Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Fuzja – bez cenzury, bez cięć, bez litości (9)

7.

Zakładałem właśnie buty. Zamierzałem jeszcze wziąć z kuchni drożdżówkę do szkoły, kiedy Beznogi wszedł do nas jak do siebie i zawołał od progu:

— Hejka, Kuba!

Zbaraniałem. Ojciec dał mu klucze? Przecież nie matka – nie za bardzo za nim przepadała. Jak sobie otworzył? Odpowiedź nasunęła mi się sama – Anka jak zwykle nie zamknęła, kiedy wychodziła. Norma. Strach się bać, ile razy ojciec ją za to ochrzaniał. W domu powtarzał, że mieszkamy na odludziu, w każdej chwili mogą wejść do nas jakieś, jak ich nazywał, oszołomy i wynieść, co im się tylko spodoba, bo drzwi zastaną otwarte. No i proszę, w bloku dalej robiła to samo!

— Jak pan tu wszedł? — Skończyłem wiązać buty i wstałem z klęczek.

— Nie zamknęliście. — Uśmiechnął się szeroko.

Tak, jak myślałem – moja dałnowata siostra. Tylko dlaczego on się tak wyszczerzał? Nie lubiłem, kiedy ktoś chciał mi się na siłę przypodobać. Może to na serio pedofil?

— Na co ty czekasz? — Nie przestawał się szczerzyć. — Zbieramy się!

Jakoś nie zarażał mnie entuzjazmem, choć najwyraźniej bardzo się starał. Zresztą od zawsze nie tolerowałem panów w marynarkach, zwłaszcza kiedy były – jak w jego przypadku – za każdym razem takie same, podobnie jak koszula. Na ramieniu niósł torbę na laptop. Była pewnie pusta, a nosił ją dla picu, picuś jebany.

— Dokąd? — Wbiłem stopy w podłogę, gotów się bronić, w razie gdyby co.

— Do waszego domu. Chcemy, żebyś coś zobaczył. Pomożesz nam przy okazji.

— Ale ja mam szkołę.

— To dziś masz wolne.

— Ale czy tata wie o tym?

— Oczywiście.

— To dlaczego nic mi nie powiedział?

— Chciał ci pewnie zrobić niespodziankę.

— Mama też nic nie mówiła. — Nie poddawałem się.

— Kuba, od czego masz telefon? Zadzwoń. Zapytaj.

No, po prostu totalnie wkurzał mnie ten jego uśmiech i pewność siebie. Wszyscy pedofile tak mają? Kiedy będzie potem walił konia, podziwiając mojego siusiaka, też będzie tak wrednie opalał zęby? Pojadę z nim, kurde, zawiezie mnie nie wiadomo gdzie, a później zobaczę filmik za mną w roli głównej, pod tytułem: „How do you feel, mister pedo-feel?”. Nic z tego, proszę pana!

Wyjąłem z plecaka telefon, obserwując, czy Beznogiemu rzednie już mina. Nie rzedła. Przeciwnie, uśmiech bardziej się rozszerzył, choć byłem pewien, że już dawno osiągnął granice wytrzymałości twarzy.

Telefon jakimś cudem był wyłączony. Pomyślałem, że tatusiek być może dzwonił do mnie, ale siłą rzeczy, nie mógł się dodzwonić i dlatego nic nie wiedziałem. Nic z tych rzeczy. Było tylko połączenie od nieznanego numeru – na pewno nie od ojca.

Odebrał bardzo szybko. Przeprosił (matko w niebiesiech, przeprosił! mnie!), że tak nagle, że nic nie powiedział, ale był zalatany, poza tym pomyślał, że chętnie sobie zrobię jeden dzień luzu, zwłaszcza że jutro sobota.

— Ale matulka wie? — Byłem coraz bardziej bezsilny.

Usłyszałem, że „wie, jak najbardziej”.

Co mogłem jeszcze zrobić, nie licząc uduszenia Beznogiego paskami od plecaka? Chciałem jakoś zyskać na czasie, bo nie byłem zachwycony tą wycieczką, ale dzwonienie do matki uznałem za niepotrzebne przegięcie.

Poddałem się.

 

Beznogi nie miał samochodu, jechaliśmy więc taksówką, na którą pewnie dostał kasę od ojczulka

Cały czas gadał. Nie lubię ludzi, którzy chcą mi się przypodobać na siłę, jednak tych, co nie umieją zamknąć gęby, nie toleruję wręcz chorobliwie. Jak na złość nie siadł obok kierowcy, o co w duchu błagałem, tylko wepchał się koło mnie, rozkraczając długie nogi. Natychmiast przesunąłem swoje w bok, żeby go nie dotykały, ale on jeszcze bardziej się rozkraczył. Podał taksówkarzowi kierunek jazdy i wyjął z kieszeni czekoladę.

— Najbardziej lubię białą z nadzieniem, a ty? — Zaczął rozwijać opakowanie.

Wzruszyłem ramionami.

— Spróbuj.

Zerknąłem, skuszony słodkim zapachem. Wyglądała smakowicie.

— Śmiało! — Wyeksponował zgryz.

Powściągliwie odłamałam kawałek. Nadzienie było soczyście i zajebiście truskawkowe. Skąd on wiedział, że dałbym się pokroić za truskawki z cukrem? Od tej słodyczy aż przeszedł mnie dreszcz. Beznogi częstował tymczasem kierowcę, który bezpardonowo odłamał sobie prawie pół tabliczki. Jaki cham! Będzie żarł moje truskawki ulubione!

— Smakuje?

Przytaknąłem, ciamkając.

— No, myślę. Wiedziałem, co kupić. W domu jest pepsi, na pewno będziesz chciał się napić, prawda? — I znowu ten szerokokątny uśmiech, czterdzieści cali i dźwięk surround. Entuzjazm full HD do urzygu. — A ty wiesz, że od truskawek można dostać uczulenia?

Tak, odkrycie Ameryki po raz tysięczny. Pewnie, że wiem, pajacu – zajeżyłem się w myślach na takie branie mnie za debila.

— Mam znajomego — paplał — któremu kiedyś po truskawkach tak spuchł język, że żona musiała wieźć go do szpitala. Prawie się udusił. Jak dojechała, to już miał usta fioletowe i toczył pianę. Trzeba go było natychmiast intubować.

— To nie wiedział, że ma to uczulenie? — Nie wytrzymałem i się odezwałem. To błąd, teraz już się nigdy nie zamknie.

— Wiedział, tylko człowiek czasem głupi jest, że aż strach. Jak dorośniesz, sam się przekonasz ile rzeczy zrobisz z głupoty. Będziesz wiedział, że głupota, a zrobisz. Zobaczysz.

Westchnąłem. Czego jak czego, ale kazań mógł mi oszczędzić. Od tego mam ojczulka-wykładowcę. Kazania to jego pasja.

Beznogi zmiął opakowanie po czekoladzie. Z torby wyjął następną.

— Proszę, help yourself. — I znów szerokokątnie i surround.

Pokusa wygrała. Wziąłem tabliczkę i zająłem się pożeraniem. Łatwiej było znieść jego wysoki głos i ten akcent, który w sumie był sympatyczny, ale nadużywany, coraz bardziej męczył mi uszy i drażnił.

Za miastem zadzwonił do mnie ojciec. Przeprosił (matko w niebiesiech znów to zrobił, po raz drugi jednego dnia!), bo nie zdąży być w domu przed nami, postara się dotrzeć jak najszybciej, ale zanim dotrze, mam pomóc Beznogiemu, bo to, co dziś zaplanowali dla mnie, jest niezwykle ważne. Chciałem coś odpowiedzieć, ale się rozłączył. Ni „narka”, ni „spadaj”, cały tatuńcio.

— Krzysztof? — zapytał Beznogi.

Kiwnąłem głową i spytałem:

— A pan, w sumie, jak ma na imię?

— Nie wierzę. — Spoważniał, a nawet się zasmucił, choć od razu się zorientowałem, że tylko udawał. — Nie pamiętasz mojego imienia?

— A mówił pan kiedyś?

Odwrócił głowę do okna i głęboko westchnął, co miało mi chyba zobrazować, jak bardzo jest mną rozczarowany. Smętny pajac.

— Nie liczę, że zapamiętasz — zaczął po krótkiej ciszy. — Mam na imię Piotr.

Jaki złośliwiec wredny, „nie liczę, że zapamiętasz”! To menda! Niech ci będzie Piotr, zawsze to jakaś odmiana od tego psiego Beznogiego.

— Ale pan Polakiem nie jest? — drążyłem temat, tłumiąc wszelkie mściwe odruchy, z wydłubywaniem oczu cyrklem włącznie. Bardziej chodziło mi jednak o to, żeby przełamać jego monopol na nadawanie.

— Jestem, tylko się urodziłem na wschodzie. A coś ty dziś taki ciekawy?

— Mówi pan tak inaczej. I wszyscy do pana tylko „Beznogi, Beznogi”.

— Tak. Nawet Krzysztof tak mówi. A znamy się lata.

— A nie obraża to pana?

— Nie. Niby dlaczego? Takie mam nazwisko.

Zorientowałem się, że kierowca skręcił właśnie w żużlową drogę, przy której stał nasz dom. Nie byłem tu już prawie trzy tygodnie. Moje serce wypełnił najsłodszy na świecie miód. W mieszkaniu raczej nie tęskniłem, przynajmniej tego nie zauważałem. Tutaj zakręciło mi się w oczach. Szybko spojrzałem w bok, żeby Piotr tego nie zauważył. Co by sobie o mnie pomyślał?

 

Gdy przekroczyłem próg, poczułem niepokój. Pachniało spalonym plastikiem (czy raczej jakąś instalacją) i chemikaliami. Rozejrzałem się, ale hol był taki, jak zawsze. Oczekiwałem kabli wystających ze ścian, czujników, jakiego ogólnego rozkopaczewa, farb, szpachli, fachowców – nic z tych rzeczy. W korytarzu też nic się nie zmieniło.

— Pójdziemy na górę — zakomunikował Beznogi.

— A po co?

— Zobaczysz. — Tym razem się nie uśmiechnął, był skupiony, spokojny.

— Krzysztof! — Spojrzał na sufit, chociaż na pewno nie zobaczyłby tam ojczulka. — Jesteś?!

Cisza. Najwyraźniej ojciec jeszcze nie dojechał.

Do jego pracowni pod dachem wchodziło się z tyłu domu, musieliśmy więc wyjść. Tata wiele razy odgrażał się przebiciem stropu w kuchni, zwłaszcza gdy przyszło mu wychodzić na deszcz czy mróz, jednak jak dotąd nic z tych gróźb nie wynikło.

Wchodziłem po doskonale znanych, metalowych, krętych schodach, a niepokój nie chciał mnie opuścić. Może była to wina Piotra? Chociaż bardziej tego, że im bardziej się starał, tym mniej mu ufałem; im więcej kupiłby tych czekolad, tym bardziej byłbym podejrzliwy i nie byłaby to wina jego melodyjnego, wschodniego akcentu.

— Chcieliśmy z Krzysiem, żebyś nam pomógł, bo stoimy w zasadzie w miejscu, a klient się denerwuje — zaczął, gdy tylko weszliśmy do przyjemnie chłodnej pracowni. — Usiądź. — Wskazał mi duży, czarny fotel przy również czarnym, ustawionym na wprost drzwi, stoliku z monitorem.

Obok stolika stało na podłodze coś, co przy bliższym przyjrzeniu, wyglądało jak kilka spłaszczonych jednostek głównych ułożonych jedna na drugiej na kształt wieży z mniej więcej półmetrowej wysokości, metalową podstawą. Całość szumiała cicho wbudowanymi wentylatorami.

Usiadłem. Byłem tu nie raz, zwłaszcza kiedy ojciec nie schodził na obiad, a matka dostawała piany, bo wszystko stygło, ale jakoś nigdy nie zwróciłem uwagi na sprzęt. Po mojej lewej, na przymocowanym do ściany blacie stały trzy duże monitory podłączone do podłużnej czarnej skrzynki wyposażonej w kilka kieszeni napędów i dwa pionowe rzędy małych, podłużnych ekraników (naliczyłem ich osiem), które połyskiwały seledynowymi, drgającymi wykresami. Obok blatu stał wąski regalik z półkami pełnymi segregatorów.

Wszędzie walały się nieopisane płyty, jakieś notatki, wydruki, książki wcale nie naukowe (zauważyłem „Opowieści o pilocie Pirxie”), kolorowe pisma. Matulka określiłaby to wnętrze jednym słowem – „burdel” i miałaby na myśli wyłącznie panujący tu nieład.

Siedziałem tyłem do drzwi, co natychmiast obudziło mój niepokój. Zawsze i wszędzie starałem się siedzieć, leżeć czy robić cokolwiek tak, by wejście mieć przed sobą.

— Widzisz... — Beznogi postawił przede mną półlitrową pepsi, usiadł na blacie i zapalił. — Twój tata i ja dostaliśmy ogromną szansę. Wyłożono sporo pieniędzy, żebyśmy mogli spokojnie pracować, a za szybkie efekty naszej pracy zarobimy jeszcze i to dużo więcej. Dlatego bardzo nam zależy na twojej pomocy.

Zaciągnął się mocno, odchylił głowę i wydmuchnął dym w górę. Odkaszlnął i mówił dalej:

— Tobie też coś wpadnie na konto i będziesz mógł mieć, co będziesz chciał, dlatego bardzo liczymy na twoją pomoc.

Przerwał. Czekał.

— I co mam zrobić? — Doczekał się.

— Popatrz. — Dotknął „mojego” ekranu, który powoli zajaśniał. — Będziesz tu oglądał różne rzeczy. Założę ci też słuchawki, ale nie będzie w nich muzyki. Usłyszysz tylko dźwięk, który przypomina mruczenie. Słyszałeś kiedyś, jak mruczy kot? Ale nie skupiaj się na tym, ono raz będzie wyższe, raz niższe, czasem głośniejsze, nie zwracaj uwagi. Skup się na tym, co będziesz widział. Myśl o tym jak najintensywniej, daj się ponieść tym obrazom i filmom. Czasem zobaczysz polecenie „napisz” bądź „zaznacz”. Tu jest myszka, wysuń sobie klawiaturę i baw się. I bądź pewien, że taka przygoda nie spotyka byle kogo. Wielu by ci zazdrościło. I to nie tylko tego, że masz dziś wolne od szkoły. Zobaczysz rzeczy, które mogą zmienić przyszłość wielu ludziom.

— Już zaczęliście? — lekko zaskoczony, choć pogodny głos ojca przerwał przemowę Beznogiego.

Nie słyszałem, żeby wchodził – kroki na metalowych schodach na pewno byłoby słychać. Skradał się? Podsłuchiwał? Nie ufa Piotrowi? To super, to znaczy, że mam w nim sprzymierzeńca. A może zwyczajnie nie zwróciłem uwagi?

— Jak tam, Kubuś? — Zmierzwił mi włosy, czego szczerze nie znosiłem, bo czułem się wtedy taki mały. — Widzisz? Zamiast szkoły masz dzisiaj legalnie komputer. Bez ograniczeń. Baw się tak długo, jak będzie trzeba. Jakbyś chciał przerwę, powiedz. Będziemy tu sobie obserwować, co się dzieje w twojej głowie, a ta maszynka... — wskazał na wieżę z jednostek — ... pięknie zarejestruje wszystko, prześle tutaj, a my będziemy to na bieżąco analizować.

„Tutaj” oznaczało stanowisko z trzema monitorami i czarną, płaską skrzynką.

— Widzisz, jaki nam Dziadek Mróz zrobił prezent? — dodał z dumą.

A, kto to taki, ten Mróz? – chciałem zapytać, ale ojczulek mi nie pozwolił:

— Teraz uważaj, bo coś ci powiem, żebyś się nie bał. Być może poczujesz się trochę dziwnie, wiem, że tak się zdarza, ale chcę, żebyś się nie bał i był na to gotów. To się może stać, ale nie musi, prawda Piotrze?

Chyba pierwszy raz zwrócił się do Beznogiego po imieniu, coś tu było nie tak. Nie podobała mi się ta tajemniczość, Dziadek Mróz też, a milusiństwo ojca chyba najbardziej.

Beznogi podał mi słuchawki, chyba najkapitalniejsze, jakie kiedykolwiek widziałem i spytał:

— No, to jak? Lecimy?

To lećcie, chciałem powiedzieć, jednak – wkładając słuchawki – skinąłem tylko nieznacznie głową na znak, że jestem maksymalnie skupiony i profesjonalny

Ekran przede mną zamigotał. W uszy uderzył ciężki młot miażdżącego dźwięku. Ostatnią myślą było – krzyczeć!

 

c.d.n.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Szudracz ponad tydzień temu
    Truskawki były w szmince, a teraz w czekoladzie. :)
    Ojczulek zachowuje się jak szalony naukowiec. Kuba będzie musiał oglądać te morderstwa?
    Zazębiają się powoli epizody.
    C. n. c. d. :)
  • Adam T ponad tydzień temu
    Kuba lubił truskawki z cukrem. Ja też lubię, najlepiej takie dopiero co zerwane. Kilogramami mogę. Może dam tytuł tego tekstu: "Strawberry fields"? Może się ś.p. "Bitlesi" nie obrażą.
    Co dalej, zobaczymy.
    Dzięki, wierna czytelniczko moich dziwactw.
    Pozdrawiaki ;)
  • Canulas ponad tydzień temu
    No i "jezdem".

    "Jak się będzie potem onanizował, gapiąc się na mojego siusiaka, też się będzie tak szczerzył?" - łoj, panie Adamie. 3x sie na tak któtkim odcinku?
    Może chociaż: Jak się będzie potem onanizował, patrząc na mojego siusiaka, też się będzie tak szczerzył?
    Albo: Jak się będzie potem onanizował, (obserwując, wlepiając gały, cokolwiek) mojego siusiaka, też się będzie tak szczerzył?

    " Przeciwnie, uśmiech bardziej się rozszerzył, choć wydawało mi się, że już dawno osiągnął granice wytrzymałości twarzy. " - no, moze to moja schiza, ale "się" dziś obrodziło szczodrze.

    "Beznogi częstował tymczasem kierowcę, który bezpardonowo odłamał sobie prawie pół tabliczki. Jaki cham! Będzie żarł moje truskawki ulubione!" - haha, mistzrostwo. Zajebiste.

    Nooo, mocne. Ładnie zbudowane. Denerwowałem sięnawet. Cieżko jest odmalować niepokój. Nie lęk czy strach, ale właśnie niepokój. Wygląda na to, że to będzie naprawdę dłuuuga seria.

    I oby.
  • Adam T ponad tydzień temu
    Bo to tak, jakbym tam dał dwa razy "się", jak proponujesz, to byś napisał: "dwa razy >się< na tak krótkim odcinku?!" ;) Dowcip w tym, że to pierwsza osoba narratora, to Kuba mówi głosem wewnętrznym, i czasem mu się coś potroi, no, po prostu.
    Nie, nie, ok, masz rację, Mr. Can. Ogarnę ten moment, bo jak już go teraz widzę, to i mnie zaczął wnerwiać.
    Za oko celne i bystre rad jestem dziękować.
    Seria długa. Niektóre fragmenty bedą się powtarzać ze starych "Obrazków", ale w wersji zmienionej lub wydłużonej. Jeden się powtórzy już następną razą, ale potem znów będą same premierowe rzeczy.
    Pozdrawiaki ;)
  • Canulas ponad tydzień temu
    Nooo, możliwe, bo ja na punkcie nadmiarów "się" mam ostatnio prześladowcze rodeo. Obadasz jak obadasz, jam wyłowił, bo mnie trząchło jakoś tak. Nie muszą być premierowe. W sensie, mogą. Ot, aby po prostu były.
  • Adam T ponad tydzień temu
    Wiesz, żadna sztuka wrzucać coś, co już było. Ale nie o to tu chodzi. Historia się mocno rozrosła i chciałem to pokazać. Stare (ale pozmieniane) części stworzą jakby drugą część "Fuzji".
  • Canulas ponad tydzień temu
    Adam T , bardzo dobrze, że się rozrosła. Mam nadzieję, że trzon wykreowania Anki pozostanie, ale patrząc na to, co dotychczas, nie obawiam się.
  • Dekaos Dondi ponad tydzień temu
    Sorry, że tak..się...na chwilę wtryniłem, ale ostatnio, się bardzo nie lubię. Nawet cały tekst, napisałem bez: się.→Czy w trakcie onanizowania, zapatrzony w mojego siusiaka, też będzie wyszczerzać zęby w uśmiechu?
  • Canulas ponad tydzień temu
    To ja sie wtrynię. Dekaos, zaznaczaj widełkami jak cytujesz, bo przez jakieś 6 do 8 sekund zatrzymał mi się świat. Myślałęm, że... No że zwariowałeś albo Ci się na konto włamali.
    Brrrrr.
  • Okropny ponad tydzień temu
    Canulas ty to tylko byś własne intencje innym przypisywał, weź wybastuj
  • Adam T ponad tydzień temu
    Jak będzię potem walił konia, zauroczony moim siuśkiem, też będzie taki rozszczerzon? - to moje, autorskie.
  • Canulas ponad tydzień temu
    Okropny, a paszed ode mnie dwie zdrowaśki dali.
  • Okropny ponad tydzień temu
    Canulas ręce na kołdrę!
  • Okropny ponad tydzień temu
    Bardzo piękne. Skojarzenia mam +1 (Lost!) ale i ciekawość wzrosła. Zaczynam podejrzewać, czy intencje tatulinka nie są podwaliną do onanistycznych fantazji Kubusia o jego siostrze, Jakjejtam. W sensie, czy ojczulek mu nie zaszczepił (wszak dlaczegóż by nie?) tego podprogowo?

    Znad przemyśleń ogólnobudowlanych i sterty desek calowych, nadawał dla Pana Økropny, głodny jak wilk. Serdecznie pozdrawiaju.

    P.S. "rozkopaczewa" - cudność.
  • Adam T ponad tydzień temu
    Głodny jak wilk? Parę części dalej bedzie o gotowaniu i pieczeniu. Robię Ci przedsmak i wzmagam apetyt ;)
    Co do "podprogowości" - wszelkie interpretacje dozwolone.
    Dzięki.
    Pozdrawiaki ;)
  • Justyska ponad tydzień temu
    Coś ten tatuś nieszczery, potrafisz wkręcić czytelnika, no to kiedy kolejna część? Rozumiem, że jutro?
    Pozdrawiam:) 5
  • Adam T ponad tydzień temu
    Jeśli znajdę chwilę, to jutro.
    Dzięki za odwiedziny.
    Pozdrawiak ;)
  • Bożena Joanna ponad tydzień temu
    Ojciec wykorzystuje zafascynowanie syna komputerem. Organizuje dla niego eksperyment, chyba dość niecodzienny, będzie analizował jego mózg, myśli, rejestrował to wszystko. Tutaj już się zaczyna horror, nie chciałabym być poddana takim badaniom. Chłopak zauważa super słuchawki, ale potem chce krzyczeć... Czy to doświadczenie naukowe, pseudonaukowe lub zwykłe naigrawanie się z małolata? Takie nasuwają mi się pytania. Pozdrowienia!
  • Adam T ponad tydzień temu
    Przede wszystkim, bardzom rad z Twojej wizyty o tak późnej porze.
    Sporo tych pytań, ale odpowiedzi w swoim czasie, chociaż - powiem szczerze - łatwo nie będzie, bo chcę zastawić duży margines dla własnych wniosków. Niech czytelnik trochę się pogłowi, jeśli będzie oczywiście chciał, chyba że go te n margines zniechęci.
    Ogromne dzięki.
    Pozdrawiak ;)
  • pasja tydzień temu
    Bardzo zastanawia mnie apetyt na truskawki. Czyżby ojciec miał jakiś cel. Dziadek Mróz i wschód... miejsce urodzenia Piotra ma znaczenie. Ponieważ jest zamiennikiem naszego Św. Mikołaja. Nie podoba mi się ojciec, angażuje syna do tajemniczego eksperymentu. Co Kuba słyszy, widzi, że chce krzyczeć. Czy matka się o tym?
    Pozdrawiam serdecznie
  • Adam T tydzień temu
    Smak truskawek jest tu ważny. Taka niewinna forma uzależnienia w konkretnym celu. Więcej nie napiszę, bo nie chcę spojlerować. O ojcu będzie wiecej.
    Piotr Beznogi to postać z "Grzęzawiska", tam nie wyjaśniłem jego pochodzenia, tyle że akcja działa się w Moskwie. Piotr łączy te dwie historie.
    Co Kuba widzi pozostanie dla wyobraźni czytelnika, który wytrzyma "Fuzję" do końca (ok. 40 części).
    Ciepłe pozdrawiaki ;)
  • Maurycy Lesniewski tydzień temu
    No ciągle gdzieś nas prowadzisz, czytelników znaczy, można mieć przypuszczenia ale oczywiście pewności nikt nie będzie miał.
    Truskawki, zwłaszcza nasze polskie to naprawdę chyba najlepsze owoce na świecie. Uwielbiam gdy jestem w PL i jest akurat sezon na nie... Będziemy "obadywać" dalej :)
    Niezła część :)
  • Adam T 6 dni temu
    Sezon właśnie się rozpoczął, ale tekst powstawał zimą, więc pewnie jakaś moja osobista tęsknota się uwypukliła, za truskawkami prosto z krzaczka.
    Dzięki ogromne, Maurycy.
    Pozdrawiaki ;)
  • Ritha 4 dni temu
    „Była pewnie pusta, a nosił ją dla picu, picuś jebany” – bliskość „picu” i „picuś” jest w punkt. Wcześniej o dałnowatej siostrze, w sensie fajnie się wbijasz w umysł takiego nastolatka, jego słownictwo itp. Ja w ogóle nie umiem pisać z perspektywy dzieci, tudzież starszych osób. U Ciebie takowej blokady nie zaobserwowałam ;)

    „No, po prostu totalnie wkurzał mnie ten jego uśmiech i pewność siebie. Wszyscy pedofile tak mają?” :D
    „Kiedy będzie potem walił konia, podziwiając mojego siusiaka, też będzie tak wrednie opalał zęby?” - ja pierniczę :D

    „Przytaknąłem, ciamkając” – jakie słodziaszne, nieznane mi słowo „ciamkając”, warte skopiowania
    „I znowu ten szerokokątny uśmiech, czterdzieści cali i dźwięk surround. Entuzjazm full HD do urzygu” – i to też

    „że żona musiała wieźć go szpitala” – chyba brakło do* szpitala

    „Siedziałem tyłem do drzwi, co natychmiast obudziło mój niepokój. Zawsze i wszędzie starałem się siedzieć, leżeć czy robić cokolwiek tak, by wejście mieć przed sobą” – tu się zatrzymałam, też nienawidzę mieć drzwi za plecami
    „kroki na metalowych schodach na pewno byłoby słychać. Skradał się? Podsłuchiwał? Nie ufa Piotrowi?” – i tu, chłopak cały czas konfrontuje bieg wydarzeń ze swoimi obawami, wyciąga wnioski, nie jest bierny, lubię go

    Ok, zaczynam się zastanawiać ile jest iluzją, a ile prawdą i jak połączysz wątki wpierdolu i rodzinnych perypetii/fantazji o siotrze/truskwkowej szminki i jak tylko zaczynam się nad tym zastanawiać, równolegle zaczynam się o Kubę martwić.
    Git, Adamie, kolejna świetna część.
    Kolejne pięć gwiazd :)
  • Adam T 3 dni temu
    To z drzwiami, to z siebie wziąłem, muszę mieć drzwi najlepiej z przodu, a najgorszym razie z boku, po lewej. Obsesje "pisarza" ;)))
    Ogromnie dziękuję.
    Pozdrawiaki ;)
  • Adam T 3 dni temu
    Byczki oczywiście poprawione.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania