Niczyja - Rozdział IV

Wuj miał rację, Maciej przyjechał w południe, a ja wciąż nie byłam spakowana. Zapakowałyśmy wszystkie moje rzeczy w trzy torby i kilka kartonów, które wysłałyśmy pocztą. Mój pokój wyglądał teraz na żałośnie ogołocony, z zamyślenia wyrwał mnie Tulipan, który trącił pyskiem moją rękę. Pies pokochał Maćka ( można nie kochać osoby, która steruje twoimi uczuciami?) i nie odstępował go na krok. Ja sama zaniemówiłam na jego widok, był wysokim blondynem z lokami i miał ciepłe jasne oczy, uśmiechał się słodko, był nieśmiały.

Moi rodzice nie pojawili się na obiedzie, dlatego zjedliśmy sami, później przyłączyła się do nas Małgorzata, gospodyni ciężko było się ze mną rozstać. To ona pełniła rolę matki, prowadzała mnie do szkoły, dbała w chorobie, nigdy nie opuściła żadnego mojego występu. Kobieta nerwowo otarła łzę, nie wiedziałam, że mi też będzie smutno.

- Ania - wujek spojrzał na mnie w lusterku wstecznym - wszystko w porządku?

- To był mój dom - pogłaskałam nerwowo Tulipana. - Rodzice nigdy nie pozwolą mi tu wrócić, za rok będę zdana tylko na siebie.

- A my? - odezwała się ciocia. - Od teraz my jesteśmy twoją rodziną, jak już kogoś chwycimy to trzymamy do ostatniej kropli krwi.

Mimo woli się uśmiechnęłam, Tulipan pospiesznie zlizywał moje łzy, na koniec polizał mnie w usta.

- Dzięki - mruknęłam - o niczym tak nie marzyłam jak o namiętnym pocałunku.

Wszyscy się roześmiali się, odkąd poznałam tą osobliwą parę coraz częściej się uśmiechałam.

- Więc gdzie dokładnie jest wasz dom?

- W samym sercu Tatr - odpowiedział mi Maciek.

Góry, super....

- W jakim mieście?

- W Tarolce.

W Tarolce? Istnieje coś takiego?

Wolałam się nie dopytywać, by nie wyjść tym razem na niedouczoną.

 

***

W pewnym momencie moje powieki zaczęły się kleić, albo ktoś mi w tym dopomógł, w lusterku widziałam spojrzenie wujka na Maćka. Dopadło mnie uczucie niesamowitej błogości, aż mu uległam i zasnęłam.

To był jeden z tych rzadkich snów, w których nie odwiedził mnie Adam.

- Chcemy się tylko przywitać - powiedział ktoś o głębokim głosie brzmiącym jak pomruk.

- Dziewczyna śpi - zareagował wujek - mamy ją budzić tylko po to by zaspokoić waszą ciekawość?

- Czemu nie? - ktoś załomotał do drzwi samochodu.

Podskoczyłam przerażona, czyjeś ręce wyciągnęły mnie na zewnątrz. Rozejrzałam się zdezorientowana, oprócz wujostwa i Maćka na poboczu było jeszcze trzech mężczyzn i kobiet. Byli ubrani w czarne płaszcze prawie do ziemi , ciemne włosy mieli związane w kitki, a kobieta... Wyglądała jak z innej epoki, miała na sobie srebrną pelerynę i biało - złocistą suknię, włosy miała upięte w kok.

- Patrzcie - odezwał się, ten który mnie trzymał - jakie jagniątko sobie znalazłem.

Niespodziewanie przyciągnął mnie do siebie i pocałował bardzo mocno, natarczywie. Miałam wrażenie jakby ktoś sypał mi do ust piaskownicę. Stałam nieruchomo i czekałam, aż skończy, przecież kiedyś musiał...Mijały minuty a on się ode mnie nie odsuwał, zaczynało brakować mi powietrza, wyszarpnęłam się, kiedy już nie mogłam wytrzymać.

- I jak? - zapytał zadowolony z siebie. - Podobało ci się?

Spojrzałam na niego wściekła.

- Miałam wrażenie jakby ktoś kazał mi połknąć całą plażę.

Wszyscy popatrzyli na siebie zdziwieni, wyglądali jakby stało się coś bardzo dziwnego, wręcz nieprawdopodobnego.

Spojrzałam na tego, który mnie całował, miał ciemne oczy i równie ciemne kręcone włosy, był wściekły. Wuj przygarnął mnie do siebie ojcowskim gestem.

- Nie tym razem Wojciechu - powiedział na pozór łagodnie - jak widzisz na nią nie działasz.

Wuj obrócił mnie przodem do samochodu i delikatnie wepchnął do środka, ciocia wsiadła razem ze mną i zablokował drzwi.

- O co w tym wszystkim chodzi? - niczego z tego nie rozumiałam.

Kobieta niecierpliwie wpatrywała się w grupę ludzi. Maciej był skupiony na tym, który mnie całował, Wojciech, czy jakoś tak.

- Kim są ci ludzie?

Cisza. Dlaczego nie chciała mi odpowiedzieć?

Nienawidziłam nie rozumieć, albo nie wiedzieć, zawsze doprowadzało mnie to do szewskiej pasji.

- Nie możesz mi odpowiedzieć?

Ciotka odwróciła się gwałtownie.

- Wytłumaczę ci wszystko jak dojedziemy do domu - obiecała i uśmiechnęła się pokrzepiająco. - Ale teraz bądź cicho, dobrze?

- Na pewno?

- Na pewno.

Posłusznie zamilkłam i też skupiłam uwagę na mężczyznach i kobiecie. Wyglądali jakby znali się od zawsze, jak starzy dobrzy znajomi, w pewnym momencie wybuchli śmiechem. Fantastycznie.

Drgnęłam, kiedy Tulipan wskoczył mi na kolana, polizał mnie po ręce, pogłaskałam go mechanicznie i znów wpatrywałam się w grupę. Zaczynali się rozchodzić, ciocia odblokowała drzwi by umożliwić członkom rodziny wejście do samochodu, tym razem Maciek usiadł za kierownicą, a wujek obok mnie. Mężczyzna przyglądał mi się zaniepokojony.

- Dobrze się czujesz? - zapytał w końcu.

- A nie wyglądam? - odpowiedziałam pytaniem. - Nie zamierzam krzyczeć, ani dostawać ataku histerii.

- Wokół ciebie - zaczął ostrożnie - dzieją się nieprawdopodobne rzeczy , a ty je przyjmujesz jakby było to coś normalnego.

Wzruszyłam ramionami.

- Widocznie jestem tak stuknięta, że nie odróżniam co jest normalne, a co nie.

- Nie to miałem na myśli.

- Wiem.

***

Samochód zatrzymał się pośród drzew, był tam uroczy kamienny domek. Byłam tak śpiąca, że ledwie udało mi się ustać na nogach, ciocia objęła mnie ramieniem i poprowadziła do domu.

- Nie przestrasz się - ostrzegła mnie - Alicja bywa porywcza.

- O tej porze? - był środek nocy, przynajmniej dla mnie.

Trójka spojrzała na siebie znacząco, wuj otworzył drzwi i zapraszającym gestem wskazał bym weszła. Znalazłam się w szerokim korytarzu, widziałam stąd przestronny salon. W pomieszczeniu było pięć osób, wysoka blondynka stała obok potężnie zbudowanego mężczyzny, miał czarne włosy i drapieżny uśmiech. Mała brunetka podbiegła do Macieja i uwiesiła się na jego szyi, wyglądali na zakochanych. W kącie stał chłopak w moim wieku o kasztanowych włosach i podobnie jak czarnowłosy był dobrze zbudowany, ale jego postura nie budziła takiego postrachu jak tego drugiego. Wiedziałam, że przyglądają mi się z zainteresowanie, nie przeszkadzało mi to, zostałam wychowana na gwiazdkę.

Pierwsze spotkanie przebiegło całkiem dobrze, wszyscy się przedstawili, porozmawialiśmy o lekkich tematach. Ciocia zauważyła, że jestem zmęczona i zaoferowała, że pokaże mi pokój. Znalazłam się w niewielkim fioletowo szarym pokoju, był przytulnie urządzony, obok niego była moja małą łazienka. Miałam tutaj pojedyncze łóżko, kilka szafek i szerokie biurko.

- Podoba ci się? - zapytała mnie ciocia.

- Bardzo - uśmiechnęłam się. - Dziękuję.

- Wyśpij się - stanęła na palcach i pocałowała mnie w czoło.

Zdziwił mnie ten matczyny gest, nie byłam przyzwyczajona do czegoś takiego.

- Kim byli ci ludzie? - zapytałam zanim zdążyła wyjść.

- Są tacy jak my - odwróciła się w progu - ale preferują wygodniejszy tryb życia.

- Czyli?

- Kiedyś sama zrozumiesz - powiedziała wymijająco.

- Nie możesz mi wyjaśnić? - dopytywałam się.

- Nasze zmysły - zaczęła cicho - sprawiają, że jesteśmy potężniejsi od zwykłych ludzi. Kiedyś traktowaliśmy ich jak niewolników, byli na każdą naszą zachciankę - wzięła głębszy oddech. - Uwielbialiśmy urządzać sobie polowania, to bardzo wyostrza nasze zmysły, w 1940 roku naszym władcom został Piotr i zabronił polowań.

- Nikt mu się nie stawia?

- Jest za silny, ma potężną moc...

- Co potrafi?

- Paraliżuje, nie możesz się ruszyć...

Starczy, mam dość.

- Super - uśmiechnęłam się smutno - jestem strasznie zmęczona.

Ciocia spojrzała na mnie dziwnie, ale też się uśmiechnęła.

- Dobranoc.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania