Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Fuzja – Część II (2)

3.

"NamiętniK (1)

Wreszcie mogę spokojnie pisać. Jest cicho, wszyscy w łóżkach, telewizor nie gdacze, matka nie jara. Mam w sobie tyle myśli, że nie da się ich wyłącznie myśleć, bo można zwariować do końca, choć nawet nie było jeszcze początku. A powinien być taki:

Jestem Jakub Bielenik.

Wzrost: 174 cm, oczy zielone, włosy dziwny blond. Siusiek: 4,5 cm w zwisie, kiedy stoi, mam co innego do roboty, niż go mierzyć, tra, la, la.

Dlaczego właśnie NamiętniK? Bo nikt nie pisze NamiętniK-ów (tak tę nazwę należy zapisywać, kiedy się ją odmienia, inaczej stryczek albo nawet stryczek-elektryczek). Pamiętników na świecie jest miliardy, ale NamiętniK-a ani jednego.

Mam siostrę, Annę.

Wzrost: 170 cm, oczy niebieskie, włosy krótkie, kasztanowe, brak siuśka, tra, la, la.

Kocham ją do szaleństwa. Chciałem to piękniej napisać, ale już nie pamiętam, jak to miało być. Nie mam dziś weny, więc skupię się na prostych zdaniach, żeby treść nie brzmiała śmiesznie. Już zresztą widzę, że nadużywam „nie”. To NIE jest dobre.

A wracając do Anny, zrobię dla niej absolutnie wszystko, czego nie mogę powiedzieć o matuli i ojcu. Cały dzień pracują, to znaczy on siedzi na górze w pracowni i prowadzi badania nad... w sumie to nawet nie wiem nad czym on tam całymi dniami siedzi, a ona jest fryzjerką, ale swoje usługi świadczy u klienta. Taki sobie wymyśliła bzik biznesowy.

Kiedy się oboje spotkają po pracy, warczą na siebie w kuchni godzinę lub półtorej. Później jemy obiad, a jeszcze później leżą w pokoju na kanapie, gapią się w telewizor i szepczą coś do siebie tajemniczo.

W soboty matka nie pracuje, więc zaczyna sprzątanie, odkurzanie, pranie i narzekanie. No, i tradycyjnie, opierdalanie mnie i Anki z byle powodu: bo jej się kręcimy, bo mamy burdel w pokojach, bo nie wycieramy sedesu, bo, chuj ją wie, co jeszcze. Najlepiej wtedy jest wyjść z domu i wrócić dopiero wieczorem, jak już mamuś-nasza-kochana się dostatecznie zmęczy. Kiedy jest zmęczona, nie mówi.

O ojcu szkoda pisać. Od jakiegoś czasu się nie goli, żeby wyglądać jak jeden francuski aktor. Po prostu żenada. Idzie na górę zawsze w ciemnej koszuli i krawacie, bo odwiedzają go nieraz różni ludzie, którzy czasem mówią po rusku, a czasem po niemiecku. Nie wiem, czym się psika, ale ten jego muchozol wisi potem w całym domu przez pół dnia. Aż się chce rzygać. Matka za to czasem wcale się nie ubiera. Śpi w tym, w czym chodzi, przebiera się tylko do pracy. Kiedy wraca, śmierdzą od niej fajki i pot. Kaszle i jara, jara i kaszle; kaszle, kaszle, a później jara. To cała moja matka. Zastanawiam się nieraz, kto korzysta z usług najaranej, śmierdzącej potem fryzjerki? Kto ją w ogóle wpuszcza za próg? Podejrzewam, że jeździ po hospicjach.

Ojciec nie pali, ale za to nie robi sobie wolnych dni.

Tyle słowem występnego wstępu. Jak na pierwszy wpis jest wystarczająco nudno i beznadziejnie.

 

październik 22.

Przez urojenia siostry prawie zaspałem do szkoły. W środku nocy ukazał jej się Naszbuk. Nie, nie ukazał, objawił się. Zwlokła mnie z łóżka i zaciągnęła do swojego pokoju, żebym patrzył na dywan. Ona zobaczyła na nim twarz boga. Ja widziałem tylko różne, kolorowe ciapki i plamki. Włączyła światło, pokazała dokładnie, w które miejsce mam patrzeć, ale ja dalej nic nie widziałem. Powiedziała, że jestem za głupi i jeszcze widocznie nie dojrzałem do oglądania jego świętego oblicza.

Po tej akcji zasnąłem jak kamień. Rano musiałem biec do szkoły. Biegłem tak długo, że aż się spuściłem. Często tak jest, kiedy długo biegnę. Wyrzucam potem gatki do kibla, a pod spodniami mam goły tyłek. Muszę uważać, żeby nie przyciąć sobie wacka rozporkiem, bo już kilka razy mi się to zdarzyło. Gatek mam tyle, że spokojnie mogę wyrzucać. Matka brzydzi się prać nasze majtki, bo bywają na nich różne substancje, więc kupuje nam tony nowych. Mam całą szufladę wypchaną bokserkami i slipkami. Anka tak samo (oczywiście, nie ma slipek ani bokserek). Zresztą, to przez jej wygłupy miałem pierwszy spust w gacie. Pamiętam, że aż mi pociemniało w oczach. Krzyknąłem i cały się później trząsłem. Siostra patrzyła na mnie z zadowoleniem. Od zawsze łapała mnie za ptaka przez gacie. Kiedy była wściekła, łapała tak, żeby bolało, ale kiedy łapała dla żartu, było bardzo przyjemnie. Chłopaki gapią się na laski i walą konia, a ja mam siostrę. Lubię dziewczyny, ale kiedy rozmawiam z jakąś, to nic się nie dzieje; za to przy Ance zawsze mam megawzwód.

Nie jestem normalny.

Oboje nie jesteśmy.

 

październik 23

Napisałem wiersz. Myślę, że jest dobry. Może napiszę jeszcze kilka i pokażę facetce od polskiego? Z jednym szkoda iść, bo to może być zwykłe dzieło przypadku. Kilka to już twórczość. Wiersz nazywa się:

 

militarne oczy

 

kręcisz żołnierzu

wciąż kręcisz lunetą

by patrzeć wokoło

i śledzić nas

 

a my radary na ciebie ustawiamy

i tylko czekamy

na najmniejszy znak

 

świat nareszcie

przestanie się kręcić

gdy śmiercionośny pocisk

uderzy w cel

 

nie zdążysz się podnieść

i zamachać skrzydłami

nasze oczy militarne

zniszczą cię

 

październik 24

Nora, którą rodzice nazywają ubikacją, eksplodowała. Ojciec poszedł srać jak to on. Ma taką dolegliwość, że nawet kiedy nie chce, to i tak musi. Nieraz kilka razy w ciągu godziny. Dzisiaj też srał i srał, i końca nie było widać, ale kiedy spuścił wodę, wszystko wypłynęło z sedesu. A ponieważ ojczulek zawsze podciera się na siedząco (kiedyś go podglądałem), a potem nie wstając spuszcza wodę, poderwał się, zapewne przerażony, że podmywa go rozwodniona sraczka, stracił równowagę i rąbnął zadkiem z powrotem, chlapiąc w koło aż miło. Ściany, podłoga, umywalka, lustro były spektakularnie opryskane ojca sraczką i śmierdzącą wodą. On sam zresztą też. Matka się wściekła: „No to teraz masz! Ile razy dziennie normalny człowiek może się załatwiać?” Ojciec na to, że małpy załatwiają swoje potrzeby nawet kilkanaście razy dziennie i to jest naturalne. Zanim wzięli się za porządki, zrobiłem fotkę. Wrzuciłem ją w sieć z komentarzem: „Trofea tatusia”. Andzia zobaczyła zdjęcie i wrzasnęła:

— Zobacz! To ON!

Przy spłuczce zauważyła twarz Naszbuka. Kazała mi to powiększać i powiększać, ale ja znowu nic nie widziałem. Co trzeba mieć w głowie, żeby w rozmazanym gównie zobaczyć twarz? Anka się wściekła. Nazwała mnie tępym imbecylem i ślepym prymitywem.

 

październik 25

Nic się nie działo".

 

4.

Trzymając szalik między zębami, Anna owijała go sobie dookoła głowy.

— Nie tak silnie — szeptała. — Delikatne paluszki, pamiętaj.

Starałem się. Zaczynając, prawie nie czułem, że jej dotykam, to były ledwo muśnięcia; z czasem jednak przestawałem to kontrolować, a i ona nie zgłaszała sprzeciwu, że coś robię nie tak. Słyszałem, jak oddycha; całym sobą, w największym napięciu chłonąłem jej oddech; całowałem brzuch, wczuwając się w najmniejszy nawet ruch mięśni; łaskotałem językiem delikatne sutki, napawając się szczęściem, kiedy piersi unosiły się coraz szybciej; wiedziałem, że zaciska zęby na szaliku, że zaraz wbije paznokcie w moje ramiona, podrapie plecy do krwi; czekałem, aż wypręży się cała i nastąpi wreszcie ten cudny, przeciągły jęk, który przechodził w długi, wysoki, cichy skowyt. Byłem wtedy najszczęśliwszym chłopakiem na świecie.

Szalik doskonale tłumił. Pluła później przez pięć minut, narzekając, że jest mechaty, ale mimo to brała go zawsze, a po wszystkim chowała w najgłębszy kąt naszej przepastnej szafy w korytarzu. Mieściliśmy się tam bez problemu; gdyby były z nami jeszcze ze cztery osoby, zmieściłyby się także. Ciężkie drzwi można było zamknąć od środka na zasuwkę, a przez dziurkę po starym zamku obserwować, co się dzieje w domu. Do szafy rzadko ktoś zaglądał. Lądowały tam rzeczy już niepotrzebne albo nigdy nieużywane. Szalik był prezentem dla naszej matki od teścia. Mamulce nigdy się nie podobał, więc wylądował w szafie. Leżałby tam pewnie ze sto lat, gdyby pewnego ponurego przedpołudnia nie odnalazła go Anka. Używała go z wielkim upodobaniem.

Któregoś dnia nakrył nas ojciec. Wrócił do domu wcześniej. Przywarłem do szczeliny w niedosuniętych drzwiach. Był z nim kolega z pracy – mieli tajemniczy, brzydki, żółty neseser. Ojczulek zaczął się głośno zastanawiać, gdzie by tu go schować. Stał chwilę w korytarzu, wodząc kciukiem po uchwycie nesesera, wreszcie mrugnął porozumiewawczo do kolegi. Z uśmiechem, który mówił „czym ty się, chłopie, martwisz?”, podszedł do wielkich, przesuwnych drzwi; mocno szarpnął. Nawet nie próbowałem ich przytrzymać. Oboje z siostrą zamarliśmy. On, widząc nas, zesztywniał, zbladł, zamknął oczy i zachwiał się tak, że prawie upadł. My, całkowicie nadzy, spoceni i bezbronni, czekaliśmy w straszliwej, miażdżącej ciszy. Pozbierał się jakoś, co, sądząc po stężałej, posiniałej twarzy, nie było łatwe, odwrócił do nas bokiem, po czym cicho, przez zaciśnięte zęby zapytał:

— Co się dzieje?

— Z kim rozmawiasz?! — dobiegł z kuchni głos kolegi.

— Z nikim, żona dzwoni! — Ojciec machinalnie przyłożył do ucha telefon, a potem cicho powtórzył z naciskiem:

— Co się dzieje?

Oniemieliśmy. Zawsze wygadana Anka nie była w stanie wydobyć z siebie słowa. Dobrze, że nie przyłapał nas podczas jakiejś akcji z szalikiem. Zastanawiałem się, czy i w jaki sposób powie o wszystkim matulce, a na wszelki wypadek też nic nie mówiłem.

— Macie się nie ruszać stąd na krok! — „krzyknął” szeptem. — Siedźcie tu, dopóki on nie wyjdzie. Jeszcze porozmawiamy. I się, do cholery, ubierzcie. I schowajcie mi to tutaj. — Postawił neseser na brzegu szafy. Westchnął ciężko.

Kiedy już zasunął drzwi, siostra wybuchnęła zduszonym śmiechem. Ja czułem, że ogień wypali mi za chwilę dziury w policzkach, ona rechotała w najlepsze.

— Zaraz popuścisz — szepnąłem z odrazą.

— Widziałeś jego minę? — Kompletnie nie zwróciła uwagi na moją złośliwą uwagę. — Mało się nie posrał!

— Na pewno matce powie.

— Niech gada! Niech opowiada komu chce! Sąsiadom, ciotkom, wali mnie to!

— A jak pójdzie do szkoły?

— Głupi jesteś? Miesiąc będzie myślał, jak to matuli powiedzieć. I ten jego telefon! Żona dzwoni! No, kabaret!

Od tego dnia nazywała go Żona Dzwoni. Mówiła na przykład:

— Ty, Żona Dzwoni spóźniła się dziś do roboty. Zjebała mnie, że za długo siedzę w łazience, a potem zalała se kawą krocze! Najpierw wrzeszczała i klęła, wiesz jak jest. Później sama tam siedziała pół godziny. Spodni, debilka, nie mogła doczyścić.

Albo:

— Matka pokłóciła się wczoraj z Żoną Dzwoni, zaraz, jak wyszedłeś do szkoły. Nie mówiłam ci, żeby cię nie poniosło, bo chodziło o ciebie.

Rok później Żona Dzwoni zmarła. Od tego momentu nigdy już nie wchodziliśmy do szafy. Anka bała się, że któregoś dnia drzwi rozsuną się, stanie w nich ojciec z ciężką, żółtą walizką, a przy uchu będzie trzymał telefon. I będzie miał fioletową twarz jak w chwili śmierci.

 

c.d.n.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja 4 miesiące temu
    Dzień dobry
    Parę drobiażdżków:
    174cm, 4,5cm, 170cm,... Czy nie powinny być spacje po liczbach?
    żeby nie przyciąć sobie wacka rozporkiem,... może lepiej suwakiem?
    megawzwód... mega wzwód
    nie używane... nieużywane
    z ciężką, żółta walizką... żółtą

    Świetna część. NamiętniK jest oczywiście nazwany w związku z zabarwami rodzeństwa.
    Opis rodziców jak pospolity i tylko zmienić imiona i trochę niuansów i mamy rodzinkę taką znaną nam wszystkim. Ponadto rodzeństwo jest wyjątkowe i tutaj nie moze my porównać do normalności. Zabawa z szalikiem jest zmysłowa.
    Bardzo luźna i lekka część i pewnie się powoli rozkręca.
    Pozdrawiam i miłego dzionka
  • pasja 4 miesiące temu
    zabawami*
    nie możemy*
  • Adam T 4 miesiące temu
    Witaj, pasjo.
    "megawzwód" - mega to przedrostek, w wzwód rzeczownik, czyli łącznie.
    "cm" po spacji, coś się porąbało przy edycji tutaj.
    "Rozporek" zostawię, bo Kuba tak by napisał, on nie musi być poprawny w mówieniu.
    Reszta do poprawy. Dziękuję za pomoc. Takie drobiazgi są bezcenne.
    Pozdrawiam ;)
  • Bożena Joanna 4 miesiące temu
    Piękna nazwa "NamiętniK". Masz rację, pamiętników jest tysiące, ale "NamiętniK" tylko jeden, ten Kuby. Tytuł chyba też się odnosi do miłosnych relacji Kuby i Anki. Pozdrowienia!
  • Adam T 4 miesiące temu
    W NamiętniK-u będą różne rzeczy. Jeszcze dwa fragmenty znajdą się w "Fuzji".
    Cieszę się, że do mnie zajrzałaś.
    Pozdrawiam ;)
  • Szudracz 4 miesiące temu
    Jasny cholera nie mogę tego czytać! Zacznę ryczeć ze śmiechu. :)))
  • Adam T 4 miesiące temu
    Nie krępuj się ;)
  • Szudracz 4 miesiące temu
    Dobra, druga część ostudziła sraczkowy napad śmiechu.
    Poszło na całość. No nie są normalni. Trzeba to przyznać.
    Jak to się stało, że ojciec nie żyje? Nie rozumiem tego rozwiązania.
  • Adam T 4 miesiące temu
    Jeśli wyjaśnię, nie będzie sensu czytania.
  • Justyska 4 miesiące temu
    Ten koniec mnie zaskoczył. No nic. .. trzeba poczekać.
    Ale ta miłość? A moze wcale nie są rodzeństwem? Bardzo fajna część. Uwielbiam Kubę :)
    Pozdrawiam piątkowo :)
  • Adam T 4 miesiące temu
    Do końca już bardzo niewiele.
  • Okropny 4 miesiące temu
    Adam T jak to niewiele? Nie mówiłeś: Dwieście stron?, czy to mi się potentego?
  • Adam T 4 miesiące temu
    Okropny, ćśśś...
  • Adam T 4 miesiące temu
    Szu i Justyska, miło było Was widzieć ;)
  • Okropny 4 miesiące temu
    Jutro. Dziś mnie tu nie było.
  • Maurycy Lesniewski 4 miesiące temu
    Np dobra przerwę sobie spędziłem z Fuzja na deser :)
    I bardzo miło. Relacje młodych bardzo wyzwolone, że się tak wyrażę :))
    Będę obczajal dalej.
    Część bardzo na tak!
  • Adam T 4 miesiące temu
    Dzięki wielkie, Maurycy.
    Ale żeby sobie przerwę marnować dla jakiejś tam "Fuzji"? ;)
  • Maurycy Lesniewski 4 miesiące temu
    Adam T zaraz mam lunch, to se wskoczę na kolejną cześć :)
    A co! :)
  • Canulas 4 miesiące temu
    Helloł

    Wątpliwości

    "Mam w sobie tyle myśli, że nie da się ich wyłącznie myśleć, bo można zwariować do końca," - tego nie rozumiem. Może " o nich" czy coś?

    "gdyby pewnego ponurego przedpołudnia nie odnalazła go Anka. Używała go z wielkim upodobaniem." - a tu mi to 2x go przeszkadza.

    Cześć jest całkowicie przwgenialna. Trzysta części mógłbym przeczytać. Po prostu ciężko to określić, sztkować i atomizować. Chodzi o skomponowane całości.
    Mistrzostwo.
  • Adam T 4 miesiące temu
    Can, dzięki za spostrzeżenia.
    "Mam w sobie tyle myśli, że nie da się ich wyłącznie myśleć, bo można zwariować do końca" - otwórz trzecie oko, popłyń, popatrz pomiędzy palcami na palce ;)

    Go i go, to go-go ;) Coś w sam raz dla oka ;)
    Trzystu nie będzie, szlag by mnie trafił. Bedzie trzecia, ale to już kiedyś indziej.
    Dzięki ogromne.
    Pozdrawiaki ,;)
  • Agnieszka Gu 4 miesiące temu
    Witam,
    Wiesz, ty to tak piszesz, i opisujesz, te sytuacje, od tak różnych stron, że czyni to opowiadanie bardzo intrygujące. Człowiek się skupia na detalach, które normalnie by przeleciał bezrefleksyjnie.
    Ta część, pomimo iż wydaje się opowiadać o "normalnych", przyziemnych sprawach, fajna, wciągająca. Zatem ojciec rok później umrze...
    Podlecę dalej w wolnej chwili pozdrowionka
  • Adam T 4 miesiące temu
    To jest takie pisanie na ilość, uparłem się na 200 stron, stąd masa detali ;)
    Żaruję, za dużo słońca.
    Bardzo dzięki za odwiedziny.
    Pozdrawiam ;)
  • Ritha 4 miesiące temu
    Dzień dobry, gdzieś mi się rzuciło w ocka, żeś chorutki, więc nie morduj się z odpowiedziami ino se leż, a ja mam nastrój na Fuzję dziś, to lecę :)

    „Mam w sobie tyle myśli, że nie da się ich wyłącznie myśleć” – zajebiste! W moim guście zdańko, cacane

    „Wzrost: 174 cm, oczy zielone, włosy dziwny blond. Siusiek: 4,5 cm w zwisie, kiedy stoi, mam co innego do roboty, niż go mierzyć, tra, la, la” :D
    „Pamiętników na świecie jest miliardy, ale NamiętniK-a ani jednego” – dokładnie tak

    Potem mamy opisany schemat przeciętnej rodziny ze zdaniem puentującym „Najlepiej wtedy jest wyjść z domu i wrócić dopiero wieczorem, jak już mamuś-nasza-kochana się dostatecznie zmęczy”, heh, no tak to jest, starzy gdzieś tam pracuje, potem warczą, sprzątanie, dzień za dniem, takie życie, a w tym wszystkim Kuba kochający siostrę na zabój. No jestem zauroczona tą relacją :)

    „O ojcu szkoda pisać. Od jakiegoś czasu się nie goli, żeby wyglądać jak jeden francuski aktor” :DD

    „Przez urojenia siostry prawie zaspałem do szkoły. W środku nocy ukazał jej się Naszbuk. Nie, nie ukazał, objawił się” xDDD (lubię poczucie humoru Twe, choć tutaj pewnie nie dla żartu pisane, ale mi się gęboja cieszy). Cały fragment z patrzeniem na dywan jest świetny.

    „Biegłem tak długo, że aż się spuściłem. Często tak jest, kiedy długo biegnę” – ja piernicze, to musi być fascynujące być facetem, pisze całkiem serio, ciekawe takie, inne, my jak biegniemy to możemy co najwyżej dostać okres :/

    Lubię formę pamiętnika, bardzo fajnie, że w tym kierunku poszedłeś. Tfu, przepraszam, NamietniK!
    Pacz, nie czytałam Fuzji, a tez we Cmyku se wprowadziłam Karlowe zapiski pamiętnikowe….


    „Nora, którą rodzice nazywają ubikacją, eksplodowała” :D
    P sraniu ojca też dobre, no przezabawna część!

    Stary sra po ścianach, Kubuś spuszcza się mimochodem, a Anka wszędzie widzi Naszbuka :D
    W tej sytuacji Beznogi zdaje mi się najrozsądniejszym bohaterem ;D

    A potem namiętna scena pieszczot w szafie, jakiż klimaty stworzyłeś, bardzo mi się podoba to jak prowadzisz tę opowieść. No i stary z neseserem nakrywa ich w szafie, ups, tu punkt dla Anki za : „— Niech gada! Niech opowiada komu chce! Sąsiadom, ciotkom, wali mnie to!”, jakoś mi się spodobało takie podejście.

    I końcówka, śmichy-chichy, Żona Dzwoni coś tam i nagle:
    „Rok później Żona Dzwoni zmarła. Od tego momentu nigdy już nie wchodziliśmy do szafy” – jeb. Pięknie. To opowiadanie to fuzja najróżniejszych emocji i chyba to jest tak urzekające.

    Kurde, jest jeszcze lepiej niż było. Jest coraz lepiej.
    Pozdrawiam :)
  • Adam T 4 miesiące temu
    Witaj. Też mam wrażenie, że druga część jest lepsza i dynamiczniejsza, ale za krótsza. To jest jak podróż, surreal trip, lubię to określenie, bo pasuje świetnie to wielu moich tekstów. Najlepiej jest się poddać i czytać, czekając na kolejne niespodzianki. Ale jeśli ktoś oczekuje wyjaśnień, kawy na ławę, to się może mocno rozczarować.
    Ależ ten Twój komentarz. W kiepskiej dziś jestem formie, ale taki kom dosłownie uskrzydla.
    Pozdrawiak ;)
  • Elorence 3 miesiące temu
    Zaskoczyła mnie końcówka i tak szukałam po komentarzach, czy tylko ja czegoś nie wyłapałam, czegoś nie zrozumiałam, ale to jednak byl efekt zamierzony. No nic, pozostaje mi zastanawiać się, co będzie dalej i w jaki sposób umrze.
    Myślałam, że w pierwszej części będą takie szczegóły ich relacji, a tu zaskoczenie, bo pojawiły się dopiero w drugiej :)
    No nic, pozdrawiam serdecznie :)
  • Adam T 3 miesiące temu
    Dobrze Cię widzieć ;) Cześć pierwsza kończy się, gdy Kuba biegnie, chcąc wylamać drzwi, bo w mieszkaniu zaczynają się dziać dziwne rzeczy (obecność kogoś, deszcz). No i teraz musiałbym zdradzić całą końcówkę drugiej części, i po co wtedy czytać?
    Powiem, że mam teraz problem, jak to wszystko streścić, żeby było krótko i ciekawie. To jest wyzwanie - już kilka streszczeń poszło do kosza.
    W drugiej części akcja biegnie drugim torem do pewnego momentu. Wyjątki to Dagmara.
    Pozdrawiam ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania