Pokaż listęUkryj listę

Serce Wielkiego Gala (Asterix&Obelix) - Rozdział 23 - Oblicza matki, cz. 2

- Czy naprawdę nie potrafiłabyś przez kilka dni spokojnie uleżeć?

Livia, na dźwięk podniesionego głosu, mocniej ścisnęła w palcach mokrą koszulę.

- Airo... Jednak to nie jest aż tak ciężka praca. Tylko dokończę i zaraz się położę.

- Nie! - krzyknęła ochryple i wyrwała jej koszulę z rąk. - W tej chwili idź się położyć, jeśli ci życie miłe. Ja sobie poradzę.

Livia spuściła głowę i, nie śmiąc dyskutować, posłusznie wykonała rozkaz.

Leżała w zadumie, starając się przy pomocy przyborów z warsztatu starannie wykonać hafty na wzór tego, co zniszczyła Edanie. Haftowała chwilę, po czym opadała bez sił na posłanie, patrząc martwym wzrokiem w przestrzeń. W międzyczasie posiliła się zupą od Airy, zażyła lekarstwo i w końcu postanowiła spróbować się zdrzemnąć.

Spała przez mniej więcej dwie godziny, kiedy Aira weszła do jej izby.

- Ktoś chce się z tobą widzieć - oznajmiła. - Masz siłę?

Livia ożywiła się nagle, wpatrując się w Airę. Jej serce biło szybciej, jakby chciało wyskoczyć z piersi.

- Oczywiście, że mam - rzekła, przytakując z zapałem i unosząc się na łokciach.

Aira uśmiechnęła się trochę słabiej, po czym ulotniła się.

Livia wpatrywała się w próg, czując, jak zalewa ją fala radości i przejęcia. Czy to działo się naprawdę? Tak długo czekała...

Wtem kąciki jej ust opadły.

Ukazała się przed nią Edana. Serce jej ostygło. Słowa Edany z czasu awantury w warsztacie bolały ją do teraz. Sądziła, że ich dobre relacje są już na dobre przekreślone, ale teraz stała przed nią, jakby z pewnym oporem. Skrzyżowała ramiona na piersi, unikając przez dłuższą chwilę jej wzroku.

- Livia, przyszłam... - zaczęła chłodno. - Przyszłam przeprosić cię za moje ostatnie słowa.

- Edana... - Livia spojrzała na nią zaskoczona, ale zanim zdążyła coś jeszcze powiedzieć, Edana kontynuowała.

- Nadal uważam, że jesteś dziwna - dodała twardo, robiąc grymas na twarzy. - Ale przyznaję, że w ostatniej kwestii się myliłam. - Spojrzała jej z ukosa w oczy. - Zrobiłam ci przykrość, co?

Livia poczuła, jakby na moment ją zatkało. Zanim ulga dała o sobie znać, poczuła lekkie zakłopotanie. W końcu zebrała się, żeby coś odpowiedzieć, ale Edana znów zaczęła mówić.

- Wiesz, Livia, ja po prostu widziałam wczoraj pewne rzeczy... - przerwała, odwracając wzrok w bok, zastanawiając się jeszcze chwilę. - ...chyba jednak zależy ci na Obeliksie, co?

- Edana, ja... - zaczęła Livia, ale słowa utknęły jej w gardle.

- Nie rozumiałam cię - ciągnęła dalej Edana. - Ale zdaje mi się, że teraz rozumiem cię ciut-ciut lepiej.

Livia przesunęła się w jej stronę, patrząc na nią z wdzięcznością, ale wciąż była zdumiona takim obrotem spraw.

- Edana, ja... Ja naprawdę ci dziękuję. To wiele dla mnie znaczy, ale... Czy mogę być z tobą szczera?

Edana wzruszyła beznamiętnie ramionami i usiadła obok niej na posłaniu.

- Śmiało. Prosto z mostu. Gadaj, jaka to ja jestem. Ulżyj sobie. Jakoś to przeżyję.

Livia parsknęła śmiechem i pokręciła głową.

- Wiesz... przyznaję, że było mi wtedy bardzo przykro, ale nie tylko dlatego, że oceniłaś mnie niesprawiedliwie. Po prostu... - spuściła na chwilę wzrok, po czym w końcu zdobyła się na bezpośredniość. - Wyobraź sobie, że od jakiegoś czasu widziałam w tobie moją przyjaciółkę.

- Mnie? - Edana wbiła w nią wzrok, wyraźnie zszokowana.

- Tak - powiedziała Livia cicho, po czym odwróciła głowę, by zakasłać. - Jesteś twardą i szczerą dziewczyną i... - zawahała się - ...i mam podejrzenie, że pod tą chłodną fasadą kryje się bardzo wrażliwa kobieta o złotym sercu.

Edana rozejrzała się zmieszana po izbie i po chwili prychnęła śmiechem, zapewne głośniej niż tego chciała. Poklepała Livię po ramieniu.

- Ostrzegam. Obyś się na mnie kiedyś nie rozczarowała.

- Przecież już raz to nastąpiło. Myślę, że drugi raz też mnie nie złamie.

Livia wyciągnęła do niej ramiona, by objąć ją za szyję.

Gdy Edana się nachyliła z pewną rezerwą i dystansem, Livia dostrzegła znajomo wyglądające pióro.

- A co ty tam masz? - Wskazała wzrokiem na jej kieszeń. - Co to za pióro?

Edana zająknęła się krótko, jakby zbita z tropu.

- Eee... No, pióro jak pióro. Co ty niby chcesz wiedzieć? Że od ptaka?

- Chyba podobne przyozdabiają hełm Asteriksa. To orle pióro, tak?

- No tak... - Edana nagle zaczęła nerwowo wywracać oczami.

- Jest piękne. Skąd je masz?

Edana zacisnęła usta, a jej ramiona się wzdrygnęły. Z krótkim, gwałtownym wydechem podniosła głos.

- Tak, to pióro z hełmu Asteriksa, i co z tego? Zgubił je wtedy w górach, jak strzygłyśmy te zakichane owce. Spadło mu, gdy polecieliście za Obeliksem, który bodaj chciał po coś sięgnąć. Do teraz zresztą nie wiem, co...

Livia uśmiechnęła się natychmiast na to zabawne wspomnienie, ale zaraz spuściła posępnie wzrok. Powrót myśli do czasów, kiedy jeszcze wszystko cudownie się układało i nie zapowiadało żadnych nieszczęść, ukłuł ją w serce.

- Och, Edano, teraz to nieważne. Ale nie miałaś okazji, by oddać je Asteriksowi?

Edana skrzyżowała ponownie ramiona, próbując przybrać poważny wyraz twarzy.

- Oczywiście, że miałam. Wczoraj na biesiadzie. Nie wiem, czemu, ale jak tylko na niego spojrzałam, wyglądał na głupio rozbawionego i w dodatku miał już doczepione nowe pióro. Więc postanowiłam nie zawracać mu głowy i zatrzymać je dla siebie.

- I nosisz je cały czas przy sobie? - spytała Livia z szeroko otwartymi oczami.

- Lubię czasem się powachlować - odpowiedziała z taką nonszalancją, że Livia prawie parsknęła śmiechem.

- Oj, Edana, chyba wzbraniasz się przed powiedzeniem mi czegoś.

- Daj spokój. - Machnęła ręką. - To tylko głupie pióro.

- Pióro, które nosisz w kieszeni i trzymasz na pamiątkę? - Uśmiechnęła się do niej łagodnie.

Edana zamilkła, kierując swój kamienny wzrok w dół. Livia jednak dostrzegła w niej ból. Ból, który najprawdopodobniej próbowała ukryć przed całym światem. Przez chwilę czuła względem niej żal, ale zaraz zapytała prosto z mostu:

- Edano, czy ty jesteś zakochana w Asteriksie?

Edana uśmiechnęła się ponuro.

- Zabawne, prawda? Krasnal i jego latarnia. Perfekcyjny dobór.

Livia zakryła usta ręką, by powstrzymać śmiech wywołany tym porównaniem. Po chwili położyła rękę na jej plecach.

- On o tym nie wie, prawda?

- Pewnie nie. Może to nawet lepiej. Ale nie mówmy już o tym. Mam teraz do omówienia z tobą inną sprawę.

Livia wpatrywała się w nią uważnie. Edana miała z nią więcej wspólnego, niż mogło się wydawać. Postanowiła jednak nie naciskać i posłuchać, co jeszcze ma jej do przekazania.

- Wydobrzejesz za tydzień? - spytała Edana. - Tragikomix i Falbala zapraszają nas na ucztowanie z okazji narodzin ich córki.

- Och... - westchnęła Livia niepewnie. - Chyba będę musiała się postarać.

- Jak nie, to odpuść. Zdrowie masz jedno, a dzieciaków rodzi się na pęczki. My też w warsztacie czekamy i martwimy się trochę o ciebie.

Zanim Edana wyszła, spojrzała na hafty wykonane przez Livię i pokiwała głową z uznaniem.

- Nieźle. Naprawdę nieźle. Nawet starałaś się zrobić po mojemu.

***

Dni mijały, a Livia oszczędzała się, jak mogła. Odwiedzał ja raz po raz Asterix, który dostarczał zapas leczniczych mikstur od Panoramiksa. Bywały również Edana oraz Nessa, która przy okazji zaprosiła ją na przyjęcie zaręczynowe. Aira zaś w ostatnich dniach wyraźnie osłabła. O ile dotąd swym hartem ducha i sprawnym umysłem wyprzedzała zdecydowaną większość kobiet w swoim wieku, o tyle teraz zaczęła wyraźnie odczuwać ciężar swoich osiemdziesięciu siedmiu lat.

A Obelix? Uciekał od swych myśli o Livii, starając się tworzyć nowe drewniane figurki, nieuchronnie uświadamiając sobie swój brak talentu. Za każdym razem, gdy spotykał Asteriksa, dopytywał go o zdrowie Livii, a kiedy Asterix sugerował mu odwiedziny na własną rękę, Obelix momentalnie ucinał temat. Raz tylko przekazał Asteriksowi amulet, który niegdyś otrzymał od Panoramiksa na „odganianie chorób". Poprosił, by zaniósł go Livii, ale pod żadnym pozorem nie mówił, że jest to od niego.

- Jeśli dowiem się, że ona wie, chyba wgniotę cię w ziemię - ostrzegał.

W końcu, nie mogąc już znieść swoich rozterek i tęsknoty, wrócił do karczmy. Zastrzegał sobie jednak większą ostrożność i nie mieszał już trunków.

Dzień przed ucztą u Tragikomiksa i Falbali Asterix niespodziewanie zastał Obeliksa, który, będąc wstawiony, pomylił chatę Asteriksa ze swoją.

- Ooo, a kogo moje oczy widzą? Nawet nie wiesz, jak dobrze cię tu widzieć...

W tym momencie Obelix zaliczył odruch wymiotny tak gwałtownie, że Asterix, w obawie o zachowanie czystości, cofnął się o krok. Obeliksowi nagle urwał się obraz i...

„BAM!" - zaliczył glebę, przygniatając Asteriksa do ziemi.

- Do pioruna! - krzyknął, bezskutecznie próbując uwolnić się spod ciężkiego ciała.

Wreszcie, po długich zmaganiach, wyswobodził się, z trudem łapiąc oddech. Zaraz potem, jak na prawdziwego przyjaciela przystało, przyniósł wiadro wody i zmusił Obeliksa do wypicia, po czym pozwolił mu zasnąć.

Następnego dnia Obelix obudził się nie na swoim posłaniu.

- Kto mnie tu przyniósł, Asteriksie? - spytał zdezorientowany.

- Przyniósł? - Asterix ledwo opanował śmiech. - Idefix! Wziął cię na własny grzbiet... - Wtem spostrzegł zdumioną minę przyjaciela. - Nie, no, Obelix, nie myśl tylko, że mówię poważnie. Sam tu przyszedłeś! Byłeś pijany jak stodoła! W dodatku wgniotłeś mnie jednak w ziemię. - Spojrzał na niego z wyrzutem. - A nie pisnąłem Livii ani słówka o twoim amulecie! Ładnie wywiązujesz się z umów...

Obelix jednak nie miał sił na dyskusję. Napił się tylko przygotowanego przez Asteriksa naparu i wrócił do siebie, by dać Idefiksowi coś do zjedzenia. Po południu, gdy poczuł się trochę lepiej, udał się z Asteriksem na ucztę. Był jednak w fatalnym nastroju.

Na miejscu, w dużej izbie, zebrali się już goście zajmujący miejsca przy dwóch obszernych ławach. Falbala, ujrzawszy Asteriksa i Obeliksa, jak to miała w zwyczaju, podeszła ucałować ich na powitanie. Dawny obiekt westchnień Obeliksa wyglądał doskonale jak na kobietę, która dopiero co wydała dziecko na świat.

- Gratulujemy wam, drodzy. Chyba szybko doszłaś do siebie, co, Falbalo? - zagadał ją Asterix.

- Och, szybciej, niż się spodziewałam. Tragikomix jest wspaniałym mężem i ojcem, a malutka daje mi tyle rozkoszy, że po prostu odżywam przy niej cała. Jeszcze nie mamy dla niej imienia, ale pewnie coś wymyślimy przy jedzeniu, co? - Spojrzała na Obeliksa, który nieśmiało silił się na uśmiech.

- Obelix, drogi mój przyjacielu, nie bądź smutny - rzekła Falbala, gdy przyjrzała mu się uważniej. - Chodź z nami spożywać. Tragikomix załatwił same rarytasy. Póki malutka śpi, możemy przez ten czas dobrze się najeść.

Nagle z pomieszczenia zza ściany wyszła Livia, która na zmianę z obecną wśród gości Nessą doglądała noworodka. Zobaczywszy Obeliksa, stanęła nieruchomo. Skrywała w sobie żal. W dodatku zaniepokoił ją widok, jak Obelix uśmiecha się do Falbali, zaś gdy ujrzał ją, uśmiech od razu zniknął z jego twarzy. Jednak żal ustąpił miejsca tęsknocie, która z każdym dniem bolała ją bardziej. Chcąc się dostosować do sugestii Airy, uśmiechnęła się pogodnie i ruszyła w jego stronę.

- Obelix, w końcu się widzimy!

Ledwie dotknęła jego ramion, Obelix wzdrygnął się i cofnął o krok.

- Tak, dzień... dzień dobry, Livio - odparł, błądząc oczami.

Coś nagle skrępowało jej ciało. Poczuła przed wszystkimi wokół wstyd. Zasiadła obok obecnej już wśród gości Edany, ale momentalnie straciła ochotę na ucztowanie. Próbowała jednak zachować dobrą minę do złej gry.

Uczta trwała, a stół coraz bardziej wypełniał się donoszonymi na bieżąco smakowitymi zakąskami. Nagle z izby wypadła Nessa, pełna entuzjazmu.

- Dziecina się obudziła! - zawołała z radością.

Na te słowa większość gości spojrzała w kierunku gospodarzy.

Falbala wstała i ruszyła w kierunku kołyski, aby wziąć córeczkę na ręce, po czym wróciła do gości, z dumą prezentując swoją latorośl. Wszyscy z rozkoszą przyglądali się małej kruszynce, otulonej beżowym kocykiem. Niektórzy podchodzili, aby choć przez chwilę potrzymać maleństwo.

Obelix jednak, mimo szczerego zainteresowania, wciąż wydawał się niemrawy. Falbala pomyślała, że zapewne wciąż mocno przeżywa swój wypadek. Podeszła zatem do niego z dzieciątkiem.

- Obeliksie, za chwilę coś poradzimy na twoje troski - rzekła łagodnie.

- Nie, ja nie... - próbował się wykręcić, ale Falbala znała go stosunkowo dobrze. Ignorując jego protesty, podała mu swoją córeczkę.

Obelix z niebywałą ostrożnością przyjął maleństwo w swoje wielkie dłonie, jak najcenniejszy skarb. Dziecko, wpatrując się w niego przez zmrużone powieki, delikatnie poruszyło rączkami. W jednej chwili na jego twarzy pojawiło się rozczulenie, a jego oczy nabrały blasku. Po raz pierwszy od dawna na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech.

Livia, siedząca po drugiej stronie ławy, zauważyła tę przemianę i poczuła, jak coś w niej pęka. Sama przez ostatnie lata marzyła skrycie o założeniu rodziny. Kiedy jeszcze między nimi wszystko doskonale się układało, zdarzało jej się intensywniej rozmyślać o przyszłości. Teraz, mimo że widziała jego uśmiech, zalała ją fala bólu. Patrzyła, jak Falbala pochylała się tuż nad nim, wymieniając z nim radośnie komentarze na temat dzieciątka, które troskliwie obejmował ramionami.

- Hej, Livia! - Nessa dosiadła się do niej, uśmiechając się szeroko. - Nie bądź smutna. Spójrz! Obelix w końcu się uśmiecha. To chyba dobrze, prawda?

Livia wzdrygnęła się. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że przestała próbować chować swój żal.

- Tak, Nesso. To... to dobrze - powiedziała z trudem, ale po chwili odwróciła się, by ukryć łzy, które zaczęły spływać po jej twarzy.

- Livia... Co się dzieje? - spytała troskliwie, nieco zdezorientowana.

Livia jednak oddychała ciężko, wgryzając się w pięść i nie będąc w stanie wykrztusić słowa.

Na szczęście po jej drugiej stronie siedziała Edana lepiej zrozumiała sytuację.

- Nessa, ty już lepiej byś przestała - rzekła do niej stanowczo, po czym zwróciła się do Livii. - Chodź na zewnątrz.

Obie dziewczyny wyszły, zostawiając za sobą gwar izby.

Livia oparła się o pobliską fosę i, ciężko dysząc, pozwoliła sobie zapłakać.

- Hej... - Edana pochwyciła ją za barki.

- Obelix już mnie nie potrzebuje... - wykrztusiła przez łzy. - Nigdy ci tego nie mówiłam, ale od kiedy go poznałam, naprawdę chciałam być dla niego kimś istotnym. Kimś, kto da mu ukojenie w trudnych chwilach... A teraz zobacz... - zachłysnęła się powietrzem. - Wystarczyła Falbala i jej dziecko!

Edana potrząsnęła intensywnie jej barkami, aż głowa Livii zakołysała się bezwładnie.

- Livia, dobrze wiesz, że to nonsens! - odparła niemal karcąco. - Obelix ledwo kiedykolwiek miewał doświadczenia z noworodkami, więc wystarczyło dać mu na ręce byle dzieciora, żeby nagle zaczął się nakręcać. Nie rozumiesz tego?

Livia słuchała jej, próbując się uspokoić, ale wciąż dyszała ciężko przez łzy.

- Ale jednak ja nie potrafię... Nie potrafię mu pomóc.

- Nie łudź się - odparła dosadnie. - Jak on sam sobie nie pomoże, to nawet pięćdziesięcioro takich berbeci, które miałby potrzymać na rękach, na dłuższą metę nic nie zdziała!

Wtem Livia zaniosła się bardzo intensywnym kaszlem.

- A mówiłam ci, żebyś dała sobie siana z tą ucztą! Nie wydobrzałaś jeszcze.

- Już mi lepiej, naprawdę. - próbowała zapewnić. - Czasem tylko odkrztuszam.

- Kaszlesz coraz mocniej. Niedługo płuca z siebie wyplujesz. Przestań się wygłupiać. Teraz posłuchaj uważnie. Uspokoisz się, wrócisz do środka, grzecznie się pożegnasz i wypad do domu! Ja cię odprowadzę, żebyś nie zdechła po drodze.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania