Tosia - Rozdział XX

- Zrobiłaś dziś na mnie wrażenie – wyznał cicho. – Wiedziałem, że jesteś odważna, ale kiedy Jeżyk powiedział, co się stało, cały obóz mówił o tobie w czasie kolacji.

- Jeżyk przesadza! – powiedziałam to trochę zbyt dobitnie. – I nie potrzebuję niczyich pochwał.

Zmieszał się wyraźnie.

- Chciałem tylko…

- To nie chciej!

Miałam odejść, ale złapał mnie za ramiona, jednak kiedy się skrzywiłam puścił mnie spłoszony.

- Co się stało?

- Strzała mnie drasnęła – powstrzymałam go, gdy chciał do mnie podejść. – Nie jestem bohaterem, jak mówię, że drasnęła to drasnęła.

- W porządku – uniósł obydwie ręce. – Chcę ci powiedzieć, że lubię twoje towarzystwo, przy tobie czuję, że mogę być naprawdę sobą – wziął głębszy wdech. – Wydaje mi się, że mnie rozumiesz i czego bym nie zrobił, nie skrytykowałabyś. Jesteś naprawdę dobrą partnerką

Stał teraz tak blisko, że prawie stykaliśmy się czołami. Parsknęłam śmiechem, kiedy wyczułam na jego ubraniu zapach rudej. Byłam pewna, że ta małpa teraz uśmiecha się z zadowoleniem. Stasiek przyjął to za dobry znak, bo znów zaczął gładzić mnie po policzku.

- To miłe – spoważniałam – nikt wcześniej tego mi nie mówił – odsunęłam się.

Chyba oczekiwał czegoś innego, bo spochmurniał na twarzy.

- To ja zaraz wracam – udałam, że niczego nie zauważyłam.

Jak najszybciej wbiegłam po schodach i zamknęłam się w łazience. Zimna woda podziałała na mnie orzeźwiająco. Po piętnastu minutach zeszłam na dół w wygodnych dresowych spodniach i podkoszulce na krótkim rękawie. Stasiek leżał na kanapie w salonie i oglądał program o wędkarstwie.

- Jesteś fanem wędkowania? – mężczyzna podskoczył słysząc mój głos. – Przestraszyłam cię? - zdziwiłam się.

- Nie słyszałem jak schodzisz – powiedział speszony.

- Chyba pierwszy raz – nie zdołałam powstrzymać uśmiechu.

Do tej pory Stasiek był przy mnie zawsze czujny i przygotowany na wszystko.

- Gotowa? – wyłączył telewizor.

- Nie odpowiedziałeś mi – nie dałam się zbyć. – Jesteś fanem wędkowania?

Patrzył mi w oczy przez dłuższą chwilę.

- Tata zawsze zabierał mnie na ryby, ale od naszego ostatniego razu minęło chyba piętnaście lat – przeczesał włosy rękami. – Nie chcę teraz o tym mówić.

- W porządku.

Nie miałam prawa tego od niego wymagać, przecież ja też miałam swoje sekrety a znaleźliśmy się tak naprawdę od niecałego tygodnia.

- Przygotowałem wszystko u siebie w sypialni.

Stanęłam jak wryta a on dopiero po chwili zreflektował się, jak to zabrzmiało.

- Coś ty Tośka, chyba nie myślisz, że ja z tobą… - złapał się za głowę.

- Tak trochę to zabrzmiało – odetchnęłam z ulgą. – Już byłam gotowa uciekać – roześmiałam się cicho.

- To by było niemądre – zbliżył się do mnie. – Złapaliby cię i zabili w przeciągu pięciu minut.

- Fajnie, że mówisz.

- Nie, przepraszam, nie powinienem… – zaklął szpetnie. – Nie mogę dzisiaj zebrać myśli.

Uśmiechnęłam się na wspomnienie popołudniowego widoku.

- Po prostu chodźmy już – wyciągnął do mnie rękę.

Wchodząc do sypialni dyskretnie się rozejrzałam. Panował tu idealny porządek, na podłodze nie walała się ani jedna brudna skarpetka a łóżko było porządnie zasłane, Tylko, że wszędzie wokół pozapalane były świece a zasłony zaciągnięte.

- Aha, wow – nie byłam w stanie wykrztusić z siebie słowa.

- To tylko, jakby ktoś tutaj wpadł – tłumaczył pokrętnie.

- Jasne – wolałam nie wnikać. – Po prostu zróbmy to, co mamy zrobić.

Stasiek wyciągnął z szuflady niebieskawy kamień i zaczął nucić zaklęcie. Tak niemiłosiernie kaleczył słowa, że aż uszy bolały. Na jego twarzy malowało się takie skupienie, że nie śmiałam mu przerwać. Na kawałku ściany rozrysował drzwi, nie zapomniał nawet o klamce. Malunek rozbłyskał słabym światłem, kiedy mężczyzna nucił zaklęcie, ale po skończeniu natychmiast gasł. Żal mi było patrzeć jak się męczy, wreszcie po piątej nieudanej próbie cisnął kamień na łóżko i po raz kolejny zaklął.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania