Mur Zdrajca Ludzkości – Rozdział 25

Nasze ubrania zniknęły, a ich miejsce zajęły wygodne tuniki w śnieżnobiałej barwie. Wprawdzie zakładając je czułem się jak klaun, albo nędzny aktorzyna, mimo to były lepsze od naszej potarganej, szorstkiej odzieży ze skór zwierząt. Konfederacja nie stanowiła konkurencji dla ludzkich krawców. Ani nie mieliśmy chęci, ani czasu, by myśleć o wygodzie, czy jakichkolwiek wyszukanych strojach. Istniały o wiele ważniejsze problemy do rozwiązania.

Czekając na Kordelię, zastanawiałem się, jak rozegrać rozmowę z królową. Miałem przed sobą istotę o zupełnym braku empatii, likwidującą każdego według własnych zachcianek. Może zażądać części populacji naszej wioski bądź za cenę przeżycia staniemy się bydłem. Nie wiem, który los gorszy... Czy istnieją jakieś atuty, mogące przechylić szalę na naszą korzyść? Albo zaoferuję siebie za wioskę? Jednak, czy mrówki, a właściwie ich królowa przestrzega jakichkolwiek umów? Pojedynku z nią też nie wygram. Nie posiadałem aż tak wielkiej siły...

— Czyżbyś się bał iść samemu? — zabrzmiał znajomy głos.

— Jestem odpowiedzialny za ciebie — Spojrzałem na Kordelię i nie wierzyłem własnym oczom. W zardzewiałej zbroi i potarganej, wyblakniętej czerwieni oraz startej bieli skrywała piękną urodę i wspaniałe ciało. Dostrzegłem to dopiero teraz, gdy stanęła przede mną w zupełnie innym odzieniu. Przysiągłbym, że stał przede mną anioł prosto z nieba o przenikliwych zielonych oczach i długich blond włosach w śnieżnobiałej tunice, przewiązanej złotym sznurkiem.

— Zaraz ci oczy wypadną od tego gapienia. Kobiety nie widziałeś? — Poprawiła włosy, by nie przeszkadzały jej w obserwowaniu. — Już zapomniałam, jak uciążliwe są, gdy się ich nie przycina...

— Nie zapominaj, że mam dwie żony, które są równie piękne — odparłem wymijająco. — Po prostu jeszcze nie widziałem cię bez zbroi i tego durnego uniformu.

— To jedyne i najlepsze ubrania dla żołnierza...

Dołączyła do mnie i ruszyliśmy w stronę końca korytarza.

— Przecież daliśmy ci nowe... Po co nosiłaś te szmaty i zardzewiałe żelastwo? — Wzrok przykuwały liczne malowidła dla marmurowych ścianach, większość kojarzyłem ze starych ksiąg.

— A skąd mam wiedzieć, czy nie użyliście na nich jakieś magii? Barbarzyńcy mają różne pomysły, a tacy mężczyźni szczególnie. Istnieje wiele opowieści, co robią porwanym kobietom. — Jej ręka wędrowała w stronę pasa, jakby szukała czegoś. — Bez miecza czuje się naga. Nienawidzę tego.

— Jakoś nigdy nie próbowaliśmy zmuszać cię do czegokolwiek. Nie jestem zwolennikiem takich działań. — Przystanąłem przy jednym z ciekawych obrazów, przedstawiających mężczyznę w dziwnym mundurze i żegnającą go kobietę.

— Węże też nie atakują od razu.

Wiedziałem, że samymi słowami ją nie przekonam. Odpuściłem więc ten temat.

— Interesuje mnie jednak inna rzecz. Czego szukaliście z małym oddziałem przy niedaleko muru na ludzkiej stronie? Czego szukał Dante i jaką broń zamierzał znaleźć z waszą pomocą?

— Więc to ty byłeś tym szczurem, który nas podsłuchiwał... Wiedziałam, że to nie było zniekształcenie many, ani też anomalia. Pogratulować szybkości, nawet Diune, nasz najlepszy tropiciel nie wyczuł cię. — Spojrzała na mnie z ciekawością w oczach. — Pewna droga i tak zamknęła się przede mną, odkąd w pełni nie wierzę słowom Inkwizycji. Mimo to obowiązuje mnie tajemnica wojskowa, mogę tylko powiedzieć, że chodziło o potężny artefakt jeszcze z czasów starożytnych, przed wielką apokalipsą.

— Zawsze coś — odpowiedziałem. Na usta cisnęły się dalsze pytania, ale nie było sensu przepytywać ją dalej. Nic na siłę, wszystko w swoim czasie. — Mam jednak wrażenie, że twoi ludzie jakoś inaczej cię nazywali...

— Gwardia Inkwizycji to raczej pojedyncze jednostki niż zjednoczona grupa. Fanatyczni aż do śmierci, jednak egoizm stoi ponad to. Jeśli stwierdzą, że twoim kosztem osiągną wymarzony awans, nie zawahają się. Z zapamiętaniem innych jest podobnie, szczególnie z nazwiskami. Skojarzą parę elementów z daną postacią i tyle. Nie ma potrzeby wiedzieć więcej, przywiązanie nie leży w naturze tych ludzi. W końcu i tak najważniejsze są stopnie.... Nie mogę zaprzeczyć, że to dosyć przydatne, zważywszy na długość niektórych szlacheckich nazwisk...

— Ciekawe. Zawsze myślałem, że fanatycy trzymają się razem.

— Istnieją różni fanatycy, zresztą wszystko, co dotyczy ludzi, nie jest proste.

Korytarz wydawał się nie mieć końca, mi jednak to nie przeszkadzało. Rozmowa z Kordelią sprawiała mi przyjemność i jednocześnie zaspokajała małą tęsknotę za rasą ludzką.

— Skoro już bawimy się w pytania... Nurtuje mnie jedna rzecz. Dlaczego niektórzy bestioludzie używają częściej formy ludzkiej niż swojej oryginalnej? — Oparła dłoń na złotych drzwiach, kończących naszą wędrówkę.

— Jeśli chodzi o inne plemiona, czy też wioski to kwestia indywidualna. Na przykład watahy zawsze mają swoją normalną formę i jeśli nie dysponujesz odpowiednią siłą, rozerwą cię na strzępy, widząc tylko formę ludzką. W innych przypadkach za dużo nie wiem, jest tyle obrzędów i obyczajów, że trudno się w tym połapać. Dlaczego taka, a nie inna forma w Konfederacji? To mogę ci wyjaśnić. — Oparłem się o ścianę i sięgnąłem do torby po papierosa... Niestety bezskutecznie, zważywszy, że niczego takiego nie miałem przy sobie. — Forma humanoidalna zwierzęca jest dla bestioludzi o wiele potężniejsza od tej czysto ludzkiej. Bardziej wyczulone instynkty, zwiększona szybkość i zwinność, nie wspominając o sile. Jednak utrudnia codzienność. Pasożyty, insekty gnieżdżące się w między grubą sierścią, trudność w utrzymaniu czystości, smród, ale to nie wszystko. Najważniejszym punktem, który wpłynął na decyzję o ograniczeniu tej formy tylko do walki, to czynnik bestii. Każda emocja była wzmacniania kilkakrotnie. Szczególnie gniew i pożądanie. Wzrastała liczba rannych, a nawet zabitych wśród towarzyszy, a niektóre miejsca w wiosce przypominały dzielnicę czerwonych latarni... Chyba możesz się domyślić, jak bardzo sprawiło to problem, gdy dołączyły do nas wilki ze swoimi surowymi prawami? Wiele z młodych chciało spróbować życia lwów... Starsi zaczęli się buntować i kłócić z drugim plemieniem. Na kilka dni wioska została podzielona na dwa obozy.

— Musieliście jednak dojść do kompromisu, skoro młodzi żyją w jednej wspólnej chacie, aż do małżeństwa.

— Tak.... ale to zbyt długa historia pełna napięć i zgrzytów. Aktualny porządek to rezultat kilku miesięcy żmudnych rozmów i spotkań.

— Będziecie tak stać i ciągle mielić ozorem, czy w końcu wejdziecie? — zabrzmiał tubalny głos wielkoluda. Swoim głosem mógłby zniszczyć nawet drzwi.

— Myślałam, że jesteś uparty jak osioł. A tu widzę, podporządkowałeś się robalom. Jeszcze nie tak dawno zarzekałeś się o pozostaniu w jednej formie — rzekła Kordelia, wchodząc do obszernej sali z ogromnym stołem i ławami na środku.

— Kupiec musi ponieść ofiarę, jeśli chce dobić targu. — Mohembe przypominał teraz mieszkańca pustynnych wzgórz. Ciemnobrązowa, wypalona słońcem skóra i czarne, krótkie włosy. Jego masywne i wyćwiczone ciało ledwo mieściło się pod tuniką, był kolejną osobą, z którą nie chciałem się mierzyć w walce. Wolałem łatwe walki, choć nie uciekałem przed tymi trudnymi.

— Zostało coś dla nas, czy wszystko już zeżarłeś? — Kordelia dosiadła się obok niego. Jej oczy powędrowały w stronę muzykantów, grających delikatną pieśń.

— Mają tego tyle, że ich dzicy kuzyni ze spokojem zbudowałyby ogromną kolonię. — Chwycił wielką łapą za kawał mięsa.

— Widzę, że wszyscy są już na miejscu. — Gwardziści otworzyli wrota naprzeciwko, skąd wyszła Ortis. Ubrana była tak samo, jak w łaźni, tu jednak towarzyszyła jej świta, złożona z sześciu kobiet, odzianych w purpurowe tuniki. Ich uroda radowała oczy, choć miałem wrażenie, że na jeden rozkaz królowej zabiłyby nas gołymi rękoma. — Zaczynajmy więc. — Klasnęła w dłonie, usuwając magią posiłek ze stołu, powodując ogromny zawód u nosorożca. Całe szczęście, że zdążyliśmy zjeść cokolwiek. Rozsiadła się na okazałym tronie, stojącym pod kolumną. Spojrzała na nas z lekką pogardą i tryumfującym uśmieszkiem. Czas na najtrudniejszą część.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • krajew34 3 tygodnie temu
    Wszystkie rozdziały (jako, że seria ma ponad 80 rozdziałów) http://www.opowi.pl/mur-wszystkie-rozdzialy-do-tej-chwili-a56093/
  • Zaciekawiony 3 tygodnie temu
    "Wprawdzie zakładając je, czułem się" - tu chyba bez przecinka

    "odzieży ze skóry zwierząt" - skór (mnoga liczba zwierząt ma mnogą liczbę różnych skórek)

    "Konfederacja nie stanowiła konkurencji dla ludzkich krawców ani nie mieliśmy chęci do tego, ani czasu" - ale o co chodzi w tym zdaniu? Nie mieli czasu na bycie konkurencją? Na bycie szewcami?

    "Może zażądać część populacji" - części

    "przechylić szale" - szalę. Bo w porównaniu chodzi o to, aby jedna z dwóch szal, na które kładzie się ważone przedmioty, przechyliła się we właściwą stronę (widzę to u ciebie już chyba drugi albo trzeci raz).

    "Albo zaoferuje siebie" - zaoferuję

    "potarganej[,] wyblakniętej"

    "Przysiągłbym, że stała przede mną anioł" - stał anioł (słowo w takiej formie ma męski gender)

    Dużo tu ekspozycji, a to nie pierwszy rozdział, którego duża część sprowadza się do tłumaczeniu bohaterowi szczegółów świata.
  • krajew34 3 tygodnie temu
    Najpierw podziękuje za wizytę i obszerny komentarz. Miło mi, że wpadłeś i poświeciłeś swój czas. Chyba byłem otępiały sprawdzając swój tekst, no ale to nie druk, można poprawiać w nieskończoność. Co do ekspozycji... Akurat to rozdział taki przerywnikowy, stąd rozmowa, fabularnie też ma wytłumaczenie, Kordelia nie była od początku z nimi, stąd te pytania. Była po stronie wroga, pozbyła się fanatyzmu i próbuje to sobie poskładać.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania