Mur Zdrajca Ludzkości – Rozdział 6

Kilka dni później na wilgotnych i gorących bagnach Kira w spokoju wysłuchiwała raportu zwrotnego posłańca z wioski. Zadanie, które otrzymała, wprawiło ją w dobry nastrój. Wprawdzie wolałaby zaatakować frontalnie fort i zatopić ostrze w krwi znienawidzonego wroga, ale również wiedziała, że to za duże ryzyko. Ares czekał na dziecko, a reszta była młodzikami, należało ich nauczyć podstaw walki, a nie głupiego nacierania na wroga, licząc na szczęście i przychylność duchów.

— Słuchajcie dobrze, bo nie będę powtarzać. — Uwielbiała, jak spoglądali na nią z taką uwagą. Czuła się ważna oraz szanowana. — Podzielimy naszą grupę na dwie. Jedna będzie odpoczywać i zdobywać pokarm, druga zajmie się nękaniem czerwonych. Dowódcą jedynki zostanę ja, a dwójki Ares. Macie być jak złe duchy, niewidoczne i uciążliwe. Nie chcę żadnych bohaterów i idiotów, pragnących sławy oraz honorów. Nasz wódz ceni ponad wszystko życie oraz rezultaty bez zbędnego ryzyka. Każdego durnia, który złamie zasady, przydzielę do kopania latryn i ich zasypywania. Choćbym miała pracować tylko z Aresem, a osiemnastu będzie zajmować się odchodami i innymi obrzydlistwami, nie cofnę swego słowa.

— Kira ma rację — Wtrącił się mąż Almy. Jako starszy i bardziej doświadczony wzbudzał większy podziw i szacunek wśród młodszych. — Jesteście jeszcze w takim wieku, gdzie wydaje się wam, że nie możecie umrzeć, wmawiacie sobie nieśmiertelność. Pamiętajcie, że wielki duch nie lubi krnąbrnych i pysznych, zsyłając na nich różne kary. Nasze zadanie jest bardzo ważne i nie ma tu miejsca na akty heroizmu. Już i tak zdobyliście szacunek, przychodząc tu z nami. Pytanie, czy będziecie go mieli jako żywi, czy umarli?

Była wdzięczna towarzyszowi, nie musiała się martwić o jego grupę. Lekko uspokojona, wróciła do obserwacji fortu. Wysoka palisada zakończona naostrzonymi końcówkami drewnianych bali z wieżyczką na każdym rogu o trójkątnym dachu. Prowadziła do niego jedna brama, zamykana parą ciężkich skrzydeł. Strzegli ją odziani w ciężkie zbroje strażnicy, spoglądający czujni przez szpary w hełmie. W dłoniach dzierżyli podobną do włóczni broń, tyle że oprócz grotu miała dwa ostrza, jedno szerokie, prawie półokrągłe, a drugie w kształcie podłużnego szpikulca. Przy pasie dyndały małe pokraczne kształty, przypominające pistolet Shadowa. Jednak przed lufą miały zgrubienia. Wiedziała, że jest to niebezpieczna broń, strzelająca nawet kilka razy.

Samo obwarowanie nie było imponujące, budziło uśmiech na twarzy Kiry. Płaski mur, po którym łatwo się wspiąć, nie wspominając o końcówkach wież. W mrokach nocy łatwo będzie wskoczyć na nie i prowadzić ostrzał z łuku albo rzucając noże. Ważne, by nie dać się zauważyć. Spojrzała na nocne niebo oraz nadciągające chmury. Wielki duch sprzyjał im, księżyc nie rzucał swego światła, ukryty za grubą, puchatą osłoną, a deszcz zakłócał i tak już ograniczone widzenie. Już miała gotowy plan.

— Aresie, twoja grupa odpoczywa, ale nie zaniedbuj ostrożności. Pamiętaj, by oszczędzać siły. Musicie być wypoczęci, gdy zmienicie nas. — Gdy wydała rozkazy innej drużynie, zajęła się swoją. — Pierwszą rzeczą, jaką musimy zrobić, jest zniszczenie magazynu. Bez zapasów nie przetrwają długo, a tutejsze zwierzęta raczej nie posiadają większej ilości mięsa. To raczej twarde mięśnie i kości.

— Ale jak to zamierzasz zrobić? Deszcz zgasi ogień — powiedział jeden z grupy młodzieniec o bujnej czuprynie i bliźnie pod okiem. Oprócz niej nie było kobiet. Razem z Aresem stwierdzili, że to zbyt niebezpieczne. Groziło im coś gorszego niż tortury i zabicie. Po swoich doświadczeniach wiedziała o sile emocji, nie dało się ich ukryć, czy wyzbyć. Nawet najtwardsi mieli słaby punkt, po którym płakali, jak dzieci. Wychowanie dużo daje, ale istota żywa to istota żywa, nie jakiś kamienny posąg.

— Zwyczajny, może i zgasi, ale co z magicznym? Nasz wódz nauczył mnie paru sztuczek i uroków, wzmacniających żywioły. — Dłoń położyła na wiszącym przy pasie podłużnym bukłaku. Specjalnej miksturze z wielu nieznanych przez nią roślin. W małych dawkach działa leczniczo na organizm, jednak polewając nim ogień, można uzyskać śmiertelny rezultat. Wprawdzie żywioł nierozprzestrzenienia się dość szybko i gaśnie po kilku godzinach, mimo to nie pozbędzie się go niczym, póki sam nie zniknie. Nie spali całego fortu, ale na pewno magazyn. — Wy rozdzielicie się i po cichu zlikwidujecie tylu, ilu się da. Tylko żadnego szaleństwa, wycofujecie się, gdy zobaczycie ogień. Czy to jasne?

— Hogw — odpowiedzieli. Ruszyli bezszelestnie w stronę drewnianego muru, tylko ich świecące ślepia, przebijały się przez deszcz i mrok, lecz nawet to nie zaalarmowało wartowników.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania