Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nigdy więcej - Rozdział 1 część 2

Szliśmy szybkim krokiem w kompletnej ciszy. Oczywiście woda pluskała pod naszymi stopami, a z areny ciągle było słychać okrzyki radości, ale żadne z nas nie odezwało się słowem. Przeszliśmy przez lasek i rozdzieliliśmy się przy budynkach miasteczka, żeby obejść arenę z dwóch stron. Prawdopodobnie miała dwa wejścia, więc ja wzięłam jedno, a K drugie. Na ulicach nie było żywej duszy. Wszyscy zapewne siedzieli na trybunach podziwiając rzeź niewinnych ludzi. Bez problemu dostałam się do wejścia areny, którego pilnował strażnik z włócznią. Serio? Bawimy się w Starożytny Rzym? Na szczęście nie stał jak kołek, tylko przechadzał się wzdłuż ściany, tam i z powrotem. Kiedy tylko odwrócił się do mnie tyłem, prześlizgnęłam się przez wejście i znalazłam się w przyciemnionym pomieszczeniu oddzielonym od wyjścia na środek areny kratami. Oczywiści wejście, którego ja użyłam, również zamykane było kratą. Gdy ją przymykałam, franca zaskrzypiała przeraźliwie głośno. Niech ją szlag. Strażnik natychmiast się wrócił, ja schowałam się w zacienionym miejscu niedaleko tej pieprzonej kraty, przylegając plecami do ściany. Żeby mnie zauważyć, musiałby wejść do środka. Rozglądając się wokół siebie, zobaczyłam jednego z uprowadzonych przypiętego łańcuchami do jednego z filarów, który zerkając na mnie zaczął szarpać swoimi kajdanami. Serce zaczęło mi szybciej bić. Zwracał na siebie uwagę strażnika. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do półmroku, zobaczyłam, że wszystko, co miał na sobie to zakrwawione łachmany.

– Wypuść nas! – Wrzasnął łamiącym się głosem.

– Zamknij mordę, albo zaraz wrócisz na arenę. – Warknął mężczyzna z włócznią wchodząc do środka.

– Dlaczego to robisz? Jesteś człowiekiem, jak my!

– Nie porównuj mnie do siebie, szmaciarzu! – Krzyknął i wbił mu ostrze w udo.

Więzień zawył z bólu, a we mnie zawrzała złość. Dlaczego ludzie to sobie robią? Co jest z nimi nie tak? Zaczynałam rozumieć niechęć moich pobratymców do Ziemian. Chociaż „niechęć” to nie odpowiednie słowo. Kucnęłam i wyjęłam sztylet z buta. Strażnik znęcał się nad swoją ofiarą kręcąc ostrzem w ranie. Wstałam, wymierzyłam i rzuciłam. Sztylet wbił mu się w ramię. Kurwa. Źle wymierzyłam w tym półmroku. Był tak zszokowany, że nie wiedział, co ma zrobić. Rzuciłam się na niego, zanim zdążył zareagować. Wyrwałam sztylet i tym razem nie mając prawa chybić, wbiłam mu w szyję przebijając tętnicę. Kopnęłam go w brzuch jednocześnie wyrywając ostrze i patrzyłam jak ląduje na ziemi trzymając się za szyję desperacko próbując zatrzymać krwawienie. Niech zdycha, zdrajca swojej rasy. Upadłam na kolana przy więźniu.

– Jestem Agentka F z MAO. Pomogę wam. – Powiedziałam.

– Zostaw mnie. Ratuj innych. – Odpowiedział uciskając ranę na udzie.

– Uratuję was wszystkich – odparłam szukając czegoś, żeby zrobić mu tymczasowy opatrunek.

– Tu są dzieci. – Jęknął.

Dzieci? Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zobaczyłam ponad tuzin innych więźniów. Między nimi faktycznie były dzieci. Nie zauważyłam ich wcześniej, bo się nie ruszali. Aż we mnie zawrzało. Pozabijam ich. Wyrżnę w pień. Rzuciłam się do strażnika i sztyletem rozcięłam jego ubrania, które posłużą za bandaż. Zabrałam też klucze do kajdan. Wróciłam do więźnia i obwiązałam mu ranę na udzie. Potem szybko kawałkiem materiału obwiązałam nogę poniżej rany, a bliżej kolana, żeby się nie wykrwawił. Rozkułam jego kajdany, a potem zabrałam się za uwalnianie innych więźniów. Nagle krata od strony areny się otworzyła i wepchnięto zakrwawioną, ledwo żywą kobietę.

– Następny! – Krzyknął strażnik.

Kurwa. Zostawiłam klucze w rękach wolnego już mężczyzny, porwałam z ziemi jakąś płachtę i zarzuciłam na siebie niczym płaszcz z kapturem. Ruszyłam na arenę trzymając w dłoni sztylet. Zgarbiłam się, żeby bardziej przypominać więźnia i zwolniłam, gdy zbliżyłam się do strażnika.

– Ruszaj się, śmieciu – warknął i wypchnął mnie na arenę. – Widownia czeka.

Oślepiły mnie promienie słońca, więc stałam w miejscu czekając, aż oczy przestawią się z półmroku na światło dzienne. To, co zobaczyłam chwilę później, mroziło krew w żyłach. Skąpana w słońcu arena, czerwony od krwi piasek, szczątki ciał rozszarpanych przez dzikie bestie i ludzkie zwłoki. Radosne promienie słońca zupełnie nie pasowały do tego obrazka. Dostałam kopa w plecy, bo stałam jak zamurowana. Na szczęście szybko odzyskałam równowagę i nie wyryłam twarzą w piach. Zrobiłam kilka kroków w kierunku środka areny. Z naprzeciwka szedł w moją stronę więzień, w podobnej płachcie do mojej. Zasłaniał swoją głowę i twarz zupełnie jak ja. Wiatr rozwiał potargany materiał odsłaniając kawałek czarnego kombinezonu. Zacisnęłam mocniej dłoń na rękojeści sztyletu. Co on, do cholery, wyprawia? Spotkaliśmy się na środku areny mierząc się spojrzeniami.

– Co ty odwalasz, F? – Syknął.

– Ja? A ty, to niby co? Czemu nie ratujesz tych ludzi? – Odwarknęłam.

– Byłem w trakcie, ale ktoś musiał wyjść na arenę.

– Wyobraź sobie, że u mnie było tak samo. Miałam pozwolić, żeby zabrali któregoś z więźniów? Tam są dzieci, K. Dzieci.

– Wiem. Posiłki MAO są już w drodze.

– To co? Rozpierdolmy to gówno.

– Z przyjemnością.

Jednocześnie zerwaliśmy z siebie te brudne płachty. Widownia zamarła na moment, a potem zawrzała oburzona. Doskonale wiedzieli kim jesteśmy. Wypuszczono jedną z dzikich bestii. Rzuciłam w nią sztyletem, który wbił się w jedno ze ślepi. Bestia zatoczyła się wydając dziwne dźwięki i padła na piach. Ruszyłam w jej stronę wyciągając pistolety. Teatralnie wyrzuciłam magazynki z paraliżującymi pociskami i wsadziłam te z prawdziwymi. Nie ma litości dla potworów w ludzkiej skórze. Wypuścili do nas dwie kolejne bestie. Jednej wpakowałam kulkę między oczy, a drugą zajął się K. Byłam w połowie drogi po mój sztylet, kiedy zaatakował mnie strażnik z włócznią. Odskoczyłam w ostatniej chwili. Schowałam pistolety z uśmiechem na twarzy, bo koleś nie wiedział, w co się wpakował. Zaatakował ponownie, więc odskoczyłam raz, drugi, a potem trzeci kończąc przerzutem w tył.

– Co tak skaczesz? – Zapytał poirytowany. – Nie uciekniesz, w końcu i tak cię trafię.

– Taki jesteś pewny? – Odparłam robiąc kolejny unik.

– Jesteś tylko słabą kobietą. Mam nad tobą przewagę.

Wyśmiałam go. Naprawdę myślał, że ze mną wygra? Dobra, koniec zabawy w kotka i myszkę. Kiedy zaatakował znowu, byłam gotowa. Unikając ostrza złapałam za trzon blisko jego dłoni. Zaskoczenie na jego twarzy znikło tak szybko, jak się pojawiło. Pewnie pomyślał, że miałam głupie szczęście. Byliśmy blisko siebie, a dzielił nas tylko trzon włóczni.

– To słodkie, że myślisz, że nadajesz się do czegoś innego niż usługiwania mężczyźnie – uśmiechnął się w obrzydliwy sposób, a ja zacisnęłam mocniej dłonie na włóczni. Nie daj się wyprowadzić z równowagi, F. – Może zamiast walczyć, od razu mi się oddasz? Przecież i tak nie wygrasz, więc po co ranić takie piękne ciało?

– To słodkie, że nadal myślisz, że możesz mnie pokonać – powiedziałam starając się kontrolować moją wściekłość. – Jestem od ciebie silniejsza, zarozumiały gnojku – parsknął mi w twarz nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji. – Bo ja nie jestem człowiekiem. – Uśmiechnęłam się triumfalnie i wyrwałam mu włócznię.

Kopnęłam go z półobrotu w brzuch i patrzyłam jak upada na plecy zszokowany. Zakręciłam włócznią w powietrzu i przebiłam mu tchawicę razem z rdzeniem wbijając ostrze głęboko w piasek. Widownia zawrzała, a raczej to co z niej zostało, bo większość zaczęła uciekać, gdy nas zobaczyła. Nie tracąc czasu pobiegłam po mój sztylet. Złapałam za rękojeść i szarpnęłam, ale ani drgnął. Postawiłam stopę na łbie bestii i wkładając w to całą swoją siłę pociągnęłam. No wyłaź, gamoniu. No szybciej, do cholery. Wyłaź!

– F! Za tobą!

Sztylet w końcu wyszedł z czaszki, więc korzystając z okazji w mgnieniu oka odwróciłam się i rzuciłam nim we wroga. Ostrze wbiło mu się w klatkę piersiową. Dobrze. Przez ułamek sekundy bałam się, że nie trafię go w ogóle, bo nie widziałam gdzie celuję. Zaraz po tym rzucił się na mnie następny strażnik. Tym razem bez włóczni, a z krótkim mieczem. Przynajmniej coś nowego. Odskoczyłam sekundę za późno i ostrze zostawiło krwawy, piekący ślad od ramienia do łokcia. Zacisnęłam szczękę, żeby nie syknąć z bólu. Doskoczyłam do niego i zaprezentowałam kopa z półobrotu. Liczyłam na to, że się schyli robiąc unik i tak właśnie się stało. Podarowałam mu pięknego, prawego sierpowego, po czym złapałam jego głowę i przywaliłam mu kolanem w nos. Koleś sięgnął rękami do tego, co z niego zostało wypuszczając swoją broń z dłoni. Nie dałam mu odpocząć, kopnęłam go w krocze, a gdy się skulił jęcząc z bólu, dostał z łokcia w tył głowy i padł na ziemię.

– Nie znęcaj się tak. – Usłyszałam głos K gdzieś za plecami.

Zignorowałam go. To jeszcze nie było znęcanie, tylko zasłużona kara za zbrodnie. Podniosłam krótki miecz z piasku i wbiłam strażnikowi w lewą nerkę. Na sekundę ogłuszył mnie jego wrzask.

– Przestań – syknął K, ale ja obróciłam ostrze w ranie, a facet zawył z bólu. – Powiedziałem dość. – Szedł w moją stronę zaciskając dłonie w pięści. – Dlaczego nie słuchasz?

– Nie jestem tresowanym pieskiem. – Warknęłam, kiedy stanął przede mną.

– Ja tu dowodzę. – Odwarknął świdrując mnie wzrokiem.

– A niby od kiedy? To, że jesteś wyżej w rankingu nie znaczy, że będę przyjmować od ciebie rozkazy.

Im dłużej patrzyłam mu w oczy, tym bardziej zaczynałam tonąć. Nieważne, że akurat się z nim kłóciłam. Musiałam się jakoś ratować, ale przecież nie odwrócę teraz wzroku, bo będzie oznaczało to uległość z mojej strony. Nie poddam się. Nie podporządkuję mu się. Nie zatonę. O ile pierwsze dwa postanowienia były banalnie proste do wykonania, tak z tym ostatnim miałam coraz większy problem. Kątem oka widziałam, że ktoś się do nas zbliża. Pewnie jeden ze strażników ocalał.

– Wiesz co oznacza słowo „współpraca”? – Zapytał i oddał dwa strzały w stronę wroga nie spuszczając ze mnie wzroku. Ciało upadło na piasek, więc mogliśmy kontynuować naszą głupią sprzeczkę.

– Oczywiście, ale obawiam się, że ty nie wiesz.

– Rozczaruję cię. Doskonale znam znaczenie tego słowa, ale ciebie ktoś musi okiełznać.

Zrobił krok w moją stronę. Był tak blisko, że musiałam wyżej podnieść głowę, by nie stracić kontaktu wzrokowego. Myślał, że się przestraszę, jak będzie tak na mnie patrzył z góry? Naprawdę myślał, że może mnie okiełznać? Nikomu się to jeszcze nie udało. I jemu też się nie uda.

– I że niby ty chcesz to zrobić? – Prychnęłam. – Powodzenia.

Już otwierał usta, żeby mi odpowiedzieć, ale usłyszeliśmy odgłosy silników nad nami. Spojrzeliśmy w górę i zobaczyliśmy statki MAO. Część z nich już lądowała. Otoczyli arenę, żeby resztki widowni nie mogły uciec. Prawdopodobnie pozbyliśmy się wszystkich strażników, ale może gdzieś w budynku schowali się jacyś tchórze. Oddział medyczny zajął się rannymi, a inny przeszukaniem pomieszczeń. Nasza robota skończona. Szefostwo było zachwycone naszą „współpracą” i oznajmiło, że od tej pory będziemy pracować razem jako partnerzy. Zajebiście. Nie dość, że oczy tego bohaterzyka będą mi się śniły po nocach, to jeszcze będę go musiała oglądać na porządku dziennym. Dodając do tego moją słabość do czarnowłosych przystojniaków o niebieskich oczach, będzie prze-kurwa-cudownie.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Elorence 8 miesięcy temu
    "– I że niby ty chcesz to zrobić? – Prychnęłam. – Powodzenia." - hahahaha, biedny K.! Jeszcze nie wie w co się wpakował xD

    Uwielbiam F.! Taka impulsywna i, kurczę, bardzo mi bliska. Za impulsywność, mogłabym przybić sobie z nią piątkę. Lepiej nie drażnić lwa :D
    Jest o wiele lepiej, ale już to pisałam, więc lecę dalej :D
  • Paradise 8 miesięcy temu
    Dziękuje bardzo! <3
  • Ayano_Sora 8 miesięcy temu
    Skisłam, jak się spotkali na tej arenie xD Ogólnie te ich dialogi, nieźle się ubawiłam.
    No cóż, F pokazuje swoje brutalne oblicze póki co, wszyscy wiemy jaka jest ;') K musi teraz przywyknąć, skoro mają pracować razem xD Ha, będzie się działo, oh będzie :3
    Bardzo lekko mi się Ciebie czyta, jest naprawdę płynnie napisane i tak jak wspomniałam wcześniej, podzieliłaś na dobre porcje.
    LECĘ DALEJ. <3
  • Paradise 8 miesięcy temu
    Dziękuję <3
  • DarthNatala 3 miesiące temu
    :D Coraz lepiej . I niebieskoocy przystojniaki :D Szkoda że czasu mam tak mało na czytanie
  • Paradise 3 miesiące temu
    Dzięki :) Miło mi w takim razie, że znalazłaś chwilę i do mnie wpadłaś :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania