Serce Tajgi - 4: Echo Wieczności - Rozdział 8

VIII

 

Następne dni upływały wolno. Każdy trzymał się swoich własnych kwater i zajęć i z reguły nie wchodzili sobie w drogę. Od czasu do czasu zamieniając jedno z drugim pojedyncze zdania. Diuk przekomarzał się z Czerskiem, Riordan pouczał Huga, a Ewelina razem z Radomirą odwiedzały Wyrwiklona. W zasadzie jedyną osobą, która trzymała kontakt ze wszystkimi gośćmi był sam gospodarz oraz podległa mu służba. Drugiego dnia rankiem przyszło im pożegnać kompanię Lustrzanych Ogarów oraz Biesa, który otrzymał swoje należne cło. Razem z Hrabią Ewelina pożegnała olbrzyma i same Ogary, choć tych drugich bardziej z grzeczności niż z uczucia głębszego przywiązania. Na wychodnym zagadał do niej jeszcze Hugo.

 

- Wybacz mi Makowłosa i proszę byś nie trzymała w sobie urazy za ten dość bezczelny donos. - Uśmiechnął się życzliwie. – Ot, ci po prostu głupia lojalność, której życzę sobie przestrzegać.

 

- Do niczego złego nie doszło, ogarze. - Uśmiechnęła się przyjacielsko. - Zgoda niech i będzie. - Uścisnęła lupinowi dłoń.

 

- No to żegnam! Przekaż tej swojej Duchnej pozdrowienia, gdziekolwiek to się podziewa.- Zwrócił się ku bramie.

 

- Przekażę. - Pomachała mu. - „Masz pozdrowienia” - Rzekła w myślach do stojącej obok Radomiry.

 

- „Słyszałam.”

 

Stały jeszcze na murach, obserwując oddalającego się olbrzyma i najemników. Na szczęście te małe tlące obawy się nie ziściły i najwidoczniej Czersk poszanował umowę i nie zdecydował się w ostatnim momencie zaatakować olbrzyma. Ruszyli osobnymi ścieżkami. Bies na wschód w Góry Kościste, a Czersk na południe. Resztę dnia spędziła wybierając i selekcjonując swoją część skarbu pod nadzorem paru gwardzistów z orszaku księcia, od czasu do czasu przerywając zajęcie rozmową z Hrabią, który najwidoczniej rzetelnie takiej potrzebował po dniu użerania się z suzerenem.

 

Nastał w końcu ranek dnia trzeciego, w którym to zarówno Diuk, jak i Płomienna, mieli opuścić dwór. Ewelina kończyła objuczać Lyrkę w drobnej stadninie, podczas to, gdy Radomira doglądała swojej widmowej klaczy.

 

- Gotowe. - Żerczyni poklepała Lyrkę po szyi. - „Czas się pożegnać z Hrabią.”

 

- „Mhm” - Mruknęła beznamiętnie Rada.

 

- „Objawisz mu się?”

 

- „Raczej nie będzie to najlepsza dla niego chwila, by go nawiedzać.” - Oznajmiła oschle.

 

- „No tak. Wykombinowałaś coś z tą córką.?” - Ruszyła w kierunku bramy.

 

- „Możemy porwać, ale to wymagałoby to czekania do roku, by nie obarczyć podejrzeniami Hrabiego.”

 

- „Przydałoby się wymyślić coś, co od razu można zastosować.”

 

- „Będziemy miały trochę na to czasu po drodze, myślałam też o zainscenizowaniu rabunku i porwania, w ramach haraczu, który nigdy nie zostanie sfinalizowany.”

 

- „Nawet nie wiadomo, czy chciałoby mu sie takowy płacić.” - Ewa prychnęła pod nosem. Weszły na plac dworzyszcza. Minęły przygotowującą wozy świtę książęcą. Jacci dozorował z dumnie wypiętą piersią, wydając błahe rozkazy i wskazówki. Ewelina nie do końca kojarzyła czy stara się zaimponować przygnębionej obok kobiecie o złotych długich lokach, czy to wiecznie pokornemu mnichowi. Córka hrabiego spojrzała błagalnie ku Ewelinie, jej wysokie, krasne policzki znaczyły ślady długich chwil płaczu, zaś jej ostry nos czerwienił się od rozpaczy. Ewelina uśmiechnęła się do niej przyjacielsko i puściła jej oko. Tamta najwidoczniej podłapała i uśmiechnęła blado, prostując się. Podeszły do stojącego przy wrotach Hrabiego przypatrującego się pełnią gniewu, pakującej świcie.

 

- Co planujesz z nią zrobić? - Zapytał ze stoickim spokojem, nie spuszczając wzroku.

 

- Z twoją córką? Parę rzeczy, wszystkie wiążą się jednak z jej wydobyciem. Nie mogę ci jednak obiecać kiedy.

 

- Oby jak najszybciej. - Odparł z nadzieją.

 

- Syn nie wyszedł pożegnać swej siostry?

 

- Obawiam się, że wolał udać się na polowanie. Nigdy się nie lubili.

 

- Szkoda.

 

- Faktycznie, szkoda Ewelino. - Spojrzał na nią. - Jestem wdzięczny, że tu przybyłaś.

 

- A ja wdzięczna za gościnę i rozmowy. - Uśmiechnęła się. Oboje odwrócili się ku bramie, gdy usłyszeli odgłosy kopyt. Zobaczyli trzech nadjeżdżających jeźdźców z orszaku księcia. Ich widok najwidoczniej uszczęśliwił Diuka, gdyż ten przybrał pełen satysfakcji wyraz. Zsiedli z koni i klęknęli.

 

- Wstańcie. - Rozkazał im Diuk. Córka hrabiego zmarszczyła czoło w konsternacji, przypatrując się czemuś po drugiej stronie rumaków. - I jak?

 

- Złapani osądzeni na miejscu i straceni, wasza wysokość. - Jeden z gwardzistów podszedł do boku konia i odpiął coś. Zakrwawione worki, to w nie się tak intensywnie wpatrywała kobieta. Podszedł do diuka i cisnął nimi o ziemię. Wytoczyły się dwie głowy. Serce Eweliny stanęło, głos uwiązł jej w gardle, rozwarła lekko usta i wpatrywała się martwym, pustym wzrokiem w zawartość tobołów. Były to głowy Janny i Milcza. Młodej pary, na których to weselu bawiła cztery dni temu.

 

- No ale po co mi ich głowy tu sprowadzacie barany jedne. - Żachnął się książę, przykładając chustę do nosa. - Na palu trzeba było zostawić wieśniakom. Zresztą, to oni? - Zapytał Riordana

 

- Tak panie, to oni. - Potaknął pokornie mnich.

 

- Ewa... - Radomira chwyciła drżącą dłonią sztywne ramię Płomiennej. - Chodźmy stąd. - Z trudem wypowiadała słowa. Córka hrabiego odsunęła się roztrzęsiona.

 

- Co wy żeście im zrobili? - Ogarniał ją narastający żal.

 

- Złamali święte prawo dziecko. - Odpowiedział jej spokojnie mnich. - Każda nowożeńcza para ma obowiązek oddać pierwszą konsumpcję mariażu swemu najbliżej przebywającemu suzerenowi najwyższego nadania. Takie jest Prawo Starcze.

 

- Ewuś... - Głos Rady przepełniała gorycz. - Błagam cię, nie rób tego sobie. Odejdźmy stąd. - Nic nie odpowiadała, tylko dalej wpatrywała się w stronę świty w rozpaczliwym milczeniu. Narastał gniew, odraza, nienawiść. Czuła to.

 

- Wy... Wy chędożone zwierzęta! – Wyrwała ręką z dłoni próbującego ją chwycić gwardzisty. - Bestie! Zarobaczałe pluskwy i pasożyty! - Wrzeszczała wściekle. - Oni nawet o niczym nie wiedzieli! Nie mogli wiedzieć skurwysyny!

 

- Niewiedza nie usprawiedliwia popełnionej zbrodni przeciw swemu panu. - Kontynuował mnich. Książę odwrócił się od niechcenia ku kobiecie.

 

- Ich obowiązkiem było być poinformowanymi, Pan ma ważniejsze rzeczy do zaprzątania sobie głowy, niż oznajmianie swojej obecności każdemu. Ciesz się, że wina nie leży tu po stronie twego ojca...

 

- Ewuś błagam cię... Proszę cię! - Objęła ramionami jej rękę, przetrzymując ją.

 

- Jakubie wciśnij jej szmatę do ust czy coś, głowa mnie zaczyna boleć od jej jazgotania. - Rozkazał beznamiętnie Jacci. Jeden z gwardzistów przytaknął i wyciągnął coś co wyglądało jak długa, żółtawa chustka.

 

- Precz zwierzęta! - Kobieta drapieżnie odskoczyła do tyłu, wyciągając sztylet zza pazuchy swojej niebieskiej sukni. - Nigdzie z wami nie pojadę. Zabiję się sama, jeżeli położycie na mnie swe plugawe dłonie! - Zmrożony do tej pory paraliżującym szokiem Hrabia spojrzał niepewnie na stojącego na murach kusznika wyczekującego nerwowo rozkazów.

 

W dłoni Płomiennej rozbłysła szabla.

 

- Ewuś...

 

Gwardzista pchał mieczem na oślep. Przed siebie, byle tylko dać sobie czas. Sięgnął po tarczę poległego kompana i uniósł ją, starając się chronić twarz. Nie podziałało. Ostatnie co usłyszał, to zgrzyt przebijanego metalu, by tylko przez ostatnią sekundę ujrzeć pędzący ku jego twarzy sztych brązowej włóczni i... ciemność. Ciężko dysząca Płomienna kopnęła butem ostatniego z gwardzistów, wyciągając zakończoną czterema ostrzami włócznię z jego czoła. Wyprostowała się, biorąc głęboki bolesny wydech. Odtrąciła na bok swój drąg, który zanikł w niebieskim ogniu i chwyciła się boleśnie za swój krwawiący bok. Syknęła gniewnie, drugą dłonią sięgnęła po tkwiący w jej udzie sztylet. Wyrwała go gwałtownie, pociągając nosem na wskutek ostrego bólu i rzuciła nim o ziemię. Było po wszystkim. Pochyliła się, starając unormować swój oddech. Wyprostowała się i zaczęła rozglądać wokół. Po placu walały się zakrwawione ciała byłej świty książęcej, wymieszane z ich organami, pociętymi kończynami i głowami. Wokół niej rozciągała się wielka plama spitej czerwoną posoką ziemi. Przy jednym z wozów zobaczyła leżącego na kole nienaturalnie wygiętego mnicha Riordana, pozbawionego nóg. Spojrzała na ścianę muru, do którego przybity był żelaznym drągiem sam książę. Obróciła się w stronę kasztelu. Hrabia szedł powoli, niemy. Przerażony, nie mogący wydać ani jednego dźwięku z głębi swojej krtani. Klęknął, martwo kontemplując pobojowisko. Strażnicy zamkowi stali na murach. Paru z nich wymiotowało, reszta patrzyła na Płomienną ze strachem i pogardą w oczach. Córka hrabiego kryła się w drzwiach, ściskając kurczowo jedno ze skrzydeł wrót, łkała cicho. Nie zwracała na to wszystko uwagi, było to zaledwie tłem powoli przytłaczającej ją klęski. Szukała tylko jednej. Musiała ją znaleźć. Gdzie ona jest.

 

- Rada? - Próbowała wywołać, lecz nikt jej nie odpowiadał. - Raduś! – Krzyczała, łudząc się, że uzyska odpowiedź. Nic. Nie było jej. – Raduś, proszę! - Żal zaczął zbierać jej się w wypowiadanych słowach. - Raduś! Raado! - Wołała. Chwyciła się za głowę. - Raduś błagam! - Czuła jak po jej policzkach toczą się strugi łez. Zaczęła łkać. - Przepraszam Ciebie Raduś. - Zniżyła ton

 

- Raduś... - Jęknęła głucho. Straciła ją. Znowu. Wpatrzyła się w swe zakrwawione dłonie. Spojrzała jeszcze raz po dziedzińcu płochliwym wzrokiem, po czym objęła swoje boki i łkając cicho pod nosem, zaczęła kuśtykać w stronę bramy dworzyszcza.

 

Nigdy już nie wróciła w ten zakątek świata. Kolejna klęska mająca dręczyć ją do końca swych niekończących się dni. Co się natomiast stało z Hrabią, jego córką i mieszkańcami wsi Jagódek? Wielu uczonych i urzędników z tego czasu się nad tym zastanawiało. Możni Averiny zdobyli się na wyrozumiałość wobec Hrabiego w kwestii śmierci ich suzerena, nie był to zresztą pierwszy ni ostatni raz, gdy legendarna Płomienna Północy dopuściła się królobójstwa. Był ostatnim z dynastii, więc przyszła pora wybrać następnego Diuka spośród kandydatów. Minął rok, dwa. Hrabiemu Dożonowi zaproponowano zaszczyt bycia jednym z sześciu wielkich elektorów. Nie przyjął jednak tej roli. W momencie, gdy kurier dostał się na zamek, Hrabiego już nie było ani jego córki, a na jego miejscu zasiadał syn. Okoliczności nader dziwne, gdyż wraz z jego zniknięciem opustoszało również parę wiosek będących częścią jego ziem, wśród nich wieś Jagódki. Nikt nie wiedział co się stało, nawet jego własny syn. Istniały tylko nieliczne opowieści leśnych dziadków, mówiących o orszaku ponad stu elfów idących za Kości, na których to czele stał Bies.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Artur S miesiąc temu
    I na tą chwilę byłoby to tyle. Nie wiem czy jeszcze wstawić tu 5 opowieść, bo prawdopodobnie za parę dni z korekty wróci mi 6, a wtedy już będę się nastawiał do wydania całości w formie E-booka i najwyżej wstawię tutaj pierwszy rozdział z linkiem gdy to się stanie. Dzięki tym, którym chciało się zostawiać jakieś komentarze, naprawdę pomogły. :p
  • Clariosis miesiąc temu
    Cześć Artur! Choć jeszcze nie czytałam Twojej powieści (ale planuję to szybko nadrobić! c: ) chciałabym napisać, że naprawdę podziwiam to, jak rozwijasz się z tworzeniem - widzę konsekwencję w Twoim działaniu poprzez częste update historii no i informację, że wydasz wszystko w formie e-booka. Przeczytałam wszystko w rubryce "O mnie" na Twoim profilu i jestem niezmiernie ciekawa jak Ci to wszystko wyszło, gdyż saga oparta o rodzime wierzenia i motywy (tak często sprowadzane tylko i wyłącznie do bycia "dodatkiem w tle" w większości książek, choć te zarzekają się wręcz, że jest inaczej - ostatnio czytałam taką jedną, wielki zawód niestety...) brzmi niezwykle intrygująco, szczególnie, że jest to fantasy, które osobiście uwielbiam. Chciałabym również zapytać, czy byłaby możliwość byś podlinkował mi okładkę swojej historii? Link na wattpada mi nie działa, a jestem naprawdę ciekawa jak wygląda. c:
    Z góry dziękuję i życzę Ci sukcesów, a ja w tym czasie "odrobię pracę domową" i zaznajomię się z Twoim dziełem dokładie. c:
  • Artur S miesiąc temu
    https://www.artstation.com/artwork/ybyayx Proszę bardzo, wysyłam od razu do autorki owej okładki.

    https://cdn.discordapp.com/attachments/673996258226077726/678731213934034985/Map_2.jpg
    Tutaj jeszcze mapka świata, choć w zasadzie nie jest finalna bo nie podobają mi się ikonki w Inkarnate i za nic nie przedstawiają tego czego ja chcę (Konden na ten przykład ma przypominać Pomorze Renesansowe, a musiałem się uciec do tego co mi zostało w programie) , więc poleciłem pewnej Rosyjce by mi dorobiła nowe. :P
    https://cdn.discordapp.com/attachments/673996258226077726/682326389453619221/unknown.png
    https://cdn.discordapp.com/attachments/673996258226077726/679837569437270016/unknown.png
    https://cdn.discordapp.com/attachments/673996258226077726/685594488495800396/unknown.png

    Słowiańszczyzna zdecydowanie jest tu fundamentem jak i większością struktury świata, raczej niż tłem czy wypełnianiem bestiariusza by i tak wypisać w stylu typowej zachodniej fantastyki, więc mam nadzieję że będzie się pani podobać. :3
  • Clariosis miesiąc temu
    Artur S O słodki księżycu!! Ta okładka jest przepiękna!! ; o ; Planujesz drukować swoją powieść? Znam się na składaniu tekstów do druku, więc mogłabym Ci w razie czego pomóc, mam też drukarnie która wyrabia książki o wysokiej jakości przy naprawdę rozsądnej cenie - pytam, bo uwierz, posiadanie swojej powieści na półce to niesamowite uczucie. x)

    Widzę, że naprawdę jest to porządny projekt i moje wrażenie nie okazało się być błędne - naprawdę wkładasz w to wiele serca i wysiłku (i też pieniędzy, mogę się domyśleć, haha! x) )
    No, teraz mi narobiłeś nadziei, nie powiem! Jutro zabiorę się więc ochoczo za czytanie i dam Ci znać o moich odczuciach. c:
  • Artur S miesiąc temu
    Clariosis Z początku zamierzam spróbować samodzielnie wydać Ebooka i zobaczyć jak sobie radzi, choćby nawet by zarobić na zainwestowanie w materialną dystrybucję, choć oferta zdecydowanie jest atrakcyjna i nie miałbym nic przeciwko współpracy w przyszłości, jeżeli po przeczytaniu pani będzie dalej uważać, że książka jest warta druku i chciałaby mieć swoje dwa grosze w jej dystrybucji. :p
  • Clariosis miesiąc temu
    Artur S Plusem tej drukarni jest to, że pozwala drukować naprawdę małe nakłady (np. 2 egzemplarze) - więc to też niejako po prostu propozycja testowa, by zobaczyć jak to wygląda i postawić sobie na półce książkę, o. Za złożenie do druku i tak nie chciałabym od Ciebie żadnych pieniędzy, a lubię pomagać samodzielnym pisarzom się rozwijać. x) No, więc gdybyś chciał, to w każdej chwili możesz się odezwać, będę wkrótce kontynuować czytanie powieści, gdyż na razie nie starczyło mi czasu niestety. Na razie bardzo mi się podoba i jestem niezmiernie ciekawa co dalej. x)
  • Artur S miesiąc temu
    Clariosis A to w takim razie na pewno skorzystam gdy tylko 6 opowiadanie wróci mi z korekty :P

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania