Mur-Część II-Rozdział 6

— Twój organizm jest mocniejszy, niż przewidywałam. Chyba nie muszę ci się przedstawiać, pewnie słyszałaś całą naszą rozmowę. — powiedziała, wpatrując z ciekawością w Kirę.

— Trudno było nie słyszeć, zważywszy na to, jak głośno ją prowadziliście, Freja. — Podkreśliła w dziwny sposób jej imię.

— Nie masz mi za złe, że mu powiedziałam?

— Kiedyś musiał się dowiedzieć, jednak — Spojrzała wściekle na mnie — Spróbuj tylko powiedzieć o tym komuś, a naszego ślubu doczekasz jako kaleka, niezdolny do nocy po.

— Będę milczał, jak grób — odparłem szybko, wolałem nie sprawdzać, czy Kira spełni swoją groźbę. Lwica wstała i przeciągnęła się tak, jakby jej sen trwał strasznie długo, a nie raptem kilka minut.

— Interesuje mnie jednak inna rzecz. — Zwróciła się ponownie do srebrnowłosej. — Co miałaś na myśli z to przepowiednią i trzech drogach biegnących dookoła Shadowa.

— To, czego się domyślasz. Przeznaczeniem twego, a zarazem mego męża jest stworzenie w związku z trzema żonami i stworzenie najpotężniejszej frakcji na tym świecie. Nie więcej, nie mniej.

— Sugerujesz, że nie będę jedyną? — spytała Kira, a jej dłoń powędrowała na rękojeść miecza. Co dziwne wyruszając za mur, żaden z bestioludzi nie bierze ze sobą żadnego oręża, inaczej jest na ich terenach, gdzie każdy jest uzbrojony w broń białą. Być może jest to spowodowane szybkością poruszania się, by oszukać przeciwnika i zakończyć powodzeniem misję zwiadowczą? Nie wiem.

— Zgadza się, los zdecydował, że w jego sercu będą aż trzy. Czyżbyś miała z tym problem o ognistowłosa? Widzę, że wreszcie przybrałaś barwę swego ludu, choć powinnaś je ogolić na łyso. Przecież tak przeszkadzają one w walce... — Podniosła się z trawy i chwyciła mocniej włócznie.

Nawet ja zauważałem w jej słowach wyraźną ironię, miałem złe przeczucie, jak to się potoczy.

— Los? Nie ma czegoś takiego, tylko od nas zależy przyszłość. Skąd taki siwy kolor u ciebie, czyżbyś się starzała? A może już jesteś babcinką? — Podeszła do Frei i zmierzyła ją wzrokiem.

— Głupia lalka nie zobaczy linek lalkarza, będzie wciąż myślała, że kieruje się sama. Shadow cię jeszcze nie porzucił? Kto by chciał taką zimną sukę, pewnie w łóżku jesteś taka sama, nic sobie jeszcze nie odmroził? — Uderzenie metalu o metal zabrzmiało w całej okolicy.

— Za to ty wyglądasz jak typowa ladacznica, krótka spódniczka, dekolt, widoczny z daleka. Nie czujesz wstydu afiszować się czymś, czego się nie ma?

— Ja przynajmniej wiem, że się podobam. Ten worek ma zakrywać twoje niedoskonałości?

Walka rozpętała się na dobre, dziewczęta krążyły wokół siebie, próbując trafić przeciwniczkę. Jak na razie to las był to jedyną ofiarą... Połamane gałęzie, ścięte drzewa, podeptana trawa, nawet przybywające niedaleko stado, uciekało czym prędzej. A w środku zdarzeń ja, siedzący, jak idiotą, nie wiedzący, jak zareagować. Z trudem rozumiałem, co tu się właściwie dzieje.

W końcu zdyszane odskoczyły od siebie. Myślę, wreszcie koniec, wstaję więc i próbuje do nich podejść. Płonne me nadzieje, odrzuciły broń i przybrały zwierzęce, ponad trzymetrowe formy.

Sytuacja stała się absurdalna ponad jakąkolwiek normę. Ogromna wilczyca i równie wielka lwica stojące wśród gęstego pasa zieleni, za którym rozciągało się morze bieli, nawet nie warczały na siebie, tylko w okropnej, ciężkiej ciszy spoglądały złowrogo na siebie i ja siedzący pod drzewem, jak gdyby nic, bez emocji przypatrujący się całej scenie. Nawet nie mam pojęcia, jak to podsumować.

Nagle usłyszeliśmy głośne uderzenie kijem w skałę, a dziewczęta wróciły do ludzkich postaci i niesione, jakby dwoma falami poleciały każda w inną stronę.

— Mogę wiedzieć, co wyrabiacie w pobliżu świętego drzewa? — krzyknął szaman. — Już bezmózgie mutanty zachowują się poprawnie. Kiro córko wodza, za kilka dni wychodzisz za mąż, a zachowujesz się, jak nieodpowiedzialna gówniara. A ty Frejo? Jedna ze srebrnych wiedźm, a wdaje się w dziecinną kłótnię. Shadow nie jesteś lepszy, zamiast je powstrzymać, siedzisz sobie, jak gdyby nic. A wszystko to w pobliżu świętego drzewa.

— Ale sza... — Zaczęła Kira.

— Cisza, macie szczęście, że nie uszkodziliście relikwii. A teraz marsz za mną do obozu. Niech no ktoś się odezwie, a przetrącę kark.

Nie chcąc polemizować z wściekłym duchowym przewodnikiem, ruszyliśmy za nim, nikt z nas nie miał ochoty na rozmowy, to też cały ta mini procesja przypominała marsz żałobny.

Jakiś czas później dotarliśmy do celu, cali przemoczeni, nikt mi nie powiedział, że zima kończy się akurat dzisiaj i to w tak gwałtowny sposób. Rozwiesiliśmy mokrą odzież i zasiedliśmy do ogniska, owinięci w ciepłe koce.

— Teraz mogę cię powitać, jak należy Frejo, córko wielkiej Matki. Nie spodziewałem się ciebie tak szybko, minęły zaledwie dwa dni, od kiedy dostarczono mi list o twoim przybyciu. — rzekł szaman, dokładając drewna.

— Ja również cię witam, wielki znawco duchów, wiele słyszałam o szamanie z ludu Lwów. Dotarłam wcześniej, tylko dlatego, że Wilcza Dolina nie była mocno przysypana śniegiem.

— Tak, tegoroczna zima była wyjątkowo ciepła i mało śnieżna. Chwała wielkiemu Manitu.

Jeśli to ta zima okazała się łagodna, to nie chce myśleć, jaka jest sroga. Szaman musiał znać Matkę wiedźm, siatka znajomości, jak zwykle mnie zadziwia.

— Nasza liderka wspominała, dlaczego tu jestem? — spytała Freja, rozgrzewając zmarznięte dłonie.

— Nie tylko ona, również od duchów dużo się dowiedziałem. Nie będę się sprzeciwiał woli Manitu, mimo to sprawa jest kłopotliwa.

— Czyżby istniały jakieś przeszkody?

— Kwestia tradycji i obyczajów. W porównaniu do innych ludów, u nas nie panuje wielożeństwo i dość trudno będzie przetłumaczyć innym współplemieńcom aktualną sytuację. Już i tak ślub z bladym wrogiem, budzi wiele kontrowersji, teraz okazuje się, że oprócz tego dochodzą jeszcze dwie partnerki. Jesteśmy surowi wobec przestrzegania naszych praw. — Wyjął fajkę i po nabiciu jej, zapalił.

— Sam powiedziałeś, że nie będziesz się sprzeciwiał woli Manitu.

— Tak i słowa dotrzymam srebrnowłosa. Tylko trzeba pomyśleć, jak to zrobić. Kilkumiesięczna próba przed małżeństwem odpada, nie może tak być, by w jednej chacie mieszkali żona z mężem i narzeczona. A Shadowa nie mogę skierować do specjalnej chaty, skoro już będzie po ślubie. Jedynym wyjściem jest znieść okres tymczasowy i wyprawić całej trójce wesele. Ale tu pojawia się kolejny problem, każde posłanie jest dwuosobowe i tyle również jest miejsca przygotowanego.

— A może tak przenieść nas do klanu wilków? Tam nie było, by takich przeszkód. — Wtrąciła Freja.

— O tym możesz zapomnieć srebrnowłosa, wódz nigdy się na to nie zgodzi. — od razu odpowiedział szaman, zaciągając się dymem. — Budowa nowej chaty również jest niemożliwa, to tak, jakbyście byli na siłę odizolowani od wioski, albo – co gorsza – posiadalibyście nadzwyczajną rangę, co stanowiłoby formalną ujmę dla wodza. Rozwiązanie jest jedno, wygnanie z wioski.

Na dźwięk tych słów niemal podskoczyliśmy, a Kira zbladła niesamowicie.

— Spokojnie drogie dzieci, użyłem złego słowa. Chodziło mi o życie poza wioska, ale jednak w jej pobliżu. Nie mogą istnieć dwie osady jednego szczepu, dlatego musicie utworzyć swój własny.

— To niemożliwe. Nie można stworzyć wioski, mając tylko trzech osadników. — powiedziała Kira.

— Niekoniecznie. — Uśmiechnął się zagadkowo. — Jest tu nas stanowczo za dużo, wódz w ramach posagu może przydzielić do was paru naszych, wilki też uczynią tak samo. Może nie będziecie liczni, ale przy sprawnych zarządzaniu powinno się udać. Dzięki temu rozwiązaniu znika problem wielu żon, wódz może mieć ich tyle, ile chce. Zima się skończyła i nie będzie problem z pozyskaniem drewna i innych surowców, poradzicie sobie.

Słowa starego bestioczłeka brzmiały tak niesamowicie łatwo, przynajmniej w teorii. Lud wilków i lwów różnił się pod wieloma względami, dochodzi do tego mój brak wiedzy w zarządzaniu czymś więcej niż ludźmi i przyszła perspektywa nie jawiła się zbyt dobrze. Spojrzałem po kolei na dwie kobiety siedzące obok mnie, jeszcze do mnie nie dotarło, że mam z nimi, przynajmniej według przepowiedni, spędzić całe życie. Jest jeszcze ostatnia... Właśnie, jak ja opanuje je wszystkie, skoro nie daje sobie rady z jedną? O Bogini, czemuś mnie wpakowała w to haremowe bagno, ja nawet o takim czymś fantazji nie miałem. Z wojownika awansować na przyszłego wodza, mam wrażenie, jakbym oszukiwał. Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba. Obym tego nie żałował.

Średnia ocena: 3.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • konfiguracja 4 miesiące temu
    Da się przeczytać, ale rewelacji nie ma. Błędy! Np. "Właśnie, jak ja opanuje trzy, skoro nie daje sobie rady z jedną?"
    Z poprawnym zapisem tekstu, jak nie przymierzając z wyzwaniami poligamii - widzę:)
    2+
  • krajew34 4 miesiące temu
    Szkoda, że tak słabo ocenione, ale dzięki za wizytę, nawet to 2+ cieszy :) Jestem świadomy, że błędy są i również tego, że w nie każde gusta uceluje. Pozdrawiam i mam nadzieję, że pomimo tego wszystkiego, nadal płynęła przyjemność z czytania.
  • konfiguracja 4 miesiące temu
    Spoko, nie zanudzasz:)
  • krajew34 4 miesiące temu
    I o to mi najbardziej chodzi, nic tak nie cieszy pisarza, jak myśl, że jego twory nie zanudzają, oczywiście nadal będę nad wszystkim pracować i ćwiczyć. Dzięki za wpadnięcie.
  • konfiguracja 4 miesiące temu
    krajew34 - powodzenia!
    Pozdrawiam serdecznie.
  • Ozar tydzień temu
    Hm... Jeden człowiek i dwie samice jedna wilkiem druga lwicą, ciekawy pomysł choć wszystko wywraca do góry nogami. Ciekawy pomysł. 5 i czytam dalej! Nie wiem dlaczego ten tekst jest tak słabo oceniony?
  • krajew34 tydzień temu
    Po prostu zdarzyła się surowa komentatorka, tym razem żaden troll. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania