Tosia - Rozdział X

Od mojego przybycia do więzienia minęły trzy dni i powoli odchodziłam zmysłów. Zaczynałam myśleć, że cały ten układ sobie wymyśliłam i resztę życia spędzę w tym klaustrofobicznym pomieszczeniu. Czterema krokami mogłam pokonać odległość od drzwi do okna a dzisiaj pokonywałam tą odległość chyba dziesiąty raz. Wreszcie załamana usiadłam na łóżko i schowałam twarz w dłoniach.

- Co jest, lala? - Ala usiadła obok mnie.

- Nic - mruknęłam.

Słyszałam jak dziewczyna bierze głęboki wdech.

- Przecież widzimy - włączyła się Marysia.

Przez chwilę milczałam jakby zbierając się na odwagę.

- Boję się, co ze mną będzie.

Dziewczyny spojrzały po sobie.

- Zawarłaś z nimi układ - powiedziała Marysia.- Wszystko będzie dobrze, wrócisz do domu.

- A jak nie? - do oczu napłynęły mi łzy. - Jak to wszystko sobie wymyśliłam.

- Zwariowałaś? - prychnęła Ala. - Nie jesteś wariatką.

- Skąd możesz to wiedzieć? - wytarłam nos w rękaw bluzki. Wszystko było mi jedno. - Wszyscy wariaci elokwentnie rozprawiają o swoim własnym świecie

- Trzymajcie mnie - wywróciła oczami. - Zobaczysz, ze niebawem stąd wyjdziesz i o nas zapomnisz.

Czy ja wyczułam w jej glosie nutkę smutku?

- Nigdy o was nie zapomnę - obiecałam poważnie. - Kiedy będziemy już wolne otworzymy zielarnie i będziemy cholernie szczęśliwe.

- Brzmi nieźle - Marysia parsknęła śmiechem. - Dlaczego akurat zielarnie?

-Zawsze dobrze znałam się na ziołach - wzruszyłam ramionami.

-Ja jestem noga z przyrody - wyznała Marysia. - Nie wiem, jak pomogę mojemu synkowi w lekcjach, kiedy wyjdę.

- Masz synka? - spytałam zaskoczona.

- Julka - wyznała zawstydzona. - Ma pięć lat, teraz mieszka u dziadków. Mam nadzieję niedługo go zobaczyć.

Marysia sama z urody przypominała raczej młodą dziewczynę niż matkę pięciolatka.

- Jak to się stało, że trafiłaś do wiezienia? - nie mogłam powstrzymać swojej ciekawości.

Wydawała się być speszona tym pytaniem.

- Nie chcesz to nie odpowiadaj - wiedziałam, że moje pytanie było bardzo nietaktowne.

- Nie, nie o to chodzi - mruknęła - to skomplikowane. Mój mąż jest, był strażnikiem i został posądzony o coś, czego nie zrobił, przynajmniej ja w to nie wierzę... - głos jej się załamał. - ... on nie mógłby pomagać buntownikom, jest oddany naszym władcom. Czeka go... śmierć poprzez ścięcie - przez chwile walczyła sama ze sobą. - A ja... a mnie oskarżono o to, że mu pomagałam. Tak bardzo się boję, co będzie z Julkiem... - wtuliła się w moje ramię.

Przytuliłam ją do siebie i uspokajająco gładziłam po plecach.

- Ciii, zobaczysz, ze wszystko się ułoży. Jesteś niewinni, wrócisz do swojego synka.

- Czasami boję się, że mnie zabiją - wyznała szeptem. - Tęsknię za moim synkiem, tak bardzo chciałabym go przytulić.

- Przytulisz go jeszcze nie raz - obiecałam.

Marysia pociągnęła parę razy nosem i otarła łzy. Po paru minutach wyglądała tak jakby w ogóle nie płakała.

- No, dobra - pociągnęła nosem. - Twoja kolej Alka, nasze życiorysy już znasz.

Dziewczyna wyciągnęła się wygodnie na swojej pryczy i założyła ręce za głowę.

- Byłam zakochana - zaczęła - ale aż tak do bólu. Mój wybranek, Artur, był idealny, wysoki brunet z niebieskimi oczami i z tym czymś od czego wszystkie kobiety mdlały. Poznałam go w pracy u ojca, który jest doradcą naszej wspanialej królowej. Pamiętam, ze matka przysłała mnie z drugim śniadaniem dla taty, którego notorycznie zapominał. Była wtedy podła pogoda, dlatego Artur, który był w gabinecie zaproponował, ze mnie odwiezie na co przystałam na to z chęcią. Do tej pory pamiętam w jakie drżenie wprawiał moje serce - uśmiechnęła się do swoich wspomnień. - Potem poszło łatwo, coraz częściej wpadałam do pracy ojca, a on coraz częściej odprowadzał mnie do domu. Był najlepszym człowiekiem jakiego znałam, pomagał nawet staruszkom przejść przez jezdnię, przygarnął ze schroniska psa, który był stary i nie miał jednej łapy. Po roku mi się oświadczył, byłam wtedy najszczęśliwsza na świecie, do wszystkich śmiałam się jak wariatka - przerwała na moment.- Pewnego dnia wszystko runęło, dostałam sms ze zdjęciem Artura z kobietą, zdjęcie niepozostawiające żadnych złudzeń. Byłam taka zła, taka wściekła - nawet teraz jej twarz wykrzywił grymas gniewu. - Wpadłam do jego pracy, a on ucieszył się, gdy mnie zobaczył, chciał mnie pocałować, ale mu nie pozwoliłam. Był zdziwiony, przecież zawsze pozwalałam mu na wszystko. Pokazałam mu sms i wykrzyczałam prosto w twarz, ze mnie zdradził. Był naprawdę skruszony, tłumaczył się, że za dużo wypił i nawet nie zna tej dziewczyny, upadł nawet na kolana - prychnęła - nie zważał na to, ze wystawia się na pośmiewisko wśród znajomych. Wokół nas zbierał się coraz większy tłum, ale ja nie mogłam nad sobą zapanować - wzięła głębszy wdech. - Chciał chwycić mnie za ręce, ale go odepchnęłam... za mocno - otarła łzę. - Artur trafił do szpitala, był...miał dużo urazów, a mnie zamknęli, ot, co - mruknęła - taka sobie historyjka.

-Alka - przeniosłam się na jej prycze - nie wiem,co powiedzieć - nim zdążyła cokolwiek zrobić przytuliłam ją.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • wolfie 5 miesięcy temu
    W pierwszym zdaniu zabrakło "od" - "powoli odchodziłam zmysłów.". Wyłapałam też parę powtórzeń, ale nadal czekam na moment, w którym główna bohaterka wkroczy do akcji :) czekam na więcej :)
  • Katrina 5 miesięcy temu
    Dzięki🙂 Myślę, że już niedługo będziesz czekać.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania