Mur-Część II-Rozdział 20

— Nie zgadzam się! — Słowa zabrzmiały, jak grom z jasnego nieba. — Od tysiącleci naszymi jedynymi orężami są łuk, magia i pazury. To spuścizna po przodkach i ich wielki dar. Dlaczego więc mamy plamić swój honor, używając broni białych?

Zabrzmiały pomruki aprobaty wśród zgromadzonych. Wiedziałem, że trudno będzie ich przekonać, bestioludzie to rasa zakopana głęboka w przeszłości, unikająca zmian, jak ognia. Musiałem to zmienić, inaczej czekała ich zagłada.

— W pełni popieram twoje zdanie Aresie. — Zacząłem pojednawczo. — Zrozum jednak, że wojna, a tradycja to dwie zupełnie inne rzeczy. Magia wymaga czasu, łuk ma dość ograniczony zasięg, a pazury mogą nie wystarczyć. Broń palna jest szybka, potężna, o większym zasięgu. Zanim wy wystrzelicie, oni zdążą zrobić to z dziesięć razy.

— Widziałem te twoją wspaniałą broń... — prychnął największy oponent. — Haniebnie zmusiliście duchy do uwiezienia cząsteczek w swych orężach.

— Jednak Aresie musisz przyznać, że z jej powodu straciliśmy mnóstwo wspaniałych wojowników. Prawie spalili nam osadę. — Wtrącił się jeden ze zgromadzonych.

— Nie ma zaklęcia, którego nie da się powstrzymać. — Nie ustępował mąż Almy. Kto by pomyślał, że zejdą się ze sobą? Z drugiej strony byli bardzo podobni. Ciekaw jestem, które z nich ma dominujące DNA?

— Nowa broń jest bardziej zaawansowana, nie strzela samą maną. Pokaże ci. — Wyjąłem swój rewolwer.

— Zastrzelenie mnie nic nie da. Tak nie przekonasz pozostałych.

— Dlaczego miałbym cię zabijać Aresie? Nawet wroga można oszczędzić, gdy okazuje się użyteczny. Ciebie, mimo twej niechęci wobec mnie, traktuje jako godnego zaufania. Czyżbym się mylił?

— Nie mylisz się wodzu. — odrzekł krótko.

— Tak myślałem. Przynieście kawał mięsa i zaklętą skórzaną zbroję. — Skinąłem na strażników. Po chwili miałem, co chciałem. — Słuchajcie, to jest rewolwer, jest to krótsza wersja tego, co używają inni z mojej rasy. Jest to tylko jeden egzemplarz z wielu, ale posłuży, jako przykład. — Podniosłem broń w górę, by wszyscy ją zobaczyli. — Musicie wiedzieć, że działa ona podwójnie. Niszczy ciało oraz... — Podniosłem lufę i wymierzyłem w swoją „mięsną ofiarę”, chronioną przez zbroję. Wystrzeliłem, huk zabrzmiał w całej chacie zgromadzeń.

Na bezbarwnych, poważnych twarzach bestioludzi zawitał lęk, każdy zareagował inaczej. Jedni przyszykowali szpony, przywdziewając prawdziwą formę, drudzy konstruowali zaklęcie, a jeszcze inni chwycili za łuki. Skoro sam odgłos tak na nich podziałał, to co zrobią, jak zauważą rezultaty? Zapowiadało się naprawdę dobrze.

— Oddziałuje na psychikę wroga, jest to szczególnie użyteczne, gdy nieprzyjaciel nie miał styczności z uzbrojeniem ludzi.

— Bardzo pięknie wodzu, wspaniały pokaz. Jednak jesteś tylko człowiekiem, nie potrafisz zrozumieć naszej mentalności. Nawet takie argumenty nas nie przekonują. — Wtrącił się Silva.

Przeklęty łajdak, sam mi podał sposobność do zyskania nowego ekwipunku i kiedy ja zabieram się do przekonywania, on jest przeciwko. Wpuściłem śliskiego węża do swego legowiska, obym tego nie żałował.

— Wiem, że jesteście odważnym i honorowym ludem, jednakże pamiętajcie, jest bardzo cienka granica między nimi a głupotą. Nie chcę zmian w tradycji, czy w innych równie wartościowych sferach życia. Wojna to nie zabawa w pojedynek jeden na jednego. Każda ze stron użyje dosłownie wszystkiego, by zmiażdżyć drugą. Myślicie, że tamci pomyślą o was, gdy załadują karabiny? Oj nie wystrzelimy, bo biedni bestioludzie nie mają naszego uzbrojenia, to nie fair. Zrzućcie klapki z oczu. Jestem waszym wodzem, nie mogę przyglądać się, jak będziecie niszczeni. Chcecie zginąć, gińcie, jednak co z kobietami? Chcecie, by zostały niewolnicami? By były zabawkami, aż padną? Szlachetna śmierć brzmi pięknie, ale odpowiednie życie stanowi podstawę.

Zapadła cisza, płomień ogniska rozświetlał zamyślone twarze. Balansowałem na linie, jeśli nie zgodzą się, mamy delikatnie i kolokwialnie mówiąc przesrane.

— Odnajduje mądrość w tym, co mówisz. — Zabrała głos Alma, gestem dłoni uciszając swego męża Aresa. — Jednak co z pomysłem zamknięcia nas w kamiennych domach?

Pewnie chodziło jej o przebudowanie wioski.

— Nikogo nie zamykam, po prostu dzięki waszym szponom możecie ze spokojem wycinać ze skały różne kształty, dodatkowo znacie się na tworzeniu z gliny. Dzięki modernizacji wioski zyskamy mocną obronę i niepalne budynki. — odpowiedziałem szybko.

— Skała jest zimna, chcesz byśmy zamarzli?

— Spokojnie Almo w ścianach poprowadzimy wzmocnione rury, które połączone będą z paleniskami, dym będzie uchodził szybem u góry. — powiedziałem.

— Choć w moim sercu nadal wiele zastrzeżeń, to popieram cię. Słuchajcie! — Zwróciła się do pozostałych. — Nasi przodkowie pozostawili wielką schedę po sobie, to prawda. Mamy obowiązek ją utrzymywać, ale czy nie byliby na nas źli, gdybyśmy z tego powodu przestali się rozwijać? Ogniste rury mogą dać nam stabilność wobec różnych przeszkód, jeśli wróg je ma, to my również musimy je posiadać. Wojna to ciągły wyścig w prześciganiu wroga. Pamiętajcie, że jesteście częścią Konfederacji, jak mamy zjednoczyć wszystkie plemiona, skoro polegniemy tutaj? Możemy przejąć ludzkość, zachowując własną tożsamość. To ciągłe kręcące się koło nienawiści jest bezsensowne, nasza kraina jest wielka i nie ogranicza się do muru. Co czeka nas za wielką pustynią, co czeka ludzi za morzem? Dlaczego tego nie sprawdzamy? Nie możemy polegać na mapach starej cywilizacji, świat doznał olbrzymich zmian w wyniku ich błędów. Skupmy się na własnym doskonaleniu i na obronie, podporządkowanie życia ciągłym konfliktom stopuje rozwój. Pokażmy, że jesteśmy lepsi od tych łysych małp!

Wnętrze zapełniło się okrzykami uznania, słyszanymi w całej wiosce. Nigdy nie myślałem, że z Almy taka mówczyni. Postrzeganie każdego przez pryzmat rasy jest bardzo łudzące, oj bardzo.

— Moja żona powiedziała wszystko. — Ares wstał i podszedł do mnie. — Będziemy posłuszni twoim rozkazom, jednakże jeśli nas zdradzisz, pierwszy zakosztujesz śmierci. Mów, czego potrzebujesz?

— Na wyspie Rekinów mieszka pewien uczony, stworzył on dla tamtejszych mieszkańców nowe uzbrojenie i dodatkowo zna się na broni palnej. Musimy go wykraść stamtąd. — Kamień spadł z serca, przekonanie to połowa sukcesu.

— To nie będzie łatwe... Ilu ludzi pragniesz wziąć?

— Wystarczę ja, Kira i Freja. Dlatego zwołałem to zgromadzenie, skoro już przebrnęliśmy przez pierwszy punkt, to przechodzimy do drugiego. Czas jest niezwykle istotny, nie możemy tracić go bezsensu. Kiedy my ruszymy, ty Aresie, przejmiesz rolę mojego zastępcy. — powiedziałem, kładąc mu dłoń na ramieniu.

— Będę zaszczycony wodzu. — Spuścił głowę i klęknął. — Obiecuje bronić osady do twojego powrotu i pilnować jej bezpieczeństwa.

— Cieszy mnie to. — Pokazałem, by wstał. — Ale mam dla ciebie jeszcze jedno zadanie, oprócz tych, co wymieniłeś i pilnowanie szamana. Rozrysowałem z pomocą dziewczyn plany budowy domu, dachu i innych rzeczy. Masz już w tym doświadczenie, więc wierze, że sobie poradzisz. Najpierw jednak zacznij od palisady, to ona jest naszą największą ochroną. Na mur jest oddzielny schemat.

— Zrozumiałem i zajmę się tym. Kiedy chcecie ruszać wodzu? — Na jego twarzy zauważyłem zadowolenie. Może nie darzyliśmy się wielką sympatią, mimo to robotę, którą wykonał, nie sposób ocenić, zasłużył na wywyższenie.

— Za trzy dni, musimy przygotować prowiant i inny niezbędny ekwipunek. Do miejsca docelowego jest kawał drogi. Jeśli nikt nie ma pytań, spotkanie zakończone.

— Miej oko na Silvę, wydaje się dobrym szamanem o głupich pomysłach. — szepnąłem do Aresa.

— Już przeznaczyłem do tego najlepszych ludzi, będą jego cieniami — odpowiedział. Skinąłem tylko głową i opuściłem chatę zgromadzeń. Świerze powietrze zapełniło płuca, cudownie było wyrwać się z tego dusznego pomieszczenia. Połowa zadania zakończona, teraz pozostałą ostatnia, najtrudniejsza cześć. Oby profesor nie okazał się walniętym szaleńcem. Spojrzałem w kierunku, skąd przyszedłem. Czułem, że o czymś zapomniałem...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ozar 5 dni temu
    No cóż problem w tym że profesor daleko co oznacza długą drogę. ARES musi pokierować wioską dalej. Oczywiście trzeba pilnować nowego szamana. Ciekawie to prowadzisz .
  • krajew34 5 dni temu
    Fabuła sama układa się w głowie, nie lubię planować więcej niż rozdział, czy dwa do przodu.
  • Ozar 5 dni temu
    krajew34 to tak jak ja nigdy nie planuje zbyt daleko.
  • krajew34 5 dni temu
    Ozar mam wrażenie, jakbym pisał referat, a nie historię, gdybym robił inaczej.
  • Ozar 5 dni temu
    krajew34 NO dokładnie.
  • Ozar 5 dni temu
    5 oczywiście

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania