Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Fuzja – Część II (7)

11.

Apocalypse now! III

 

…Ten cholerny pot!

Anka idzie w milczeniu. Oddycha głośno, ocierając raz po raz spoconą, zaróżowioną twarz. Mokre włosy oklejają jej czoło i policzki. Wygląda to całkiem seksownie. Prawie czuję gorąco jej skóry; wiem, czego nie mogę teraz zrobić, chociaż bardzo chciałbym.

Zmuszam się do dobrego humoru, ale jest to piekielnie trudne; do tego w niczym nie pomaga. Dzisiejszy dzień dał mi w kość. Czuję to w każdym mięśniu, nerwie, w każdej komórce mózgu. Coś zaczyna we mnie jęczeć i drapać coraz głośniej, natarczywiej. Nie jestem ani grubo-skórny, ani odporny na drapanie, więc za niedługo mogę zacząć tracić kontrolę nad sobą. Dziewczyny jeszcze mnie takiego nie widziały; nie wiedzą, że powinny się zacząć bać – gdzie w tym humor?

Stella się nie odzywa, idzie za nami noga za nogą. Nie, lepiej będzie – wlecze się za nami; do tego pociąga nosem i patrzy w podłogę. Płacze? Wydaję mi się, że widzę łzy pod oczami; może to od smrodu? A może to też tylko pot?

Zapomniałem już jak piekielnie gorąco potrafi być w korytarzu, zwłaszcza latem, a mamy koniec lipca, wczesne popołudnie, powietrze na zewnątrz na pewno jest rozgrzane, falujące; kolejny, wyniszczający dzień upału. Sam nie wierzę, że w moim wieku przeszkadza mi upał. Nienawidzę się pocić, a kiedy się pocę – nienawidzę nie móc się wykąpać.

Trup Szymona coraz bardziej śmierdzi i ciąży. Trudno było wywlec go z salonu, potem ledwo daliśmy radę na wąskich schodach do piwnicy – coś w nim ciężko chrupnęło, kiedy mocowaliśmy się z ciałem na zakręcie, ale wcale przez to nie zrobił się lżejszy. Teraz niby jest prosto i równo, za to my jesteśmy coraz bardziej wykończeni.

— Nie mogę — jęczy siostra — zrzygam się zaraz. Stańmy na chwilę.

Nie czeka na odpowiedź. Noga Szymona z głuchym łomotem ląduje na posadzce. Anka opiera się o ścianę. Zakrywa dłońmi twarz.

— Chce mi się pić — mruczy.

— Po co stoimy? Tu nie ma powietrza — odzywa się ponuro Stella. — Nie ma wentylacji, dlatego jest tak gorąco.

Anka chyba na to czekała, bo natychmiast wybucha:

— W dupie mam gorąco! Czy ty musisz być zawsze taka mądra?! Wszystko-taka-kurwa-wiedząca?!

Przyglądam jej się trochę zaskoczony. Nigdy nie przepadała za Stellą. Zawsze traktowała ją z dystansem, różniło je absolutnie wszystko; jedna dzika i nieobliczalna, druga – dobrze ułożona nestorka. Nie było szans na porozumienie.

— Już niedługo — mówię nieśmiało, korzystając z chwili ciszy.

Stella lekko się uśmiecha.

— A coś ty się zrobił taki drętwy? — Anka patrzy na mnie zaczepnie. — Pocieszyć mnie chcesz?! To zrób coś z tym odorem, z tym jego gównem! — Jej oczy są w tej chwili tak czarne, jakby tonął w nich Lucyfer. — Ja się zaraz zrzygam! — krzyczy mi w twarz.

Zaciskam pięści, ale powstrzymuję wybuch. Już dzisiaj prawie ją skrzywdziłem. Jest zmęczona jak ja – to dlatego. Zamykam oczy. Próbuję rozpaczliwie zebrać resztki spokoju. Serce wali jak na trwogę. Nie jest dobrze, ale może dam radę jeszcze nie eksplodować. Nie wiem, czy to odpowiedni moment, pytam wprost:

— Skąd Szymon wie o Naszbuku?

— Poprawka — siostra mówi już spokojnie, choć bardzo dobitnie, gnojąc mnie wzrokiem — wiedział. Teraz to trup. O trupie mówi się „był”.

— Okej! — Macham ręką na znak, że mi to zwisa. — To skąd wiedział? Skąd znał imię?

— Bo Naszbuk go wybrał, jak mnie. I ciebie. I tą... Ją. Stellę.

Nie do końca wszystko do mnie dociera. Słyszę, jak przez grubą ścianę – moja zaskoczona świadomość to ta ściana. Co to znaczy „wybrał”?

— Wyjaśnisz mi to? — moje pytanie brzmi, jak w jakimś serialu-tasiemcu. Chciałem być stanowczy i dojrzały, wyszło chyba sztucznie.

— Tu nie ma co wyjaśniać — Anka wzrusza ramionami i znowu przeciera spoconą twarz. — Naszbuk wybrał Szymona na twoje miejsce. Ochrzcił, powierzył zadanie; rozumiesz. Wszystko się posypało i teraz jesteśmy tutaj z jego trupem.

Mam wrażenie, że bardzo podoba jej się słowo trup, wymawia je w bardzo szczególny, dosadny sposób; to „rrr” aż gra w jej ustach.

— Konkretnie — dociekam dalej, nie kryjąc irytacji — co się posypało? Bo ja dalej nie jestem w temacie!

— Kuźwa, tobie to trzeba chyba ręcznie tłumaczyć! — Pokazuje mi pięści ustawione w gardę. — Szymon miał cię wymienić! Na siebie! Teraz jesteś w temacie?!

— Czyli, co miał konkretnie zrobić ze mną? — głos mi drży, bo już chyba znam odpowiedź, choć trudno w nią uwierzyć.

— Jezu — wznosi wzrok ku ceglanemu sufitowi.

Jezu? Chyba Naszbuku.

— Szymon miał cię wyałtować z naszego stadka — Anka burzy wszystkie moje nadzieje. — Pewnie zaraz zapytasz, dlaczego, to ci od razu powiem. Dlatego, że pozbyłeś się moich trzech oblubieńców, a do Stelli słabo czujesz miętę. A ona pojawiła się po to, żebyś się w niej bujnął, jak na faceta przystało i zaczął myśleć penisem. Ale ty nie myślisz penisem i się nie bujnąłeś, i załatwiłeś trzech facetów, z którymi miałam produkować nowych wyznawców, więc Naszbuk uznał cię za zagrożenie. Nadążasz? Skutkiem tego uznania miałeś zostać bezzwłocznie skasowany. Już jesteś w temacie?!

Moje myśli są intensywnie szybkie: Ten Naszbuk, to jakaś, kurwa, mafia!? Zabić, wymienić, wyruchać, co jest?! A co Stella na to? Dlaczego się nie odzywa? Wiedziała?!

— Wiedziałam — odpowiada spokojnie. — Miałam odciągnąć cię od Anki i przerwać wasze chore relacje. A ona miała oddać się tym mężczyznom.

Powinienem chyba czuć zaszczucie, czy coś; nic takiego się nie dzieje. W głowie, w żyłach, tętni trzy tony wpompowanej nagle adrenaliny. Rozsadza mnie to od środka, chce mi się mordować i rozszarpywać. Spisek, zmowa, zdrada, kotłowanina bezsensownych myśli; mój mózg chyba tego nie wytrzyma. One są tak podle zimne! Tylko kobiety to potrafią! Muszę się natychmiast uspokoić! Nie mogą nic zauważyć. Trzęsą mi się ręce, głos też pewnie nie zabrzmi teraz dobrze! Opanować się! Opanować ciało! Uspokoić umysł! Teraz! Biorę głęboki wdech.

— Jesteśmy w połowie drogi — staram się wymawiać słowa jak najwolniej, jak najspokojniej. Jezu, ileż to kosztuje wysiłku! — Żarówki masz co dziesięć metrów, pamiętasz? Przed nami są jeszcze trzy, zobacz ile zostało z tyłu i skończ jęczeć.

Nigdy chyba nie widziałem tak zaskoczonej siostry. Być może spodziewała się z mojej strony histerii, płaczu, może ataku szału; ta całkowita zmiana tematu rozłożyła ją na łopatki. Na Stellę wolę nie patrzeć, bo nie wiem, czy wystarczy mi sił. Moje emocje szaleją, ale muszę skupić się na czymś innym.

Korytarz ma dokładnie osiemdziesiąt dwa metry (pytałem kiedyś ojca), prowadzi do domku w głębi ogrodu. Ściany z sufitem są z surowej cegły. Dawniej nie było nawet posadzki – szło się po gołym betonie. Przy każdym kroku unosił się pył. Po wyjściu z korytarza miało się całkiem siwe nogi, a potworny kaszel mało człowieka nie udusił. Dwa lata temu ojciec puknął się w końcu w głowę, po którym to puknięciu położył na całej długości terakotę. Szarpnęło go to potężnie po kieszeni, ale gdyby tego nie zrobił, nie wiem jak wyglądalibyśmy dziś, ciągnąc tego smroda.

Plan wymyśliliśmy banalny. Matka zgromadziła w domku całą masę stretchu. Potrzebny był jej do jednego z pomysłów na biznes. Pomysł oczywiście nie wypalił, ale stretch został. Mieliśmy owinąć nim Szymona wzdłuż i wszerz, a potem wrócić do domu, żeby chociaż trochę ogarnąć cały bałagan. Kiedy byłoby już ciemno, chcieliśmy zakopać zwłoki w ogrodzie. Proste? I to jeszcze jak!

Zbieram w sobie ostatek sił.

— Dawaj, Anka! — mówię prawie rozkazująco. — Jeśli tu zaśniemy, to już się nie obudzimy.

— Nie pierdol mi tu teraz — siostra bardziej wzdycha niż mówi — ale masz rację, chodźmy stąd wreszcie.

— Pomogę wam — wtrąca Stella.

— Nie! Ty w żadnym razie! Ty jesteś ta mądra, nie wolno ci pracować.

 

12.

Dagmara lubiła mówić Anno; nie żadne tam Aniu, Anka, czy jakoś. Ten durny Kuba potrafił zawołać nawet Andzia! Powinno się go za to kastrować bez końca. „Anna” brzmiało pięknie, pasując idealnie.

Dagmara dosłownie oniemiała, kiedy pierwszy raz zobaczyła ją w szkole. Zwariowała na punkcie kasztanowej, roztrzepanej czupryny z grzywką; zakochała się od razu w niebieskich, jasnych oczach; zaczarowała ją trochę chłopięca sylwetka dziewczyny. Nigdy wcześniej nie doznała podobnych uczuć. Wszystkie wybuchły niemal jednocześnie, nie potrafiła sobie z tym poradzić. Zaczęły się bezsenne noce, gorączkowe masturbacje, dni bez jedzenia. W szkole była nieobecna duchem. Na lekcjach usiłowała rysować Jej podobizny; jeśli nie twarz, to przynajmniej te cudne oczy, patrzące ciepło spod grzywki, albo usta. Kiedy się nie udawały, wbijała sobie pod ławką końcówkę cyrkla w nasadę dłoni. Żeby ukryć nakłucia, zaczęła nosić bluzki z przydługimi rękawami nawet w gorące dni. Wychowawczyni wezwała ją i spytała, czy przypadkiem nie jest chora na łuszczycę, bo z jakiej innej przyczyny nastolatka ukrywałaby ręce? Pytanie było retoryczne. Dagmara oczekiwała drobiazgowej rewizji w celu znalezienia strzykawek i narkotyków, ale nic takiego nie nastąpiło. To jeszcze bardziej umocniło w niej przekonanie, że każdy dziwnie na nią patrzy. Pytania: „Nie najlepiej wyglądasz. Wszystko w porządku?” zbywała wzruszeniem ramion, choć wewnątrz wrzała emocjonalna kipiel.

— Wszystko ze mną jest ok, o co wam chodzi?! — powtarzała nerwowo, obsesyjnie szukając wzrokiem w tłumie kasztanowej grzywki.

Annę łatwo było znaleźć; rzadko w grupie, najczęściej z boku. Zawsze spokojna, często łagodnie uśmiechnięta, unikała hałaśliwego towarzystwa, ale nie była nielubiana. Budziła szacunek i była szanowana, to rzadki przywilej wewnątrz szkolnych murów.

Ich bliższa znajomość zaczęła się przypadkiem. Podczas wspólnej lekcji wf-u Dagmara skręciła kostkę. Anna pomogła jej pokuśtykać do pielęgniarki. Wtedy po raz pierwszy tak naprawdę porozmawiały, porozumiały się; wszystko jednak zostało na stopie typowo koleżeńskiej, z czasem przyjacielskiej.

Daga (tak wołali na nią znajomi, czego nienawidziła, wołali też Mara, to podobało jej się bardziej) wiele razy usiłowała przyznać się do swoich uczuć; powiedzieć, że nigdy jeszcze do nikogo nie czuła tego, co teraz; że nigdy nie była tak zakochana. Nie potrafiła. Bała się. Karała się za to, wymyślała sobie tortury – trzymanie gołych stóp na gorącej żarówce (przez trzydzieści sekund każda), mocne piłowanie ramienia plastikową ekierką (też trzydzieści sekund lub do krwi). Esemesowały ze sobą prawie non stop, jeśli tego nie robiły, gadały w sieci albo w realu; były niemal w ciągłym kontakcie, a mimo to nie potrafiła się odważyć. Trwało to prawie rok.

Teraz żałowała tego, jak niczego w życiu. Dwa dni temu wszelki kontakt z Anną się urwał; przepadł także Kuba.

Dagmara przepytała chyba każdego, kto mógłby pomóc. Nikt nie potrafił. Wrzucała w net rozpaczliwe komunikaty – odpowiedzią była cisza. Poszła nawet na policję – zbagatelizowali ją, nie potraktowali poważnie: „Dwa dni? Jak się z żoną popsztykam i zwieje do matki, to i tydzień nie ma z nią kontaktu”.

Zaczęła jeździć pod blok Anny. Codziennie, przed szkołą, po szkole i późnym popołudniem. Dzwoniła domofonem, wchodziła do klatki, jechała windą na siódme piętro pod same drzwi, pukała, a bywało, że wołała i nic. Cisza. Obeszła sąsiadów (na siódmym piętrze nigdy nikogo nie było, nazwała je wymarłe), ale nikt nic nie umiał powiedzieć.

Po powrocie do domu dostawała wariacji. Były tortury, płacz, wrzask w poduszkę, kłótnie z domownikami, głodzenie się, a później, jak zawsze, nieprzespana noc. Do tego wyniszczały ją potworne, czarne myśli, że stało się coś nieodwracalnego.

Miała powtarzające się sny. W jednym z nich wbiegała po wąskich, drewnianych schodach, które z każdym stopniem stawały się coraz bardziej zniszczone, zmurszałe; niebezpieczne. Musiała wspinać się na czworakach, bo poręcz znikała, a wokół widać było miasto z bardzo wysoka. Wtedy strach był tak silny, że automatycznie się budziła.

W innym – przesuwała się gołym tyłkiem po szkolnym parkiecie. Wszyscy wokoło zachowywali się jak zawsze, śmiechy, wrzaski, wyzwiska, nikt nie zwracał na nią uwagi, a ona czuła coraz większe podniecenie. Budziła się z dłonią pomiędzy udami. Wystarczało kilka energicznych ruchów; żeby nie krzyczeć, kładła na twarz poduszkę i zaciskała na niej zęby. Brak powietrza potęgował rozkosz.

Dzisiejszy Hobo stał się jej koszmarem na jawie. Kiedy się do niej odezwał, poczuła się całkiem naga na najwyższym stopniu butwiejących schodów. Gdyby dotknął jej brudną, pokrytą strupami dłonią, dosiadłaby go okrakiem i szczytowała konwulsyjnie raz za razem, chłonąc smród jego ciała i ubrania. Przeraziła ją ohyda tej sceny. Przeraziła ją własna wyobraźnia, która dosłownie łasiła się do takich myśli. Obrzydzenie, strach, nienawiść i pożądanie – było tego o wiele za dużo jak na kolejne popołudnie bez Anny.

Miała nadzieję, że chwila wytchnienia pomoże, bezduszny kamień wchłonie wszystkie lepkie, cuchnące majaki i odda wszystkożernej ziemi – nic takiego się nie stało. Uspokoiła co prawda oddech, ale serce dalej waliło tak, że chyba słyszała je cała okolica. Ścisnęło ją w żołądku. Myśli o Annie znowu zaczęły ją boleśnie nękać. Nerwowo sięgnęła do kieszeni bluzy po telefon, chcąc sprawdzić wiadomości. Nie było żadnej nowej.

Dość! Podniosła się energicznie, schowała komórkę. Zostało jej góra dwieście metrów, może mniej; potem już tylko winda na siódme.

Oby tym razem ktoś otworzył.

 

c.d.n.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bożena Joanna 5 miesięcy temu
    Pokazujesz, jakim horrorem może być życie nastolatków: seks, zauroczenia, dewiacje, chorobliwa fantazja i niszczenie siebie nawzajem na przykładzie Anki i Kuby. Oboje zresztą uwikłani w psychologiczne eksperymenty ojca i kryminalne afery. Gdzieś zaginął mit beztroskiej młodości, za którą tęskno. Ciekawe, jak dalej poprowadzisz tę intrygę! Pozdrowienia!
  • Adam T 5 miesięcy temu
    Istnieje taki gatunek jak teen horror, Amerykanie przodują w tym gatunku (mam tu na myśli filmy). Myślę, że gdyby Amerykanie zrobili film "Fuzja" (o czym ja w ogóle gadam!! sic!!!), byłby to typowy teen horror, ale akcja byłaby mocno ocenzurowana oraz politycznie i religijnie poprawna. Dlatego nigdy nie nakręcą mojej "Fuzji" ;))
    Dzięki ogromne za odwiedziny.
    Pozdrowienia ;)
  • Bożena Joanna 5 miesięcy temu
    Adam T Adamie T, życzę Ci aby Twoja "Fuzja" doczekała się ekranizacji (bez ingerencji cenzury)!!!
  • Adam T 5 miesięcy temu
    Bożena, to by było kuriozum dopiero ;))
  • pasja 5 miesięcy temu
    Dobry wieczór
    Wyszły na jaw plany jakie Naszbuk miał dla Kuby. Na dodatek Anna o wszystkim wiedziała.

    Miałam odciągnąć cię od Anki i przerwać wasze chore relacje. A ona miała oddać się tym mężczyznom... Stella też miała swoją rolę, tylko Kuba był nieświadomy.
    Dagmara zakochana w Annie pewnie namiesza. Pokręcone całe towarzystwo.
    Adam tylko ty tak możesz gotować.
    drobiazgi:
    Matka zgromadziła w domku cała masę stretchu. - całą
    Mieliśmy owinąć nim Szymona wzdłuż i w szerz, - wszerz
    Pozdrawiam i miłego wieczoru
  • Adam T 5 miesięcy temu
    Witaj, pasjo ;) O tych mężczyznach (a raczej chłopakach) jeszcze, oczywiście, będzie, al e z drugiej strony ludzką rzeczą jest zadrość o ukochaną, a to mocno potrafi w głowie namieszać. Ale dość, bo nichcący za duźo opowiem.
    Babolki poprawione - dziękuję, bystrych oczu nigdy dość.
    Pozdrawiam ;)
  • Keraj 5 miesięcy temu
    Nastolatkowie zachowują się jakby miało jutra nie być.5
  • Adam T 5 miesięcy temu
    Hej. Nie wiem, od jakiego momentu czytasz, ale dla nich w zasadzie... nie ma jutra.
    Pozdrwienia ;)
  • Okropny 5 miesięcy temu
    Adamie, Adamie... Powiedziałbym, że mnie rozpierdalasz, ale to nie to. Powiedziałbym, że czuć tu powiew Kinga, ale czy to to, to nie wiem, dawno nie czytałem.
    Powiem, że świetne, lecz powiem za mało. Będziemy musieli obaj z tym jakoś żyć.
  • Adam T 5 miesięcy temu
    Jakoś dam radę (...chyba...), a Ty?
  • Adam T 5 miesięcy temu
    A wgle, Ci powiem, że inspiracją do tego tekstu (i starych Obrazków) był nie King, o nie. Był to Irving i "Hotel New Hampshire", do tego wersja filmowa ;)) Pewnie znów rozczarowanie, wiem, wiem.
  • Okropny 5 miesięcy temu
    Adam T zobaczę. Ale czemu rozczarowanie? I czemu znów?
  • Adam T 5 miesięcy temu
    Okrop, a bo tak ;))
  • Justyska 5 miesięcy temu
    Czyta się jak torpede! A ja przecież nie lubię horrorów! Dziwne związki i emocje. Wyjątkowo mocne uczucia, śmierć i perwersja w wydaniu, ktore zajadam bez popijania.
    Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy!
  • Adam T 5 miesięcy temu
    Hej, lepiej popij, bo wiesz ;)
    Żarty. Cieszy mnie Twój odbiór i buduje bardzo, bardzo.
    Pozdrawiaki ;)
  • Justyska 5 miesięcy temu
    "nienawidzę nie móc się wykapać." Jeden ogonek uciekł :)
  • Adam T 5 miesięcy temu
    I'm on my way.
  • Maurycy Lesniewski 5 miesięcy temu
    Dobra byłem i tu. Chwila wytchnienia po poprzedniej części sie przydaje, bo w takim tempie jak tam pojechałeś to nawet czytając tylko, mózg mógłby sie przypalić :))
    Klimat, taka specyficzna aura, która tu roztaczasz to wszystko jest w każdej części, nie będę tego pisał w każdym komentarzu, ale chcę abyś wiedział, że to zauważam.
    Pozdrawiam :)
  • Adam T 5 miesięcy temu
    Jeśli jest klimat to kapitalnie. Jeśli do tego jeszcze aura, to już miodzio. Czasem można najgorsze treści obronić klimatem ;))
  • Ritha 5 miesięcy temu
    „Słyszę, jak przez grubą ścianę – moja zaskoczona świadomość to ta ściana” – to sobie wyciągnę, bo warte
    „— Wyjaśnisz mi to? — moje pytanie brzmi, jak w jakimś serialu-tasiemcu. Chciałem być stanowczy i dojrzały, wyszło chyba sztucznie” – haha, trafne spostrzeżenie
    „— Kuźwa, tobie to trzeba chyba ręcznie tłumaczyć!” :D

    Cały fragment bardzo gites:
    „Bo ja dalej nie jestem w temacie!
    — Kuźwa, tobie to trzeba chyba ręcznie tłumaczyć! — Pokazuje mi pięści ustawione w gardę. — Szymon miał cię wymienić! Na siebie! Teraz jesteś w temacie?!”

    „— Jezu — wznosi wzrok ku ceglanemu sufitowi.
    Jezu? Chyba Naszbuku” – hahaha, nie no Adam, uśmiałam się dziś porządnie
    „Moje myśli są intensywnie szybkie: Ten Naszbuk, to jakaś, kurwa, mafia!? Zabić, wymienić, wyruchać, co jest?!” :D

    Ok, i znów przeskok na Dagmarę i trochę mi jej w tym momencie szkoda. To raz, a dwa „Przeraziła ją własna wyobraźnia, która dosłownie łasiła się do takich myśli. Obrzydzenie, strach, nienawiść i pożądanie” - bardzo dobrze opisane i spuentowane wizje.

    Cóż chciałam rzec – chwilowo stopuje, czytało się prześwietnie. Nie mam pytań. Gratuluję ogarnięcia, prowadzenia fabuły w niekonwencjonalny sposób i humoru.
    Pozdrawiam :)
  • Adam T 5 miesięcy temu
    Docisnęłaś dziś porządnie, bardzo mi miło z tego powodu. Pewnie bardziej błyskotliwie bym odpisywał, gdyby nie jakaś "cholera", ale i tak jest mi przemiło.
    Wielkie, wielkie dzięki.
    POzdrawiam ;)
  • Ritha 5 miesięcy temu
    Nie trza błyskotliwiej, jest odpowiednio błyskotliwie :)
  • Canulas 5 miesięcy temu
    Kolejna świetna część. Tym razem pamiętam więcej, ale bardzo miło jest wrócić. Myśl, że pozmieniałeś powoduje, że do końca nie ma pewności co się stanie.
    Naprawdę uchylam kapelusza, sir A.T.
    Dobra robota.
  • Adam T 5 miesięcy temu
    Tu najbardziej zmieniła sie część o Dagmarze, najwiecej doszło w niej detali, myślę, że przez to zyskała, a sama historia uczucia nabrała wielu wymiarów. Dzięki, że czytasz.
    Pozdrawiam ;)
  • Canulas 5 miesięcy temu
    Adam T, no czytam, czytam. I se zarazem coś tam przypominam, choć nie chcę bazować na pamięci.
  • Agnieszka Gu 4 miesiące temu
    Ok,
    "Mam wrażenie, że bardzo podoba jej się słowo trup, wymawia je w bardzo szczególny, dosadny sposób; to „rrr” aż gra w jej ustach." — genialna wstawka, niby nie mówi o samej akcji, niewiele znaczy, ale ma olbrzymie znaczenie, bo nadaje charakteru całej scenie.

    Ok na dziś dość, bo mnie rodzina wyklnie... Wrócę jak ochłonę Świetny klimat stworzyłeś... Tak szczegółowo go opisałeś, że jego "powab" będzie się za mną ciągnął jeszcze jakiś czas pewnie... ;)) Wkrótce wrócę...
    Pozdrowionka :)
  • Adam T 4 miesiące temu
    Wydaje mi się, że lepiej czytać Fuzję właśnie tak, po kilka części, wtedy mniej rzeczy ucieka, ponieważ jest mocno poszatkowana i czasami można po prostu zgłupieć ;)
    Do końca masz jux bardzo niewiele.
    Rzadko ostatnio tu zaglądam. Dziś zajrzałem, a tu taka niespodzianka.
    Bardzo dziękuje za odwiedziny.
    Pozdrawiam ;)
  • Agnieszka Gu 4 miesiące temu
    Adam T Pewnie, że po kilka części od razu, bo można się skupić i ogarnąć całość. Więcej zostaje w głowie, jak się znów przysiada do tekstu. Tak samo czytałam serie Cana i teraz czytam twoje i Nożyczki. Tyle ciekawych tekstów na opowi, że na czytanie książek pozostaje już niewiele czasu ;))
  • Elorence 4 miesiące temu
    Wiesz, jest taki mem, a raczej gif, w którym tak jakby wybucha mózg od pewnego kolesia. I właśnie tak się teraz czuję. "Oblubienica", "przeznaczenie", "oddanie". O matko, podczas czytania miałam oczy wielkie jak spodki. A ta końcówka, Chryste, z tą Dagmarą też nie jest dobrze. Ma obsesję na punkcie Anny, porównywalną do obsesji Kuby.
    Fuzja jest tak niepoprawna pod każdym względem... Bez urazy, Adam :) Po prostu, nie wyobrażam sobie, że fanatycy religijni przeszli obok tego obojętnie. No nie ma opcji.
    Idę dalej, bo w mojej głowie zbiera się coraz więcej pytań...
    Pozdrawiam :)
  • Adam T 4 miesiące temu
    Spodziewam się. Jednak nigdy nikt nie wie, co kryje się pod głęboką wiarą. Ken Russel, reżyser nieokiełznany mieszał dogamty i archetypy religijne z dosadną cielesnością, ohydą, bdsm, a byli inni, odważniejsi.
    Oczywiscie, nie porównuję się, bo jestem "tylko wzruszeniem ramion". Po prostu piszę. Co będzie, to będzie.
    Dziękuję za fajne, niebanalne komentarze.
    Pozdrawiam ;)
  • Adelajda miesiąc temu
    Akcja gna. Emocje biorą górę i właściwie o to chodzi. Zobaczymy jak to się dalej potoczy.
  • Adam T miesiąc temu
    I znów do końca coraz mniej.
    Pozdrawiam ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania