Niczyja - Rozdział VI

Udało mi się dokuśtykać do łazienki i przy pomocy Jagody zmyłam z siebie ziemię i resztę brudu.

- Przepraszam za rano - powiedziałam ze skruchą. - Nie chciałam zrobić ci na złość, ani sprawić przykrości.

- W porządku - uśmiechnęła się - jestem przewrażliwiona.

Podparła mnie z lewej strony i zaprowadziła do małego pokoju na końcu korytarza, który okazał się gabinetem lekarskim. Olkowi na mój widok wyrwało się głośne "ojej". Musiałam położyć się na kozetce, szczerze nienawidziłam chodzić do lekarza, wuj stłumił śmiech widząc moją minę. Spokojnie nastawił moją nogę, po czym uważnie przyjrzał się mojej ręce, była złamana, plusem było to, że byłam mańkutem. Późnym popołudniem Olek ignorując moje protesty zaniósł mnie do salonu. Leżałam troskliwie przykryta kocem, kiedy wróciła ciocia, widząc w jakim jestem stanie była pewna, że chcę uciec z krzykiem. Nie miałam takiego zamiaru, nawet gdybym chciała (a bywały takie momenty, gdy nie wierzyłam, że to co mówią może być prawdą) nie miałam dokąd. Resztę dnia przesiedziała z moją głową na swoich kolanach i delikatnie głaskała mnie po włosach. Zasnęłam.

Śnili mi się rodzice, szukałam ich na pustyni. Biegłam ile sił w nogach, nigdzie nie mogłam ich znaleźć, znikąd pojawiła się czarna mgła. Otuliła mnie sobą jak pierzyna, nie mogłam oddychać, byłam taka samotna, bałam się.

Obudziło mnie przeraźliwe szczekanie Tulipana, ze strachu aż usiadłam na łóżku i przytuliłam psa do siebie. Jednak on wciąż powarkiwał na coś za oknem , spojrzałam w tamtym kierunku była tam czarna mgła.

W tej chwili drzwi do mojego pokoju otworzyły się i stanął w nich maciek, na jego widok dziwne zjawisko zniknęło.

- Co to było?

- Zaintrygowałaś ich - wytłumaczył - zaciągaj zasłony, ich siła tkwi w nocy.

- To jest ten moment, kiedy mam ochotę uciekać.

Mężczyzna roześmiał się głośno i oparł się o framugę.

- Nie uciekaj, z tobą jest coraz weselej.

- Słucham?

- To co słyszałaś - uśmiechnął się. - Dobranoc.

Rozweselona opadłam na poduszki i spojrzałam na zegarek, 4.20. Wątpiłam, czy uda mi się jeszcze zasnąć, jeśli tak to pewnie przyśni mi się wypadek.

- Nie śpisz? - Ala weszła do pokoju, kiedy byłam już ubrana i gotowa do wyjścia.

- Nie - uśmiechnęłam się. - Zdążę jeszcze wyprowadzić Tulipana?

- Dam go Edmundowi - wzięła szczeniaka na ręce.

 

Liceum składało się z kilku małych budynków, uczniowie tłumnie wchodzili do najmniejszego budynku. Niektórzy jawnie się nam przyglądali, inni robili to ukradkiem.

- Dlaczego się na nas patrzą? - zapytałam cicho Maćka.

- Jesteśmy tutaj jak gwiazdy - odpowiedział mi ze śmiechem - zapewniamy im zajęcia, plotki, nadzieje, zauroczenia, takie tam.

- Mówisz o tym tak spokojnie? - zdziwiłam się.

Mężczyzna pokierował mną do auli wypełnioną uczniami, którzy zajmowali wolne miejsce.

Z ulgą usiadłam w ostatnim rzędzie i udałam zainteresowanie przemową dyrektora. Tak naprawdę obserwowałam uczniów, chciałam się jak najwięcej o nich dowiedzieć. Nie sądziłam, że spotkam się z taką falą niebezpieczeństw, widziałam tylko szybkie urywki, głowa pękała mi z bólu. Pochyliłam się na krześle i starałam się miarowo oddychać, to zawsze pomagało, tym razem atak przechodził wyjątkowo powoli.

- Ania? - Edmund pochylił się nade mną.- Wszystko w porządku?

Pokręciłam głową, paznokcie lewej ręki wbiłam sobie do krwi w niezagipsowaną dłoń. Chłopak spokojnie rozluźnił mój chwyt i zmusił bym spojrzała mu w dłoń. Nie miałam siły, nie mogłam nawet wstać.

- Ja... - mój głos brzmiał słabo - nie mogę... nie mam siły.

Edmund postawił mnie na nogi i przygarnął do siebie.

- Jesteś w klasie z Alką - powiedział cicho - to w tamtym budynku.

Nie zauważyłam, kiedy wyszliśmy na zewnątrz, uczniowie rozchodzili się do poszczególnych obiektów. Edmund wprowadził mnie do fioletowej sali, Ala siedziała już w ławce i patrzyła na nas z niepokojem.

- Już sobie poradzę - odsunęłam się od Edmunda.

- Jesteś pewna.

Lekko skinęłam głową, czułam się już lepiej, tuż po tym jak usiadłam do ławki wszedł nauczyciel. Był mężczyzną średniego wzrostu, ciemne włosy miał przyprószone siwizną, kiedy się uśmiechał wokół błękitnych oczu pojawiała się sieć zmarszczek.

- Widzę, że wszyscy przeżyli te wakacje- miał przyjemny głęboki głos. - Nasza klasa powiększyła się o dwie osoby, Annę i Marię.

Reszta spotkania polegała na rozdaniu planu lekcji i przypomnieniu regulaminu szkolnego. Alicja szybko wyprowadziła mnie z klasy i żwawym krokiem ruszyła na parking

- Co to było? - zapytała mnie stając przy samochodzie.

- Nie wiem, nigdy wcześniej to się nie zdarzało .

- Idą Jagoda i Olek - zmieniła temat -pojedziemy razem z nimi, Marek ma dziś wolne, powinien być w domu.

- Czemu się tak przejmujesz? - byłam tym zdziwiona.

-Nie pomyślałaś, że jesteśmy rodziną? - zapytała mnie zirytowana.

Nie, nie pomyślałam, nie byłam przyzwyczajona do tego stanu rzeczy i że komuś na mnie zależało.

W domu tak jak mówiła Alicja, był wuj, powiedział, że mój zmysł się rozwija.

- Kiedyś przestanie? - musiałam się tego dowiedzieć. - Nie chce pewnego dnia zobaczyć niebezpieczeństw jakie czyhają na wszystkich ludzi.

Wuj roześmiał się, ale zaraz się opanował widząc wyraz mojej twarzy.

- Musisz nauczyć się wyławiać największe zagrożenia.

- Łatwo powiedzieć.

Drzwi otworzyły się z hukiem i stanął w nich Edmund.

- Magda zniknęła.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania