Inne kolory życia - część XXII
28 września 2011 roku, na drodze do Złorzewa, Hanna Tuszyńska
W połowie drogi poczuła dziwny ucisk w klatce piersiowej. Nie mogła go w żaden sposób opisać. Z jednej strony miała wrażenie, że niewidzialna ręka dociska mostek, nie pozwalając wziąć głębokiego oddechu, z kolei w środku jakby zagnieździł się rój os żądlących na raz okolice serca. Przestraszyła się. Zjechała w zatoczkę autobusową nieopodal. Stara blaszana wiata z dziurawym dachem i resztkami rozkładu jazdy na moment, zaraz po zatrzymaniu auta, straciła wyrazistość. Potem wszystko wokoło zaczęło wyglądać jak oglądane w tafli wody. Hanna otarła pot z czoła. W lusterku wyglądała blado, a z oczu sączył się strach. Nie miała ataku paniki od lat. Chciała wyjść z samochodu, ale w ostatniej chwili jedna myśl odradziła jej ten pomysł. Po drodze jechały inne auta. Mogła zemdleć i wpaść pod koła albo gorzej – ktoś mógł ją zabrać do szpitala, a stamtąd już się nie wywinie. Policja ją znajdzie. Na pewno już szukają. Ten chłopak wyglądał na cwanego kapusia. Wyśpiewał wszystko jak solista w operetce. Zgasiła silnik, upewniła się, że wyłączyła światła. Potem usiadła z rękami na kierownicy i spróbowała się uspokoić. Kłucie w klatce minęło, ale dziwny ucisk nadal doskwierał. Oddech zaczął przyspieszać, stawał się płytszy, ale szalony jakby właśnie wróciła z męczącego biegu przełajowego. Od dawna nie miała ataków paniki. Myślała, że ten etap ma już za sobą. Najpierw brak kontroli, potem nawroty, ale coraz rzadsze. Na końcu wybawienie. Trzy lata.
18 sierpnia 2001 roku, Dyskoteka „Disco Rosa”, Malwinowo
Stacja kolejki wąskotorowej w Malwinowie dziczała od lat. Od ostatnich pięciu proces przyśpieszył, kiedy zamknięto budynek stacji, kasę biletową przeniesiono do kiosku bliżej ulicy, a rozkład jazdy okrojono, ile tylko się dało. Gdyby nie cotygodniowe spędy młodzieży w dyskotece, rentowność postawiłaby krzyżyk na niegdysiejszej chlubie okolicy.
Wagon motorowy Mbxd2 zatrzymał się przy krawędzi zachwaszczonego peronu numer jeden o czasie. Ze środka wysiadła pokaźna grupka imprezowiczów. Wszyscy zmierzali do Disco Rosy, bez wyjątku. Jakiś nieopierzony młokos, ścięty prawie do łysej glacy podniósł leżącą butelkę po piwie i cisnął ją w okno budynku stacji. Szyba roztrzaskała się z hukiem. Konduktor zaczął kląć i wskazywać na młodziaka, ale ten zbiegł sprawnie. Mężczyzna tylko pokręcił głową z niesmakiem.
– Ten gówniarz będzie kiedyś problem – powiedział sam do siebie.
W tej samej chwili obok niego przeszły dwie dziewczyny. Konduktor obrzucił je karcącym wzrokiem.
– Idziecie się bawić, czy zarabiać na zapleczu? – zapytał cierpkim tonem.
– Nie twój interes. Schowaj kanarka za rozporek i zmykaj – odparła jedna z dziewczyn.
– Nie zaczynaj, jeszcze nie doszliśmy, a ty już swoje – szepnęła jej koleżanka. – Nie patrz na niego, tylko chodź.
Facet zapalił papierosa i odszedł w drugą stronę. Coś mówił do maszynisty, ale Hanna Tuszyńska tym razem posłuchała przyjaciółki. Impreza była ważniejsza.
Budynek Disco Rosy znajdował się w samym centrum wsi, naprzeciwko kościoła i plebanii. Lokalne dewotki od lat próbowały przeforsować zamknięcie lokalu na głucho. Argumentowały to rozbojami, szerzącą się deprawacją młodzieży i jawnym przyzwoleniem na odwrócenie młodego pokolenia od religii. Grzmiał też proboszcz, sędziwy pasterz dusz w godzinach pracy.
Hanka i Zuza szły drogą obok cmentarza. Chodnik znaczony wzniesieniami utworzonymi przez plątaninę starych korzeni pod ziemią biegł wzdłuż parkanu.
– Ty i te twoje skróty – marudziła Zuza, ciągle oglądając się za siebie. Towarzyszyło jej uczucie czyjegoś wzroku świdrującego plecy.
– Najlepsze, a ciebie to nawet kot na drzewie by przestraszył.
W tym momencie ze starego nagrobka wystrzelił do góry gawron. Przeleciał nad drogą i głowami dziewczyn, po czym zniknął za budynkami. Zuza miała wrażenie, że zaraz zemdleje. Przełknęła tylko ślinę i szła dalej. Zazdrościła Hance tej dziwacznej odwagi, jakby w ogóle nie wiedziała co to strach. Szła po prostu przed siebie, bez krzty niepewności.
Disco Rosa w końcu wyłoniła się zza innych budynków. Słychać już było pobrzmiewanie muzyki z wnętrza. Obok wejścia stało sporo ludzi. Kolejne auta zajeżdżały na parking przykościelny. Pierwsze bity techno zaczęły rozlegać się coraz mocniej.
Zuza widziała nadjeżdżającego z lewej strony fiata Punto. Zatrzymała się, aby przepuścić auto. Na jezdni nie było zebry, więc szansa, że samochód zatrzyma się z poczucia dżentelmeńskiego obowiązku kierowcy, była nikła. Hanka szła dalej. Myślami była już w środku dyskoteki, ogarnięta ze wszystkich stron tłumem zlepionym w jedną szalejącą w rytm techno masę. Zuza nie zdążyła jej złapać. Stojący na zewnątrz usłyszeli pisk opon. To był moment kiedy odwaga Hanki zapadła na dziwną chorobę. Nie umarła, ale osłabła. Obraz oślepiającego światła dręczył Hannę przez kolejne tygodnie. Wracał nawet po latach. Co działo się zaraz potem? Nie pamiętała. Zuza opowiedziała jej, że facet z auta był wściekły. Gdyby nie reakcja gapiów Hanka pewnie dostałaby z liścia.
28 września 2011 roku, na drodze do Złorzewa, Hanna Tuszyńska
Spróbowała sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz śniły się jej reflektory fiata punto na ulicy przed dyskoteką Disco Rosa? Pół roku temu. Były daleko, a ona nie siedziała sparaliżowana strachem na środku drogi. Stała na chodniku, obserwowała auta i bez trudu weszła do środka, zanim się zbliżyło. Nie zawsze miała takie szczęście. Szczególnie na początku zaraz po incydencie, za nic na świecie nie mogła uciec. Próbowała, ale nogi albo zamieniały się w kamienne kolumny, albo grzęzły w kałuży smoły. Mogła tylko biernie przyglądać się sytuacji. Jedynym ratunkiem było zamknięcie oczu. Po przebudzeniu siadała na skraju łóżka i próbowała zapomnieć. Nie dało się.
W tylnym lusterku zauważyła, że jedno z aut zjechało na pobocze. Jakaś czerwona Honda. Zaparkowała niedaleko zatoczki, na której stała Hanna. Kobieta pomyślała, że to ten wspaniałomyślny bohater tłumu, który próbował ją zatrzymać. Pora się zawijać, stwierdziła. Włączyła silnik i powoli, ale sprawnie odjechała. Samochód nie podążył za nią. Stał ciągle na poboczu, po chwili kierowca włączył światła awaryjne. Hanna odetchnęła nieco. Minąwszy znak informujący, że do Złorzewa zostały cztery kilometry, dodała gazu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania