Poprzednie częściWspomnienia nieuczesane cz. 1

Wspomnienia nieuczesane cz. 21

Tego lata wiele szlaków pieszych i rowerowych w Kampinosie i okolicy było, z różnych powodów, okresowo zamkniętych. Na przykład wędrując szlakiem pieszym przez Zaborów Leśny w kierunku Truskawia turysta mógł w sercu lasu przeczytać na tabliczce, że z powodu modernizacji szlaku jest on chwilowo zamknięty. Żadnej informacji o możliwej trasie alternatywnej – a przecież dla kierowców zawsze wyznaczany jest w takim przypadku objazd. Wydaje mi się, że chodzić może o to, że samochody błądzące tabunami po okolicy mogą utrudniać w przemieszczaniu się lokalnej społeczności (nie mówiąc o generowanym zanieczyszczeniu powietrza). Natomiast głodni, przemoknięci i zmarznięci turyści uciekający po zmroku przed piorunami i walącymi się na nich drzewami absolutnie nikomu nie przeszkadzają.

 

Z opisu powieści „Wyspa” Aldousa Huxleya: „Wydana po raz pierwszy we wczesnych latach 60. XX wieku, dziś [rok wydania 2017] jest równie odważna, nowatorska i skłaniająca do dyskusji nad zasadami świata, w którym przyszło nam żyć”. To wiadomość tylko pozornie dobra: co prawda mamy intrygującą, sycącą lekturę, ale równocześnie może oznaczać to, że przez ponad pół wieku nie dokonał się na świecie niemal żaden postęp.

 

Czytam właśnie zaskakująco zwięzłą biografię Aldousa Huxleya – znanego m.in. z ostrej krytyki społeczeństwa zachodniego w wieńczącej jego karierę powieści „Wyspa”. Mimo zwięzłości, autor biografii, Jake Poller, nie omieszkał pokazać, jak nisko Huxley cenił takich tytanów humanizmu oraz intelektu jak Herbert George Wells czy Mahatma Gandhi i jak pogardliwe słowa o nich można znaleźć w jego prywatnej korespondencji. Dowiadujemy się również wielu szczegółów o tym jak, już po ożenku, zakochał się bez pamięci w drugorzędnej poetce i modnej podówczas trendsetterce. Ogólnie odnosi się wrażenie, że autor robi wszystko, żeby – w zwięzłej formie - zniechęcić czytelnika do opisywanej przez siebie postaci. Zupełnie jak w tym wulgarnym dowcipie, w którym mężczyzna prosi fryzjera – w zwięzłej formie - o obcięcie włosów na krótko (jeśli ktoś nie zna, niech lepiej nie szuka - rozczaruje się).

 

W tym roku podczas wakacyjnych spacerów wynieśliśmy z synem z podbiałostockich lasów ponad pięć reklamówek wypchanych śmieciami (oraz jakieś dziwne gabaryty będące resztkami odkurzacza, telewizora oraz części samochodowych). Mojemu dziecku niezbyt podobał się pomysł wynoszenia tego, co inni wyrzucili - mimo moich tłumaczeń, że to po prostu walka dobra ze złem – tak jak w jego ulubionej sadze „Star Wars” (a także mimo podparcia się autorytetem Prezydenta RP i jego małżonki, którzy oczyszczali lasy pod Jabłonną). Przypuszczam, że ten brak zrozumienia może wynikać stąd, że śmieci w lesie zupełnie nie przypominają mieczy świetlnych.

 

Współcześnie tropikalne wyspy postrzegane są jako wakacyjne raje, z którymi związane są różne wzorce zachowań. Na przykład w pewnej radosnej i „pozytywnej” piosence pt. „Tropicali” (Darius & Finlay) znajdziemy całą litanię nazw pięknych wysp, ale też wskazówkę dotyczącą właściwego zachowania się na nich: „Drink all night, sleep all day”.

 

Pisałem już kiedyś o „proroctwie” pewnej znajomej siostry zakonnej (dokładnej: znajomej mojej byłej żony), mówiącym o tym, że - o ile nie powrócę do swej byłej małżonki - wpadnę w schizofrenię. Na razie udało mi się tego uniknąć, choć pewnie mógłbym, podobnie jak Freddie Mercury, przyznać, że „I'm going slightly mad” (jeden z jego ostatnich utworów nagranych przed śmiercią wraz z zespołem Queen). Natomiast nie udało się uniknąć poważnych problemów zdrowotnych mojemu synowi (powiem tylko, że z miejsca dostał niedawno wojskową kategorię E i, wraz z wnioskiem o rentę, na tym korzyści się kończą). Kiedyś chodziłem na fizjoterapię w związku z zamrożonym barkiem (mój syn już wtedy miał te poważne problemy zdrowotne, o których oczywiście nic fizjoterapeucie nie wspominałem). Po którejś z moich wizyt rozmowa zeszła na mojego syna, nie pamiętam dokładnie, o czym była mowa, lecz fizjoterapeuta wykrzyknął – niemal w zachwycie - „Wariat!”. Wydało mi się to absolutnie poza kontekstem, więc spojrzałem na niego dość zaskoczony, a ten spokojnie kontynuował: „Bo przecież każdy nastolatek to wariat”. (Zupełnie nie wiem, dlaczego przypomniała mi się scena z filmu „Jesteś Bogiem” o historii zespołu Paktofonika, w której kamera pokazuje zwykły, nierzucający się w oczy uliczny billboard reklamowy, natomiast Magik widząc go jest niemal w szoku i mówi coś w rodzaju „Jak oni mogli”)

 

Spisywanie tych wspomnień nieuczesanych jest czasami zajęciem nad wyraz bolesnym, ale wydaje mi się, że tak po prostu trzeba. Takie „nie chcem, ale muszem”. W końcu chyba nie bez przyczyny mówi się, że przemoc karmi się milczeniem.

 

Wiem, że czytanie tych wspomnień nieuczesanych też może nie być łatwe, albowiem często mogą kłócić się ze stanem wiedzy i/lub ustalonym światopoglądem Czytelnika. Wydaje mi się, że nie ma innego wyjścia, niż stawienie czoła temu – czasami silnemu – dyskomfortowi i samodzielne wypracowanie spójnego i wewnętrznie „nieraniącego” stanowiska. Można to nieco przewrotnie porównać do sytuacji statystycznego widza współczesnych Wiadomości TVP1 – będzie konsekwentnie odrzucał wszelkie informacje czy sugestie kłócące się z „jego” poglądami, nie będzie nawet próbował rozważyć treści budzących dyskomfort – ma już w głowie swój „własny” komfortowy, poukładany świat, dobrze już wie, kto jest patriotą, a kto zdrajcą (a w najlepszym razie „lewakiem”), kto dba o dobrostan Polaków, a kto od dziesięcioleci obraca kraj w ruinę wpędzając obywateli w bezrobocie i ubóstwo. Po co to psuć, po co w tym pracowicie i boleśnie gmerać? Ano może choćby po to, żeby nie cofać się do średniowiecza w XXI wieku? A zatem jeśli Wam, Czytelnikom, nie chce się sprawy rzetelnie przemyśleć (bo przecież łatwiej odrzucić), to niby dlaczego im, Widzom, miałoby się chcieć?

 

Jeśli mogę Was, Czytelników, o coś prosić, to myślę, że warto, abyście przekazywali te myśli/wspomnienia dalej. Najlepiej ludziom, których uważacie za autorytety. O ile tylko macie choć cień przekonania, że być może warto. Może z czasem, za tydzień, miesiąc, rok, dwa albo dziesięć, pozwoli to zerwać tę kurtynę (dodam, że to nawiązanie do utworu zespołu Republika, pt. „Zróbmy to teraz”).

 

W Lesie Bemowskim na ul. Radiowej blisko granicy Warszawy i Klaudyna znajduje się przejście dla pieszych wraz z przejazdem rowerowym. Od dawna nazywam go „przejazdem śmierci”. Nie wiem czy ma on tragiczną historię, widzę natomiast, że choć prawidłowo oznakowany (zarówno oznakowanie pionowe, jak i poziome), jest wciąż bardzo niebezpieczny dla rowerzystów. Chwila nieuwagi nawet przy niskiej prędkości roweru może się zakończyć tragicznie, albowiem znaczny odsetek kierowców samochodów, mimo znaku przejścia i przejazdu oraz, co więcej, mimo znaku ograniczenia prędkości do 40 km/h nie dostosowuje prędkości pojazdu i nawet nie próbuje hamować, gdy do przejazdu zbliża się rower (uznając widocznie takie hamowanie za zbyt niebezpieczne). Dosłownie przed samym nosem z dużą prędkością przejechało mi już tam naprawdę wiele samochodów, co oznacza, że to naprawdę nie jest miejsce dla roztargnionych rowerzystów (czytaj: z jakichś powodów nie rozglądających się wokół z rękoma na hamulcach w sytuacji, gdy mają pierwszeństwo przejazdu). Pozostaje pytanie, czy możemy coś zrobić, żeby uchronić ich przed śmiercią lub poważnym uszczerbkiem na zdrowiu? (Na razie zgłosiłem to tutaj: https://warszawa19115.pl/incydenty „Twoje zgłoszenie otrzymało numer 492989/23”)

 

Medycyna i psychologia opisują zjawisko korzyści z choroby, które określane też bywają jako tzw. wtórne korzyści choroby. Dochodzić może do mylenia korzyści z choroby ze zdrowiem, a nawet rozkwitem, a „utrwalanie i zatracenie się w 'pozytywnych', 'przyjemnych' elementach choroby, uniemożliwia wyjście z niej”. Przed zmianą bronimy się rękami i nogami, „dlatego, że przez lata wypracowaliśmy sobie własne mechanizmy radzenia sobie z problemami.” Moim zdaniem najwyższy czas na migrację tego pojęcia do socjologii. Pacjent: ludzkość dwudziestego pierwszego wieku.

(Cytaty za https://psycholog-pisze.pl/korzysci-z-choroby oraz

https://www.adamzawielak.pl/wtorne-korzysci-z-podtrzymywania-objawu-w-trakcie-terapii-u-psychologa )

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • droga_we_mgle 5 miesięcy temu
    Być może to niepopularna opinia (to spekulacja nie poparta żadną statystyką, zwykłe moje ,,wydajemisię"), ale lubię tego typu teksty. Uśmiechnął mnie fragment o śmieciach, które nie przypominają mieczy świetlnych :)

    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania