Tkaczka - Część 19 W mroku niepamięci (2)

- O Bogowie! Litości... - wyjęczał słabo przez zaciśnięte szczęki, choć tak naprawdę miał ochotę wyć jak zarzynane zwierzę.

Niezdolny do ruchu, zwinięty w kłębek czuł jak pot zbiera się na jego ciele, by spłynąć leniwie na pryczę. Przebłyski wracających wspomnień cięły umysł niczym bat. Ulga, którą poczuł, gdy przypomniał sobie kim jest i jak tu trafił ulotniła się już dawno bezpowrotnie.

Teraz wypełniał go ból. Gorzkie przeświadczenie, że tu zdechnie utwierdzało się w nim z każdą upływającą chwilą.

 

Przez szpary w ścianach baraku dostrzegł pierwsze nieśmiałe promienie słońca. Usłyszał rozmowę z zewnątrz, po chwili otwarły się drzwi. Młody, znudzony wartownik warknął komendę. Niewolnicy jak za pociągnięciem magicznej smyczy zaczęli powoli schodzić z prycz i metodycznie ustawiać się w szeregu. Niektórzy ubierali się w pozostałości wierzchnich ubrań, inni z przyklejonym uśmiechem i nieprzytomnym wzrokiem już o to nie dbali.

 

Pobladły jak śmierć, zaczął walczyć z ciałem. Dudnienie w uszach wzmagało się przy każdym ruchu.

Jego prycza znajdowała się na końcu baraku, zdąży.

Nie, nie da się zatłuc jak zwierzę.

Nie w ten sposób, nie na pryczy jak ostatnie ścierwo.

Jeśli ma zdychać, to zabierze ze sobą chociaż jednego - postanowił mściwie.

Jego oczy błysnęły złowrogo w zapadłych, sinych oczodołach.

Nienawiść, którą poczuł dodała mu sił by się zwlec i stanąć. Patrzył teraz wygłodniałym wzrokiem na każdy krok zbliżającego się wartownika.

Jeszcze chwila, jeszcze jedna.

Oblizał spękane usta szorstkim językiem.

Zamknął oczy tuż przed tym jak Fae stanął naprzeciw.

 

W tej właśnie chwili dotarła do niego prawda, od której aż zachwiał się i prawie upadł. Uzmysłowił sobie, że to woda była trucizną. Ogłupiała, otępiała, doprowadzała do szaleństwa, sprawiała, że istota przestaje pamiętać i czuć. Uzależniała. Jego odwodnione ciało odzyskało świadomość, stało się jednak wielką, ropiejącą raną, ryczącą wściekle za zatrutą wodą jak za zbawieniem.

 

Nie ma już dla niego ratunku, pomyślał. Nie ma żadnych szans na ucieczkę. To koniec.

Pozostała mu tylko zemsta, pomyślał w chwili, gdy wartownik spojrzał z obrzydzeniem na jego cuchnące, wychudzone, drżące ciało.

 

Dudnienie w uszach zagłuszyło słowa, które wypowiedział. Jakieś niezrozumiałe pytanie zawisło w powietrzu. Otworzył wygłodniałe oczy, spiął mięśnie i brutalnym ruchem zadał cios w krtań. Włożył w tą całą energię, jaka mu pozostała. Nie czekał, aż przeciwnik zegnie się z bólu.

 

Uderzył ponownie, tym razem w nos. Chrupnęła kość, bryzgnęła krew. Wartownik wytrzeszczył oczy, kaszlnął opluwając Kaja krwią. Próbował nerwowo sięgnąć po miecz, lecz nie zdążył wyszarpnąć metalu ze skórzanej pochwy.

Ludzka pięść trafiła go ponownie.

 

Kaj z dziką satysfakcją patrzył jak oczy Fae robią się coraz większe i większe.

Powalił go kolejnym ciosem w krtań. Tym razem śmiertelnym. Ciężkie ciało upadło bezgłośnie na klepisko z ziemi. Kaj otarł twarz z krwi i splunął na Fae.

 

- Chociaż tyle - uśmiechnął się wrednie.

 

Gdy rozejrzał się dokoła, ujrzał szereg stojących obojętnie więźniów.

Nikt nie spojrzał na trupa, nikt nie wydał nawet dźwięku.

Stali zwyczajowo jak kukły z nieobecnym wyrazem twarzy.

Tylko jeden, drobny, wychudzony chłopiec na drugim końcu szeregu, tuż przy drzwiach, rzucił przelotnym, przerażonym spojrzeniem w stronę zwłok. Zaraz potem odwrócił się przybierając głupawą minę jak reszta. To jednak wystarczyło, by nabrać podejrzeń. Kaj wskazał na niego palcem i krzyknął. Chłopak podskoczył. Jako jedyny. Zdał sobie z tego sprawę w tej samej chwili, co mężczyzna. Rzucił się błyskawicznie do ucieczki. Do drzwi miał niedaleko, Kaj zaś był ledwo żywy. Dobiegał do nich i już sięgał za uchwyt, gdy sztylet przeciął powietrze wbijając się tuż obok jego twarzy w drewno.

 

- Jeszcze jeden ruch... - warknął dysząc Kaj, dzierżąc w rękach drugi sztylet Fae.

 

Chłopiec odwrócił się i pisnął lękliwie:

 

- Czego chcesz?

 

- Jak? - warknął Kaj. Gdy chłopak udał, że nie rozumie zapytał jeszcze raz:

 

- Jak Ci się udaje?

 

Chłopiec zaśmiał się bezgłośnie. Jego oczy wydały się stare, dużo starsze niż wskazywałoby ciało, a ich wyraz był prawie tak szalony jak reszty niewolników.

 

- Pytasz się o to jak udaje mi się przechytrzyć królową sukę? - popatrzył przeciągle na Kaja, jakby ten już był trupem - Wystarczy nie pić wody.

 

Ponownie uśmiechnął się, ale uśmiech i tym razem nie sięgnął jego oczu.

 

Kaj podszedł do chłopaka, na tyle blisko by dostrzec przeraźliwie żółte zęby na tle sinych ust.

 

- Wystarczy zastąpić ją innym płynem...tam trucizny jest niewiele...

 

Mówiąc to spojrzał wymownie na trupa wartownika.

 

- Krew? - mężczyźnie zebrało na mdłości. Złapał chłopaka za koszulę, przygniótł do drzwi i wycharczał:

 

- Mam uwierzyć, że takie chuchro jak Ty morduje Fae, by napić się ich krwi?!

 

- Nie! Nie! - pisnął chłopak w popłochu - Chodziło mi o szczury. Krew szczurów.

 

Kaj zamarł. Chłopak wziął to za dobry znak.

 

- Znam miejsce, gdzie jest ich mnóstwo. Wystarczy dla nas dwóch... - szeptał poufale - Zaprowadzę Cię, jeśli chcesz. W domu byłem szczurołapem. One mnie kochają.

 

Patrzył teraz obłąkanym, rozbieganym wzrokiem po baraku szukając drogi ucieczki.

 

Kościste, sinawe palce, z popękanymi, zakrwawionymi pazurami głaskały delikatnie zaciśnięte na koszuli pięści. W Kaju wezbrało obrzydzenie na ten dotyk, to i coś jeszcze. Poczuł litość, litość do tej istoty, która potrafiła przetrwać piekło mimo wszystko.

 

- Szczury to wszystko, co mam. Moja rodzina. One mnie kochają... - powtórzył bełkotliwie chłopak uśmiechając się od ucha do ucha przerażającym uśmiechem.

 

Kaj musiał się zastanowić. Dobra, krew szczurów, pewnie da się ją pić - myślał gorączkowo - może to i prawda. Nie miał nic do stracenia. Bez sił nigdzie i tak nie ucieknie.

Jego mózg pracował teraz na podwyższonych obrotach. Zaczął na szybko opracowywać plan, może chaotyczny i niekompletny, jak stwierdził, ale od czegoś trzeba zacząć. Najpierw muszą pozbyć się zwłok. Ukryć dobrze zdobytą broń.

 

- Pomożesz mi przeciągnąć trupa do latryny, a później skombinujemy krew. Uciekamy – powiedział władczym tonem Kaj.

 

- Chyba oszalałeś... stąd nie ma ucieczki - zaczął kręcić głową chłopak patrząc teraz na trupa Fae - chyba ze kominem z pieców... Zresztą, gdzie?! Do ludzi szmat drogi przez Bory Tuchola... Na północ Zamarznięte Morze, na południe góry nie do przejścia. Nie ma stąd ucieczki! - pisnął.

 

- No i wymyśliłeś dobry plan, młody – poklepał go po ramieniu Kaj - Sfingujemy swoją śmierć, a dalej przy piecach się coś wymyśli. Byleby wydostać się z przeklętego zamczyska, gdzie tylu zbrojnych.

 

- Zwariowałeś - stwierdził chłopak patrząc teraz na Kaja zaskakująco trzeźwo. Gdyby nie miał drzwi za ścianą zapewne odsunąłby się do tyłu - Z braku wody mózg Ci wyparował! Ja się na to nie piszę!

 

- To nasza jedyna szansa - warknął Kaj twardym głosem - przez lasy da się przejść. Na myśl przeszła mu teraz Ote, jej się przecież udawało.

 

- Chyba Twoja! - odkrzyknął - Ja wolę żyć tutaj niż zdechnąć zeżarty przez jakieś pieprzone stwory z lasów. A Ty nie przejdziesz nawet 100 metrów - uśmiechnął się złośliwie.

 

- Nie rób po gaciach, młody. Trzeba wracać do domu, a nie gnić ze szczurami tutaj.

 

Odpowiedziało mu milczenie. Coś złowrogiego zaczaiło się w oczach chłopaka.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (5)

  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Baba Szora→Jako żyw przeczytałem, bo tak łatwiej:)
    Taki... rasowy ów tekst, w sensie: początku, wizyjności, treści i zdarzeń mijających.
    "Dosadny" w części, rzekłbym. No i szczurzy krwawy motyw. I tajemniczy gościu na końcu.
    Wprzódy przeczytałem jeszcze raz: 14:)↔Pozdrawiam:)↔5
  • Baba Szora 2 miesiące temu
    Cieszę się, ze nawet przeczytałeś, nim wystawiłes komentarz. To nawet rozsądna kolejnosc, zdaję mi się 😁
  • Baba Szora 2 miesiące temu
    Dziękuję za rasową ocenę i pozdrawiam 😄
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    „Pozostała mu tylko zemsta,”
    Bez mu, a jeśli upierasz się przy zaimku, to tylko „mi” bo potem jest pomyślał
    „Jak Ci się udaje?”
    Znajdź błąd
    „Pytasz się o to jak udaje”
    Się o to – zupełnie zbędne
    „razem nie sięgnął jego oczu.”
    Jeśli dasz: nie objął oczu, to zaimek zbędny
    „chuchro jak Ty morduje Fae”
    Znajdź błąd, a potem skreśl jak ty.
    „Zaprowadzę Cię, jeśli”
    Znów
    „szczurów, pewnie da się ją pić”
    Szczurów można pić (znika przecinek, zaimek i się)
    „chyba ze kominem z pieców... Zresztą, gdzie?!”
    Tu jest jakiś błąd, ale nie wiem co dokładnie chciałaś powiedzieć. A drugie: lepiej dokąd niż gdzie
    „mózg Ci wyparował”
    Błąd
    „Chyba Twoja! – odkrzyknął”
    Błąd
    „nawet 100 metrów”
    Słownie sto, tym bardziej że to wypowiedź

    Bardzo dobrze, Kaj nie będzie czekał jak księżniczka na wieży, by jakiś śmiałek albo śmiałkini przybyli go ratować. Sam bierze sprawy w swoje ręce, co już wzbudza sympatię. Pomocnik też interesujący, bo mało przyjemny, może być mieczem obosiecznym. Ciekawy rozdział.
  • Baba Szora 2 miesiące temu
    Dzięki za wylapanie błędów i za motywujacy komentarz 🙂
    POZDRAWIAM,

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania