Serce Tajgi - 1: Płomienna Północy - Rozdział 4

- Aż tak łatwo dałaś się okraść? - Powiedziała Ewelina z wyrzutem do swojej klaczy. Przebierała nerwowo po torbach i kieszeniach siodła. - Kpina jakaś. Żartują sobie ze mnie. Głupia, nic nie warta na oko moneta, a i tak troglodyci ją sobie podbiorą. - Westchnęła. - Chuj z nimi Lyrka. Oby im pod sadłem buchła.

 

Znajdowali się w obszernym błękitnym namiocie służącym za prowizoryczną stajnię arystokracji. Wszędzie chrapały i parskały na wpół przytomne rumaki. Ćmy latały wokół wiszących z sufitu lamp olejnych. Ewelina popatrzyła na nie krytycznie. „Imbecyle", rzekła do siebie w duchu. Wśród nocnej ciszy, od czasu do czasu przerywanej przez ciężkie kroki przechodzących, pojedynczych żołdaków, rżenie i chrapanie koni zdawałoby się być dla Najemniczki hałasem. Wnet, z tej kakofonii, odwróciły uwagę kobiety, ciche, ostrożne kroki, zostawiające za sobą jeszcze cichsze mlaśnięcia błota. Udała, że nie słyszy i dalej zajmowała się przebieraniem zawartości swojego siodła. Kroki nagle ucichły. Skradająca się osoba stanęła w wejściu namiotu i odezwała zza pleców Eweliny, niskim, męskim i spokojnym tonem.

 

- Nie wiedzieliśmy, że wróciłaś do wykonywania zleceń dla błękitnokrwistych. - Odrzekł nieznany jej głos.

 

- Dla władców jak już. - Poprawiła go Makowłosa. - Szlachetki mogą sobie poskręcać karki na stopniach schodów. Od kiedy to Akademia, wysyła Akolitów Kruka w delegacjach dyplomatyczno-szpiegowskich? - Odwróciła się do postaci. Szedł ku niej fioletowooki blady mężczyzna, którego widziała w Namiocie. - Kasper, zgaduję? - Mężczyzna stanął przed nią, z rękoma opartymi na biodrach. Ukłonił się lekko.

 

- Miło mi, pani Ewelino. Zaszczyt w końcu poznać, jakże legendarną wśród mego ludu Płomienną Północy. - Wyprostował się.

 

- Również miło mi, widzieć plemieńca ludu Krukowrona. Nie odpowiedziałeś mi na pytanie. Jeżeli nie jest to informacja stricte tajna, rzecz jasna.

 

- Dobrze wiesz, że dla ciebie nigdy nie jest Ewelino. Inicjatywa samego Imperianty Pyryjskiego. - Błysnęło mu w fiołkowych oczach. - Zostałem wysłany, by godnie reprezentować naszą ojczyznę na czele cudów inżynierii Akademickiej.

 

- Tu? Na tej zaściankowej wojnie? - Zapytała zniecierpliwiona. - Co wam kazał wyszpiegować?

 

- Chciałabyś tutaj o tym rozmawiać? - Parsknął ironicznie agent.

 

- Nikt nas, a zwłaszcza mnie, nie będzie w stanie podsłuchać. Więc bez obaw. No?

 

- A więc zatem... Hm... - Przeczesał swą długą, czarną brodę. - Szlachetny Imperianta obdarza szczególnym zainteresowaniem obecnie trwający kryzys sukcesji w Ryznaniu. Przeanalizować sprawę na dworze, nagromadzić informacje. W miarę możliwości sabotować, potencjalną możliwość dopuszczenia Księcia Andreia do władania królestwem Ryznańskim. Król Witor stary już. Za dużo sił na dworze, w planach mających zerwanie stosunków z Pyrią.

 

- Silne te nastroje?

 

- Na tyle silne, by w razie sporu część arystokracji poparła, ogólnie wyjątkowo nielubianego pretendenta.

 

- A wy jeszcze pchacie się w ich politykę. - Pokręciła głową.

 

- No cóż. Teraz z tym już nic nie da się zrobić. Dopiero na miejscu, poniekąd dzięki twoim siłom, udało się mojej szpiegówce rozszyfrować skrajną ilość spisków, mających to chociaż pozbawić samego Mnie, życia. - Zmarszczył czoło, dopiero teraz zauważyła jego młodą cerę, pozbawioną jakichkolwiek zmarszczek oraz nikłą linię po bliźnie, na jego prawym oku. Wysoko uniesione policzki, białe równe zęby, prosty nos i wąskie wargi. Był przystojny. - Za to królewna Stojanka to kobieta wychowana na dworze. Dopiero ostatnio przyuczana przez owy dwór, jakże i mój wywiad, do objęcia tronu po Ojcu. Łatwo będzie ją zmanipulować do uległości. Księcia można w coś za to wmieszać. Lub po prostu... - Przejechał kciukiem po szyi.

 

- W urocze, polityczne bagno żem się wpakowała. - Westchnęła ciężko. - Mam tę robotę porzucić? Jak tak, to musicie coś...-

 

- Ależ w żadnym razie Ewelino. - Pokręcił głową Kasper. - Powiem, że wręcz na rękę by to nam było. Książę z dala od swoich zabijaków. Łatwiejszy cel.

 

- Chcecie go zamordować?

 

- Trzeba przyznać, że byłoby to w interesie Pyrii. Elf ten, pała ogromną nienawiścią do naszego narodu. Wiele razy udało mi się usłyszeć, że, według niego, jesteśmy głównymi sprawcami jego problemów z sukcesją.

 

- A jesteście? - Uśmiechnęła się wyzywająco.

 

- Z tego, co mi wiadomo, ambasadorom Pyryjskim nigdy nie przydzielono żadnych misji związanych z ingerencją przy dworze. Nienawiść uzasadniona czy nie, nieprzyjazny nam władca zdecydowanie szkodzi pyryjskim interesom w tym regionie. Nadto, pogłoski chodzą, że pali się fanatyzmem do wiary Biało-Trybunalskiej, a zdecydowanie Pyria nie potrzebuje, by zaraz sprowadzano komandorie straży świątynnej do krajów kresowych. Mordować go, jednak niestety się nie godzi, ni też opłaca.

 

- Nie zindoktrynowaliście waszej podopiecznej królewny na tyle, by rozłożyła przed wami nogi?

 

- Na to zawsze jest czas. - Uśmiechnął się upiornie. - Smarkula niestety ostatnio sama zaczęła grać w grę dworną.

 

- No to długo wam jednak nie pożyje. - Cmoknęła.

 

- Ryznań rządzony przez nieprzychylnego nam władcę utrzyma się, jakakolwiek ta władza by nie była. Nie jest w stanie zagrozić nam, ani naszym wpływom w regionie. Rozpadający się trup państwa pozbawionego następców tronu... Cóż, pełno sępów gotowych je rozerwać na strzępy. Król nakazał ci go przyprowadzić całego tak?

 

- Owszem?

 

- Dołożymy ci w takim razie jedną piątą umownego wynagrodzenia, jeżeli przyprowadzisz go żywego.

 

Ewelina roześmiała się histerycznie. - Wy też? Do teraz jedyną karą byłby po prostu zakaz wjazdu do zaściankowego królestwa i miłość jego ludu.

 

- Nigdy byśmy ciebie nie ukarali, nie przesadzaj. Przyjazny dar, byś ino miała większą motywację.

 

- I presję. Wsadź sobie swe srebro w rzyć. Możecie mi za to dać inny podarunek.

 

Zmieszany agent przekręcił się lekko, by zwrócić się do Eweliny uchem. Ewelina zamarła na chwilę, aż serce stanęło jej w gardle. Na wcześniej, pogrążoną w kompletnej ciemności zbroję, której naramienniki przysłaniały długie czarne włosy akolity, padło na krótką chwilę światło lampy. Kiris z ozłoconymi krawędziami folg, udekorowany wzorami roślin. „Nie zrobili mi tego" Jęknęła w duchu. Szpicowąs wszakże opowiedział o noszonych przez strzelców zbrojach, jednak nie wpadło jej do głowy, że będzie chodziło mu o dokładnie tę. Momentalnie przystosowała do ciemności swój wzrok. Ledwo widoczna niebieska łuna przeszła falą przez jej źrenice. Zobaczyła zbroję. Była wykonana z ciemnej stali. Pięć folg dekorowanych złotem na napierśniku, długa linia biegnąca w poprzek. Złote wzory roślin. Gwiazda o ośmiu ramionach na lewej piersi? Kruki przy obojczyku? To było wykonane na zamówienie. Zresztą Wąsacz mówił o dwustu sztukach tego pancerza. Tylu to nawet nie ma komandosek. Zmieszała się. Coś tu jej nie pasowało. Czyżby...

 

- Słucham cię Ewelino? - Zapytał niecierpliwie Agent.

 

- Teraz to dwa podarunki. - Z trudem starała się ukryć zaniepokojenie i podejrzliwość w jej głosie. - Jeden możesz mi dać od zaraz, jako zaliczkę. Skąd masz.... Skąd macie te zbroje?

 

- Zbroje? Rusałki nam je podarowały.

 

- Podarowały? Co takiego? - Ogarnęło ją zaskoczenie. Elf wyprostował się dumnie.

 

- Nasi emisariusze osiągnęli sukces dyplomatyczny. Udało nam się w końcu nawiązać kontakt z pięknymi Rusałkami. Doszło do uprzejmej rozmowy, w rezultacie której, my podarowaliśmy im pięć Dział organkowych, a one, w prezencie, wykonały dla nas dwieście sztuk swych urokliwych zbroi dla naszych żołnierzy. Oraz pięć unikalnych, lżejszych i jak widzisz, ładniejszych zbroi dla Akolitów Kruka.

 

- Wpuściły was do swego lasu? - Podniosła na wpół zrezygnowany głos.

 

- Ależ skąd. Jeziordamy dokonały wymiany dyplomatycznej za pośrednictwem swych komandosek, na rubieżach swego gaju oczywiście.

 

- Zamorduję was... - Westchnęła ciężko, uśmiechając się w uldze.

 

- Rozumiem, że to głównie poprzez twój wpływ na nie w ogóle zdecydowały się z nami rozmawiać?

 

- Powiedziałam to i tamto na temat waszego Imperium. Nie bądź wdzięczny, za ich akcje nie odpowiadam. - Pokręciła głową. - Obrazicie się na nie, gdy powiem, że te zbroje są dość marnej jakości, jeżeli chodzi o rzemiosło Rusałek?

 

- Zdecydowanie lepszej jakości niż cokolwiek zrobione przez resztę świata. Nie możemy się za taki gest „obrażać". Jakiego innego, dobrowolnego podarunku zamierzasz się bezczelnie domagać?

 

Najemniczka parsknęła pogodnie śmiechem.- Potrzebuję kogoś, kto sponsorowałby miejsce mojej znajomej na waszej Akademii. Uzdolniona, bystra, oczytana, sama swego czasu poduczyłam ją Alchemii i podstaw Magii Mocy.

 

Kasper westchnął głęboko. - Pyryjski zna?

 

- Pewnie.

 

- Trybunałka?

 

- Niewierząca i pokrzywdzona. Nie będzie miała problemu z asymilacją.

 

Skinął głową, po czym oznajmił. - Takie kontakty tutaj tylko Ja mam. Przeżyję, to poślę odpowiednie wiadomości.

 

- Idziesz się bić? Pułk strzelców nie ma oficera? - Zapytała z udanym zatroskaniem.

 

- Ma, ale na bitwie trzeba kogoś, kto obiektywnie oceni sprawność naszych nowych wynalazków. Zresztą, Igrodzką armię wspierają druidzi. Zdolności antymagów będą nad wyraz przydatne.

 

- Drzewców się spodziewacie? Widziałam waszą skrzynię magiobójek.

 

- Igrodzcy druidzi to amatorzy kunsztu magicznego. Polityka im tylko w głowie, jak to z degeneratami bywa. Niczego jednak nie można wykluczać. - Ewelina uśmiechnęła się na tę wieść triumfalnie. - W bitwie będę, ale swoich agentów i tak za tobą poślę, nie uśmiechałbym się tak wcześnie. - Makowłosa przewróciła oczyma.- Nie będą plątali się pod nogami.- Dodał.

 

- Zlecenie tak ważne, że dostanę własną straż tylną. - Założyła ręce na piersiach.

 

Kasper spoglądał na nią z politowaniem, po czym podniósł ostrzegawczo wzrok, uniósł porozumiewawczo dłoń i szepnął do Eweliny.

 

- Słyszysz to? Oddech? Ktoś stoi i nas podsłuchuje.

 

Ewelina kompletnie ignorując jego zaproszenie do cichej rozmowy, odezwała się donośnie.

 

- Dragomir? Stoi tam już ze trzy minuty i sapie niczym przyćpany knur. - Akolita patrzył na nią z zakłopotaniem, nie słysząc jednak żadnych poruszeń ze strony skąd przypuszczał, podsłuchuje Dragomir, oparł się odruchowi, by tam spojrzeć. - Bez obaw, nie słyszy nas. - Pokazała palcem w górę. Kasper spojrzał samymi oczyma na sufit namiotu po którym od czasu do czasu przebiegały ledwo widoczne linie niebieskiego światła.

 

- No tak. – Odchrząknął.

 

- Uważaj na niego. - Spoważniała Ewelina. - Tłusty skurwiel zbyt ochoczo chciał mnie wyręczyć z kontraktu. Knuje coś samemu odnośnie sukcesji.

 

- Nie cieszy się dobrą reputacją na dworze. - Westchnął Kasper. - Dziwię się, że sam król toleruje jego obecność.

 

- Z jakiej jest dynastii?

 

- Dragomir gor me Migvonid

 

- Nie znam. Nieważne. Uprzedź swoich podopiecznych, by trochę powęszyli w sprawie tego, kto temu wieprzowi służy. Na wszelki wypadek, niech przygotują zasadzkę, gdyby tamci przybyli królewiczowi z „bratnią pomocą".

 

- Poinstruuję ich niezwłocznie. Z poszanowaniem, sam muszę się niestety oddalić, by odprawić namaszczenie naszych wojsk przed snem.

 

- Przyjemnie było spotkać jednego z was. - Głęboko ukłoniła się najemniczka. - Obyśmy się jeszcze spotkali, ty z głową na szyi, a ja mam nadzieję niepoćwiartowana przez bandę maniaków.

 

- Z wzajemnością. - Odwdzięczył się jej gestem. - Życzę ci udanych łowów, nasza kochana Makowłoso. - Spojrzał się przez ramię. - Będzie słyszał, jak nadchodzę? - Ewa szczerząc się, zaprzeczyła kręceniem głową.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania