Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Fuzja – Część II (11)

17.

Apocalypse now! V

 

Dość wspomnień.

Czas działać. Za dużo tych niedomówień i kłamstw. Im więcej mi się wydaje, tym więcej sam wymyślam i mniej rozumiem. Koniec. Ja wszystko robię, słucham, patrzę, wykonuję rozkazy jak szeregowy podwładny, a najważniejsze się przede mną ukrywa. Myślałem, że dotrwam aż do końca, będę spokojny, zimny jak głaz, ale to ponad moją wytrzymałość. Niech same dalej niosą tego trupa, dadzą radę, ja muszę poznać kilka odpowiedzi.

Odrzucam ciężką nogę Szymona; pozbywam się balastu, ciężaru sumienia; odwracam się na pięcie i zaczynam biec. Mam wrażenie, że dzieje się to w bardzo zwolnionym tempie. Biegnę do domu, do bezpieczeństwa i spokoju; tam są moje odpowiedzi. Tak uważam, tak czuję, inaczej być nie może.

— Kuba! Kurwa! Dokąd?! – woła za mną Anka.

Jej osłupienie jest aż zabawne. Nie zamierzam się jednak śmiać.

Stella chyba też chce coś powiedzieć, ale odpycham ją z całej siły na bok. Uderza plecami w ścianę i krzywi się z bólu. Wyciąga do mnie poparzoną rękę z nabiegłymi krwią śladami po więzach; udaję, że tego nie widzę. Nie chcę nic widzieć, nie chcę nic czuć, żadnych ludzkich reakcji. Dość! Miarka się przebrała.

Przede mną wejście do piwnicy. W środku, za zakrętem, drewniane schody do drzwi, a za nimi dom. Jedyny, sensowny cel w tej chwili. Nie wiem skąd, ale mam po raz pierwszy absolutną pewność, że robię coś prawidłowo, nie wykonuję niczyich poleceń, nie realizuję dziwacznych wizji, nie wypełniam misji, nie widzę czarnych tęcz, ani fioletowych mgieł. Robię coś z własnej woli, na własną odpowiedzialność.

Przekraczam próg piwnicy. Zatrzymuję się i gorączkowo rozglądam. Chwytam stary, zardzewiały szpadel, tłukę jarzeniówkę na suficie – jedyne źródło światła w tym miejscu. Pęka z hukiem, drobinki szkła sypią się na mnie. Odrzucam szpadel. Chwilę stoję w żółtawym, wyciągniętym trapezie światła, które – wpadając z korytarza – ścieli się na podłodze. Słyszę zbliżające się szybko kroki. Pewnie to Anka, Stella nie miałaby sił tak szybko biec, choć kto ją tam wie? Robię krok w bok, przekraczając granicę trapezu. Nie powinna mnie zobaczyć, przynajmniej nie od razu, ja tymczasem powoli dotrę do schodów, potem na górę, a tam już będę nieosiągalny.

Przywieram plecami do metalowych półek na ścianie. Czekam. Kroki cichną. Do środka wsuwa się głowa siostry, patrzy w jedną stronę, później w drugą. Nie widzi mnie?

— Kuba? — pyta niepewnie. Nasłuchuje. — Czego się nie odzywasz? Co się stało?

Wchodzi ostrożnie, ale natychmiast nieruchomieje. Boi się? Mnie? Co ja niby mogę zrobić?

— Kuba!

— Tu jestem — odpowiadam, przesuwając się jednocześnie powoli wzdłuż półek. Byle tylko niczego nie potrącić. Jest tu wszystko, od przetworów w litrowych słojach, soków w butelkach, po farby w wiaderkach, gipsy i masy w kartonowych torbach, młotki, gwoździe, łopaty, sekatory, motyki; taki brudny mini-sklep spożywczo-budowlany. Do schodów mam mniej niż pięć metrów.

— Możesz mi to wyjaśnić? — odzywa się bardzo oficjalnie.

— Co wyjaśnić?

— Po co uciekłeś? Same nie damy rady, ona przecież ledwo idzie, potrzebny jej lekarz.

— Wszystkim nam jest potrzebny — stwierdzam ponuro, nie kryjąc złośliwego uśmiechu.

Siostra odwraca głowę w moją stronę i ostrożnie przekracza granicę ciemności na podłodze.

— Widzę cię — mówi z uśmiechem. — Tu nie jest tak całkiem ciemno. Czego ty się przede mną chowasz, co?

Przesunąłem się może o metr, macam rękami niczym ślepiec. Półki biegną aż do zakrętu, później jest krótki korytarzyk w lewo, a na jego końcu schody – moja jedyna nadzieja.

Anka wyciąga przed siebie ręce, porusza palcami, jakby dotykała powietrze. Naprawdę mnie widzi?

— Powiedz mi — przeciera dłonią spoconą twarz, przeczesuje do góry posklejane włosy — co się z tobą dzieje? Uciekasz ode mnie.

— Nie od ciebie.

— A od czego?

— Od wszystkiego.

— Przecież sam mówiłeś, że już niedługo. Musimy tylko go zawlec do domku, zawinąć i potem zakopać.

Wchodzę jej w słowo:

— No i co, że go zakopiemy? A Michał? Jego też? A Fred?

— Michała nikt nie znajdzie — w głosie Anki słyszę dziwną radość — zadbałam o to. Freda pochował jego tatuś, bogacze, wiesz, najwspanialszy pogrzeb w mieście. Policja znalazła powiązania Freda z mafią, podejrzewają porachunki, Fred podobno był winien jakieś tam pieniądze, wiedziałeś? A od Alka dostałam list z przeprosinami. Leży w szpitalu, zeznał, że go napadnięto we własnym domu i torturowano w celu wyłudzenia kosztowności babki, czy kogoś. Wierzę mu, myślę, że prawdę mi napisał.

— A jeśli nie?

— Alek jest za głupi, żeby mi w ten sposób kłamać. Wystraszyłeś go. Mnie też zresztą.

— Ciebie?

— Tak. Wyobraź sobie, że miałam cię za zdrowo postrzelonego brata, ale tym mnie dokładnie rozłożyłeś. Na obie łopatki.

— Wnerwiał mnie strasznie.

— Ale za wnerwianie nie wsadza się nikomu lokówki w dupę, co?

— I kto to mówi?

— Ja — chichocze trochę złowieszczo — twoja sister-twister. A co było z Fredem? Też cię wnerwiał? Nie, nie, poczułeś dominację i bezkarność, i to ci się spodobało. Zrozumiałeś, że jako mój powiernik, możesz wszystko. I teraz cię tak nagle ruszyło sumienie czy co to tam niby jest ta twoja ucieczka od wszystkiego?

— Nie myślałem tak.

— A jak?

Odpowiedź jest taka prosta, a mimo to nie potrafię jej z siebie wydusić. Nie umiem znaleźć właściwych słów, a nawet gdybym je znalazł, byłyby na pewno pokracznie śmieszne albo do bólu oklepane, jak tandetny frazes z dziadowskiego filmu.

Rumienię się. Jak dobrze, że ona tego nie może zobaczyć, to przecież tak, jakby na środku ulicy opadły nagle człowiekowi spodnie.

W sumie, o co jej chodzi? Co chce zrobić? Chce, żebym zapomniał, po co tu przybiegłem? Muszę dostać się do domu bez niej, bez Stelli, tylko ja. I nikt mi w tym nie przeszkodzi, nawet ona.

Ruszam powoli (jak żółw ociężale). Pod palcami czuję blaszane pojemniki na gwoździe i wszelkiego rozmiaru śruby. Jestem mniej więcej w połowie drogi.

— Wiesz, co mi powiedział Szymon? — atakuję, żeby drastycznie zmienić temat i odwrócić uwagę od tego, co robię.

— Kiedy?

— Zanim zdechł. Jak cię jeszcze nie było.

— Co powiedział?

Wydaje mi się, że słyszę w jej głosie leciutki niepokój, choć z drugiej strony, może tylko chcę go słyszeć.

— Że Naszbuk przeznaczył Stellę dla niego, że ty o tym wiesz i nie wolno ci z tego powodu ufać.

— No i co?

— No, i co ty na to?

— Bzdury! — mówi dobitnie i wiem, że jest teraz wzburzona. — Zwykłe pierdolenie. Bzdurna, pijacka gadka, żebyś miał czym się gryźć.

— Czyli że kłamał?

— Kurwa! I ty się pytasz?! Jak z nut! I idealnie dostałeś w czuły punkt, jak widzę!

— Ale o tych twoich oblubieńcach słowem mi nie powiedziałaś!

Nie odpowiada. Zaczyna za to iść w moją stronę. Co robić? Biec? Po omacku?

— Nie idź tu! — mówię najgroźniej jak potrafię. Na próżno. Głos zamiera mi w gardle.

Anna jest już przy mnie. Czuję gorący, gorzki zapach jej potu. Obejmuje mnie i przytula. Bliskość jej rozgrzanego ciała odurza. Bezwiednie przywieram do niej złakniony tej narkotycznej miękkości i ciepła. Przesuwam ręce na jej biodra i przyciskam z całych sił do własnych lędźwi. We włosach czuję wilgotne, lekko drżące palce. Cały jestem już wypełniony jej gorącem, zapachem i czułością. Nabrzmiewam w rosnącym, łaskoczącym, rozjątrzającym oczekiwaniu – pierwszy przedsionek rozkoszy. Jej usta muskają mój policzek, potem szyję. Chcę poczuć ich smak, jestem gotów za to zabić. Tylko o tym w tej chwili myślę.

— Kocham cię — szepczę.

Drugi próg rozkoszy przekroczony.

— Wiem. — Słyszę trochę niepewną odpowiedź. — Ja ciebie też. Bardzo.

Odsuwa ode mnie głowę. Dlaczego?! Chcę jej ust!

— Muszę ci to w końcu powiedzieć — mówi cicho. Jej oddech nie pachnie niczym, czuję tylko, że prawie parzy. — Nie możemy już tak. Musimy oboje wreszcie dorosnąć.

Bolesny skurcz przeszywa moje ciało na wskroś, jak tępy zgrzyt zardzewiałej blachy, którą ktoś uparcie ciągnie po drugiej, tak samo zardzewiałej. W jednej chwili wszystko we mnie zamiera. Próbuję w ciemnościach dostrzec twarz siostry, spojrzeć głęboko w oczy, bo nawet nie wiem, czy teraz na mnie patrzy, i cokolwiek z nich wyczytać. Śmieszne, jeszcze kilka chwil temu zrobiłbym wszystko, by samemu pozostać niewidzialnym, a teraz chcę wiedzieć, co powie mi jej wzrok.

Nie widzę nic.

— Kuba! — dociera do mnie dalekie wołanie Stelli z korytarza. Prawie o niej zapomniałem. Tkwi tam sama z trupem i dobrze jej tak. Jeszcze chwilę wytrzyma, jest twarda.

— Kuba! — Słyszę znowu. — Wracacie?!

Nie odrywam oczu od siostry.

— Co ty mi chcesz powiedzieć? — głos grzęźnie w gardle, gdy to mówię; zaczyna brakować tchu.

— Że musimy dorosnąć.

Anka mówi już pewniej. Mam wrażenie, że jej też nie jest łatwo oswoić się z tą myślą, ale pewnie jak zwykle się pocieszam.

— Dorosnąć?

— Tak — mówi już całkiem spokojnie, jej oddech nie parzy. — Było nam ze sobą dobrze, świetnie się bawiliśmy, ale to nie może trwać bez końca. Potrzebujesz teraz kogoś, kogo naprawdę pokochasz. Wiesz, tak normalnie.

— A co to znaczy? — nie po raz pierwszy dzisiaj wchodzę jej w słowo.

— Tak, jak wszyscy. Poznają się, rozmawiają, spotykają, zakochują, rozumiesz. Jak w filmach, książkach... Nie wiem, jak ci to wytłumaczyć.

— Ale ja ciebie kocham.

— Ja wiem, Kuba. Rozumiem. Ale ty teraz jesteś jednym, wielkim hormonem, wiesz? W tej chwili taki jesteś. Musisz poznać kogoś, kto pozwoli ci spuścić tę całą parę, ale będzie obcy, z zewnątrz. Pozna cię, zaakceptuje, w końcu pokocha. Rozumiesz mnie? To nie mogę być ja.

— Anka...

— Ze mną nie ułożysz sobie życia. Jesteśmy rodzeństwem. Ja też muszę się w tym odnaleźć, bo dużo strasznie zawiniłam i namieszałam w twoim życiu. Dla mnie to tak samo trudne.

W końcu wszystko do mnie dociera. Już rozumiem, znam odpowiedzi, których mi brakowało.

— Dlatego Szymon miał mnie skasować? — mówię, prawie płacząc. Gardło mam zaciśnięte, ale muszę to z siebie wyrzucić. — Dlatego Stella miała być dla niego? W nagrodę? Za mnie? A dla ciebie, kurwa, wolność?! Równość, niezawisłość i seksi-fagas?! Stąd te tajemnice?!

Coś pęka we mnie. Nie mogę złapać oddechu, łzy napływają do oczu. Jest tam za ciasno, więc wylewają się na twarz – Niagara łez. Pociągam nosem pełnym nie wiadomo czego.

— Naćpałeś się?! — siostra prawie krzyczy.

Nic nie widzę, jestem pewien, że jej oczy są teraz pełne niedowierzania i przerażenia. Przed chwilą ją zdemaskowałem. Aż się boję tego, co może w tej chwili czuć.

— Kuba! Mów do mnie! — Potrząsa mną jak małym, bezbronnym dzieckiem. Nie jestem nim. To nie ja. Nie mną teraz potrząsa.

Odpycham ją najmocniej jak potrafię i rzucam się na oślep w kierunku schodów. Wyciągam ręce, żeby w porę złapać poręcz, nie chcę rozbić głowy o nieheblowane stopnie.

Z daleka, jak przez szkło, znowu słyszę Stellę.

— Wracacie?! — woła. — Idę do was! Nie będę tu siedzieć!

Chwytam poręcz i wskakuję na schody. Nieważne czy potknę się i połamię czy nie, przeskakuję po trzy stopnie i uderzam ciałem w zamknięte drzwi. Gdzie klamka?! Szukam nerwowo. Jest! Naciskam. Nic się nie dzieje, nie otwiera się, kurwa! Jeszcze raz – nic! Szarpię raz za razem – bez zmian. Muszę stąd wyjść! Muszę je wyważyć. Cofam się kilka stopni w dół. Nie mogę za daleko, bo lada chwila dosięgną mnie wyciągnięte ręce zmory Ankostelli, żywego trupa z hormonami zamiast oczu i rozsądkiem zamiast mózgu. Przyczajam się na moment i ruszam do ostatecznego starcia. Za chwilę będę w korytarzu, ale tym razem będzie to domowy korytarz, bezpieczny, pachnący ciepłem, przyjazny. Będzie wreszcie dobrze, normalnie.

Przez łzy prawie nic nie widzę. Przecieram oczy i pędzę co sił przed siebie, nieważne, czy w górę czy prosto, byle w przód. Jedno, co wiem – uderzenie będzie miażdżące.

 

c.d.n.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 12

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja 4 miesiące temu
    Witam
    Dalej niosą SzymonaSzymona.
    Ze mną nie ułożysz sobie życia. Jesteśmy rodzeństwem. Ja też muszę się w tym odnaleźć, bo dużo strasznie zawiniłam i namieszałam w twoim życiu. Dla mnie to tak samo trudne... Wreszcie Anka podjela decyzję
    Dla Kuby ta wiadomość jest okrutna. Czy wyważy drzwi?
    Pozdrawiam i miłego wieczoru
  • Adam T 4 miesiące temu
    Dzięki za to, że czytasz.
    Pozdrawiam. Udanej niedzieli ;)
  • Maurycy Lesniewski 4 miesiące temu
    Z tego co wnioskuję, to jest to wszystko sterowane... Kłaniają się pierwsze części Fuzji...
    Dawaj następną część! :)
  • Adam T 4 miesiące temu
    Taaak... Albo nawet nie. Która literka jest bardziej wyjaśniająca, "T" czy "N"? Pewnie żadna.
    Następna chyba jutro. To już końcowe odliczanie.
    Dzięki, źe wciąż czytasz.
    Pozdrawiaki ;)
  • Maurycy Lesniewski 4 miesiące temu
    Adam T no jestem ciekaw co tam przygotowałeś :)
  • Justyska 4 miesiące temu
    Opis emocji Kuby w stosunku do siostry jest świetny... może to to, że mam dziś humor jaki mam, ale poruszył mnie ten fragment.
    Czyta się czyta.
    Pozdrówka i wyczekuję!
  • Adam T 4 miesiące temu
    Kuba, Kubą, zastanawiam się, czy nagły zwrot w zachowaniu Anki nie jest za bardzo z dupy - tak mnie naszło, ale koncówki już nie zmienię.
    Cieszę się, że "się czyta".
    Pozdrawiam ;)
  • Justyska 4 miesiące temu
    Adam T wiesz co, nawet o tym nie pomyślałam. Pasuje to i troche nawet wyjaśnia skąd Ci faceci A i zarazem zaskakuje. Moim zdaniem jest ok.
  • voeyury 4 miesiące temu
    Idealny opis emocji Kuby w trakcie rozmowy z siostrą, mogłam bez problemu wczuć się w jego sytuację.
  • Adam T 4 miesiące temu
    Skoro tak to widzisz, to mnie to tylko buduje.
    Dzięki, że śledzisz koncówkę. Jeszze tylko trzy części.
    Pozdrawiam ;)
  • Keraj 4 miesiące temu
    Duża zmiana u Anki, ale dla mnie to na wielki plus.5
  • Adam T 4 miesiące temu
    Jakiś zwrot akcji musiał nastąpić.
    Dzięki. Pozdrawiam ;)
  • Bożena Joanna 4 miesiące temu
    Świetne podsumowanie przeżyć Kuby "lada chwila dosięgną mnie wyciągnięte ręce zmory Ankostelli, żywego trupa z hormonami zamiast oczu i rozsądkiem zamiast mózgu." Oboje budzą się ze snu - horroru. Anka chce uporządkować życie rodzeństwa. Jaka będzie tego cena? Na razie kilka trupów. Czy drogi Kuby i Anki rozejdą się i w jaki sposób? Nie będę już więcej zadawać pytań, bo na pewno nas zaskoczysz. Pozdrowienia!
  • Adam T 4 miesiące temu
    Myślę, że zaskoczę, ale z drugiej strony dam dużo przestrzeni do snucia domysłów.
    Miło było Cię gościć.
    Pozdrawiam ;)
  • Szudracz 3 miesiące temu
    Apogeum emocji, koszmar nie chce się skończyć przez zamknięte drzwi. Lecę dalej do samego zakończenia. :)
  • Adam T 3 miesiące temu
    Szu, jesteś! Cieszę się. Do końca jest już niewiele.
    Pozdrawiam ;)
  • Canulas 3 miesiące temu
    I znów pamięciowy flashback. Aż zastygłem.
    Łatwiej jest opisać akcję (choć nie łatwo), ale urządził taki klimat z rozmowy. Tyle emocji, to... To już trzeba trochę sobie plików tekstowych wcześniej pootwierać.
    Zajebista część pod emocjonalnym kątem. Naszkicowana mega-przednio.

    Kiedyś tam przeczytałem w komentarzu, że Ritha, nie lubi postaci Anki. Dla mnie ona jest upiornie świetna.

    Jedna... nawet nie do końca wątpliwość. Sam nie wiem.

    "Przesunąłem się może o metr, macam rękami niczym ślepiec. " - czy w myśl zachowania jednostajności narracyjnej, nie lepiej: Przesuwam?
    Wszystko wokół dzieje się w teraźniejszym. Obadaj sam.
    Pozdroxix
  • Adam T 3 miesiące temu
    Hej, Can. Moim zdaniem, tak jest naturalnie. Kuba już się przesunął o metr, nie robi tego w tej chwili, on już ten metr zyskał, a teraz maca rękami, dalej poznaje drogę w ciemnosciach. To jest to, o czym i Tobie pisałem. Nie można być sztywną maszyną, bo zmienia się albo sens, albo w ogóle wychodzi bezsens. A tu jest jasność ' przesunął się i teraz maca ;)
    Wielkie dzięki za wątpliwości ;) I za czytanie.
    Do końca już tylko, tylko.
    Pozdrawiaki ;)
  • Canulas 3 miesiące temu
    Adam T, no dlatego wątpliwość występuje pod szyldem wątpliwość. Racji mogę nie mieć, ale mam chociaż czyste sumienie ;)
  • Adam T 3 miesiące temu
    "Kieszeń pusta, serce czyste
    i kłopotów co niemiara,
    nasza wiara jest jak skała,
    nasza miłość jest szalona".

    St. Sojka

    Tak mi się od czapy skojarzyło (jeśli są błedy, to dlatego, że z pamięci).
  • Ritha miesiąc temu
    Canulas napisał:
    "Kiedyś tam przeczytałem w komentarzu, że Ritha, nie lubi postaci Anki. Dla mnie ona jest upiornie świetna"

    Odpowiadam - nienawidzę jej! Nie znoszę! A dlaczego to w moim komciu poniżej.
  • Ritha miesiąc temu
    Do kasacji w pierwszym rzędzie.
  • Elorence 3 miesiące temu
    "Ze mną nie ułożysz sobie życia. Jesteśmy rodzeństwem. Ja też muszę się w tym odnaleźć, bo dużo strasznie zawiniłam i namieszałam w twoim życiu. Dla mnie to tak samo trudne." - dobra, nie będę przeklinać, chociaż we mnie gotuje się złość. Jestem bardzo zła. Głupia flądra, jako starsza siostra, powinna być wsparciem dla brata, a nie jego seksualnym materacem. Co jej w głowie się uroiło? Przedstawiła niedojrzałemu bratu skrzywioną wizję świata, spieprzyła mu tę część bycia nastolatkiem, kiedy miałby pierwsze miłosne zauroczenia za sobą.
    Co za...
    Nie mam do niej szacunku. i tak od początku mnie wkurzała. Powinna spotkać ją jakaś kara, taka karma.
    Ludzie są popieprzeni.
    No nic, idę dalej. Bo to chyba ten moment z ostatniego fragmentu pierwszej części, co nie?
    Pozdrawiam :)
  • Adam T 3 miesiące temu
    Proszę, nie traktuj tego jak literatury faktu, nie szukaj realizmu całkowitego. To Kuba, jego świat, jego traumy, ojciec.. który własne ambicje przedkłada nad dobro wszystkich, stąd te demony, stąd te dwa światy. A Kuba jest samotnikiem, a samotnicy wnętrze mają przebogate. Zauważył to już Ojciec na jednym z odkrytych nagrań.
    Pozdrawiam ;)
  • Elorence 3 miesiące temu
    Odebrałam to bezpośrednio, nie zastanawiając się czy Kuba, jako główny narrator, na pewno widzi pewne rzeczy tak, jak widzieć powinien - mam nadzieję, że się nie zaplątałam.
  • Ritha miesiąc temu
    „Stella chyba też chce coś powiedzieć, ale odpycham ją z całej siły na bok. Uderza plecami w ścianę i krzywi się z bólu. Wyciąga do mnie poparzoną rękę z nabiegłymi krwią śladami po więzach; udaję, że tego nie widzę. Nie chcę nic widzieć, nie chcę nic czuć, żadnych ludzkich reakcji. Dość! Miarka się przebrała” – tu mi się podoba, przelanie dzbana kilkoma ostatnimi kroplami, czuć, że Kuba ma dość

    „Nie wiem skąd, ale mam po raz pierwszy absolutną pewność, że robię coś prawidłowo, nie wykonuję niczyich poleceń, nie realizuję dziwacznych wizji, nie wypełniam misji, nie widzę czarnych tęcz, ani fioletowych mgieł. Robię coś z własnej woli, na własną odpowiedzialność” – Jezu, ten stan jest mi bardzo bliski i wymaga odpowiedniego poziomu wpienienia, taa, i często wspomnianego wcześniej przelanego dzbana, czy też przebranej miarki, taa, dobrześ to opisał

    „wyciągniętym trapezie światła” – ładne określenie
    Światło ścielące się na podłodze też brzmi zacnie.

    „Jest tu wszystko, od przetworów w litrowych słojach, soków w butelkach, po farby w wiaderkach, gipsy i masy w kartonowych torbach, młotki, gwoździe, łopaty, sekatory, motyki; taki brudny mini-sklep spożywczo-budowlany” – wyliczenia też często stosujesz, lubię bardzo

    „Siostra odwraca głowę w moją stronę i ostrożnie przekracza granicę ciemności na podłodze” – to też

    No, mają już kilka trupów na sumieniu. A to „twoja sister-twister” jest idealne określenie.

    „albo do bólu oklepane, jak tandetny frazes z dziadowskiego filmu” – „dziadowski” tudzież „dziadostwo” to jedno z moich ulubienych słów, nie wiem czemu (choć rzadko stosuję, ale jak widzę, to musze zaznaczyć :D)

    „Anna jest już przy mnie. Czuję gorący, gorzki zapach jej potu. Obejmuje mnie i przytula. Bliskość jej rozgrzanego ciała odurza. Bezwiednie przywieram do niej złakniony tej narkotycznej miękkości i ciepła. Przesuwam ręce na jej biodra i przyciskam z całych sił do własnych lędźwi. We włosach czuję wilgotne, lekko drżące palce. Cały jestem już wypełniony jej gorącem, zapachem i czułością. Nabrzmiewam w rosnącym, łaskoczącym, rozjątrzającym oczekiwaniu – pierwszy przedsionek rozkoszy. Jej usta muskają mój policzek, potem szyję. Chcę poczuć ich smak, jestem gotów za to zabić. Tylko o tym w tej chwili myślę.
    — Kocham cię — szepczę.
    Drugi próg rozkoszy przekroczony.
    — Wiem. — Słyszę trochę niepewną odpowiedź. — Ja ciebie też. Bardzo” – jakbyś pisał romanse, to ja bym czytała. Tak umiesz nakreślić relację, zatrzymać chwilę, że to się w głowie nie mieści. Jest minimalizm, są emocje, jest wszystko.

    Słodzę nie dlatego, że mam dzień na słodzenia, a dlatego, że:
    a) bardzo mi się podobają Twoje pisarskie płody i nic się w tej kwestii nie zmieniło,
    b) nie mam się do czego przyczepić, wciąż i wciąż, a serio szukam. Myślę sobie, wytknę babola Adamowi, wytknę, wyjdzie, że mam ocka dookoła głowy, że widzem wszytsko! Dupa. Ni ma baboli :/
    „Bolesny skurcz przeszywa moje ciało na wskroś, jak tępy zgrzyt zardzewiałej blachy, którą ktoś uparcie ciągnie po drugiej, tak samo zardzewiałej” – i to, cudo

    I teraz tak, analizując ich relację, której ja bardzo kibicowałam, bo była taka szczera, prawdziwa i paradoksalnie niewinna, to w pewnym momencie zaczęło się sypać. Anka zaczęła żyć normalnie, powodując tym, ze Kuba cierpi, a ja jej nienawidzę.
    Ale w szerszej perspektywie może ona ma rację… Może tak powinni. Pojawiła się Stella i to jest okazja dla Kuby (zwłaszcza że, lol, tak jakby - czyta mu w myślach, co nie jest wcale śmieszne, a w pewnym stopniu uroczo-magiczne, zdarza mi się wierzyć w takie rzeczy).
    Tylko, że problem polega na tym, że Anka powinna przeprowadzić z nim taką rozmowę zanim zaczęła się puszczać na prawo i lewo z obcymi kolesiami! (o szafie nie wspomnę, to już było świństwo).

    „Śmieszne, jeszcze kilka chwil temu zrobiłbym wszystko, by samemu pozostać niewidzialnym, a teraz chcę wiedzieć, co powie mi jej wzrok” – i to ładne

    „Kuba! Mów do mnie! — Potrząsa mną jak małym, bezbronnym dzieckiem. Nie jestem nim. To nie ja. Nie mną teraz potrząsa” – i to

    „żywego trupa z hormonami zamiast oczu i rozsądkiem zamiast mózgu” – i to, zwłaszcza „rozsądkiem zamiast mózgu”, bardzo gites

    Przezajebista część, Adamie.
  • Adam T miesiąc temu
    Od dawna chodzi za mną romans, mówię poważnie. Jakieś tak próby mam, ale jeszcze za wcześnie, żeby to świat zobaczył. Zostało Ci już tak niewiele. Jestem ciekawy, jak odbierzesz cały tekst.
    Pozdrawiaki ;)
  • Agnieszka Gu 3 tygodnie temu
    Horror trwa... Morderstwo jedno za drugim... schiza jak diabli. Na dziś kuniec... bo spać muszę, ale za jakiś czas podfrunę...
  • Adam T 3 tygodnie temu
    Przed Tobą już tylko miażdżący finał rozbity na trzy części. I będzię po Fuzji.
    Wdzięcznym za nalot niespodziewany i nocny.
    Pozdrawiam ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania