Mur Zdrajca Ludzkości – Rozdział 27

Spojrzała w stronę źródła hałasu. Koło szkatułki stał ognistowłosy młodzieniec z blizną na policzku, w dłoniach trzymał jeszcze dymiący się pistolet. Tuż obok niego leżał wojownik, któremu Kira zleciła spalenie znaleziska. Pozostali wojownicy rzucili się, by powstrzymać towarzysza, lecz ponownie huknął strzał, tym razem trafił jednego w ramię.

— Trzymać się z daleka! — krzyknęła, chwytając mocniej miecz. — Co ty Głupi Kojocie robisz? Odłóż broń i uspokój się!

— O nie, nie, nie. — Lufa wskazała na nią. — Jestem Sprytny Lis! — Wystrzelił w stronę dziewczyny. Kira poczuła, jak ogień trawi jej brzuch. Jęknęła i osunęła się na ziemię. — Taka głupia kobieta, jak ty nie będzie rządzić takim wspaniałym wojownikiem. Zaniosę wasze głowy Ismirze, dzięki niej zdobędę pozycję i bogactwo.

— To ty chciałeś mnie zabić! — syknął Ares, opatrując lwicę. — Wąż, który od początku próbował nas zdradzić.

— Zdrajca? A jak was mam nazwać? Bestioludzie, którzy pomieszali się, niczym głupie zwierzęta, nie dbając o czystość i izolacje plemienia. Wilki i lwy powinni żyć oddzielnie, a nie tworzyć mutanty i ingerować w naturę. Co się stało z naszym kodeksem? Gdzie nienawiść do ludzi? Gdzie zabijanie każdego z nich za nasze krzywdy? I na dodatek wybraliście jednego z nich naszym wodzem! To hańba!

— Jesteś hipokrytą i jednocześnie głupcem, Głupi Kojocie. Żaden z ciebie Sprytny Lis.

— Ja nie bratam się z wrogiem, tylko wykorzystuje ich dla własnych celów. — Podniósł jedną ręką niewielką skrzynkę, nie przestając celować do dawnych towarzyszy. — A teraz wybaczcie, nadeszły moje posiłki.

Od strony bramy dało się słyszeć dziwny dźwięk jakby tłuczonego szkła, połączonego z trzaskającym mrozem. Po chwili rozpadła się na kawałki lodu, a do środka na śnieżnobiałym rumaku wkroczyła wysoka kobieta o bladej cerze i długich, błękitnych włosach, odziana w szaty koloru czystego oceanu. Za nią w zaczęli rozstawiać się jej żołnierze, odziani w ekwipunek identycznej barwy, jak ich przywódca. Ukryci za osłonami, celowali do bestioludzi, gotowi otworzyć ogień w każdej chwili.

— Pani! — rzekł Sprytny Lis. — Oto przedmiot, który chciałaś. — Ukłonił się i wyciągnął czerwono-czarną szkatułkę o złotych zdobieniach w stronę kobiety.

— Otwórzcie ją! — sucho zabrzmiał jej głos. Nie minęła chwila, jak jeden z jej żołnierzy odebrał przedmiot i otwierając go, skierował w stronę nieznajomej. Wpatrywała się z blaskiem w oczach w przyniesioną rzecz. Po chwili wyjęła go.— Wspaniały artefakt... Dante będzie zadowolony.

Kira dostrzegła w jej dłoni czarną niczym smoła kulkę. Serce przyspieszyło, gdy obraz rzeczywisty nałożył się na ten z jej snu. Mroczny artefakt w rękach Największego Inkwizytora... Nawet ona, będąc tylko prostą wojowniczką, wiedziała, jakie konsekwencje mogło to przynieść dla wioski i ich przyszłości. Jednak teraz byli otoczeni, a kula w jej brzuchu też nie ułatwiała zadania. Stali na wprost śmierci i z nią najpierw musieli się zmierzyć.

— Cudowny... Wprost nie mogę nacieszyć się jego skrywaną potęgą... — Z lekkim oporem odłożyła go na wyściełane tkaniną miejsce i zamknęła wieczko. — Chronić to, nawet za cenę własnego życia.

— Wywiązałem się z umowy, czy teraz mogę dołączyć w wasze szeregi? — Spojrzał w górę, nie wstając.

— Ja zawsze dotrzymuje słowa... — Używając magi, stworzyła kryształ lodu i podała go Sprytnemu Lisowi. — Połknij to, a będziesz oczyszczony i zyskasz nową moc, wtedy szeregi Inkwizycji staną dla ciebie otworem.

Nie zastanawiając się, wypełnił rozkaz. Niestety już po sekundzie, zbladł i upadł na kolana, a kolce lodu poprzebijały od wewnątrz jego ciało, tworząc szkarłatny kwiat.

— Dlaczego? — wyszeptał umierający, całkowicie zaskoczony całą sytuacją.

— Tak jak mówiłam, zostałeś oczyszczony i przyjęty. Niestety nie moja wina, że nie przeżyłeś. — Na jej ustach wykwitł uśmiech. — Chyba nie sądziłeś, że przyjmiemy zwykłą bestię i na dodatek zdrajcę? Nielojalni zazwyczaj mają tendencje do wielokrotnej zmiany stron, gdy tylko poczują, że wiatr się zmienia... — Odjechała i stanęła przed ranną Kirą i resztą. Spokojnie rozejrzała się dookoła, ignorując zabitych z jej frakcji. — Mając tak niewielu żołnierzy, zmiażdżyliście całą naszą placówkę... Gdybyście byli ludźmi, zyskalibyście mój szacunek. Aż żal zabijać od razu takich wrogów, tak rzadko można spotkać intrygujących przeciwników, z drugiej strony moglibyście w nieprzewidywalny sposób pokrzyżować nasze plany...

Zapadła cisza, przerywana tylko szumiącym wiatrem. Bestioludzie nie zamierzali błagać o życie, byli gotowi na poświecenie i ostateczną walkę. Wiedzieli, że błękitno włosa nie będzie litościwa.

— Jednak oszczędziliście mi kłopotu z neutralizacją tych nieudaczników... Ciągle błagali o posiłki w obliczu przewagi wroga... Przewagi? Nie potrafili poradzić sobie z bandą bestii... A wystarczył jeden zdrajca, by skutecznie was osłabić. Nie potrzebujemy ludzi, którzy nie potrafią myśleć. Przynajmniej nie muszę używać mojego wspaniałego lodu na takie śmiecie. Wróćmy jednak do was.

Jej ludzie cały czas celowali w gromadkę, mimo dziwnych masek na ich twarzach było wiadomo, że świerzbią ich palce, by pociągnąć za spust.

— Mam dzisiaj doskonały humor, dlatego pozostawię was w spokoju. Jeśli teraz pozbawiłabym was życia, musiałabym zrobić to samo z tymi zielonymi durniami. Szukać ich po tej zapadłej dziurze zajęłoby masę czasu. Po prostu nikogo nie zastałam, a szkatułka nie została odnaleziona przez wroga, dzięki poświeceniu kapitana. Rada będzie zadowolona i nikt nie będzie marudził, że zginął ważny szlachcic. — Zawróciła konia. — Żebyście nie myśleli, że zabicie was nastręczyłoby mi trudności... — Pstryknęła palcami, a cały fort wraz z ciałami spowiła gruba warstwa lodu. — Co to dla mnie zabić kilka pcheł. Zabić tylu, by dać się postrzelić zdrajcy... Nędzna z ciebie wojowniczka i dowódca.

Kira ze złości przegryzła wargę. Najchętniej poderżnęłaby jej gardło od ucha do ucha, lecz z raną w brzuchu i widoczną przewagą wroga, mogła co najwyżej o tym pomarzyć. Z gniewem w oczach spoglądała, jak znienawidzony wróg oddala się, całkowicie odsłaniając plecy. Kiedyś pomści tę zniewagę.

— A niech to złe duchy, krwawisz coraz mocniej. — Ares wraz z innymi delikatnie ułożył ją na ziemi.

— Teraz słuchaj mnie uważnie — odpowiedziała z zaciśniętymi zębami, chwytając go mocno za ubranie. Ból był na tyle silny, że ledwie panowała nad krzykiem. — Jeden z was, który może używać magii ognia, przypali ranę..

— Chyba zwariowałaś... — Ares nie wierzył własnym uszom. Przecież musieli usunąć pocisk i odpowiednio oczyścić ranę.

— Nie przerywaj... — Jej oddech był coraz słabszy. — Przypalicie i natychmiast ruszycie z powrotem do wioski. Ja ruszę za mroźną suką.

— Czy ból aż tak bardzo przyćmił twój rozsądek? — Starał się uciskać ranę. — Jak sobie wyobrażasz podróż w tym stanie? Nie minie dzień, a będziesz martwa, albo z powodu rany, albo rozniesiona na mieczach Inkwizycji. Shadow zabiłby mnie na miejscu, gdybym wykonał twój rozkaz.

— Tu nie chodzi tylko o mnie, Aresie. Nie mogę powiedzieć ci wszystkiego, ale Manitu wyznaczył mi zadanie, które muszę wykonać, nieważne za jaką cenę. Chodzi tu o przyszłość naszą i wioski. Skończ bredzić, przytrzymajcie mi ręce i nogi. Inaczej nie zamkniemy rany. — To powiedziawszy, chwyciła za kawałek drewna i włożyła go sobie między zęby. — Zaczynajcie — rzuciła prawie niezrozumiale.

Ares westchnął ciężko i skinął dłonią na przerażonych młodzików. Kłótnia z Kirą była bezsensowna, jej wrodzony upór zaważał na życiu.

— Szybki Orle przypalisz ranę, a my będziemy trzymać. — Zwrócił się do wybranego wojownika.

— Aresie, chyba żartujesz... Nie mogę tego zrobić... — wyjąkał.

— Dasz sobie radę. Zaczynaj.

Młodzieniec zbliżył się do dziewczyny i przyzywając ogień w dłoni, zbliżył rękę do rannej, jednak szybko cofnął ją, gdy usłyszał jęk bólu.

— Nie mogę tego zrobić... — Słychać było desperacje w głosie.

— Kontynuuj — odpowiedział twardym, surowym głosem.

Chłopak zagryzł zęby i wrócił do przerwanej czynności. Tym razem z ust Kiry wydobył się głośniejszy, zduszony krzyk. „Lekarz” nie odpuścił, smród palonego mięsa przyprawiał go o mdłości. Skończył po kilku sekundach, natychmiast zwymiotował na jednego ze zmarłych.

— Teraz... dajcie... mi wszystkie zioła, jakie macie — wyszeptała, gdy wypluła drewno. Oddychała ciężko i była bardzo słaba.

— Zrobiliśmy, co chciałaś, ale nie możemy zostawić cię samej. — Ares podał jej bukłak z wodą.

— Przecież wiesz, że taka rana to dla mnie nic. Dzięki ziołom będę tylko dzień drogi za nimi. Już dawno przestaliśmy być słabymi istotami, Aresie. — Oddała mu manierkę. — To nie jest miejsce ani czas, by kłócić się. Jako dowódca tej misji wydaje wam oficjalny i niepodważalny rozkaz powrotu do wioski. Przekażecie Shadow, że wrócę, jak tylko wykonam swoją misję. Manitu nade mną czuwa i zadba o bezpieczeństwo i zakończenie misji. — Osłabiona podniosła się, tylko niezachwiana siła woli utrzymywała ją w tej pozycji. Pozostali spoglądali niepewnie, nie wiedząc, czy posłuchać rozkazu.

— Skoro powołujesz się na Manitu na nic tu nasz sprzeciw... — Zawiesił jej na ramieniu torbę. — Jednak musisz pamiętać, że zmierzasz w kierunku, z którego wcześniej ledwo wróciłaś. Ceń swoje życie ponad głupią dumę. Mamy tylko je tylko jedno, nie zmarnuj tego daru. — Odwrócił się plecami do dziewczyny. Spoglądał na wschodzące słońce, które nieśmiało rzucało światło na krajobraz lodu i śmierci. Głośno westchnął i krzyknął. — Wyruszamy! — Nie minęła chwila, a Kira pozostała sama.

Z westchnieniem ulgi usiadła na jednym z oszronionych trupów. Próbowała grać odważną i nieustępliwą, lecz teraz czuła się słaba oraz zmęczona. Brzemię, które sobie nałożyła, było spore, jednak nie istniało inne wyjście. Wyjęła z torby znajomy zielony listek i zaczęła go rzuć. Powinien stłumić ból na kilka godzin, może dłużej, póki nie znajdzie bezpiecznego miejsca na odpoczynek. Bagno przyprawiało ją o dreszcze, oby Shadow radził sobie lepiej od niej.

 

By nie spamić w komentarzu link do wszystkich części (http://www.opowi.pl/mur-wszystkie-rozdzialy-do-tej-chwili-a56093/)

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania