Tosia - Rozdział XIV

Ruda wróciła po paru minutach ubrana w leginsy i bardzo dopasowany do ciała top. Powiedzieć, że wyglądała dobrze to jakby nic nie powiedzieć, wyglądała zabójczo.

- Gotowy? – uśmiechnęła się zadziornie do Staśka.

- W stu procentach – z trudem przeniósł wzrok na jej twarz.

Wszyscy faceci są tacy sami, przewróciłam oczami.

Na placu już zgromadziła się spora widownia. Śmiać mi się chciało, kiedy widziałam jak zniecierpliwione fauny przebierają kopytami. Niedaleko ode mnie, dumne centaury trzymały swoje włócznie oparte o ziemie. Robiły naprawdę powalające wrażenie, te ich umięśnione torsy, chyba każda kobieta chciałaby się do nich przytulić. Tylko te końskie zady działały na mnie odpychająco. Dopiero po jakimś czasie zauważyłam nieliczną grupę dziewczyn chowającą się w najdalszym kącie placu. Na oko wydawały się nie mieć osiemnastu lat i wyglądały na dosyć mocno przestraszone. Miałam ochotę do nich podejść, jednak przeciągły gwizd zmusił mnie do oderwania od nich wzroku. Ruda i Stasiek stali naprzeciwko siebie mierząc się spojrzeniami. Wydawało mi się, że cały tłum zgromadzony na placu wstrzymał powietrze. Ich zbliżanie się i oddalanie od siebie bardziej przypominało taniec niż walkę. Stasiek, co rusz wyciągał do niej ręce a ona sprytnie umykała mu w ostatniej chwili. W pewnym momencie wymierzyła mu siarczysty cios w twarz, mężczyzna zachwiał się a upadając pociągnął ją za sobą. Złączeni potoczyli się po trawie a w plątaninie kończyn nie można było dostrzec, kto jest gdzie. Kiedy się zatrzymali Stasiek przyciskał rudą do ziemi.

- Wygrałem – uśmiechnął się łobuzersko.

Wtedy ona zrobiła to czego nikt się nie spodziewał, ugryzła go z całej siły w rękę. Stasiek odskoczył od niej jak oparzony trzymając się za krwawiącą rękę. To wystarczyło kobiecie, by błyskawicznie podciąć mu nogi i usiąść na nim okrakiem.

- Nie tak łatwo mnie pokonać – powiedziała całując go przelotnie w usta – ale byłeś blisko –odchodząc puściła do niego oczko.

Gotując się ze złości podeszłam do mężczyzny i pomogłam mu wstać.

- Co za małpa – wyszeptałam tak, by tylko on mógł usłyszeć. – Pokaż tę rękę, odcisnęła ci chyba wszystkie zęby – zagwizdałam z uznaniem. – Myślisz, że ma wściekliznę?

Parsknął śmiechem, ale natychmiast spoważniał i spojrzał na kogoś nad moim ramieniem.

-Jeżyk zaprowadzi was do waszego domku.

Nawet nie zauważyłam, kiedy towarzysz rudej do nas podszedł. Teraz, kiedy powiał wiatr wyczułam od niego silny zapach siarki, A tak pachniali tylko magowie posługujący się czarną magią. Przyjrzałam się badawczo Staśkowi, chcąc przekonać się, czy też to poczuł. On natomiast jak każdy facet był zajęty swoimi ranami bitewnymi i przeżywaniem przegranej. Żwawym krokiem przez plac szedł do nas wysoki i chudy chłopak z brązowymi sterczącymi na wszystkie strony włosami.

- Cześć - pomachał do nas – jestem Julek, ale wszyscy mówią na mnie Jeżyk.

Uśmiechał się przy tym tak szczerze, że nie sposób było nie odpowiedzieć tak samo.

-Tosia – podałam mu rękę,

Stasiek też się przedstawił, ale zrobił to z ociąganiem i na dodatek wydawało mi się, że za mocno ścisnął rękę Jeżyka, przez co ten się skrzywił. Nigdy nie zrozumiem facetów.

- Uuu – chłopak spojrzał na rękę Staśka – to musi boleć, później skombinujemy jakąś apteczkę. Chodźcie za mną.

Przeszliśmy obok zadbanych domków, z których dochodził nas gwar rozmów i głośny śmiech. Obóz był położony w naprawdę ładnym miejscu, tuż nad jeziorem w otoczeniu gór. Niebo i drzewo odbijały się w tafli wody przez co całe to miejsce wydawało mi się bardziej bajkową krainą niż rzeczywistością. Przez moment rozkoszowałam się śpiewem ptaków i delikatnym wiatrem poruszającym moimi włosami. Dopiero, kiedy coś stracimy, zaczynamy naprawdę to doceniać. Czas spędzony w więzieniu nauczył mnie cieszyć się chociażby święcącym słońcem.

- To tutaj – Jeżyk wskazał na chyba najstarszy ze wszystkich domek.

Jako jedyny wykonany był z ciemnego drewna, a kąty na werandzie pełne były pajęczyn. Ja na pewno tego nie posprzątam, jedyne czego się bałam przebywając u babci na wsi to pająki. Szczerze ich nienawidziłam.

- Nasze bagaże zostały w samochodzie – dopiero teraz przypomniał sobie o tym Stasiek.

Zaintrygowana uniosłam brwi, nie przypominałam sobie, bym miała jakiekolwiek prywatne rzeczy. Do tej pory, kiedy zauważałam na sobie wzrok Staśka wydawało mi się, że sprawdza, czy nie próbuję uciec.

- My wszystkim się zajmiemy – zaoferował się Jeżyk – wy się rozejrzyjcie w środku.

- Dziękujemy – Stasiek posłał mu wymuszony uśmiech. – To bardzo miłe z twojej strony.

Nie wiedziałam, dlaczego jest taki szorstki w stosunku do niego. Z tego, co zaobserwowałam był przyjaźnie nastawiony do ludzi. Postanowiłam się dłużej nad tym nie zastanawiać i weszłam do środka. Po przestąpieniu progu znalazłam się od razu w niewielkim pokoiku z aneksem kuchennym. Na środku stały dwie sofy, fotel i stolik, był tam nawet niewielki kominek, co niezmiernie mnie uradowało. Moim ulubionym miejscem w domu ciotki był fotel w salonie ustawiony tuż przed dużym kominkiem. Nagle posmutniałam, nie miałam pojęcia, co stało się z ciotką i Jankiem. Nawet nie wiedziałam, czy kuzynkowi udało się wyjść z tego lasu, czy ktoś mu pomógł. A co stało się z tamtym rannym chłopakiem? Do tej pory wypychane ze świadomości pytania teraz powróciły z podwójną siłą.

- Co się stało? - Stasiek prawie we mnie wszedł.

- Co? – drgnęłam zaskoczona. – Nie, nic. Zamyśliłam się.

Weszłam po drewnianych schodach na górę, by chociaż przez moment pobyć sama. Niestety, chyba nie miałam prawa do samotności, bo mężczyzna od razu przyszedł za mną. Z ociąganiem otworzyłam pierwsze drzwi z lewej i stanęłam jak wryta, jak dawno nie widziałam prawdziwej łazienki. Nigdy nawet nie sądziłam, że widok wanny tak bardzo mnie ucieszy. To chyba będzie moje ulubione miejsce tutaj, uśmiechnęłam się do swoich myśli.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • wolfie 4 miesiące temu
    Widzę, że akcja idzie do przodu, czekam teraz na jakieś większe przedsięwzięcie z udziałem Tosi. Pozdrawiam :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania