Te kobiety widać nie potrzebowały podobnych symboli.

Wokoło posągów wiło się miękkie niczym żywe węże podłoże. Gdy Ote podeszła jeszcze bliżej z przerażeniem odkryła, że to włosy ciągnące się z głów kobiet. Przez myśl przesunęło się pytanie, jak to możliwe, czy były żywe i ile czasu musiały tak spędzić. Ich ciała zarastały mchem. Gdzieniegdzie zbłądzony pająk wił swoją delikatną sieć.

 

Poczuła, że chce się już wybudzić. Nie próbowała nigdy sama przerwać wizji, ale w tym momencie czuła, że powinna uciekać.

 

- Tkaczka wreszcie Cię odnalazła... - usłyszała, gdy zaczęła wychodzić śpiesznie.

 

Odwróciła się gwałtownie i dostrzegła oczy. Żywe oczy w kamiennej twarzy najstarszej kobiety wpatrzone prosto w dziewczynę. Spoglądała intensywnie i badawczo.

 

- Przybyłaś. Nasz sen więc dobiega końca - dodała wiedźma ruszając kamiennym palcem jakby na próbę.

To co działo się dalej Ote ze strachu ledwo rejestrowała. Kobieta poruszyła ustami raz, drugi, coraz szybciej wymawiając tylko jej znane zaklęcia. Mech znikał, kamień zamieniał się w ciało pokryte pyłem, który opadał, włosy zaś stawały się krótsze. Nabierały barwy coraz intensywniejszej, by na koniec stać się krwiste jak włosy Ote.

Trwało to zaledwie sekundy, a dziewczyna patrzyła jak zahipnotyzowana. Serce biło jak oszalałe. Wszystko w niej krzyczało by uciekać, lecz stopy nie chciały przesunąć się nawet o cal.

 

Kobieta wreszcie wstała, zachwiała się jak człowiek odwykły od chodzenia, w końcu przezwyciężyła słabość i zaczęła stawiać pewne kroki.

Podeszła do Ote i napawając się jej strachem rzekła:

 

- Nadal myślisz, że jesteś we śnie, córko Agrrrhjany?

 

Wiedźma rozciągnęła twarz w grymasie mającym przypominać uśmiech, odsłaniając ostre niczym brzytwy zęby. Po plecach dziewczyny przebiegły ciarki. Istota nie była ani człowiekiem, ani nawet Fae, a wszystko w niej odrzucało. Z przerażeniem uzmysłowiła sobie, że stoi przed nią prawdziwa wiedźma.

Taka, jaką znała z powtarzanych przez ludzi opowieści: stara jak świat i zjadająca dzieci na deser.

 

- Nadal sądzisz, że Cię tu nie ma?

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (14)

  • wolfie 5 miesięcy temu
    Zaimki niepotrzebnie zapisane są z dużej litery. Poza tym, uwielbiam czytać Twoją opowieść. Opisy są zachwycające. Oby tak dalej :)
  • Baba Szora 5 miesięcy temu
    Dziękuję 😘
    Pozdrawiam,
  • Bajkopisarz 5 miesięcy temu
    „się do środka. Jej oczom ukazał się długi na kilkanaście metrów i szeroki korytarz oświetlony jedynie pochodniami rzadko zawieszonymi na ścianach. Na końcu jarzyły się”
    3 x się
    „się po brzuchach pod kolczugami. Zdawali się ucinać sobie drzemkę po sytym posiłku, mocno zapewne zakrapianym napitkiem. Niedaleko stały wielkie puste gliniane dzbany. Bardziej rumiany i zarośnięty na rdzawo kłócił się z kimś przez sen i popierdywał.
    Ote przyjrzała się „
    4 x się
    „przez puszcze jest”
    Puszczę
    „ją po ostatniej wizji, gdy dostrzegła, że Fae ją widzi. Skoro osoby ze snu mogły ją ujrzeć, istniała też możliwość, że mogą również ją”
    4 x ją
    „Ostatnimi czasami niczego”
    Lepiej: ostatnimi czasy
    zdawał się wypowiedzianym
    wypowiedziany
    „Po środku siedziała”
    Pośrodku LUB na środku
    „wykonane miał ze złota”
    Miał zbędne
    „Wokoło posągów wiło się miękkie niczym żywe węże podłoże”
    Bez przecinków to zdanie jest tak niezrozumiałe że chyba pięć razy je czytałem nim załapałem.
    „się miękkie niczym żywe węże podłoże. Gdy Ote podeszła jeszcze bliżej z przerażeniem odkryła, że to włosy ciągnące się z głów kobiet. Przez myśl przesunęło się”
    3 x się
    „zbłądzony pająk wił swoją delikatną”
    Zbłąkany
    Swoją zbędne
    „wreszcie Cię odnalazła”
    To wypowiedź, więc cię małą literą
    „się w ciało pokryte pyłem, który opadał, włosy zaś stawały się krótsze. Nabierały barwy coraz intensywniejszej, by na koniec stać się”
    3 x się
    „jak włosy Ote.
    Trwało to zaledwie sekundy, a dziewczyna patrzyła jak zahipnotyzowana. Serce biło jak „
    3 x jak
    „sądzisz, że Cię tu nie ma”
    To wypowiedź, więc cię małą literą

    Ładnie. Sen wchodzi w rzeczywistość, czyli witamy w krajnie fantasy. Dlaczego złe rzeczy dziejące się w snach tak łatwo odnajdują drogę do rzeczywistości, a te przyjemne ulatują wraz z pierwszym promieniem wschodzącego słońca. Czy Ote nie mogło się śnić coś miłego?
    Trzy kamienne postacie – dobre nawiązanie do na przykład do Mojr, albo Norn. Albo po prostu trzech niezidentyfikowanych wiedźm, bo one zawsze muszą siedzieć we trzy, stara, młoda i nieokreślona.
    Gdzie tym razem Ote się obudzi?
  • Baba Szora 5 miesięcy temu
    Dziękuję za wskazanie błędów. Jak teraz patrzę, to chyba jestem dyslektykiem, dysortografem i dys-sie-grafem 🙂🙃
    Co do Mojr, fakt, trojka zawsze dobrze wyglada, ale tutaj akurat pierwowzorem byly moje ciotki - wszystkie mialy silne charaktery, podobne do siebie, a jednak rozne, do tego zawsze zagniewane i niektore glosne - idealne jako wiedzmy 🙂 niektorzy w rodzinie bezwstydnie nazywali je nawet czarownicami😅
    POZDRAWIAM,
  • Bajkopisarz 5 miesięcy temu
    Baba Szora - no to brawo za inspirację ciotkami, wyszło to super :)
  • piliery 5 miesięcy temu
    Po Bajkopisarzu nie ma już na co zwracać uwagi. :) Powieść dobrze się snuje i nabiera tempa. Klasa.
  • Baba Szora 5 miesięcy temu
    Dziękuję za miłe słowa,
    Pozdrawiam,
  • Vespera 5 miesięcy temu
    Robi się bardziej baśniowo, fajnie :)
  • Baba Szora 5 miesięcy temu
    :-) Dzięki że zajrzałaś :-)
    Pozdrawiam,
  • Vespera 5 miesięcy temu
    Baba Szora Czytam to od samego początku
  • Baba Szora 5 miesięcy temu
    Vespera No więc miło mi :-)
  • Baba Szora 5 miesięcy temu
    Ja niestety mam tak niewiele czasu, że muszę wybierać między czytaniem, a pisaniem.
  • Dekaos Dondi 5 miesięcy temu
    Baba Szora↔No coraz ciekawiej, przyznam i tajemniczo. A od tego miejsca, do końca, to już zupełnie najbardziej mi podeszło:
    ''W centru dostrzegła drzewo''... tak baśniowo, tak znowu można ''zobaczyć w wyobraźni'' i te posągi
    i wokół ''miękkie niczym żywe węże podłoże''→i inne wizyjne zdania!!! ↔Jeno pisz:))↔Pozdrawiam:)↔5
  • Baba Szora 5 miesięcy temu
    Dostałam pod choinkę "Polską demonologię ludową", " Pożegnanie z diabłem i czarownicą" i "W kręgu upiorów i wilkołaków" - aż strach, co po nich nawypisuję w tych wizyjnych zdaniach, Dekosiu :-)))
    Dziękuję jak zawsze za miłe słowa :-)
    Pozdrawiam,

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania