Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nigdy więcej - Rozdział 10 część 2

Młyn w robocie powoli się kończył i miałem coraz więcej wolnego czasu, co źle na mnie wpływało, gdy byłem w domu. Moje myśli krążyły wokół F i tego, co mógłbym z nią zrobić, gdyby tylko była obok. Sytuacje pogarszały sny, w których mnie odwiedzała. Za każdym razem budziłem się rozczarowany i poirytowany. Musiałem sobie znaleźć jakieś zajęcie, ale z tym też było ciężko. Nie mogłem się skupić, by grać na gitarze. Granie w jakieś odmóżdżające bijatyki na konsoli też nie pomagało. Zdecydowałem się na krok ostateczny. Mój motor. Problemem jednak było to, że zostawiłem go w szkole ojca. Na Bhalorze. Na którą mam zakaz wstępu od samego pieprzonego króla.

Nie wiedziałem w jakim stanie był mój motor i czy opłacało się w ogóle po niego lecieć. Chyba nie miałem wyboru. Shaun znowu był na jakimś kursie i nie było z nim kontaktu, więc moja desperacja sięgała zenitu. Zanim się obejrzałem byłem w połowie drogi na Bhalorę. Jeśli maszyna będzie w kiepskim stanie, to najwyżej sprzedam i kupię jakiś nowszy model. Modliłem się tylko, żeby nie wpaść na kogoś, kto mnie kojarzy i doniesie królowi, że odważyłem się pokazać na jego planecie. Gdy wchodziłem w bhaloriańską atmosferę, prawie wstrzymałem oddech. Nie byłem tu ładnych parę lat i wspomnienia, które zakopałem głęboko, zaczęły mnie zalewać niczym tsunami. Jeszcze tego mi brakowało. O niczym tak nie marzyłem, jak o bolesnym wspominaniu chwil spędzonych z Nią i katowaniem się wyrzutami sumienia, co kończyło się zwykle nawiedzaniem w snach. Rozdrapywanie starych ran nigdy nie kończy się dobrze. Podziękuję za to. Ona nie żyje i nic tego nie zmieni. Może i była to moja pierwsza miłość, ale teraz mam F i zdecydowanie wolę, żeby to ona przychodziła do mnie w snach.

Musiałem się otrząsnąć, bo zbliżałem się do strefy powietrznej szkoły ojca, którego to miałem wielką nadzieję nie zobaczyć. Odzywamy się do siebie raz na ruski rok i każda nasza rozmowa wygląda niemalże identycznie. Kończy się na kłótni i wywlekaniu brudów z przeszłości, potem następuje przeważnie dłuższy okres milczenia, przychodzi jakieś święto czy urodziny i wszystko od nowa. On ma pretensje do mnie, ja do niego i tak w kółko.

Skontaktowała się ze mną wieża kontroli lotów na terenie szkoły, więc przedstawiłem się i poprosiłem o pozwolenie na lądowanie. Ku mojemu zdziwieniu nie robili mi żadnych problemów. Posadziłem statek na płycie przy hangarach, bo w jednym z nich powinien się znajdować mój motor. Nie chciałem się pokazywać większej publiczności. Chciałem to zrobić w miarę niepostrzeżenie, ale pracownicy z wieży kontroli na pewno doniosą ojcu, że byłem. Gdy tylko opuściłem statek, od razu poszedłem do hangaru, w którym zostawiłem motor, o ile mnie pamięć nie myliła i nikt go stamtąd nie ruszał. Spodziewałem się najgorszego, ale zaskoczony znalazłem go tam gdzie zwykle. Do tego nie wyglądał tak źle, jak przypuszczałem. Zadowolony wyprowadziłem go na zewnątrz, żeby lepiej mu się przyjrzeć.

Tsunami wspomnień znów we mnie uderzyło. Podczas gdy ja siedziałem przy moim motorze i czyściłem go, Ona siedziała obok grzebiąc przy swoim. Przeważnie razem zajmowaliśmy się maszynami, razem jeździliśmy na przejażdżki i urządzaliśmy wyścigi. Wziąłem głęboki wdech. Może nie powinienem był tu wracać. Może mogłem kupić nowy, a ten porzucić, tak jak Ona porzuciła swój odchodząc ze szkoły. Jedyne, co mi po Niej zostało to motor, którego później pozbył się ojciec bez mojej wiedzy. Zniszczył jedyną materialną pamiątkę, którą chciałem zachować. Nigdy mu tego nie wybaczyłem.

– Czy ja dobrze widzę? Joshua Kalverde? – Dziwnie znajomy głos przywrócił mnie do rzeczywistości, odwróciłem się zaskoczony.

– Stan – uśmiechnąłem się widząc znajomą twarz i podszedłem się przywitać. – Kopę lat.

Stanley to czterdziestokilkuletni mężczyzna z ogromnym poczuciem humoru. Znam go chyba od zawsze. Mimo różnicy wieku był dla mnie jak starszy brat, którego nigdy nie miałem. Jest jednym z mechaników nie tylko statków kosmicznych, ale też innych pojazdów takich jak quady czy motory, które mieli do dyspozycji uczniowie. Szkoła przygotowywała do różnego rodzaju zawodów, również do pracy w agencjach pokroju MAO, chociaż do samego MAO jest ciężko się dostać.

– Te oczy poznałbym wszędzie – odpowiedział z uśmiechem ściskając moją dłoń. – Dobrze cię tu widzieć, młody.

– Ciebie również, Stan. Nadal wyglądasz jakbyś miał tyle lat, co ja.

– Dobre geny, młody. Za to ty jak się rozrosłeś w barach i nie tylko. Widzę, że w końcu wziąłeś się za siebie. Najwyższy czas, chłopie, najwyższy czas. Laski leżą ci u stóp, co? – Poklepał mnie po ramieniu z szerokim uśmiechem.

– Jasne, błagają, żebym na nie spojrzał. W pracy nie mogę się opędzić. Dobrze, że teraz mam niezrównoważoną partnerkę, to mam trochę spokoju, bo boją się podchodzić. – Zaśmiałem się, oczyma wyobraźni widząc jak F odstrasza moje „fanki” jednym spojrzeniem.

– To gdzie ty pracujesz?

– Lepiej się czegoś chwyć, Stan, bo stoi przed tobą agent specjalny MAO. – Wyprężyłem dumnie pierś i gdybym miał okulary przeciwsłoneczne przy sobie, to pewnie bym je teraz założył pławiąc się w blasku sławy. – I to jeden z najlepszych.

– MAO? – Powtórzył zaskoczony udając, że się zatacza i prawie przewraca z wrażenia. – Poważnie MAO? No to pozamiatałeś, młody. Czego jak czego, ale tego bym się kompletnie nie spodziewał.

– Masz mnie za debila? Dzięki, Stan. Ty to potrafisz dowartościować człowieka.

– Pan wielki agent bardzo specjalny się obraził, patrzcie go jaki wrażliwy. Po tym co tu przeszedłeś z tą czarnulą powinieneś być odporny na wszelką formę gnojenia. – Na samo Jej wspomnienie spięły mi się wszystkie mięśnie i zacisnąłem szczękę. – Wybacz, młody. Myślałem, że już ci przeszło.

– Bo przeszło. Po prostu…

– Jasne, rozumiem. Nie mogę uwierzyć, że mój mały braciszek pracuje w MAO.

– Mam ci pokazać odznakę, niedowiarku? – Zapytałem, ale on się tylko zaśmiał kręcąc głową.

– Nie mógłbym ci życzyć lepiej. Ojciec musi być dumny.

– Nie wywołuj wilka z lasu, Stan. Przyleciałem tylko po motor.

– A już myślałem, że chcesz zakopać topór wojenny.

– Jakbyś mnie nie znał.

– Zaglądałem do niego – skinął na motor. – Co jakiś czas czyściłem, przepalałem. Czułem, że kiedyś po niego wrócisz.

– Dzięki, ale chyba go sprzedam. – Zerknąłem na maszynę i westchnąłem.

– Za dużo wspomnień?

– Za dużo – zerknąłem za Stana, bo ktoś się do nas zbliżał. – Kurwa – wyrwało mi się, kiedy rozpoznałem ojca, a dłonie automatycznie zacisnęły mi się w pięści. – I wykrakałeś. – Stan się odwrócił, żeby zobaczyć o co mi chodzi.

– No to mamy przejebane. I ty i ja. – Powiedział przenosząc wzrok z powrotem na mnie.

– Stanley! – Nawet z daleka głos ojca drażnił moje uszy.

– To ja się ulatniam. Żegnaj, młody – zasalutował mi, po czym odwrócił się w stronę nadchodzącego ojca. – Nie mam czasu, panie dyrektorze! Wzywają mnie do budynku H3, bo mają wyciek paliwa w jednym ze statków, także muszę iść!

– Stan, co ty odwalasz? Nie zostawiaj mnie z nim samego! – Warknąłem, ale Stan już odchodził. – Stan! Wracaj tu! – Podniósł rękę do góry na pożegnanie nawet się nie odwracając, a ojciec był coraz bliżej. Już nie ucieknę. – Kurwa.

– Joshua. – Zatrzymał się przede mną i zmierzył wzrokiem.

– Tato.

– Dlaczego dowiaduję się od osób trzecich, że przyleciał mój syn? Nie zamierzałeś się przywitać?

– Przyleciałem tylko po motor, także będę się zbierał. – Wskazałem na maszynę.

– Nie porozmawiasz nawet z własnym ojcem?

– O czym, tato? O czym? – Westchnąłem. – Wydaje mi się, że po naszej ostatniej „rozmowie” nie mamy o czym rozmawiać.

– Znowu to samo. Ile razy jeszcze będziemy wałkować ten temat? Ta dziewczyna nie żyje, rozumiesz? I bardzo dobrze! To było zło wcielone, bestia w ludzkiej skórze! Sprowadziła cię na złą drogę! Opętała jak jakiś demon i omal nie zabrała ze sobą do piekła! Przez Nią prawie zginąłeś! Dwukrotnie!

– Czy ty siebie słyszysz? Pieprzysz jak potłuczony! Gdyby nie Ona, nie miałbyś już syna!

– To przez Nią wpakowałeś się w to bagno i…

– Gówno prawda! Z Nią czy bez Niej, prędzej czy później i tak bym się w coś takiego wpakował. Jakbyś mnie, kurwa, nie znał! I nie pozwolę ci o Niej tak mówić, bo to stek bzdur!

– Myślałem, że już się pogodziłeś z Jej śmiercią…

– Bo się pogodziłem – warknąłem przerywając mu. – Nie pogodziłem się z twoim irracjonalnym zachowaniem. Nie wiem co Ona ci takiego zrobiła, dlaczego Ją tak bardzo nienawidzisz i gnoisz nawet po śmierci, ale mam tego powyżej uszu. Zniszczyłeś jedyną pamiątkę, jaką po Niej miałem i dobrze wiesz, że ci tego nie wybaczę – ojciec już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale nie pozwoliłem mu. – Jeśli jeszcze raz usłyszę, że to tylko głupia maszyna, to ci przywalę. Minęło tyle lat, a do ciebie nadal nic nie dociera! Nie rozumiem jak możesz oczekiwać, że zapomnę swoją pierwszą miłość? Ty swoją zapomniałeś? – Na wzmiankę o pierwszej miłości, ojciec cały się spiął i zacisnął dłonie w pięści. – Mama nią była? A tak właściwie to dlaczego odeszła? Czemu nas zostawiła?

Ja byłem wściekły i on był wściekły. Próbowałem się hamować, bo już tyle razy odbywaliśmy niemal identyczną kłótnię, że już nie miałem sił na kolejną. Chociaż dzisiaj zapytałem o matkę po raz pierwszy od bardzo dawna. Wcześniej wszystko kręciło się wokół Niej i jakoś nie wpadłem na to, by dowiedzieć się czegoś więcej o kobiecie, która mnie urodziła. Bo w sumie nie można nazwać jej matką. Zostawiła nas, gdy byłem mały. Miałem kilka lat i prawie jej nie pamiętam. Nie wiem jak ojciec, ale ja nie miałem z nią żadnego kontaktu od tamtej pory. Może to i dobrze.

– To nie twoja sprawa. – Niemal wycedził przez zaciśnięte zęby ojciec.

– No weź, tato. Jestem już duży, możesz mi powiedzieć. – Naciskałem starając się zapanować nad gniewem. Po co chciał rozmawiać, skoro nie ma mi nic nowego do powiedzenia?

– Powiedziałem ci już. To sprawa między mną a twoją matką.

– Chyba mam prawo wiedzieć dlaczego porzuciła mnie własna matka!

– Nie mam teraz czasu, muszę wracać do pracy.

– No tak, mogłem się domyślić. Szkoła zawsze była ważniejsza niż rodzina, co? Nic dziwnego, że cię zostawiła, skoro twoja ukochana szkoła i ukochani uczniowie stoją u ciebie wyżej w hierarchii niż żona i syn.

– Nie wypowiadaj się na tematy, o których nie masz zielonego pojęcia, gówniarzu!

– Ależ bardzo proszę! Mogę się nie wypowiadać w ogóle! – Odwróciłem się i wsiadłem na motor, ku mojemu zdziwieniu odpalił za pierwszym razem. – Do widzenia, panie dyrektorze! Jak znowu zechce ci się poudawać ojca, to przemyśl to dwa razy zanim się odezwiesz!

Ruszyłem w kierunku mojego statku. Chociaż byłem tak wściekły, że chętnie bym coś rozwalił. Po jaką cholerę w ogóle tu przylatywałem? Wiedziałem, że jeśli wpadnę na ojca, to tak to się skończy. A nie spotkanie go było prawie niemożliwe. Gdzie mógłby być jak nie w swojej ukochanej szkole? Wjechałem motorem na pokład, przypiąłem go linami i wskoczyłem za stery. Zaraz po starcie ustawiłem silniki na pełną moc, byle szybciej opuścić tą pieprzoną szkołę i przeklętą planetę.

Zostawiłem motor w statku, bo byłem zbyt wściekły, żeby cokolwiek z nim zrobić. Wchodziłem po schodach do mojego mieszkania po dwa stopnie. Byłem już prawie na miejscu, kiedy zobaczyłem, że pod moimi drzwiami siedzi Shaun. Jeszcze jego mi tu brakowało dzisiaj.

– Ty to masz zajebiste wyczucie czasu, kurwa. – Warknąłem zanim zdążył się odezwać.

– Też się cieszę, że cię widzę, stary – wstał i odsunął się na bok. – Coś taki wkurwiony? F ci dowaliła?

– Ojciec.

– Poleciałeś do ojca? – Zapytał zszokowany, gdy wsadzałem klucze do zamka w drzwiach.

– Poleciałem po motor, a on jakby, kurwa, na mnie czatował. – Otworzyłem mieszkanie i wszedłem do środka. – A właśnie tego chciałem uniknąć!

Shaun oczywiście wszedł za mną i zamknął za sobą drzwi. Chyba się go nie pozbędę. Zdjął plecak z ramienia i wyjął z niego butelkę jakiegoś alkoholu.

– Może to pomoże? Takiej jeszcze nie piliśmy. – Powiedział i uśmiechnął się niewinnie.

Spojrzałem na niego z zamiarem nawrzeszczenia, żeby opuścił mojego mieszkanie i zostawił mnie w spokoju, ale tylko westchnąłem. Miałem już dość tej złości. Może faktycznie dobrze mi zrobi rozmowa z przyjacielem przy drinku.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • candy 4 miesiące temu
    – Masz mnie za debila? Dzięki, Stan. Ty to potrafisz dowartościować człowieka. - haha :D zdanie rozdziału :D
    Jakoś mi nie pasuje do K imię Joshua. Dla mnie to jest K i nie musi nawet mieć pełnego imienia, literka starczy :D
    Za mało F! <3
  • Paradise 4 miesiące temu
    A jakie imię Ci do niego pasuje? :D Zawsze można mu zmienić :D
    Za mało F? :O W następnym będzie jej więcej :D
  • Ayano_Sora 4 miesiące temu
    Fajny ten Stan xD Jedna z nielicznych postaci, poza głównymi bohaterami, którą polubiłam XD
    No cóż, to była na pewno dla K pełna emocji wizyta. Szkoda, że rozmowa z ojcem potoczyła się tak, a nie inaczej, ale nie może być za łatwo... Ta konfrontacja była nieunikniona. Hm, czyżby rasa Tinki miała coś wspólnego z "odejściem" matki Josha? Hmmm, się okaże :D
    Tak wgl Shauna też lubię, chyba xD ale czekam na Logana. <3
  • Paradise 4 miesiące temu
    No Stan miał być fajny :D cieszę się :D
    Nic nie powiem, się okaże :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania