Serce Tajgi - 4: Echo Wieczności - Rozdział 7

VII

 

-... A po coś ty w ogóle tu jest w takim razie? - Obruszył się wściekle Diuk Jacci. Podczas gdy ten usilnie powstrzymywał się od szalonego sapania, siedzący po drugiej stronie Czersk otoczony druhami ze swojej kompanii zachowywał lodowaty spokój. - Nie chcesz złota, skarbów ci nie oddam, a ochrony twojej nie chcę. Przychodzisz i obrażasz mnie i to nie raz.

 

- Nigdy ciebie nie obraziłem. - Przerwał mu Czersk. - Sam się obrażasz o słowa, które śmiem wypowiadać. Kontroli zaś nad twym umysłem nie mam. Toż to ty wykazujesz słabość, dając się obrażać wyrażeniami ogólnikowymi i stwierdzeniami.

 

- Dość... - Poderwał się od stołu Diuk. - Twoja impertynencja stwarza sobie niewyobrażalnie... - Nie dokończył. Zamilkł na dźwięk powoli rozwierających się donośnie drzwi. Spojrzał niepewnie w ich kierunku, w przeciwieństwie do Czerska, który niewzruszony siedział w wyczekiwaniu, aż ten wznowi swój wywód. W rozwidlonych wrotach stała Płomienna opierająca dłoń na rękojeści szabli. Spojrzał na Czerska i usiadł nic nie mówiąc, jakby starając się zrobić mu na złość. Ewelina wolnym krokiem ruszyła w ich kierunku.

 

- Nareszcie. - Rzekł do niej z pretensją Diuk. - Nieźle żeś nam kazała czekać, bawiąc się z tymi brudnymi wiochmenami.

 

- Mają tam łaźnię. - Uśmiechnęła się szelmowsko. - Czystsi niż większość pańskiej świty.

 

- Nie mam czasu się z tobą również użerać. - Syknął Diuk. - Gadaj czy zdobyłaś całą tę gryfią skórę dla twojego bydlaka. Dość się tu już nasiedzieliśmy. - Czersk spojrzał ku Ewelinie z wyczekiwaniem. Czuła jak wbrew własnym emocjom odruchowo przebiegły ją ciarki po karku.

 

- Niestety, zostałam przez kogoś uprzedzona.

 

- Kpisz sobie. - Wycedził gniewnie.

 

- Nie ma ku temu powodów, z kolei nie jest to już problem, który dotyczy ciebie książę. Udało mi się przekonać Biesa, iż takową skórę dostarczę mu w późniejszym terminie, zaś tobie odpuści, a sam wróci na swe pastwiska.

 

- Jak to? - Zdumiał się. - Nie mógł tak od razu, bez przetrzymywania nas tutaj w tej pogańskiej prowincji?

 

- Panie niewłaściwe jest dalsze uznawanie tego zakątka jako pogańskiego. - Jak zwykle wtrącił się stojący obok księcia mnich Riordan. - Poczyniłem... Poczyniliśmy postępy panie, ci opierający się, to tylko parę wiosek, które z czasem oddadzą swe serca Wielkiemu Starcu.

 

- Mniejsza o to Riordanie. - Popatrzył na niego krzywo.

 

- Gdyby można było od razu, to zapewniam Ciebie, iż nie musielibyśmy tak czekać... - Czuła coś, jakiś nieobecny ból, rosnący strach kogoś blisko niej. Radomira. Trzęsła się, Ewelina wręcz czuła jak jej umysł odpływa. Jak chce uciec i schować się wewnątrz swego wymiaru. Jednak trwała, nie chciała ulec torturującemu Ją wzrokowi. Czersk. Patrzył na nią pusto i niezrozumiale. Nie mógł jej widzieć, a widział. Widział i wywoływał w niej ból oraz rosnące szaleństwo. Czemu on to robi? Zacisnęła dłoń na rękojeści szabli. „Nie rób tego, nic mi się nie stanie Ewuś.” Usłyszała w myślach. Nie, nie poradzi sobie, wiedziała o tym. Makowłosa otworzyła niemo usta i wyszeptała ni to wrogo, ni to błagalnie.

 

- Przestań. - I przestał. Skierował tylko wzrok ku Płomiennej i uśmiechnął się kącikiem ust, po czym przeniósł spojrzenie na Diuka. Czuła jak z jaźni Radomiry upada potężny kamień, lecz zajęło jej to dłuższą chwilę, by w pełni oprzytomniała

 

- Cóż w każdym razie możesz nas Płomienno opuścić, jako że ja mam jeszcze sporo do omówienia z tym oto Czerskiem, a nasz kontra...

 

- Niczego nie maszże do dyskutowania. - Przerwał mu Czersk. - Jesteśmy gośćmi w tym zamczysku, tak samo jak ty i stojąca tutaj Płomienna. Nie znajduję w tym żadnego obowiązku, by ciebie jakkolwiek zabawiać, bądź odpowiadać przed tobą, zwłaszcza, że to Ty przerwałeś mi i moim towarzyszom wieczerzę.

 

- Trochę szacunku, on jest... - Nadął się Riordan, ale temu również nie pozwolił dokończyć.

 

- Jest władcą zaściankowego księstwa pozbawionego bogactw oraz pozycji nawet w skali konfederacji w której się znajduje. Gdybym chciał, to nawet samemu udałoby się Ciebie obalić i zasiąść na tronie, nie licząc mojej kompanii.

 

- Czyżbyś mi groził najemniku? - Zapytał groźnie Jacci.

 

- Tłumaczę ci głupcze. Nie jestem niczym zobowiązany wobec Ciebie.

 

Ewelina westchnęła, sama chciałaby od siebie dodać parę słówek, ale za ponagleniem uciekła się do dyplomatycznej retoryki.

 

- Panie, niestety nasz kontrakt nie został sfinalizowany, toteż jestem zmuszona zostać i wyselekcjonować odpowiednie przedmioty jako część mojej zapłaty. - Można byłoby przysiąc, że dana kwestia rozbawiła nieco Czerska. Uniósł lekko kącik ust i popatrzył z politowaniem na Radomirę, by zaraz odwrócić wzrok, nim Płomienna zdążyła go na tym przyłapać.

 

- Wy najemnicy pozwalacie sobie na zbyt wiele. - Warknął gniewnie Diuk. - Będziemy przygotowywać wozy do wyruszenia za dwa dni, do tego czasu... - Doszły ich odgłosy butów stukających jednego po drugim. Ktoś biegł w stronę komnaty. - Do tego czasu się zajmiesz ładowaniem twojej części łupu na konia czy coś. Nie obchodzi mnie. - Do komnaty wbiegł nagle zasapany Hugo. Lupin oparł dłonie o kolana i wyprostował się.

 

- No Czersk. - Zwrócił się do niego. - Sytuacja sukcesem zakończona.

 

- Mów. - Odparł lakonicznie lider Lustrzanych Ogarów.

 

- Znaleźliśmy tego przeklętego grzybiarza, co to przeczucia miałeś. Cholera rzeczywiście wtedy tam była. W każdym razie, Gryfona usiekła i oskórowała Duchna, a potem Makowłosą spotkała i przekazała skórę, a ta ją spaliła w niebieskim płomieniu czy coś. - Czerskowi natychmiast spoważniała mina. Zmierzył ją surowym wzrokiem. Ewelina przymknęła oczy.

 

- „Zawsze można uciec.” - Rzekła w myślach.

 

- „Nie dasz rady Ewa, złapią Ciebie i w dodatku skrzywdzą Wyrwiklona. Przykro mi. Musimy oddać ten jeden dzień cierpieniu.”

 

- Jeżeli był to niebieski ogień, to nie spłonęła, tylko ma go przy sobie. - Oznajmił lodowato Czersk. - Dlaczego?

 

- Nie rozumiem. - Kontemplował Jacci. - Chciałaś zatrzymać skórę dla siebie? Oszukać Biesa?

 

- Nie chciałam. - Wysyczała z groźbą Ewelina. Czuła jak gotuje się jej krew. Wszystko co zyskała tego wieczora, zaraz szlag trafi i wróci do punktu wyjścia.

 

- To zamierzasz mu ją oddać czy co? - Niecierpliwił się diuk.

 

- Czemu ma Mu niby ją oddać? - Czersk zwrócił się do władcy.

 

- Umowa. - Oznajmiła Żerczyni. - Oni grabili skarby w górach. Bies nas przyłapał na przełęczy, a ja obiecałam mu skórę jako myto. Byłeś tam na weselu. Ja dowiedziałam się, że też szukałeś tej skóry, a ja postanowiłam nie ujawniać swojej... Naszej zdobyczy. Wolałam zataić, by...

 

- Uniknąć walki? - Dokończył za nią Czersk. Skinęła potwierdzająco. Wstał od stołu.

 

- To co robimy Czersk? - Zapytał niepewnie Hugo. - Kosimy ją? - Lider spojrzał na niego gniewnie.

 

- Miała układ ze znajomym Biesem i chciała go wykonać. - Skierował lodowaty wzrok ku Ewelinie. - Przecież nie będę nikogo zabijać o jakąś skórę zwierzaka. - Podszedł do niej. Spojrzał jej prosto w oczy. - Potraktowałaś mnie jak nieprzyjaciela. Nie rób tego więcej, bo nim nie jestem. - Ominął ją i przeszedł przez stojącą obok Radomirę, kierując się ku wyjściu. Nie odwracał się, nie dał sygnału, ani nie ujął to w żadne słowa, ale jego kompania ruszyła za nim. Na wyjściu Hugo zmierzył ją przepraszającym spojrzeniem. Czuła jak drżą jej nogi, jakby to wielki wysiłek woli i ulga chciały dać o sobie znać.

 

- My też idziemy. - Rzekł Diuk. - Ty sama lepiej mnie następnym razem nie okłamuj. - I wyszli. Wyszli nawet strażnicy Hrabiego, najpewniej zobligowani poprzez jego rozkaz. Zostały same. Ona i Rada. Odwróciła się plecami do stołu i usiadła na nim, wydając głęboki wydech. Dopiero teraz zwróciła uwagę na kolorowe wzorki rzucane przez witraż. Radomira usiadła tuż obok niej, wtulając się w nią i kładąc głowę na ramieniu Eweliny. Obie chciały płakać, bardziej ze spokoju ducha jaki ich objął

 

- Będzie ciężko. - Westchnęła Rada.

 

- Pisałam się na to. - Uśmiechnęła się Żerczyni. - Przynajmniej nie będę wiązała się na razie z durnymi dworakami. Może to trochę pomoże.

 

- Słuchasz mnie, a ja nawet nie do końca wiedziałam, co powinnaś robić. Będzie to raczej próba też dla mnie.

 

- Mhm. Przynajmniej z tym problemem już się zmierzyłyśmy.

 

- Przynajmniej to.

 

Pocałowały się. Jeszcze nie wiedziały, jak bardzo przyszło im się mylić.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania