Tosia - Rozdział XXI

- Może ja spróbuję? – zaproponowałam nieśmiało, kiedy skończył kopać komodę.

Nie odezwał się, tylko wzruszył ramionami, uznając to za zgodę wzięłam kamień.

- Gdzie chcemy dotrzeć?

Spojrzał na mnie z wyraźną niechęcią.

- Do siedziby MOPiP – u

Przeszły mnie ciarki, kiedy pomyślałam o Magicznym Ośrodku Posłuszeństwa i Porządku, ale wolałam nic nie mówić i tylko skinęłam głową. Ku zaskoczeniu Staśka od razu otworzyłam tunel i teraz czekałam aż przełknie gorycz porażki.

- Jak to zrobiłaś? – patrzył na mnie tak jakby ukrywała w kieszeni jakiś magiczny gadżet.

- Jestem wiedźmą, zapomniałeś? – uśmiechnęłam się z pobłażaniem.

- Tak, ale jesteś dzieckiem… - w porę ugryzł się w język. – Wybacz – uśmiechnął się przepraszająco.

Miałam dosyć jak na jeden dzień jego wpadek.

- Miejmy to już z głowy.

- Panie przodem? – przytrzymał mi drzwi.

Weszłam do ciemnego tunelu a, Stasiek wyciągnął z kieszeni niewielką latareczkę. Tunel tylko przez pierwszą część był bardzo ciemny, kiedy zeszło się schodami na stację, światła aż raziły w oczy. Po omacku udało nam się dotrzeć do ciemnej tablicy z ogłoszeniami i planem stacji. Chyba powinnam wybrać się do okulisty po powrocie do normalności, bo nie mogłam rozszyfrować maleńkich literek.

- Prosto i w prawo – Stasiek ujął mnie za rękę.

Może i denerwowało mnie jego obściskiwanie się z rudą i brak taktu, ale cieszyłam się, że jest tu ze mną. Nienawidziłam tuneli i ciemności, zawsze przypominały mi się najstraszniejsze historie o potworach i różnych takich opowiadane przez babcię.

Poraziło mnie jasno oświetlona stacja pełna czarodziei z różnych okresów historii. Można było spotkać tutaj średniowiecznego maga i ”specjalistów” jak to się mówi z przyszłości. Ci ostatni prawie się od nas nie różnili, może mieli większe ego i jeszcze bardziej od nas ubóstwiali technologię. Dlatego rzadko kiedy się z nimi zadawałam, tutaj raczej każdy trzymał się towarzyszy z własnego wieku. Idąc z ciekawością przypatrywałam się paniom w pięknych sukniach i eleganckim panom we frakach. Jako młodsza wierzyłam, że kiedyś właśnie w tunelu spotkam miłość życia. Jakiegoś hrabiego, albo księcia, który oszaleje na moim punkcie i porwie mnie do swojego zamku. A potem dorosłam.

Wśród tłumu udało nam się przedrzeć do kasy biletowej, gdzie powitała nas znudzona pani w średnim wieku o wyglądzie ropuchy i na dodatek głośno żująca gumę.

Stasiek uśmiechnął się do niej uprzejmie.

- Poproszę dwa normalne do MOPiPU w 2021.

Kobieta powoli odwróciła się do małej wróżki uwijającej się w kącie z papierami i warknęła coś, na co tamta aż podskoczyła. Istotka z trudem doniosła do okienka dwa ogromne jak dla niej bilety i położyła przed przełożoną.

- Ty idiotko – siła uderzenia popchnęła wróżką na ścianę – mówiłam, że dwa normalne, widzisz tu jakieś dziecko?!

- Co pani wyprawia! - krew się we mnie zagotowała. – Przecież mogła ją pani zabić!

- Tosia – Stasiek ścisnął mnie za rękę, z której już leciały iskry.

Kobieta uśmiechnęła się do mnie prowokująco.

- Ale nie zabiłam – wskazał na wstając wróżkę. – Nastazja, przynieś szybko normalny bilet. Widzisz, że pani się denerwuje – wskazała na mnie.

Wróżka ledwo idąc dostarczyła normalny bilet, Kiedy podeszła zauważyłam, że jej jedno skrzydełko zwisało bezładnie, a po czole spływała stróżka krwi. Nie mogłam na nią patrzeć, gdyby nie Stasiek zmiotłabym tę babę z powierzchni ziemi.

- Piętnaście – wycedziła nieświadoma moich fantazji.

- Dziękujemy – mężczyzna podał jej dwadzieścia i pociągnął mnie mocno za ramię. – Tośka, czyś ty zgłupiała? – nie zważał na moje próby oswobodzenia się.

- Widziałaś, co ona zrobiła tamtej wróżce? Takimi babami powinieneś się zająć – warknęłam.

Mężczyzna przeczesał włosy ręką.

- Zwracasz na nas niepotrzebną uwagę.

Rzeczywiście parę osób przypatrywało nam się z uniesionymi brwiami, ale miałam to gdzieś. Ja nie robiłam nic złego, to oni pozwalali na nieludzkie traktowanie mniejszych i słabszych.

- I co z tego? – warknęłam znowu. – Wszyscy widzą, ale udają, że nic się nie dzieje.

- Później o tym porozmawiamy – przerwał niecierpliwie. – Teraz musimy już jechać.

Na stację wjechała nasza karoca, nie ciągnęły jej prawdziwe konie, tylko żelazne bestie wyglądające jak one. Z ich nozdrzy buchały kłęby dymu, ponieważ w środku był tak naprawdę sam ogień. Kiedy wybuchała wojna te urocze rumaki wykorzystywane były do walki. Wystarczyło jedno chuchnięcie rumaka żeby powalić piętnastu mężczyzn. Oczywiście był też woźnica, nie wiem czy nie bardziej przerażający od samych rumaków. Siedział na koźle w żelaznej masce, tak że nie było widać jego twarzy. Był postrachem wśród czarodziei, mówili, że woźnicą zostaje pochwycony na cmentarzu upiór, ale nie za bardzo w to wierzyłam. Po pierwsze, upiorów prawie wcale nie było, po drugie ich pojmanie graniczyło z cudem a co dopiero zmuszenie do służby dla większości magów było to nie do wykonania. Drgnęłam, gdy woźnica odwzajemnił moje spojrzenie, które było przerażające, miałam wrażenie, że czyta ze mnie jak z otwartej księgi.

- Nie gap się na niego – syknął Stasiek i pociągnął mnie za rękę.

Jak możecie się domyślać karoca też była wykonana cała z żelaza, jednak były szersza i dłuższa od tych ludzkich. Zajęliśmy dwa ostatnie miejsca, a patrząc po pasażerach szykowała się ciekawa podróż.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania