Mur – Część II – Rozdział 8

Cała ceremonia był lekko dziwna, jak dla mnie, ale może od początku. Gdy dotarliśmy na miejsce, moim oczom ukazały się dwa drzewa, złączone konarami, przed którym w skórzanym ubraniu, mając dziwne kolorowe nakrycie głowy, przypominające sowę, czy coś innego, stał szaman. Oprócz nas i jego, byli tylko wódz i nieznana kobieta w czerni z wielkim, szerokim kapeluszem. Na niebie świeciło pierwsze wiosenne słońce, delikatny wiatr muskał policzki, a śpiewne trele ptaków przygrywał wszystkiemu.

— Podejdźcie dzieci, podejdźcie. — Skinął na nas szaman. — Dziś jest wasz najważniejszy dzień. Nie będzie już Kiry, Frei, czy też Shadowa, od tej chwili będziecie stanowić jedność, zarówno za życia, jak i w krainie duchów. Zanim jednak do tego przejdziemy, duchy muszą poznać waszą wolę.

— Czy ty Shadow, pogromca i biały wojownik decydujesz się, by od teraz porzucić egoizm i samotność i zastąpić je wspólnotą i obowiązkiem?

Tysiące myśli przebiegały przez głowę, a mózg wolał: Uciekaj! Uciekaj! Nogi wrosły mi pod ziemie, a serce biło, tak jakby chciało wyjść na zewnątrz.

— Tak, jestem gotów.

Niemal słyszałem westchnięcie ulgi z ust wszystkich.

— A czy ty Kiro, córo Lwów, odważna wojowniczko, jesteś w stanie porzucić dawne zwyczaje i puste serce, na rzecz obowiązków małżeńskich i pełnej miłości wobec swego męża oraz tolerancji wobec drugiej części jego serca, Frei?

Serce ściskało niemiłosiernie, a wyobraźnia podsuwała przeróżne negatywne scenariusze.

— Porzucam.

Dołączyłem do małego chórku głośnych westchnień.

— Frejo, członkini Srebrnych Wiedźm, słuchaczko szeptów lasu i miłośniczko ścieżek losu, czy jesteś w stanie opuścić swe towarzyszki i całe swe życie oraz wszystko z nim związane, by oddać je małżeństwu?

— Tak, co moje jest od teraz nasze — odpowiedziała szybko. Mimo że znam ją od niedawna, to nie miałem wątpliwości co do jej odpowiedzi.

— Duchy usłyszały waszą odpowiedź, już nie ma odwrotu, ani ucieczki. — Spojrzał na mnie. — Tak, jak natura składa się z wielu, tak i życie musi składać się z wielu. Jego podstawą jest wspólne przeżycie, samotni giną wśród ciszy, zapomniani przez wszystkich. Wy zaś trwajcie wspólnie, by żadne zło i pokusy nie zniszczyły serca i duszy. Mocą nadaną mi przez duchy i wielkiego Manitu ogłaszam was małżeństwem, od teraz świat zyskał jeszcze jedną podporę, by móc trwać. Dbajcie więc o niego i o siebie, aby nie stać się zgniłą opoką.

Myślałem, że to już koniec, ale został jeszcze jeden epizod.

— Złączam was również czerwoną nicią — Szkarłatna mała lina wyskoczyła z jego palców i rozdzieliła się na trzy części, zaczepiając się w naszych sercach. Poczułem, jakbym się z nimi złączył, czułem ich bicia serca, a narastające ciepło powoli wypełniało ciało. Następnie szaman odczepił nić od swojej dłoni i zawiązał ją. Kątem oka dostrzegłem jeszcze jedną wolną nitkę, która zwisała do ziemi. Czyżby była przygotowana na ostatnią żonę? Na tym ceremonia skończyła się, a do nas podeszli wódz i nieznajoma.

— Od teraz los mojej córki spada na ciebie. Teraz ty musisz się o nią martwić. — Z uśmiechem Czerwone Słońce poklepał mnie po ramieniu.

— Od teraz przysięgę lojalności masz nie przede mną moja córko — rzekła nieznana kobieta do Frei, przypatrując się jej uważnie. — Twój mąż i jego pierwsza żona są twymi towarzyszami, nawet jeśli trzeba będzie uczynić coś wbrew kodeksowi, uczyń to dla ich dobra.

— Tak wielka Matko.

A więc to jest ta sławna liderka Srebrnych Wiedźm, wyglądała bardzo młodo, jak na wielotysięczne sprawowania władzy.

— A ty jesteś Shadow. Wyglądasz tak, jak las cię opisywał. Zbytnio ufasz wzrokowi. — Dostałem od niej pstryczek w czoło. — Są rzeczy, które można tylko pojąć sercem.

Wszyscy skierowali się w stronę suto zastawionych stołów, ten aromat unoszący się aż tutaj, drażnił mój żołądek. Nie mogłem się doczekać, aż skosztuje tych przysmaków.

— Jak ci się podobała ceremonia? — rzekła Kira, chwytając mnie pod ramie.

— Trochę dziwna, nie rozumiałem wielu słów szamana, brzmiały zupełnie pokrętnie. Zastanawia mnie, co z nocą poślubną. Nie widzę budynku, gdzie mamy zamieszkać. — Dyskretnie rozejrzałem się, za jakimś nowo powstałym budynkiem, ale nic takiego nie zauważyłem.

— Zabawny jesteś, wiesz? Sprawdzenie cnoty, nazywasz nocą poślubną? Ale wiesz bestioludzie szybko przechodzą swoją inicjację seksualną, tu nikt nie dba o czystość przed ślubem.

Gdy to do mnie dotarło, również się roześmiałem, ciągle zapominam o różnicach między nami.

— Przygotuj się na najtrudniejszą część wesela — dołączyła Freja, chwytając mnie pod drugie ramie.

— Co masz na myśli? — Przez głowę przebiegła prawie setka wyobrażeń, począwszy od tych lekko makabrycznych, skończywszy na tych najbardziej kosmatych.

— Nie strasz go srebrnowłosa. Po prostu jest taki obyczaj, że para młoda musi nie spać przez pierwszą noc po ślubie, by nie przegapić całego życia. Nie przejmuj się, ojciec z szamanem zadbali o odpowiednie przyprawy do potraw i trunki. Dzięki nim nie będziesz miał z tym problemu.

Ponaglani przez wszystkich zasiedliśmy do jedzenia. Czego tu nie było, mięsa, produkty mleczne, zioła, aromatyczne zupy, pieczywo i inne rzeczy, których jeszcze nie zauważyłem.

Przy samym środku stołu siedziałem ja, przy mojej prawej Kira, a przy lewej Freja. Przedstawiciele danego plemienia siedzieli przy stołach, znajdujących się po stronie swej przedstawicielki. Na początku było dosyć ponuro, wilki przypatrywały się nieufnie lwom i odwrotnie, ale wraz z wypitym alkoholem wszyscy zaczęli śmiać się i bawić. Na zabawie myślenie i uprzedzenia przeszkadzają, gdy atmosfera zelżała, przyszedł czas na prezenty. Najpierw te osobiste. Ja dostałem zdobiony i wspaniały toporek, Kira długi złoty miecz, a Freja tarczę ze srebrnym lwem, która pasowała idealnie do włóczni. Przywódczyni wiedźm ofiarowała specjalny łuk, którego cięciwa, brzmiała, jak struna harfy, tarczę ze złotym wilkiem i noże do rzucania z wyrytym herbem, następnie przyszedł czas na podarunki od plemion.

— Poznajcie Alme — Matka przedstawiła wysoką kobietę z blizną pod lewym okiem. — Będzie wam pomagać w zarządzaniu wioską, oprócz tego wraz z nią dostarczymy sześćdziesięciu mężczyzn i czterdzieści kobiet do stworzenia nowej wioski. Są jeszcze zapasy specjalnego drewna, które ma wzmocnioną wytrzymałość, niestety możemy dać nie wiele jedzenia, większość zwierzyny emigrowała poza wilczą dolinę, a większość upraw przepadła po tygodniowym mocnym mrozie.

— Z naszej strony pójdzie Ares wraz z trzydziestoma mężczyznami i sześćdziesięciu pięcioma kobietami, Wiem, że dajemy więcej samic, ale po ostatnim ataku, mamy niedobór łowców, więc dajemy, ile możemy. Prócz tego ofiarujemy nasiona i zapasy żywności. Wilki i lwy pomogą wam w razie potrzeby, jednak to działa w dwie strony, pamiętajcie o tym. Od teraz utworzycie nowe plemię- Konfederację Plemienną, zbierajcie siły, również wśród białych, walczymy miedzy sobą, odrzucając inne zagrożenie, które tylko rosną w siłę, by zniszczyć nasz świat. Oby wielki Manitu was chronił, wierze, że pokażecie prawdziwą drogę.

Przyjęliśmy życzenia i inne podarki, a potem dołączyliśmy do zabawy i śpiewu. Odrzucałem, jak najdalej niespokojne myśli, nie cierpiałem, jak ktoś pokładał we mnie wielkie nadzieje.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ozar rok temu
    Ciekawy pomysł z tą konfederacją, zobaczymy jak sobie poradzą, choć tak teoretycznie wygląda to całkiem nieźle. Jednak to twór dość sztuczny więc może sie okazać, że nie przetrwa długo! 5 jak na razie wszystko sie układa dobrze!
  • krajew34 rok temu
    Dzięki za wpadnięcie.
  • Nefer 4 miesiące temu
    Ciąg dalszy pauzy fabularnej, bohaterowie (i czytelnicy) w sumie odpoczywają. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń. Zwróć uwagę na zwrot " wielotysięczne sprawowanie władzy".
    Pozdrawiam
  • krajew34 4 miesiące temu
    Dzięki za wizytę, jak będę miał możliwość to spojrze.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania