Tosia - Rozdział XVIII

Nawet nie pamiętam, jak wróciliśmy do obozu, czułam się jak w transie. Mechanicznie rzucałam uroki maskujące a przed oczami cały czas miałam ciało tej młodej dziewczyny. Czułam się winna jej śmierci, gdybym wcześniej rzuciła zaklęcie, być może żyłaby do tej pory, może wszyscy by żyli. Zastanawiałam się, co z rannymi, czy udało im się wrócić do obozu? Nie mogłam patrzeć na Rudą, jednocześnie zastanawiałam się jakim trzeba być człowiekiem, żeby za nic mieć życie innych? Tymczasem ona jak gdyby nigdy nic szła lekkim krokiem z ubogą zapakowanym plecakiem. Jeszcze tego, by brakowało żeby zaczęła pogwizdywać. Na szczęście zza drzew wyłonił się obóz, swoją drogą nigdy nie sądziłam, że jego widok napełni mnie taką radością. Ruda powiedziała coś i wszyscy złożyli plecaki na środku placu i rozeszli się.

- Mała!

Miałam ochotę ją zignorować, ale kobieta dogoniła mnie w paru susach.

- Dobra robota! – klepnęła mnie w plecy.

Nie zareagowałam, po prostu odwróciłam się na pięcie i odeszłam. Na początku chciałam iść do domku, ale po dłuższym namyśle zrezygnowałam z tego pomysłu. Wczoraj wystarczająco długo wypłakiwałam się na ramieniu Staśka. Poza tym on, na pewno chciałby poznać każdy szczegół, by zdać raport przełożonym, a ja teraz nie miałam siły na opowiadanie o tym wszystkim. Poszłam nad jezioro, gdzie panowała cisza jak makiem zasiał. Zdziwiło mnie to, gdybym tutaj mieszkała spędzałabym każdą wolną chwilę nad wodą. Nie wiem, czy usiadłam, czy po prostu nogi się pode mną ugięły, ale wylądowałam na piachu. Nabrałam go w garści i patrzyłam jak przelatuje przez moje palce. Niechciane myśli ze zdwojoną siłą powróciły do mojej głowy. Przypomniały mi się wszystkie szczęśliwe chwile w domu, z mamą, z ciotką , z przyjaciółmi w akademii. Najgorsza była świadomość, że to już nie wróci, nigdy nie będzie tak jak dawniej, wszystko się posypało.

- Musi boleć - podskoczyłam słysząc głos obok siebie. – Mogę?

Odwróciłam głowę w prawo i zobaczyłam młodą dziewczynę o brązowo – kasztanowych włosach , mnóstwem piegów i zielono- miodowymi oczami. Przyglądałam się zafascynowana tej mieszance kolorów. Nie nazwałabym dziewczyny piękną, ale w sposobie jakim na mnie patrzyła, jak przechylała głowę było coś ujmującego, co sprawiało, że od razu się ją lubiło.

- Nie słyszałam jak podeszłaś - wyznałam zakłopotana swoją reakcją.

Dziewczyna uśmiechnęła się pokazując dołeczki w policzkach.

- Wszyscy mi mówią, że się skradam – wzruszyłam ramionami. – Zobaczyłam jak siedzisz sama i pomyślałam, że może potrzebujesz towarzystwa.

- Raczej od niego uciekam – palnęłam bez zastanowienia.- Nie, zostań – poprosiłam, gdy zaczęła się podnosić. - Tośka – wysiliłam się na uśmiech.

- Mańka - zaczęła grzebać w swojej torbie. – Mam tutaj plastry, bandaże i nie wiem, co jeszcze – parsknęła śmiechem.

- Od dawna jesteś w obozie? – zagadnęłam ją.

- Od trzech miesięcy – powiedziała grzebiąc w torbie. – Przyjechałam jakoś w wakacje, a co?

- Nic, po prostu byłam ciekawa - wzruszyłam ramionami. – Wyglądasz bardzo młodo.

- Mam siedemnaście lat – westchnęła. – Uciekłam z domu.

Przez moment nie wiedziałam, co powiedzieć. Zaskoczyło mnie jej nagłe wyznanie.

- Pewnie pomyślisz, że jestem głupia i pewnie przyleciałam za chłopakiem – parsknęła śmiechem. – Ale to nieprawda, uciekłam od rodziców – utkwiła wzrok w jeziorze. – Odkąd pamiętam ojciec zdradzał mamę, nawet zbytnio się z tym nie ukrywał. Jest przystojnym, dobrze zarabiającym… - zawahała się na chwilę – naukowcem, a mama to kura domowa, zajmująca się dzieckiem i domem. Odkąd pamiętam to ona odrabiała ze mną lekcje, uczyła jeździć na rowerze, bo tata był zajęty robieniem kariery. Pewnie nawet nie wie, że mnie nie ma – otarła łzę. – Nie dbam o to. Ostatniego dnia ich nakryłam, był z bardzo ładną kobietą. Przyszedł z nią do naszego domu, pewnie myślał, że nikogo nie będzie – roześmiała się niewesoło. – Ale pokłóciłam się z koleżanką i szybciej wróciłam. Siedzieli w salonie, pili wino, śmiali się, wyglądali jak z obrazka. Ona, blondynka z nogami po samą szyję, ubrana w czarną garsonkę i czerwone szpilki wyglądała jak z okładki. Kiedy tata opowiedział jej jakiś żart roześmiana odwróciła głowę i nasze spojrzenia się spotkały – mówiła tak cicho, że ledwie ją słyszałam. – Ojciec próbował mi to wytłumaczyć, chciał mnie zatrzymać. Nie słuchałam, wykrzyczałam mu prosto w twarz, że jest świnią i że go nienawidzę – urwała na chwilę. – Powiedziałam o wszystkim mamie, prosiłam ją żebyśmy się wyprowadziły, żeby go wreszcie zostawiła. Ale ona się bała, twierdziła, że bez niego nic nie znaczy, nie poradzi sobie. Z czego będziemy żyły, o to mnie zapytała. Powiedziałam, że przecież coś wymyślimy, ale ona tylko smutno pokręciła głową – Mańka wzięła głębszy wdech. – Byłam taka zła, mama nigdy wcześniej nie wydawała mi się taka słaba. Zagroziłam, że jeśli się ze mną nie wyprowadzi to ja ucieknę z domu. Wykrzyczała, żebym nie opowiadała bzdur i lepiej zajęła się nauką a nie sprawami dorosłych. W nocy, kiedy rodzice spali spakowałam parę rzeczy do plecaka a rano zapytałam mamę, czy mogę iść do koleżanki – uśmiechnęła się z goryczą. – Pozwoliła mi, prawie na wszystko zawsze mi pozwalała, chciała mi zrekompensować wadliwą rodzinę – zabawnie zmarszczyła nos. – Błąkając się natrafiłam na Jeżyka i oto jestem – rozłożyła ręce.

Przyglądała mi się uważnie chcąc zobaczyć moją reakcję.

- Głupi powód ucieczki z domu i przyłączenia się do buntowników, co?

- Nie – uśmiechnęłam się. – Choć nie uważam, że to dobre miejsce dla ciebie.

- A dla ciebie dobre? – pytająco uniosła brew.

Obydwie wybuchłyśmy śmiechem.

- Nie powinnyśmy się wzajemnie pouczać – zadecydowałam. - Wiesz, czy wrócili jacyś ranni?

- Piątka - Marysia uśmiechnęła się – Jeżyk cały czas gada o tym, że ich uratowałaś – znów przyjrzała mi się uważnie.

Gdyby nie on, to pewnie uciekłabym z krzykiem. Czułam się podle, że od razu do niego nie poleciałam.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania