Serce Tajgi - 2: Kwestia Starców - Rozdział 7

VII

 

Demony nie płonęły tak jak inne istoty. Ciała upiorów, elfów czy ludzi zapadały się z syczeniem same w sobie, zostawiając nieprzyjemny zapach palącego się trupiego mięsa, ujawniając makabrę wnętrzności i kości danej istoty. Demony tak nie umierały w płomieniach. Zamiast syczenia, melodyjne brzmienie dzwonków na wietrze. Przyprawiający o mdłości smród palonych zwłok, zastępował kojący zapach łamanych igieł cedru i kwiatów polnych. Ciało zaś nie okrywało się czernią spalenizny, ni w sobie zapadało, starzejąc się nienaturalnie. Zamiast tego skóra tężała, powracając do swych oryginalnych kształtów jeszcze sprzed śmierci, czy w wypadku choćby południc i strzyg, przemiany, po to by płatami, niczym z rozbitej porcelany, odrywać się od ciała zamieniając się w rzesze jarzących się złotym światłem ogników i motylów gnających w nieznane ku niebu.

 

Tak właśnie wyglądała teraz Palynra spoczywająca na płonącym stosie, pośród pola żegnającego wieczorne słońce. Piękna młoda dziewczyna, mieniąca się złotymi światłami, leżąca ze spokojnym uśmiechem w wiecznym śnie. Ewelina stała milcząca, ze stoickim spokojem wpatrując się w ciało zmarłej południcy. Nie zwracała już uwagi na echa przekrzykujących się wściekle mężczyzn i ich krzyczących z przerażenia kobiet, lamentujących i starających się pewnie gasić pożar Iglicy, w oddali pokrywający skrawek nieba łuną niebieskich płomieni. W tym momencie potrafiła się wsłuchać wyłącznie w anielskie dźwięki dzwonków. Nie zwróciła nawet uwagi na zbliżające się ku niej pośpieszne stawiane kroki łamiące suche źdźbła trawy. Po chwili zza jej pleców doszedł ją już tak bardzo znajomy głos sapiącego z wysiłku sołtysa.

 

- Pani najdroższa! - Wydobył z siebie uniesionym głosem. - Pani najdroższa! Wie pani jacy oni są teraz... O nie. - Ujrzawszy i zrozumiawszy co leży na stosie, stanął jak wryty i odsapnął z goryczą. Wykrzywił się w grymasie bolesnej, wstydliwej skruchy, drapiąc się po skroni. - Ja... Przepraszam pani. Ja chciałem ostrzec, że nie chcieli tego słuchać... Przepraszam cię za ni... - Sapnął boleśnie, ściskając powieki. - Zabronili mi wyjść. Zaciągnęli mnie do chaty z powrotem. Grozili mi i żonie i dzieciom, że zrobią nam złe rzeczy, jak tylko spróbuję wyjść. Chciałem cię ostrzec, przedłużyć trochę, by nie skojarzyli zbyt szybko iż wydałem ich plany. Ale było już za późno, nie wiedziałem, że tak od razu... Tak bardzo was przepraszam. - Ewelina milczała, a Jarko zamilkł i również pogrążył się w zadumie wsłuchawszy w dzwonki. Trwali tak trochę. Słońce chowało się już za horyzontem, a niebo za nimi wypełniała jarząca się łuna niebieskiego pożaru. Do momentu, aż Palynra niemal całkowicie się rozpadła. Widząc to, Sołtys przerwał ciszę i znów zagadnął stojącą w milczeniu Ewelinę.

 

- Nie wiedziałem, że ktoś tak pięknie potrafi odchodzić. - Powiedział w nietypowym dla niego spokojnym tonie. - Moja żona miała rację. Zawsze miała rację. W tej wiosce nie ma przyszłości i nigdy jej nie było. Ale była moim światem, z którego tak strasznie bałem się odejść. Dawno zresztą powinienem to zrobić. - Spojrzał ku Płomiennej. - Ewelino. Wiem, że to okropny moment na tego typu prośby, ale zrozum. Muszę. Bandyci się ciebie boją, w pogoń za nami też nie będą się bali udać. Moja rodzina. Nie obronimy się. Zabierz się proszę z nami, przynajmniej do najbliższego miasteczka. Wyprowadź nas proszę z tego świata.

 

Ewelina długo nie odpowiadała, aż w końcu odetchnęła głęboko i spojrzała ku ciemniejącemu niebu, na którym widniały jeszcze złote ogniki. Odwróciła się, skupiając swój wzrok, ku stojącemu na niedalekiej ścieżce wozowi, na którym krzątała się dwójka dzieci, a siedząca na ławie, znana jej, kobieta trzymające lejce żubra, wpatrywała się z wyczekiwaniem w Ewelinę. Ta w końcu ruszyła ku nim. Na odchodnym przekazała w dłonie Jarka dziwnie wyglądający puchar z jasnego srebra, klepiąc go przy tym po barku. Sołtys nie podążył za nią wzrokiem, przyjrzał się tylko z tłumionym entuzjazmem, naczyniu. Stał tak, przyglądając się już zwęglającemu się stosowi, po czym odwrócił się i poszedł za Płomienną.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Artur S 4 miesiące temu
    I na tą chwilę koniec. Następna opowieść może będzie gotowa do publikacji za dwa/trzy tygodnie, gdyż o ile jest już napisana, to wymaga jeszcze końcowej korekty.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania