Poprzednie częściTosia - Rozdział I

Tosia - Rozdział II

- Halo? Janek? – wyszłam na taras. – Nie słyszę cię!

W słuchawce słychać było tylko trzaski i szmery. Udało mi się wychwycić czyjeś krzyki i pospieszne kroki. Serce podeszło mi do gardła, a w głowie już miałam milion scenariuszy.

- Tosia, miałem… - coś przerwało połączenie.

Z moich ust wyrwały się niecenzuralne słowa, byłam bliska rozbicia telefonu.

- Coś się stało? – podskoczyłam, gdy Koralina położyła mi rękę na ramieniu.

Wyciągałam rękę z komórką do góry próbując złapać jak najlepszy zasięg. Moje starania na niewiele się zdały.

- Nie wiem – aż gotowałam się ze złości. – Na tym zadupiu nie ma nawet zasięgu!

- Spokojnie – poprowadziła mnie na ławkę . – Zaraz będziesz miała publiczność – popatrzyła znacząco na grupkę imprezowiczów. Już przysłuchiwali się nam z zaciekawieniem.

Wzięłam kilka głębszych wdechów, musiałam się uspokoić i wziąć w garść.

- Muszę wracać do domu – ukryłam twarz w dłoniach. – Jankowi coś się stało, i chyba nie ma go w domu.

- A ciocia? – przyjaciółka wciągnęła głośno powietrze. – Ktoś jej dopilnował?

 

Nie chciałam o tym nawet myśleć, chciałam by to okazało się strasznym snem, z którego zaraz się obudzę.

- Idę - zdecydowanie wstałam z ławki. – Tylko nikomu nic nie mów – dodałam ciszej.

Koralina też wstała i rozejrzała się dookoła, jakby spodziewała się, że ciotka wyskoczy zaraz na nią z krzaków.

- Nie powinnaś iść sama – szepnęła mi do ucha. – A co jeżeli ciocia wyszła na spacer? I gdzieś tu jest?

Widziałam po jej twarzy jak bardzo się boi, ba prawie trzęsła się ze strachu.

- Wracaj do środka – poleciłam. – Tam jesteś bezpieczna. Nawet gdyby coś się stało, nie zaatakuje setki ludzi.

- Ty też zostań – chwyciła mnie za rękę. – Jutro rano we dwie pójdziemy do ciebie.

Uśmiechnęłam się smutno.

- Nie mogę, to moja ciocia.

- To bestia, Tośka – powiedziała z naciskiem. – Powinniście wreszcie to zrozumieć i ty, i Janek. Prędzej, czy później wydarzy się jakaś tragedia.

Nie mogłam uwierzyć, że to powiedziała, zawsze to ona mnie uspokajała i pocieszała. Kiedy zaszła w niej taka wielka zmiana?

- Nie będę mówić, że będzie dobrze, kiedy jakaś bestia może wyskoczyć na mnie z krzaków- powiedziała widząc moją minę. – Powinnaś to zgłosić, albo ja to zrobię.

Odsunęłam się od niej o krok.

- Nie możesz tego zrobić – przerażona pokręciłam głową. – Obiecałaś mi, poza tym wiesz, co jej zrobią.

- Zabiją ją – powiedziała zimno – może ona zabija teraz innych.

- Przestań – nie chciałam tego słuchać. – Zobaczysz, że ciocia jest w domu.

Spojrzała na mnie z powątpiewaniem. Sama też nie wierzyłam, że zostanę ciocię w domu, ale bałam się przyznać przed sobą do czego jest zdolna w takim stanie. Z oczu popłynęły mi łzy, których nie byłam w stanie powstrzymać.

Przyjaciółka zmiękła i objęła mocno.

- No, już dobrze – mówiła głaszcząc mnie po plecach. – Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze. Twoja ciocia na pewno jest w domu z Jankiem –odsunęła mnie na wyciągnięcie ręki.- Chcesz to pójdę tam z tobą, będę nawet u ciebie spała.

Z trudem powstrzymałam chęć zgodzenia się na to, jednak nie mogłam tak narażać najlepszej przyjaciółki. Gdyby coś jej się stało, nigdy bym sobie tego nie wybaczyła.

- Nie – pokręciłam głową. – Odezwę się jak wejdę do domu.

Widziałam, że odetchnęła z ulgą, choć z całych sił starała się to ukryć.

- Byle szybko – powiedziała na pozór groźnie. – Póki nie zadzwonisz nie zaznam spokoju.

Nie udało mi się powstrzymać parsknięcia.

- Wracaj do środka – poprosiłam. – I pod żadnym pozorem nie wychodź.

Kiedy zostałam sama serce znów zaczęło łomotać mi jak szalone. Nawet nie pamiętam jak dotarłam do domu, z duszą na ramieniu pchnęłam bramę. Już stąd wiedziałam, że coś jest nie tak, po pierwsze na podjeździe nie było samochodu Janka. Po drugie, kiedy kuzyn wracał do domu to zawsze do późna siedział w bibliotece, a teraz w całym domu było ciemno. Kolejna wskazówka, to cisza, nienaturalna cisza. Domostwo z każdej strony otaczał las i zawsze słychać było odgłosy zwierząt, dzisiejszej nocy wszystko zamarło. Szłam powoli a nogi miałam jak z ołowiu. Żwir chrzęścił pod moimi butami czego odgłos niósł się echem po całej okolicy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania