Poprzednie częściInne kolory życia - część I

Inne kolory życia - część XXIII

23 września, 2011 rok, Felek Czerwiński

Chwilę przed południem spojrzał przez okno na plac przed szkołą. Za płotem zaparkowało jakieś czarne auto. Po plecach przebiegł mu lodowaty dreszcz. Czy to możliwe, że go obserwowali? Nie wierzyli mu, to jasne. Dla nich był jakimś niedorobionym gówniarzem, który chciał zasmakować życia, którego nigdy nie pozna. Dopilnują, żeby wywiązał się z umowy. Rozwiązanie jej wchodziło w grę, na pewno. Jedna kulka, albo kosa pod żebro. Na samą myśl poczuł nudności. Damian siedział obok z kamienną jak dotąd twarzą. Nie rozmawiali ze sobą na większości przerw. Felek zamykał się w kabinie toaletowej i gapił na malunki wyrysowane niezmywalnymi markerami po wewnętrznej stronie drzwi kabiny. Obraźliwe wierszyki o dyrektorze, sporo męskiego przyrodzenia w różnych wariantach i kolorach. Kiedy westchnął ciężej, Damian spojrzał w jego stronę.

– Jesteś blady jak ściana. Co jest? – zapytał.

Felek pokręcił tylko głową i zbył pytanie machnięciem ręki. Zauważyła to historyczka. Wyraźnie poirytowana zatrzymaniem wykładu o rozbiciu dzielnicowym podeszła do ławki chłopaków.

– Czerwiński, masz coś do zaoferowania od siebie?

Felek spojrzał na kobietę, ale jego wzrok był zupełnie nieobecny.

– Podnosiłeś rękę. Więc pewnie chcesz wystąpić na środku klasy z własnymi przemyśleniami, dobrze mówię?

Historyczka miała przebiegłe i nieufne spojrzenie. Chyba z takim się urodziła, bo było dla niej czymś naturalnym prześwietlać każdego ucznia jako potencjalnego bumelanta i wroga.

– Ja... tylko odganiałem muchę.

Kobieta pokręciła głową.

– Odgoń od siebie lenistwo i słuchaj – powiedziała i wróciła na miejsce przy tablicy, trajkocząc dalej głosem bardziej usypiającym od szumu deszczu uderzającego w szyby okien.

– Chyba mnie obserwują – powiedział do Damiana. Nie chciał zaczynać gadki, ale coraz trudniej było mu iść tą drogą samemu.

– Skąd wiesz?

– Jakieś czarne auto stoi pod parkanem szkolnym. To chyba oni, na bank oni.

Damian spojrzał przez okno.

– Ten Ford? To facet Mileny z trzeciej C. Chyba piąty w tym roku.

– Jesteś pewny?

– Świrujesz ze strachu. Zaraz będziesz widział wszędzie mordy tych złamańców. Wkopałeś się, serio.

Felek podniósł rękę.

– Czerwiński, co tym razem? – zapytała historyczka.

– Mogę do…

– Idź – odpowiedziała, zanim skończył.

Wychodząc z klasy, spojrzał na ludzi siedzących w ławkach. Każdy z nich wydawał się mieć teraz o wiele większe szanse dożycia kolejnego miesiąca niż Felicjan Czerwiński.

Szedł długim ciemnym korytarzem. Po obu stronach mijał drzwi do klas. Przed sobą miał dobrze oświetlony hol, na którym ustawiono niewielką biblioteczkę, automat z przekąskami i dwie ławki. Usiadł na jednej z nich i wziął głęboki oddech. Czy chciało mu się płakać? Może trochę, może zbliżał się szybciej do tej granicy niż jeszcze kilka godzin temu. Do cienkiej linii, której zerwanie rozpocznie totalny chaos. Drgnął mocniej kiedy usłyszał kroki na schodach. Przez jedną przerażającą chwilę był pewny, że to oni, przyszli po niego. Nawet słyszał śmiech tego szczerbatego i głupszego.

– A ty co, lekcje sobie skracasz? – usłyszał pytanie.

Felek rozpoznał chłopaka. Arek z równoległej klasy był chodzącą encyklopedią i naczelnym kapusiem szkolnym.

– Nie twój interes, spadaj.

Arek zmarszczył brwi.

– Spadniesz to ty, jak powiem twojemu wychowawcy, jaki z ciebie pilny uczeń. Wylądujesz na zbitym pysku przed szkołą bez możliwości powrotu.

– Nie podniecaj się tak.

Nie chciał sprzeczki, choć kusząca była myśl, aby przestawić temu gamoniowi nos. Wstał i odszedł w stronę toalet.

– Klasę masz chyba w drugą stronę – drążył Arek. Był namolny jak wygłodniały komar.

Felek wystawił jedynie środkowy palec i odszedł bez słowa.

Długo patrzył na własne odbicie w lustrze. Było inne niż zazwyczaj. Pod oczami malowały się sine plamy niedospania, skóra wyglądała, jakby ktoś zdarł ją z woskowego manekina. Zauważył, że co jakiś czas doskwierają mu drgawki dłoni.

– Nie ma wyjścia, chłopie. Sam tego chciałeś – powiedział do siebie.

– Nie wiedziałem, że z tobą tak źle. Gadasz do lustra, latające spodki też widzisz?

Aro wszedł do toalety pewnym krokiem. Stanął jak dumny paw i czekał na kontrę.

– Łazisz za mną?

– Mam okienko, szukam tematu.

– Bez kapowania nie możesz żyć?

Arek uśmiechnął się szyderczo.

– Możemy dobić targu. Dasz mi dwie dychy, to nikt nie dowie się, że spacerujesz po szkole w godzinach lekcji.

Felek odszedł od umywalki. Zacisnął pięści.

– Szantażujesz mnie? Szedłem do kibla, nic na mnie nie masz.

– Mam dużo, a resztę sobie dopowiem. Mnie nauczyciele wierzą na słowo, zapomniałeś?

Za kilka godzin będzie w podobnej sytuacji. Ale wtedy dostanie zadanie i bez mrugnięcia będzie musiał je wykonać. Na pewno będą chcieli obić tamtego gościa. Dla zasady, dla postrachu. Ale nikt nie lubi brudzić rąk. Po to go przecież biorą. Kiedy ostatnio się bił? W podstawówce. Na przerwie przy huśtawkach. Popchnął Marka z równoległej klasy. Tamten zatoczył się, zdołał ustać i przeprowadził kontrę. Potem rozdzieliła ich nauczycielka. Nigdy nikogo nie uderzył. Do teraz.

Arek na pewno nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Jego siłą była zawsze przebiegłość i kadra nauczycielska, której relacjonował wszelkie występki uczniów. Lubili go, bo odwalał za nich robotę. Za pochwałę potrafiłby wsypać najlepszego kumpla, gdyby takiego miał. Był tani i skuteczny. Ale pierwszy raz musiał uchylić się przed ciosem. O dziwo, udało się. Pięść Felka rozcięła powietrze nad głową Arka.

– Porąbało cię? Teraz to dopiero masz przesrane.

Felek nie słuchał. Drugi cios wymierzył w brzuch. Przeciwnik zajęczał, a potem osunął się po ścianie wyłożonej kremowymi kafelkami.

– Powiem… wszystko – wycedził przez zęby Arek, marszcząc czoło z bólu.

Felicjan Czerwiński stanął nad nim, uśmiechnął się i przyłożył pięść do policzka głównego kapusia liceum.

– Nic nie powiesz, nikomu. Chyba że chcesz smarkać krwią wracając na chatę.

W drodze do klasy nie myślał o niczym. Jakby umysł wyczyścił wszystkie wątpliwości. Nie wiedział, ile ten stan potrwa. Był dziwny. Czuło się, że nic nie jest niemożliwe, wystarczy wziąć sprawy w swoje ręce. Jedno było pewne, podobało mu się.

Następne częściInne kolory życia - część XXIV

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania