Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nigdy więcej - Rozdział 18 część 2

Gdy Keeva dotarła do łuku, jej ojciec uścisnął dłoń Diablo, po czym poklepał go po ramieniu i usiadł w pierwszym rzędzie obok swojej żony. Oczywiście po lewej stronie. O co chodzi z tym podziałem ras? W ostatniej chwili powstrzymałam się przed prychnięciem. Keeva stała przed Diablo, zadzierając głowę do góry, by móc patrzeć mu w oczy. Nawet na obcasach sięgała mu tylko do brody.

Ryan rozpoczął ceremonię tradycyjnym:

– Moi drodzy, zebraliśmy się...

Ale przestałam go słuchać, bo kątem oka zauważyłam, że Raito się wierci niespokojnie. Zerknęłam na niego, ale on patrzył gdzieś w bok, jakby coś między drzewami przykuło jego uwagę. Podążyłam wzrokiem w tamtym kierunku i przez chwilę nie widziałam niczego szczególnego, aż w końcu go zauważyłam. Opierał się o drzewo, skryty w jego cieniu. Nie widziałam go od czasu, kiedy przyszedł do mnie zapijać smutki. Nie dawał pieprzonego znaku życia, a teraz pojawia się na ślubie, jak gdyby nigdy nic? Zaraz mu nakopię do tego jebanego…

– Kochanie – usłyszałam ostrzeżenie w głosie Masona.

Trzymał dłoń na moim nagim udzie, bo akurat rozcięcie miałam z jego strony. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że zaczęłam wstawać. Poczułam, jak jego palce wbijają się w moją skórę, więc usiadłam i spojrzałam na niego.

– Siedź grzecznie i nie rób scen.

– Ale…

– Żadnego „ale”. Nim możesz się zająć po ślubie – skinął ledwo zauważalnie głową w stronę Oscara. – Zwracasz na siebie uwagę, więc ładnie mnie teraz pocałuj i graj dalej.

Kątem oka widziałam, że kilka osób z tylnych rzędów rzeczywiście się na nas gapiło. Westchnęłam i nachyliłam się do Masona, by musnąć jego usta swoimi. Właśnie po to go zaprosiłam. Wiedziałam, że utrzyma mnie w ryzach, ale to nie zmieniało faktu, że to nie jego chciałam całować. Jedyne usta, które chciałam czuć pod swoimi należały do K.

Usiadłam prosto, ciągnąc lekko Raito za ucho, żeby przestał się gapić na Oscara i spojrzałam na Młodą Parę. Właśnie trzymali się za lewe ręce tuż za nadgarstkami, ślubując sobie miłość, wierność i całą resztę bzdetów. Bhalorianie nie noszą obrączek, bo podczas ceremonii wypalają im się na skórze znaki. Przypominają tatuaże, ale nie da się ich w żaden sposób usunąć. Nie wiedziałam, jak to działało w przypadku małżeństwa Bhalorianina z człowiekiem, więc obserwowałam uważnie, czy na skórze Keevy również pojawią się znaki. Pojawiły. W tym samym czasie, co u Diablo. O ile on, wydawałoby się, że niczego nie poczuł, to niebieskowłosa syknęła z bólu. Jednak szybko zacisnęła szczękę, starając się nie krzywić. Widocznie było to dla niej o wiele bardziej bolesne niż dla Bhalorianki. Gdy ból minął, z uśmiechem wymienili się obrączkami. Jednak coś z ziemskiej ceremonii zachowali. Mój brat ogłosił ich mężem i żoną, po czym Keeva wpadła w ramiona Diablo i zaczęli się całować. Goście wstali, wiwatując, a z nieba zaczęło lecieć srebrne konfetti w kształcie piór. Wyjaśniło się po co szóstka żołnierzy została w powietrzu. Zerknęłam w stronę Oscara, ale nie było go już między drzewami.

Młoda Para przeszła po śnieżnobiałym dywanie, trzymając się za dłonie. Na końcu platformy Diablo porwał Keevę na ręce i zaczął iść w stronę sali, która znajdowała się kilkaset metrów dalej. Goście ruszyli za nimi, ci z lewej strony platformy w pierwszej kolejności. Z jakiej, kurwa, racji mamy przepuszczać ludzi pierwszych? Prychnęłam i znowu zerknęłam na las. Po Oscarze nie było śladu.

– Dobrze cię widzieć, Mason. – Usłyszałam za plecami głos brata, więc szybko się odwróciłam.

– Wasza Wysokość. – Blondyn lekko się pokłonił.

– Daj spokój, nie musisz mi się kłaniać. – Machnął na niego ręką i zwrócił się do mnie. – Ładnie wyglądasz, siostrzyczko.

– Ty też niczego sobie, braciszku.

Uśmiechnął się, sięgając dłonią do mojego policzka i przejechał kciukiem po bliźnie, która kończyła się na kości policzkowej. Co on odwalał?

– Co ty robisz? Korona uciska ci mózg? Sprawdzasz ile mam tapety? Nie martw się, szpachlą nie nakładałam.

– Nie, ja… Po prostu dawno nie pokazywałaś tej blizny – odpowiedział, a ja odwróciłam wzrok. Tego się nie spodziewałam. – Ciekawe, że akurat dzisiaj postanowiłaś to zrobić.

– Dzień dobry jak każdy inny – powiedziałam w końcu i spojrzałam w te jego zielone oczy.

– Doprawdy?

– O co ci chodzi? Chcesz się pokłócić? – Warknęłam.

– Oczywiście, że nie. Po prostu… Zresztą, nieważne. Jak będziesz mieć wolne, to wpadnij do mnie. Zrobimy sobie jakiś filmowy maraton jak…

Z tatą. Nie przeszło mu to przez gardło. Nic dziwnego. Mnie też by nie przeszło. Minęło już tyle lat, ale wcale nie było łatwiej. Nie bolało mniej. Ale to nie był głupi pomysł. Powinniśmy spędzać ze sobą więcej czasu.

– Jasne, jak tylko będę mieć wolne – powiedziałam, starając się uśmiechnąć.

– Świetnie, daj mi znać, żebym zdążył się przygotować – odpowiedział, zadowolony. – Muszę już iść, bawcie się dobrze. – Uśmiechnął się i zrobił coś, czego nie robił nigdy przedtem.

Złożył pocałunek na moim czole, a dokładnie na mojej bliźnie, następnie poklepał Masona po ramieniu, po czym rozłożył skrzydła i odleciał razem ze swoją obstawą, która czekała na niego w powietrzu. Patrzyłam za nim, zaskoczona.

– Ta korona chyba rzeczywiście uciska mu mózg. – Nawet nie zorientowałam się, że powiedziałam to na głos, gdyby nie śmiech blondyna i Raito.

– Nie bądź dla niego taka oschła, kochanie. To twój brat. – Mason złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę sali.

Wnętrze budynku, w którym odbywało się wesele ozdobione było kwiatami i wstążkami w kolorach przewodnich: granacie, różu i bieli. Okrągłe stoły, zastawione pysznościami, stały pod ścianami, zostawiając cały środek wolny. Goście ustawili się w kolejce do składania życzeń Młodej Parze, ale ja nie zamierzałam tego robić. Po części obawiałam się, że Keeva od razu wejdzie mi do głowy i całe moje przedstawienie szlag trafi. Ale chyba bardziej bałam się tego, co się stanie, gdy zbliżę się do Diablo.

Siedzieliśmy przy stole razem z żołnierzami, których kojarzyłam głównie z widzenia. Keeva miała szczęście, że nie zapomniała o Raito i potraktowała go jak każdego innego gościa. Winietka z jego imieniem znajdowała się tuż obok tej z moim. Wilk siedział zadowolony z mojej prawej strony, a Mason z lewej. Musiałam siedzieć między nimi, bo po pierwsze: oboje chcieli być przy moim boku, a po drugie: smok blondyna nie byłby zadowolony, gdybym siedziała obok któregoś z przystojnych żołnierzy.

Jedzenie było pyszne, a napoje idealnie schłodzone. Pilnowałam się, żeby za dużo nie wypić i nie stracić kontroli, ale Mason skutecznie odwracał moją uwagę, szalejąc ze mną na parkiecie. Już zapomniałam, jak uwielbiałam z nim tańczyć. Bawiłam się z nim lepiej niż Oscarem. Prawie zapomniałam o mojej złości, ale wtedy zobaczyłam, jak ten złotooki debil wchodzi na salę w czarnym garniturze. Chyba go już do reszty pojebało. Był ogolony, włosy miał ułożone, ale podkrążonych i przekrwionych oczu nie dał rady ukryć. Wytrzeszczyłam oczy, gdy podszedł do Keevy i Diablo, który od razu napiął wszystkie mięśnie.

– Nie interweniuj – powiedział Mason, przyciągając mnie do siebie.

Tańczyliśmy akurat niedaleko nich, więc mogłam wyłapać prawie wszystko z ich rozmowy.

– Nie – warknął Diablo.

– Daj spokój, przecież jest już oficjalnie twoja – odparł Oscar.

– Powiedziałem: NIE. Masz dwie minuty, żeby stąd wyjść albo ci pomogę.

– Diablo, proszę. – Keeva położyła dłoń na jego torsie, patrząc mu w oczy. – To tylko jeden taniec.

Serio, Keeva? Nawet teraz nie możesz go puścić? Nie możesz mieć ich obu. Diablo zacisnął szczękę, wycedził coś przez zęby i ruszył wściekły do swojego stołu. Za to Keeva, cała w skowronkach, dała się porwać do tańca Oscarowi. Akurat leciała wolna piosenka i widać było, że złotooki był wniebowzięty mając ją tak blisko siebie.

– Nie spinaj się tak, kochanie – zamruczał mi do ucha Mason. – To nie twoja sprawa.

– Staram się – westchnęłam. – Ale oboje mi podpadli i mam ochotę…

– Już, już. Wyluzuj. Po prostu na nich nie patrz.

Żeby to jeszcze było takie proste. Obróciliśmy się, żeby moi tak zwani przyjaciele zniknęli mi z oczu, ale mój wzrok trafił na Diablo. Siedział wściekły, ze skrzyżowanymi rękami na piersi i wpatrywał się morderczym wzrokiem w Oscara. Po chwili przekręcił głowę i nasze spojrzenia się spotkały. Wściekłość w jego oczach na moment zastąpiło coś dziwnego. Nie byłam pewna, co to było, ale nie mogłam oderwać od niego wzroku. Serce zaczęło mi bić szybciej, a ugryzienie palić. Zaczęłam żałować, że w ogóle przyszłam na to wesele. Nie byłam w stanie zerwać z nim kontaktu wzrokowego, a gdy wstał od stołu, zaczęła ogarniać mnie panika. Jeśli tu podejdzie…

Na szczęście Mason nas obrócił i moim oczom ukazała się Keeva, odpychająca Oscara. Chyba się kłócili. Złotooki przyciągnął ją do siebie coś tłumacząc, a ona przez chwilę się wyrywała, po czym znieruchomiała. Wyglądało na to, że chciała wiedzieć więcej, ale w tym momencie pojawił się Diablo i ich rozdzielił. Jak tylko Keeva znalazła się w bezpiecznej odległości, przywalił Oscarowi w twarz, a ten wylądował na podłodze.

– Dotknij ją, kurwa, jeszcze raz… – zaczął Diablo z trudem powstrzymując się przed zadaniem kolejnego ciosu.

– Diablo! – Krzyknęła Keeva.

Oscar podniósł się z podłogi, wycierając rękawem krew z ust, i głupkowato się uśmiechał.

– Zapytaj go – powiedział zadowolony.

– To prawda? – Keeva zwróciła się do Diablo, a ten spojrzał na nią zdziwiony. – Ukrywasz coś przede mną?

– Nie rozumiem.

– Spotykasz się z Tiną?

Mason aż się zatrzymał i spojrzał na mnie, zaskoczony, a ja odpowiedziałam mu tylko znaczącym spojrzeniem.

– Słucham? – Diablo prawie się roześmiał. – O co ty mnie podejrzewasz?

– A więc nic cię z nią nie łączy? – Keeva drążyła dalej, ale on tym razem nie odpowiedział.

Nie zamierzał jej okłamać, ale nie chciał się też z nią kłócić na własnym weselu. No cóż, za późno. Podjęłam decyzję. I tak miała być afera.

– Dość – powiedziałam, wyplątując się z objęć blondyna, ale on złapał mnie za rękę. – Nie wtrącaj się.

Wyrwałam dłoń i ruszyłam do mojej przyjaciółki. Diablo pierwszy mnie zauważył, posyłając mi zdziwione spojrzenie i po chwili Keeva podążyła za jego wzrokiem, odwracając się do mnie przodem.

– Chcesz wiedzieć co nas łączy? – Warknęłam, sięgając do plastra na barku. – Proszę bardzo! – Zerwałam plaster, odsłaniając ugryzienie.

– Więc dlatego nie podeszłaś złożyć życzeń? Bo spotykasz się z moim mężem przez… to?

– Co, kurwa? Oskarżasz mnie o spotykanie się z Diablo, podczas gdy sama spotykasz się z Oscarem?

– Co? – Wtrącił zaskoczony Diablo.

– Nie wiedziałeś? A myślałeś, że czemu wygląda jak chodzący trup? Przyjrzałeś mu się? Twoja wspaniała żona go zabija, trenując na nim swoją moc. – Jak już wywlekamy brudy, to wszystkie.

– Nie! To nie tak! Ja wcale nie… – zaczęła Keeva, ale jej przerwałam.

– Zamknij się, kurwa. Teraz ja mówię. Już pomińmy tego debila. Owinęłaś go sobie wokół palca, ale jebać to. Chcesz wiedzieć, dlaczego nie podeszłam złożyć życzeń? Przez ciebie. Myślałaś, że się nie dowiem? – Warknęłam, a ona zbladła. – Masz pojęcie, co musiał mi zrobić, żeby się dostać do tej jebanej wiadomości? Miałam ochotę wyrzygać własne flaki, straciłam wzrok i myślałam, że głowa mi eksploduje. Nie byłam w stanie podnieść się z ziemi, a K był w zupełnie innym miejscu. W każdej chwili ktoś mógł podejść i poderżnąć mi gardło, bo nie miałam jak się obronić. W dodatku w tamtym miejscu nie lubią Bhalorian, a on postarał się, żeby wiedzieli kim jestem. Mogłam zginąć, bo tobie się, kurwa, zachciało zostawić wiadomość tatusiowi w mojej głowie! – Patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami, nie wiedząc co powiedzieć. – Chcecie się kontaktować ze sobą, to się wymieńcie mailami albo numerami telefonów, a nie róbcie ze mnie jebanego gońca pocztowego!

– Keeva? O czym ona mówi? – Zapytał Diablo, a przez jego twarz przemknął cień bólu.

– O tym też mu nie powiedziałaś? – Prychnęłam. – Masz do niego pretensje, że nie powiedział ci o problemie z ugryzieniem, a ty ukrywasz przed nim spotkania z Oscarem i biologicznego tatusia psychopatę? Jebana hipokrytka!

Keeva patrzyła na mnie z rozchylonymi wargami, ale po chwili zacisnęła dłonie w pięści. Na jej twarzy malowała się złość. Ojej, poczuła się dotknięta?

– Ty mnie będziesz pouczać o szczerości w związku? – Syknęła. – Ty nawet nie jesteś szczera sama ze sobą! Powiedziałaś K, co do niego czujesz? Czy nadal go odtrącasz?

– To nie twoja sprawa – wycedziłam przez zaciśnięte zęby.

– A to nie była twoja! Ale i tak musiałaś się wtrącić i wszystko zepsuć!

– Sama, kurwa, zaczęłaś!

Rzuciłyśmy się na siebie, ale w ostatniej chwili złapał mnie Mason, a ją Diablo. Trzymał mnie mocno w swoich ramionach, jednocześnie trzymając za nadgarstki. Czułam jego umięśniony tors na plecach, a po chwili jego nos na szyi. Przymknęłam na chwilę oczy, starając się uspokoić. Do moich uszu dobiegł ostrzegawczy warkot, ale nie wydobył się on z gardła blondyna. Otworzyłam oczy i zamarłam. Diablo wpatrywał się morderczym wzrokiem w Masona, trzymając Keevę przy swoim boku.

– Puść ją – zawarczał.

Niedobrze, bardzo niedobrze. Moje serce przyspieszyło, gdy zauważyłam czające się w kącikach jego oczu cienie, gotowe pochłonąć białka. Mason tylko wzmocnił uścisk, wydając z siebie pomruk. Zaborczość smoków może się okazać teraz gwoździem do trumny. Zdecydowanie nie chciałabym zobaczyć walki smoka z demonem. Ugryzienie zaczęło piec jeszcze bardziej i próbowałam uwolnić prawą rękę, by móc wbić w nie paznokcie. Musiałam stąd uciekać, ale moje ciało wcale tego nie chciało. Ze wszystkich sił starałam się zostać na miejscu, w ramionach blondyna.

– Puść ją – powtórzył Diablo.

Z jego gardła znowu wydobył się warkot. Srebro tęczówki oka, w które wbiłam sztylet, pochłonęła krwista czerwień, a cienie pożarły białko. Nie, nie, nie. Chciałam się znaleźć jak najdalej od niego, a moje ciało znowu mnie zdradzało. Walczyło z Masonem i mną samą, żeby być bliżej niego.

– Ona należy do mnie! – Warknął, robiąc krok w naszą stronę, nadal trzymając przy boku zszokowaną Keevę.

– Co, kurwa? Ona nie należy do nikogo! A ty masz żonę! – Odwarknął blondyn. – Opamiętaj się, chłopie!

– Oddaj ją. – Głos Diablo zabrzmiał demonicznie, jakby już stracił kontrolę, chociaż widziałam, że dalej walczy. Tak jak ja.

– Po moim trupie.

– Maisie, zabierz mnie stąd! – Wykrztusiłam w momencie, gdy Diablo się na nas rzucił.

Mason zdążył odskoczyć w ostatniej chwili, ale zdążyłam uwolnić rękę i wyciągnąć ją w kierunku demona. On wyciągnął swoją i musnął mnie opuszkami palców. To wystarczyło, by moje serce przeszył ból. Zaparło mi dech w piersi, a ugryzienie zapłonęło żywym ogniem. Blondyn prawie mnie puścił, kiedy zobaczył, że nie mogłam złapać oddechu.

– Co ci jest? – Zapytał, podtrzymując mnie, bo nie mogłam ustać na nogach. – Kochanie?

Usłyszałam warkot dobywający się z gardła Diablo, ale Keeva trzymała go za przedramię, próbując odciągnąć. Nagle między nami pojawił się Raito.

– Mason, zabierz ją stąd, zanim poleje się krew – zarządził wilk. – Nie zamierzam dzisiaj umierać.

Blondyn natychmiast porwał mnie na ręce i wyniósł z sali. Nawet na zewnątrz było słychać ryk Diablo, ale musieli go przytrzymać w środku, bo nie wypadł za nami. Chłodne, nocne powietrze działało na mnie kojąco, ale nie na tyle bym stanęła na nogach.

– Za blisko… – wykrztusiłam, próbując złapać oddech. – Jesteśmy za blisko…

– Wiem, kochanie, wiem.

Na szczęście Młoda Para przygotowała transport dla pijanych gości i właśnie wsiadaliśmy do jednej z taksówek. Nie byliśmy pijani, ale musieliśmy szybko stąd odjechać. Mason może latać tylko, jeśli zmieni się w smoka, a nie mieliśmy na to czasu. Im dalej byliśmy, tym lepiej się czułam.

Gdy przekraczaliśmy próg mojego mieszkania, wszystko wróciło do normy. Jedynie ugryzienie lekko swędziało. Blondyn uparł się, że musiałam odpocząć i skakał koło mnie jak głupi. Zdjęłam szpilki, rozwalając się na kanapie, a on przyniósł mi lodowatą wodę i akurat za to byłam mu wdzięczna.

– Przestraszyłaś mnie – powiedział, siadając obok mnie. – Czemu mi nie powiedziałaś, że coś takiego może się stać?

– Nie miałam w planach konfrontacji z Keevą – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. – Wszystko przez tego kretyna. Urwę mu jaja, jak go zobaczę. Powiedziałam mu o ugryzieniu, żeby mi pomógł, a nie wypaplał Keevie.

W salonie pojawił się Raito. Cały i zdrowy.

– Jesteś wreszcie. Zaczynałam się o ciebie martwić.

– Czy ty chcesz, żebym ja zszedł na zawał, zamiast bohatersko zginąć w twojej obronie? – Wskoczył na kanapę i pochylił głowę, żebym mu zdjęła z szyi bordową muchę. – Po jaką cholerę do nich w ogóle poszłaś?

– Keeva mnie wkurwiła. I tak by się do mnie dopierdoliła, więc ją uprzedziłam.

Wilk tylko westchnął, po czym się do mnie przytulił, a ja zatopiłam dłoń w jego miękkiej sierści.

– Czym właściwie jest Diablo? – Zapytał Mason. – I o co chodzi z Oscarem?

Teraz to ja westchnęłam. Mieliśmy sporo do nadrobienia. Wolałam mieć to z głowy, więc opowiedziałam mu wszystko, łącznie z historią Oscara, atakiem Diablo i pojawieniem się na nowo ugryzienia. Mason słuchał uważnie, a gdy skończyłam, siedział przez dłuższą chwilę i milczał.

– Nie spodoba ci się to, co teraz powiem – odezwał się w końcu i zerknął na ugryzienie. – On cię oznaczył. Dlatego gadał, że jesteś jego.

– Co, kurwa? Przecież ma Keevę, czego ode mnie chce?

– To nie Diablo cię oznaczył, tylko jego demon. Wydaje mi się, że on jest podobny do mnie. Tylko zamiast smoka ma w sobie demona, rozumiesz?

Jeśli Mason miał rację, to wtedy w windzie wcale mi się nie wydawało, że patrzą na mnie dwie różne osoby.

– Dobrze, że zjawił się Raito, bo mój smok był gotowy o ciebie walczyć, a to nie skończyłoby się dobrze. Dla nikogo.

– Jak zwykle, jedyny rozsądny w całej grupie – pochwalił sam siebie wilk.

– Dobra, załóżmy, że masz rację. Jak się tego pozbyć? – Odezwałam się w końcu.

– I tu pojawia się problem. Nie wiem, kochanie. Nie spotkałem się z przypadkiem, żeby ludzka strona nie zgadzała się z bestią i odwrotnie, zwłaszcza jeśli chodzi o partnerkę.

– Zajebiście.

– Coś wymyślimy. – Blondyn objął mnie ramieniem i przytulił, a ja westchnęłam. – Ale wiesz, zgadzam się z Keevą w jednej kwestii. – Już miałam wybuchnąć, ale położył mi palec na ustach. – Zamknij się i słuchaj. Nie powinnaś odtrącać tego swojego człowieka.

– I tak nie możemy być razem, więc jaki w tym sens? Potem będzie tylko bardziej boleć.

– Będzie boleć tak samo mocno, bez znaczenia kiedy. Już za późno, zakochałaś się w nim, więc czemu nie możesz być z nim szczęśliwa, chociaż przez chwilę?

– Oscar też był szczęśliwy z Keevą przez chwilę i co? Odjebało mu. Nie chcę ześwirować jak on.

– Dlaczego z góry zakładasz, że stanie się to samo? Niektórzy ludzie…

– Następny, kurwa! A dlaczego z góry zakładasz, że jest inny?

– Sama tak powiedziałaś.

I tu mnie miał. K rzeczywiście był inny, ale to wcale nie znaczyło, że nie zakocha się w kimś innym, o ile w ogóle coś do mnie czuł. A ja nie chcę skończyć jak Oscar.

– Moja rada: daj mu szansę. Daj sobie szansę na szczęście, bo potem będziesz żałować, że tego nie zrobiłaś.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ayano_Sora 3 tygodnie temu
    Co tu się odwaliło XD Co za rozdział. No nieźle. Niezły ślub, niezła rozpierducha. Miałam to wszystko przed oczami xD
    NIE LUBIĘ KEEVY. Masakra, dobrze, że jej Tina wygarnęla, co myśli. Oskar to też kretyn, ale no Keeva to zwykła, pospolita szmata. Normalnie jestem w szoku, kretynka. Jak ja jej nie lubię. Walka demona Diablo ze smokiem Masona <3 Aw, fajny wątek, fajny pomysł, szczególnie z tym oznaczeniem. Super :D Nie lubiłam Masona, ale w sumie teraz nie jest taki zły... Chyba. Niech F się ogarnie wobec K, o tak! <3
  • Paradise 3 tygodnie temu
    Bez dramy nie ma rozdziału :D haha, zgadzam się :D No właśnie, niech F się ogarnie!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania