Mur Zdrajca Ludzkości – Rozdział 16

— Silva? Co ty tu, na wielkie duchy robisz? — spytała, spoglądając w jego kierunku. Dopiero teraz do niej dotarło, że wnętrze jest wypełnione blaskiem słonecznym, a świeże powietrze przenika przez otwarte drzwi.

— Ratuje cię przed głupstwem — odpowiedział, łapiąc ją, nim upadła. — Całe szczęście, że Manitu zesłał mi odpowiednią wizję, a Alma powiedziała, co zamierzasz zrobić. Wprawdzie musiałem użyć paru sztuczek w rozmowie, ale zdążyłem. Coś sobie myślała? Nie wiesz, w jakim byłaś niebezpieczeństwie?

— Przecież to nie mój pierwszy rytuał. Wiedziałam, co robię. — Szybko odtrąciła go i usiadła ciężko na łóżku.

— A jednak zapomniałaś o najważniejszym, żaden obrzęd nie może odbyć się bez szamana lub szamanki. Świat duchów nie należy do żywych. — Pierwszy raz w głosie Silvy dało się odczuć gniew i złość. — Kobieta w tym stanie nie powinna rozmawiać z nimi. Chyba pamiętasz, że te Srebrne Wiedźmy, które wyszły za mąż, mają pewny zakaz?

Freja z trudem musiała się zgodzić w tej kwestii z szamanem. Rzeczywiście takie coś istniało.

— No dobrze, ale Matka nie mówiła czemu. Dlaczego sądziłam, że to tylko kwestie obyczajowe — odparła zmęczona. Wszystkie jej mięśnie krzyczał z bólu.

— Ech, tak jak mówił mistrz. Srebrne Wiedźmy są potężne, ale głupie w swych niepotrzebnych tajemnicach — powiedział zirytowany. Stanął w drzwiach i po nabiciu fajki, zaciągną się dymem. — Zakaz obrzędów dla „żon” był podyktowany koniecznością. Nadwyrężają one ciało i organizm, prowadząc do niebezpiecznych sytuacji. Mając dziecko pod sercem, nie można doprowadzać do takiego stanu i swobodnie przechadzać się po ścieżkach duchów. Jedna dusza na połączenie, podstawowa zasada.

Dziewczyna ze strachem spojrzała na swój brzuch, tak martwiła się o Shadowa, że zapomniała o najważniejszym.

— Nie musisz się bać, na szczęście twoja wizja potrwała dosyć krótko i zapobiegłem kolejnej. Ciąża jest dopiero na etapie początkowym, więc duszyczka jest prawie niewyczuwalna i nie obciąża organizmu. — Starał się wydmuchiwać dym na świeże powietrze.

— Jakim cudem wszyscy o tym wiedzą? Przecież to dopiero początek... — Była zirytowana na siebie i innych. „Skąd wiedzieli? Czy to aż tak widać?”, zadawała sobie wciąż takie same pytania.

— Ależ spokojnie, w wiosce wie o tym tylko Alma i ja. — Uśmiechnął się z fajką w ustach. — Nie sądziłaś, chyba że oszukasz szamana? Jeśli nikomu nie powiesz, nikt przez pewien czas nie domyśli się prawdy.

— Mam nadzieję... Nie chce żadnego korowodu tutaj, czy też dziwnych spojrzeń.

— Nie uciekniesz od uwagi, Frejo. Dziecko to zawsze wielki cud i dar od Manitu. Świat się cieszy, nie dziw się temu — odpowiedział, spoglądając na wioskę. — Powiedz lepiej, dlaczego zamiast myśleć nad jedną wizją, chciałaś wziąć się za kolejną?

— Widziałam Shadowa w niebezpieczeństwie... — Nie miała sił kłamać, czy unikać odpowiedzi. Opowiedziała wszystko ze szczegółami. — Zanim jednak do niego dobiegłam, coś zatarasowało mi drogę i zrzuciło w przepaść. Myślałam, że muszę coś zrobić, dlatego...

— Dlatego powinnaś przyjść najpierw do mnie. Tak to jest, jak się byle kto, bierze za rozmowę z duchami — odparł, łapiąc się za czoło.

— Nie rozumiem. — Wypowiedź Silvy zdezorientowała Freje. Była pewna, że wszystko zrobiła, jak należy.

— Jedna wizja, jedna odpowiedź. Nie potrzeba więcej, duchy nigdy nie dają rozwiązania wprost. Nasze umysły nie są przygotowane na taką ilość wiedzy, stąd muszą ukrywać prawdę w różnych znakach. Nawet jeśli spróbujesz wywołać kolejne, to tylko zniszczysz swoje ciało, a dostaniesz absolutnie to samo. Dodatkowo zabrałaś się za interpretacje, będąc jeszcze chwilowo w transie. Głupia i nieprzemyślana decyzja. — Nie pozostawiał na srebrnowłosej suchej nitki. Nie znęcał się nad nią, jednak nie chciał, by coś takiego zdarzyło się kiedykolwiek ponownie.

— Więc, co niby wszechpotężny szamanie, powiedziały mi duchy? — Trudno było nie zauważyć zjadliwości w jej głosie. Odzyskała na tyle siły, by w spokoju operować złośliwością.

— Po pierwsze widziałaś tylko walkę Shadowa, popraw mnie, jeśli się mylę. — Zignorował jej uszczypliwość.

— Zgadza się.

— No właśnie, co świadczy, że nadal się zmaga ze swoimi kłopotami. To była pierwsza część, duchy poinformowały cię o stanie naszego wodza. Druga część jest ostrzeżeniem.

— Ostrzeżeniem?

— Tak, masz pozostawić sprawę Shadowa duchom, a sama zająć się przeszkodą, która powoli nadciąga. — Chwilę się zamyślił, nim kontynuował. — Posąg z hieną... To może wiele oznaczać. Przeszkoda, niebezpieczeństwo, zatarg, ważny element na drodze...

— Tyle to sama wiem. Pytanie tylko, czy to ostrzeżenie, czy raczej drobna rada. — Najchętniej odpłynęłaby teraz w świat snu, całej jej ciało było cięższe od największego głazu.

— Skoro duchy stawiły posąg przed Shadowem znaczy się, że nadchodzi wielkie niebezpieczeństwo, które powinno być dla ciebie najważniejsze, dodatkowo zastępujesz wodza, czyli to dotyczy również wioski. — Skrzywił się, jakby tytoń przestał mu smakować. — Będę musiał wejść głębiej w świat duchów, by potwierdzić zagrożenie. Na chwilę muszę usunąć własne sprawy na drugi tor. Nieważne, ty za to masz się do mnie zgłosić za kilka dni. Nawet jeśli to początek, to dziecku mogło się coś stać.

— Do twojej nory pełnej węży i pająków? Zapomnij. — Spojrzała na zniszczone drzwi. — Nie wejdę do tej ciemnej lepianki. — Nie wspomniała o uszkodzeniach wejścia i tak nie doczekałaby się od niego naprawy, czy czegoś podobnego.

— Na twoje szczęście nie będziesz musiała. — Wyczyścił fajkę jednym machnięciem dłoni. — Profesor tak długo mi marudził, że zgodziłem się na... jak ludzie na to mówią? szpotal? szprital? A już wiem szpital. Budynek ze zeschniętego błota w kształcie sztabek o jednym, szerokim pomieszczeniu z łóżkami. I czym to niby różni się od mojego? Ponoć zmniejszy to jakieś ryzyko i tak dalej, ale ja nie jestem taki pewien. Jest postawiony tuż obok mojego domu, więc szybko go znajdziesz. Porzuć tymczasowo niechęć do mnie, nowe życie to dar od Manitu, postawiony ponad wszystko. — Kiwnął przedmiotem w dłoni i wyszedł.

Freja odetchnęła z ulgą, powoli wstała, słysząc przy tym krzyk swoich mięśni. Sen był jedyną słuszną opcją, lecz z otwartym wejściem nigdy nie zmruży oka. Chwyciła za swoją włócznię, stojącą w kącie, po czym cisnęła nią w rozbite drzwi. Zamknęły się pod naporem siły, a warstwa lodu zabezpieczyła je przed powrotem do poprzedniego stanu. Zaklęcie powinno wytrzymać kilka godzin, nim stopnieje. Delikatnie usunęła się na łóżko, zapadając w głęboki, odprężający sen, podczas którego, choć na moment mogła zapomnieć o otaczającej ją rzeczywistości i nadchodzącej przyszłości.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania