Wspomnienia nieuczesane cz. 5

Naprawdę niesamowite jak szybko, bo w ciągu 13 lat, zdezaktualizowała się krótka sekcja powieści „Bieguni” Olgi Tokarczuk, zatytułowana „Pociąg tchórzy”. Przedstawieni są tam turyści ze strachu wybierający jako środek lokomocji kolej zamiast samolotu. Przez ten względnie krótki czas świadomość ekologiczna wzrosła niepomiernie i lektura wyrwanego z kontekstu fragmentu utworu mogłaby sprawić niemałą przykrość np. Grecie Thunberg...

 

Myślę, że Jezus nigdy a to przenigdy nie potępiłby geja ani lesbijki. No chyba że któreś z nich byłoby zwolennikiem powszechnego dostępu do aborcji.

Jest lato, od kilku tygodni jeżdżę sobie rowerem po Mazowszu i gdzie nie zajadę, widzę wyraźnie, że sporo znaków drogowych nie uwzględnia rowerzystów. Natknąłem się na cztery takie przypadki, np. zakazy wjazdu w Nieporęcie czy zakazy ruchu w Starych Babicach, środkiem szlaku rowerowego - zgodnie z adnotacją nie dotyczą wyłącznie służb miejskich i dojazdu do posesji. Skoro drogowcy ignorują rowerzystów. może niezbyt dziwić, że rowerzyści już sami nie wiedzą, do których znaków stosować się, a do których – nie. Co gorsza, przykład z drogowców bardzo chętnie biorą kierowcy i także totalnie rowerzystów ignorują, nader często zostawiając po nich mokrą czerwoną plamę.

 

Pod artykułem o sklepach Ikea znalazłem właśnie następujący wpis: „nie wspieram sieci, która wspiera osoby chore psychicznie i chce żeby te osoby miały większe prawa i przywileje od innych”. Autor tego wpisu może wiedzieć o co mu chodzi i nawet może być w większości. Ale i tak zasługuje na pomoc i wsparcie.

 

Ciekawy efekt można uzyskać łącząc słowa piosenki z filmu „Zmiennicy” (Przemysław Gintrowski) z „The Kiss” zespołu The Cure:

Your tongue is like poison

Get your fucking voice out of my head

„Radio taxi proszę czekać” - zaczekamy

W atmosferze wzajemnego zrozumienia

 

Przed długie lata ekonomiści byli z siebie bardzo zadowoleni – uwzględnili zanieczyszczenia środowiska - nazwali je, nieco eufemistycznie, efektami zewnętrznymi. Nawet podeszli do tego z matematyczną precyzją: chodziło o to, aby koszt krańcowy tego efektu zrównał się z krańcową korzyścią działalności powodującej ów efekt zewnętrzny. Dziś niestety czytam (na angielskojęzycznej stronie Wikipedii poświęconej efektom zewnętrznym, czyli externalities) : "Climate change presents a unique challenge for economics: it is the greatest example of market failure we have ever seen." Chciałoby się sarkastycznie zakrzyknąć „surprise!”, tylko problem w tym, że to raczej dla nikogo nie jest żaden „surprise”...

Te wspomnienia nieuczesane są strasznie smutne albo sarkastyczne i ogólnie jakieś takie pokrętne. Widocznie czasami tak trzeba. Ale teraz przyszedł czas, żeby powiedzieć, co naprawdę myślę. A naprawdę myślę, że to, czego potrzebujemy to miłość i przebaczenie - w każdym zakątku Ziemi. Tylko co, jeśli żywotne interesy jakiejś grupy nie są obecnie zaspokojone? (np. Kurdowie, geje i można by tak pewnie wyliczać bez końca – mają się zrzec walki o swoje prawa?) Trzeba mieć nadzieję, że prawdziwa miłość i przebaczenie, gdy już nastaną, pozwolą na szybkie przezwyciężenie tego typu problemów.

Z listów do wiernych Czytelników: w sumie postrzegam je [tj. wspomnienia nieuczesane] jednak jako mało literackie, za to walczące, niepokorne - i wyobrażam sobie, że ten brak pokory może trochę razić, no ale w taki zaułek zaprowadziło mnie życie, a, prawdę powiedziawszy, wierzę, że to Bóg mnie tak poprowadził i że miał w tym jakiś ważny cel. Taka wiara daje poczucie sensu w tym wszystkim i jest chyba po prostu niezbędna do życia.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania