Tosia - Rozdział XVI

Obudziłam się w łóżku przykryta kołdrą po samą brodę. Nie wiedziałam, jak się tutaj znalazłam, pamiętałam jedynie, że pół nocy przepłakałam na ramieniu Staśka. Mężczyzna dzielnie znosił moje zawodzenie i przemoczoną koszulę. Jak teraz sobie o tym pomyślałam to miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Nie mogłam dłużej roztrząsać wczorajszego wieczoru, ponieważ rozległo się głośne pukanie, które w sekundę postawiło mnie na równe nogi. Słyszałam jak Stasiek idzie otworzyć i wdaje się z kimś w dyskusję. Zaniepokojona dołączyłam do niego.

-Tosia nie jest dzisiaj w najlepszej formie – mężczyzna był poirytowany.

- Musi z nami iść, nie mamy nikogo innego – rozpoznałam głos Jeżyka. –O, Tosia – przyjrzał mi się sceptycznie – rzeczywiście nie wyglądasz najlepiej.

Stasiek prychnął głośno, na co chłopak cały się spiął.

- Nie, już mi lepiej – zapewniłam. – Dacie mi dziesięć minut?

- Tośka – mężczyzna złapał mnie za rękę – zaufaj mi, nie wierz w co się pakujesz.

Zirytowałam się, nie potrzebowałam opiekuna, a tym bardziej kontrolera.

- Dam sobie radę – lekko wbiegłam po schodach.

Inaczej wyobrażałam sobie pierwszy prawdziwy prysznic po wyjściu z więzienia, ale sama byłam sobie winna. Jak najszybciej umyłam zęby i związałam włosy w wyjątkowo niechlujny kucyk. Weszłam do swojego pokoju z takim impetem, że prawie wpadłam na Staśka

- Co tu robisz? – zapytałam zdziwiona.

Twarz miał ściągniętą gniewem, co chwila zaciskał i rozluźniał pięści. Brodą wskazał na torbę, której, daję głowę, jeszcze przed minutą tu nie było.

- Marysia spakowała ci trochę rzeczy, nie możesz przecież chodzić ciągle w tym samym.

Super. Tylko kim była Marysia? Wolałam na razie, go o to nie pytać, poczekam aż ochłonie.

- Coś jeszcze? – starałam się brzmieć uprzejmie.- Bo jak nie, to chciałabym się ubrać.

Miał już wychodzić, kiedy odwrócił się w drzwiach.

- Powinienem ci wszystko wyjaśnić, a teraz jest już za późno – powiedział smutno.

- Wyjaśnisz mi jak wrócę – popchnęłam go lekko.

Z ulgą zamknęłam za nim drzwi i naprędce ubrałam biały podkoszulek i czarne jeansy, na stopy wsunęłam tenisówki. Mam nadzieję, że na polowaniu nie obowiązywał strój wyjściowy. Jak najszybciej zbiegłam do salonu, gdzie Jeżyk już przestępował z nogi na nogi. Musiał czuć się nieswojo pod wrogim spojrzeniem Staśka.

- Gotowa – stanęłam przed chłopakiem.

Na mój widok odetchnął głęboko i otworzył przede mną drzwi.

- Pa – na odchodnym pomachałam Staśkowi. – Może później pójdziemy się przejść?

Nie wiem, czemu to zaproponowałam, jednak nie mogłam cofnąć już wypowiedzianych słów.

- Chętnie – powiedział bez entuzjazmu.

Jeżyk narzucił takie tempo, że prawie musiałam za nim biec. Przy jeziorze zebrała się grupka piętnastu osób. Wszyscy mieli na plecach duże plecaki, które teraz wyglądały na puste. Rozejrzałam się ukradkiem po twarzach obecnych, byli tu zarówno chłopcy, jak i dziewczęta. Na oko nie dałabym im więcej niż osiemnaście lat. Co ciekawe, znalazło się tutaj parę karłów, którzy zniecierpliwieniu skubali swoje brody, jak i elfy, które na wszystkich patrzyły z góry. Moją uwagę przykuł chłopak z bujnymi, sterczącymi włosami i wyjątkowo obfitym owłosieniem rąk. Kiedy zauważył, że się na niego gapię wyszczerzył żółte zęby i zmierzył mnie pogardliwym spojrzeniem.

- Tośka, łap – w ostatniej chwili zdążyłam złapać przedmiot, którym rzucił we mnie Jeżyk.

Dopiero po minucie zorientowałam się, że jest to taki sam plecak, jaki miała cała reszta. Rozglądałam się za Rudą, kiedy ktoś położył rękę na moim ramieniu.

- Boisz się? – szepnęła mi do ucha. – Twój Romeo chodzi wokół domu jak struty, chyba nie wierzy w twój talent.

Co za małpa, wrzasnęłam w myślach.

- Nie musi – nie dałam się sprowokować. – Wystarczy, że ja w siebie wierzę.

- Tak trzymać – dała mi kuksańca w bok. – Chodź obok mnie – pociągnęła mnie za rękę na sam przód.

Obejrzałam się na Jeżyka i bezradnie wzruszyłam ramionami. Ruda podobnie jak wcześniej chłopak narzuciła szybkie tempo. Po kilkunastu minutach marszu miałam niezłą zadyszkę.

- Postój? - małpa spojrzała na mnie z rozbawieniem.

Zignorowałam jej dogryzki i skupiłam się na tym, by wyrównać oddech. Szliśmy przez gęsty las w absolutnym milczeniu. Miałam dziwne przeczucie, że zaraz stanie się coś naprawdę złego. Nagle Ruda stanęła tak gwałtownie, że prawie wpadłam na jej plecy. Kobieta przyłożyła palec do ust i pilnie czegoś nasłuchiwała, po minucie wskazała w górę, ale było już za późno. Elfy zaczęły nas ostrzeliwać. Poczułam pieczenie, kiedy strzała drasnęła moje ramię.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania