Tosia - Rozdział XIII

- Poniosło mnie, prawda? – zapytałam cicho Staśka.

- Odrobinkę – sztywno skinął głową.

Wyraźnie ośmieleni mieszkańcy obozu zaczęli podchodzić coraz bliżej i bliżej. Byli tak blisko, że prawie nie miałam czym oddychać. Nagle drzwi do dużego budynku otworzyły się i stanęła w nich naprawdę piękna para. Kobieta miała ogniście rude loki i duże, zielone oczy, pełne usta wydęła w dzióbek. Na dodatek była tak zgrabna, że instynktownie wciągnęłam brzuch. Obok niej stał bardzo wysoki mężczyzna o kruczoczarnych włosach i zimnym spojrzeniu, wąskie usta miał zaciśnięte w cienką kreskę. Był tak bardzo blady, że przypominał bardziej rzeźbę z lodu niż człowieka.

- Co tu się dzieje? – zapytała kobieta delikatnym głosem.

Zgromadzenie przed nami rozstąpiło się.

- To obcy – chuderlawy chłopak wskazał na nas palcem. – Ona zdjęła nasze zaklęcie maskujące.

- Przepraszam – udałam skruchę – ale było beznadziejne.

Spodziewałam się jakiejś reakcji, ale na pewno nie szczerego śmiechu. Kobieta śmiała się serdecznie trzymając za brzuch. Pytająco spojrzałam na Staśka, który wyglądał tak jakby miało ochotę mnie zabić. Ups, później będą kłopoty.

Kobieta tanecznym krokiem podeszła do nas i spojrzała na mnie z góry.

- Niezła jesteś – wypuściłam wstrzymywane powietrze. – Ale to nie znaczy, że jesteś przyjęta – przeniosła wzrok na Staśka. – A ty nie umiesz mówić? – uniosła pytająco brew.- Kobieta kręci tobą jak chce.

- Póki jej na to pozwalam – nie dał się wytrącić z równowagi. – Granica jest bardzo cienka – mówiąc to przycisnął mnie mocniej do boku.

Kobieta zmierzyła Staśka wzrokiem i uśmiechnęła się drapieżnie. Od razu zauważyłam, że wpadł jej w oko.

- Chodźcie ze mną – odwróciła się do nas tyłem.

Tłum pospiesznie usunął nam się z drogi, tym razem nikt nie śmiał pokazywać na nas palcami. W wejściu do budynku minęliśmy mężczyznę, od którego wprost wiało chłodem. Okazało się, że nie było tutaj niczego oprócz stołówki i kuchni, z której dochodziły kuszące zapachy. Kobieta wskazała nam miejsce przy jednym ze stolików, a mężczyzna z ociąganiem zajął miejsce obok niej. Sprawiał wrażenie, że gdyby mógł pogoniłby nas gdzie pieprz rośnie.

- Zatem – ruda uśmiechnęła się do Staśka – skąd jesteście?

- Ze Szczecina.

- O, czyli długa droga za wami – skwitowała krótko. – Co was skłoniło do takiej podróży?

Tym razem postanowiłam zostawić pole do popisu Staśkowi, niech się chłopak pomęczy.

- Szukamy swojego miejsca na świecie- wzruszył ramionami. – Gdzieś gdzie nie będziemy musieli się ukrywać.

- To sobie miejsce wybraliście – czarnowłosy mężczyzna odezwał się po raz pierwszy.

Jego głos był chropowaty i lekko skrzeczący, w ogóle nie pasował do wyglądu właściciela.

- Tosia była więziona przez MOPiP, dlatego musieliśmy uciekać – zaczął opowiadać Stasiek. – A ja nie mogłem pozwolić na to by zginęła.

Ruda spojrzała na mnie z ciekawością.

- Za co cię więzili?

Mam powiedzieć prawdę? Odpowiedź na pytanie próbowałam wyczytać z oczu Staśka, ten ledwie widocznie skinął głową,

- Za ukrywanie bestii.

Przez moment w pomieszczeniu zapanowała cisza jak makiem zasiał. Słychać były rozmowy mieszkańców obozu, byłam więcej niż pewna, że część z nich podsłuchuje pod oknami.

- No nieźle – mruknęła ruda zakładając ręce na piersi. – I tak po prostu cię wypuścili?

- Wyszła dzięki mnie – odezwał się Stasiek. – Jestem… byłem strażnikiem.

Kobieta z uznaniem uniosła brwi.

- Musisz bardzo ją kochać, skoro wszystko dla niej poświęciłeś.

- Nad życie – powiedział patrząc mi prosto w oczy.

- Słodkie – mruknął czarnowłosy. – Ona pokazała co umie – wskazał na mnie brodą – a ty?

- Chcesz się przekonać? – Stasiek zaczął się podnosić.

- Chętnie – ruda też wstała. – Pozwól tylko, że się przebiorę – wskazała na swoją zabójczo krótką sukienkę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Katrina 4 miesiące temu
    Nie wiem, jak Wy, ale ja chyba im więcej słodyczy jem tym więcej mam pomysłów. Jako że w święta pochłaniam baaardzo dużo słodkości, dlatego dzisiaj dodaję dwa rozdziały:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania