Niczyja - Rozdział XXI

W telewizji leciał jakiś film, którym żadne z nas nie była zainteresowane. Alicja rozczesywała moje włosy, a Olek szeptał czułe słówka Jagodzie.

Odczytałam przychodzący sms.

Bawisz się ze mną w chowanego?

Odłożyłam telefon i zamyśliłam się na chwilę. Ktoś zapukał do drzwi, Olek wstał by otworzyć.

- Czego tu chcesz? - zapytał kogoś wrogo.

- Chcę porozmawiać z Anią - rozpoznałam głos Wojciecha.

- Zapomnij - prychnął tamten.

- Oj - cmoknął z dezaprobatą - nie tak agresywnie.

- Idź stąd - rozkazał Aleksander. - Nie chcę tu więcej widzieć.

- Wasz wybór - mruknął Wojciech - abyście tego nie żałowali.

Trzasnęły zamykane drzwi, Olek udawał, że nie widzi naszych spojrzeń. Pochylił się i chwycił pilota, wyładował na nim swoją złość. Na powrót zajęłam się rozmyślaniem, zastanawiałam się, co będzie w przyszłości, czy Wojciech da mi spokój. Nie wiedziałam, co zrobić z Gerardem, z jednej strony uważałam, że z nami wszystko skończone, ale z drugiej cały czas coś do niego czułam. Miałam mętlik w głowie.

***

Pewnego dnia do naszego domu przyszedł tata Marii, słyszałam, że nie jest sam.

- Dzień dobry, Marku - przywitał się oficjalnie. - Ktoś wniósł oskarżenie, że przetrzymujesz tu siostrzenicę swojej żony.

- Annę? - wuj roześmiał się głośno. - Dlaczego miałbym ją tu więzić?

- Jej rodzice są bogaci - wtrąciła jakaś kobieta. - Każdy by się skusił.

Wstałam z kanapy i poszłam do korytarza. Niby przelotnie rzuciłam okiem na tych, którzy się tutaj zebrali. Przyszło chyba całe miasteczko.

- Dzień dobry - oparłam się o ścianę. - Coś się stało?

Świetnie szło mi udawanie niewinnie zainteresowanej.

- Krążą słuchy, że cię tu przetrzymuję - poinformował mnie wujek.

- Przetrzymujesz? - roześmiałam się perliście.- Wyglądam na więzioną?

Ojciec Marii podrapał się po brodzie i uciekł spojrzeniem w bok.

- Rzeczywiście - powiedział spięty - Widzę, że było to fałszywe oskarżenie. Przepraszam za najście.

Wuj odpowiedział coś beztrosko i pożegnał się z policjantem.

- Co to było? - zapytałam, gdy zamknęły się drzwi. - Kto wymyślił coś takiego?

- Nie będę snuł domysłów - powiedział zapinając mankiety koszuli. - Jadę do szpitala, Elwira będzie po południu, nie otwieraj nikomu.

Po południu czułam się fatalnie, kręciło mi się w głowie, było mi niedobrze. O piętnastej ktoś zadzwonił do drzwi, na palcach podeszłam do judasza. Gerard. Nie miałam zamiaru mu otwierać, nie wiedziałam co z nami zrobić.

- Anka! - załomotał do drzwi. - Wiem, że tam jesteś! Otwieraj!

-Czego tu chcesz?! - krzyknęłam przez drzwi. - Wracaj do swojej laluni!

- Między mną a Laurą wszystko skończone - nacisnął klamkę. - Proszę cię, wpuść mnie.

Cofnęłam się o krok. Nie mogłam go tu wpuścić, nie po tym wszystkim.

- Ania! - załomotał do drzwi. - Anka!

Cisza.

Szybko się zniechęcił, łatwo odpuszczał. Nie zauważyłam, kiedy złapał mnie od tyłu.

- Puść mnie! - zaczęłam się wyrywać. -Zostaw!

Zabrał ręce.

- Wynoś się stąd! - warknęłam otwierając drzwi. - Nie chcę cię tu widzieć!

Zamiast tego chłopak ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie. Poczułam się tak jak, kiedyś, kiedy wszystko było inne i takie samo zarazem. Nie byłam potworem żerującym na ludzkim strachu, tym się teraz stałam .Potworem.

Zaczęłam odpychać mężczyznę od siebie, nie chciał mnie puścić, był coraz bardziej natrętny. Przyciągał mnie do siebie coraz mocniej. Ugryzłam go w policzek, Gerard odskoczył ode mnie.

- Zostaw mnie! - rozkazałam. - Nie dotykaj mnie, kiedy tego nie chcę - odsunęłam się jeszcze bardziej. - Nie jestem twoją własnością.

Mężczyzna uśmiechnął się beztrosko i rozsiadł się przy stole.

- Luthien, zrozumiałem swój błąd - zaczął jeść jabłko. - Wiem, że cię kocham, musimy być razem.

- Nie, nie, nie! - zatkałam sobie uszy. - Właśnie, że nie musimy być razem i robisz wszystko żebyśmy nie byli - nachyliłam się do niego. - Wiesz na co czekam? Aż zobaczę cień skruchy w twoich oczach, aż przestaniesz traktować mnie jak swoją własność - zaczęłam chodzić po pokoju. - Przestaniesz do mnie przychodzić, kiedy ty będziesz miał na to ochotę, zabierać dokąd ty będziesz chciał - wyjrzałam przez okno hamując łzy. - Od teraz masz mnie zdobywać, a nie zawłaszczać. Od teraz spotykamy się, kiedy JA będę miała na to ochoty. Rozumiesz? - uśmiechnęłam się słodko.

- Anka - spojrzał na mnie żałośnie. - Kocham cię.

- Ja ciebie też - powiedziałam smutno. - Ale dalej tak być nie może.

- Przytulisz mnie chociaż? - spojrzał z nadzieją.

Roześmiałam się głośno, trzymając się za brzuch i podeszłam do Gerarda. Głaskałam jego włosy, uwielbiałam takie momenty bliskości.

***

Zaginęły kolejne dwie osoby, szesnastoletnie, znaleziono ubrania nad brzegiem Szarego Grobowca. Wczoraj wyszły z domu o dwunastej, chciały pochodzić po górach. Do tej pory nie wróciły. Osoby, które mogą coś wiedzieć proszone są o zgłoszenie się na najbliższy posterunek policji.

 

Oderwałam wzrok od ekrany, kiedy przyszedł kolejny sms.

Martwisz się o tych ludzi?

 

Pokazałam telefon wujkowi, wyszedł gdzieś z nim. Po chwili wrócił z Maćkiem, mężczyźni rozmawiali o czymś cicho.

Jagoda prawie wbiegła do salonu.

-Zaraz przyjedzie tutaj król - powiedziała na jednym tchu. - Jest zdenerwowany.

Wujek nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy, patrzył na mnie niezdecydowany. Biegał po domu w tę i z powrotem, wreszcie jakimś cudem sprowadził z domu Marii Edmunda. Miał mnie niańczyć. Zdziwiłam się, kiedy mężczyzna poprowadził mnie do swojego pokoju.

- Zdziwiona? - uśmiechnął się łobuzersko.

- Dawno mnie tu nie było - wzruszyłam ramionami rozglądając się po pokoju. - Jestem zdezorientowana. Czemu tu przyszliśmy?

Mężczyzna podszedł do mnie na wyciągnięcie ręki, serce zabiło mi mocniej, jednak nie cofnęłam się ani o krok.

- Stąd słychać to co ktoś mówi w salonie .

Wybuchłam śmiechem, całe napięcie opadło. Usiadłam na wąskiej sofie, jego pokój był zdecydowanie większy od mojego.

Duży fortepian stał pod oknem, pokój wprost roił się od książek. Siedzieliśmy dłuższą chwilę w milczeniu.

- Dawno nie spędzaliśmy ze sobą czasu - odezwał się Edmund.

- Wtedy było prościej - skinęłam głową. - Potrafiliśmy normalnie ze sobą rozmawiać.

Mężczyzna poruszył się niespokojnie i podszedł do jednego z regałów.

- Chciałbym żeby tamte czasy wróciły - usiadł blisko mnie. - Byśmy znów umieli ze sobą rozmawiać, by jedno nie wychodziło, gdy drugie wchodzi.

- To trudne - powiedziałam smutno - ale zawsze możemy spróbować.

Spojrzałam zaintrygowana na pudełeczko, które trzymał w ręce.

- Co to? - zapytałam ciekawa.

- Pamiątka - uśmiechnął się z zakłopotaniem - dostałem to od mojej mamy. Jest twoja.

Drgnęłam zaskoczona.

Dla mnie? Za co?

- Chcę byś miała coś co nie ma żadnej wartości - powiedział z zakłopotaniem. - A zarazem coś co jest dla kogoś bezcenne.

- Myślisz, że nie mam takich rzeczy?

- Tak myślę - uśmiechnął się złośliwie.

- Masz rację - roześmiałam się znowu.

Trzasnęły drzwi, przyszedł król. Razem z Edmundem zaczęliśmy nasłuchiwać.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania