Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nigdy więcej - Rozdział 8 część 2

Od dłuższego czasu nie byłem na misji z F. Szefostwo chciało, żeby moje rany się zagoiły, co nastąpiło dość szybko i dziwiło Shauna. Emocje opadły i nie byłem już zły. Postanowiłem, że jeśli F znowu zacznie swoją grę, to nie pozostanę jej dłużny. Niech zobaczy i poczuje, jak to jest.

Stanąłem w drzwiach opustoszałego domu i spojrzałem na F. Właśnie dobiła ostatniego złodzieja i zadowolona odwróciła się w moją stronę. Po chwili wskazała palcem na coś za mną. Nawet się nie odwracając wyciągnąłem broń i strzeliłem do tyłu. Usłyszałem jak bezwładne ciało upada na ziemię. F z szerokim uśmiechem na twarzy pokazała mi dwa kciuki w górę. Misja wykonana, ale byliśmy w tak pięknym miejscu, że żal było je opuszczać. Posiadłość, z której pozbyliśmy się nieproszonych gości, znajdowała się tuż nad brzegiem morza. Złota plaża, turkusowa woda, bezchmurne niebo i słońce grzejące z każdą minutą coraz bardziej.

– Nie za gorąco ci w tym czarnym wdzianku? – Zapytałem stojącą na zewnątrz F.

– A tobie?

– Ja póki co stoję w cieniu.

– Póki co. – Odparła z uśmiechem podchodząc do mnie.

Była o wiele bliżej niż zwykle i moje serce oszalało. Położyła dłonie na moim torsie i jej ciało przywarło do mojego budząc motyle w brzuchu. Boże, jak ona na mnie patrzyła… Kiedyś nie zastanawiałbym się dlaczego, ale teraz? Czy znowu to była tylko gra? Zrobiła mały krok w prawo, potem kolejny i kolejny, aż obróciliśmy o sto osiemdziesiąt stopni i stanąłem tyłem do plaży. Położyłem dłonie na jej ramionach chcąc ją objąć, ale ona uśmiechnęła się łobuzersko i odepchnęła mnie z całej siły. Zaskoczony wylądowałem plecami na gorącym piasku, a F oparła się o framugę.

– Nie za gorąco ci w tym czarnym wdzianku?

Bardzo śmieszne. Bawimy się w małpowanie? Proszę bardzo.

– A tobie? – Zapytałem wstając.

– Mimo, że stoję w cieniu, to muszę przyznać, że tak.

Podbiegłem do niej, złapałem, przewiesiłem przez ramię jak worek ziemniaków i zacząłem biec w stronę morza.

– Zaraz cię ochłodzę!

– Ej! Puszczaj mnie! – Prawie zapiszczała próbując się nie zaśmiać, ale jej nie wyszło.

Plan był doskonały. Złapać i wrzucić do wody. Mniej więcej w połowie drogi do morza zaczęła się wiercić i nie mam pojęcia jak zsunęła mi się z ramienia, a ja chcąc ją przytrzymać, by nie spadła chyba się potknąłem i wylądowaliśmy na piasku. Przygniotłem ją swoim ciałem, bo wszystko działo się tak szybko, że nie zdążyłem nas obrócić.

– Aaa, duszę się! – Zaśmiała się. – Złaź ze mnie!

Podniosłem się na łokciach i spojrzałem jej w oczy. Znów miały ten piękny, ciepły odcień brązu. Ujęła moją twarz w swoje dłonie przybliżając ją do swojej. Nie protestowałem. Wręcz przeciwnie. Czułem jak wali jej serce w piersi, a może to moje tak głośno się tłukło? Była coraz bliżej, już prawie stykaliśmy się nosami. Byliśmy tu sami. Misja wykonana. Nigdzie nam się nie spieszyło. Przynajmniej teoretycznie. Mogłem to zrobić. W końcu mogłem ją pocałować. Poczułem jej nos na moim policzku, który po chwili musnęła ustami z uśmiechem.

– Złaź ze mnie albo zaraz poczujesz ból w kroczu. – Zamruczała.

Odskoczyłem od niej jak oparzony. Może żartowała, ale nie zamierzałem ryzykować. Dlaczego to zrobiła? Dlaczego znowu nam przerwała? F wstała zdejmując rękawiczki, rzuciła je na piasek i po chwili zrobiła to samo z butami. Spojrzała na mnie i zaczęła rozpinać kombinezon. Co ona robi? Miała na sobie strój kąpielowy? Szczerze w to wątpię. Patrząc jak odsłania dekolt zastanawiałem się, czy w ogóle ma coś pod spodem. Siedziałem tak na piasku wpatrzony w nią i po chwili do mnie dotarło, że ona się przede mną rozbiera. Serce znowu oszalało. Najpiękniejszy dzień w moim życiu? A może element gry? Nieważne, miałem gdzieś czy to gra czy nie, bo właśnie zrzuciła z siebie kombinezon i stała przede mną w czerwonej, koronkowej bieliźnie. Pożerałem wzrokiem jej idealne ciało. Czym sobie na to zasłużyłem?

– Słodki jesteś, jak się rumienisz. – Powiedziała.

– C-co? Ja wcale nie… to od słońca!

– Jasne. I zamknij buzię, bo ci piasku nawieje – odparła z uśmiechem odwracając się i pobiegła do wody.

Boże… miała na sobie stringi. W bokserkach od razu zrobiło mi się ciasno. Czy ona zdaje sobie sprawę co ze mną robi? Wyszedłem na skończonego kretyna. Gapiłem się na nią z otwartą gębą? Ja pierdole. Inaczej się tego skomentować nie da.

– K! – Krzyknęła. – Długo tam będziesz jeszcze siedział i się na mnie gapił?!

– Ja wcale nie…

– No chodź tu!

Nie czekając ani chwili dłużej rozebrałem się do bokserek i pobiegłem do wody. Rzuciłem się na fale. Woda była tak przyjemnie chłodna i trochę mnie ostudziła. Wynurzyłem się i przeczesałem dłonią mokre włosy patrząc na F. Wyglądała jakby ją zamurowało. Ochlapałem ją.

– Orientuj się! – Zaśmiałem się.

– Ej! Zaraz ci pokażę! – Oburzyła się i jednym ruchem zerwała gumkę rozpuszczając włosy.

Teraz to mnie zamurowało. Nie mogłem się na nią napatrzeć. Była piękna i tak cholernie seksowna. W dodatku prawie naga. Mój mózg przestawał racjonalnie myśleć. Zanim się zorientowałem, F skoczyła na mnie. Zdążyłem ją złapać, ale straciłem równowagę i runęliśmy do wody. Nie na długo, bo po chwili już staliśmy na nogach.

– Mam cię. – Powiedziała z uśmiechem.

– Jeszcze mnie nie złapałaś. – Odparłem i zacząłem uciekać brzegiem morza, gdzie woda była do kostek.

– Myślisz, że cię nie dogonię?! – Krzyknęła za mną.

Obejrzałem się, by sprawdzić, czy mnie goni, ale ku mojemu zdziwieniu jej tam nie było.

– Orientuj się! – Usłyszałem tuż przy uchu i z wrażenia, aż się przewróciłem.

Szybko usiadłem słysząc jak F wybucha śmiechem. Unosiła się tuż nad falami kawałek ode mnie machając wielkimi, kruczoczarnymi skrzydłami, a ogon bujał się na boki nie dotykając wody. Uśmiechnąłem się szeroko.

– To nie fair! Latanie to oszustwo! – Krzyknąłem.

– Dlaczego? – Zaśmiała się. – Tak jest o wiele zabawniej!

Przeleciała nad głębszą wodę i przyspieszyła. Złożyła skrzydła trzymając je blisko przy ciele i wpadła pod wodę, by po chwili z niej wyskoczyć rozkładając je z powrotem. Kropelki wody zalśniły w słońcu, tak samo jak pióra nimi pokryte. Zawisnęła w powietrzu tuż nad powierzchnią, a ja nie mogłem oderwać od niej wzroku. Podleciała bliżej mnie i uśmiechnęła się w taki sposób, że gdybym stał, to bym się przewrócił. Chyba się… zakochałem? Poczułem, że jeśli jej zaraz nie pocałuję, to chyba oszaleję. Wstałem i zacząłem biec w jej stronę. Gdy byłem już blisko, podskoczyłem i objąłem za uda, bo dotąd sięgnąłem, by ściągnąć ją w dół. Jej skrzydła razem z ogonem zniknęły i wpadliśmy pod wodę. Pływaliśmy tuż pod powierzchnią patrząc na siebie, bo woda była idealnie przezroczysta. Sięgnąłem ręką w jej stronę, by dotknąć twarzy, ale ona się wynurzyła. Zrobiłem to samo i stanąłem przed nią.

– Co chciałeś zrobić, K? Zdjąć mi maskę? – Zapytała oburzona.

– Chcesz wiedzieć, co chciałem zrobić?

Zrobiłem krok w jej stronę i objąłem w talii jedną ręką przyciągając do siebie, a drugą ująłem policzek. Moje serce oszalało, gdy dotknąłem jej nagiej skóry. Patrząc mi w oczy położyła dłonie na moim torsie. Jej dotyk niemal palił rozlewając przyjemne ciepło po moim ciele. Nasze twarze były tak blisko, że stykaliśmy się nosami. Świat zewnętrzny zniknął. Nie słyszałem szumu fal. Nie czułem powiewu wiatru na mokrych plecach. Wszystko znikło. Przestało mieć znaczenie. Była tylko ona. Jeszcze chwila i serce wyskoczy mi z piersi. Teraz albo nigdy. Zamknąłem oczy i… najdelikatniejszy pocałunek jaki dotąd dane mi było zasmakować ustąpił miejsca niezwykle namiętnemu. Ten z kolei zmienił się w falę dzikich pocałunków. Jej dłoń znalazła się na mojej szyi, a druga we włosach. Moja z kolei zjechała z jej talii na perfekcyjny pośladek. Nasze ciała przylgnęły do siebie tak mocno, że nawet siłą by nas nie rozdzielili.

W końcu się od siebie oderwaliśmy, by złapać oddech. Dysząc patrzyliśmy sobie w oczy. Chciałem więcej. Dużo więcej. F zerknęła na moje usta, a potem na moje nabrzmiałe przyrodzenie w bokserkach odsuwając się lekko i przygryzła dolną wargę sunąc dłonią od szyi w kierunku torsu zerkając z powrotem na moje usta. Spojrzała mi w oczy i podskoczyła, odruchowo ją złapałem, a ona oplotła mnie nogami w pasie i wpiła się w moje usta. Oddawałem żarliwe pocałunki idąc z nią do brzegu. Położyłem ją na mokrym piasku w miejscu, gdzie jeszcze dosięgały nas fale, przygniatając swoim ciałem. Podparłem się na łokciu składając pocałunki na linii jej szczęki, a drugą dłonią sunąłem po jej udzie. Przechyliła głowę na bok dając mi dostęp do swojej szyi i moje usta od razu tam powędrowały. Prawie jęknęła zaciskając dłoń na moich włosach, po czym szarpnęła obracając nas, by znaleźć się na mnie. Nie protestowałem, bo z tej pozycji miałem niezły widok.

Pochyliła się i przejechała delikatnie językiem po moich ustach. Rozchyliłem je czekając na pocałunek, ale ona złapała zębami moją dolną wargę i przygryzła. Wplotłem palce w jej włosy i przytrzymując ją w miejscu pocałowałem zderzając swój język z jej. Nie pozostała mi dłużna oddając pocałunek jednocześnie zmniejszając odległość między nami do zera. Wolną dłonią błądziłem po jej prawie nagim ciele zatrzymując się na pośladku na dłużej, by potem powędrować w górę aż do zapięcia stanika. Jednym ruchem go rozpiąłem, a F zastygła na moment z ustami na moich. Oderwała się ode mnie i zaczęła podnosić, a ja chcąc wykorzystać sytuację przełożyłem dłonie na jej brzuch i zacząłem sunąć nimi w górę, by złapać piersi, ale w ostatniej chwili przytrzymała biustonosz na miejscu odmawiając mi dostępu.

– Zabieraj łapy. – Wydyszała prostując się.

– Wstydzisz się? – Zapytałem podnosząc się na łokciach.

– Zapomnieliśmy się, nie uważasz?

– To źle?

– Nie powinniśmy… nie możemy…

– Ja nie żałuję – wtrąciłem siadając, a ona zsunęła się na moje uda. – Od kiedy jesteś taka grzeczna, F?

Musnąłem ustami linię jej szczęki i poczułem, że zadrżała.

– Zapinaj – syknęła, a ja spojrzałem na nią zaskoczony. – To, co rozpiąłeś. Zapinaj.

Westchnąłem kładąc dłonie na jej talii i zacząłem nimi sunąć w kierunku zapięcia stanika. W rozpinaniu jestem mistrzem, ale zapinanie już do łatwych zadań nie należało. Przybliżyłem się do niej, żeby zerknąć zza jej ramienia mocując się z zapięciem. Moje dłonie się zatrzymały, a usta zaczęły składać pocałunki na jej skórze wędrując w stronę szyi.

– Zapinaj, kurwa. – Warknęła.

– Jesteś okrutna. – Westchnąłem wprost do jej ucha i wróciłem do zapinania biustonosza.

Kiedy w końcu poradziłem sobie z tym ustrojstwem, moje usta znów wylądowały na jej szyi. Miałem nadzieję, że chodziło tylko o ten głupi stanik, i że będziemy mogli kontynuować to, co zaczęliśmy.

– K… – szepnęła, ale nie przerywałem mojej wędrówki od jej ramienia, aż po okolice ucha i linię szczęki. – K, musimy wracać… – jej dłonie znalazły się na mojej twarzy, ale nie przerwała moich pocałunków, które dotarły do kącika jej ust. – Ktoś może nas zobaczyć.

– Nikogo tu nie ma – mruknąłem muskając jej wargi swoimi.

– Taki jesteś pewny? – Zapytała odsuwając się ode mnie. – Skąd wiesz, że nikt nas nie obserwuje schowany w ogrodach albo tamtym lasku? Mógł latać nad nami jebany dron, a my byliśmy tak zajęci… – Urwała, a ja milczałem, bo zdałem sobie sprawę, że miała rację. – Wracamy. – Powiedziała i wyswobodziła się z moich objęć.

Poczułem gorzki smak rozczarowania. Nie tak to miało wyglądać. Nie tak to miało się skończyć. Złapałem ją nieco powyżej kolana, gdy wstała, żeby ją zatrzymać.

– K, nie zachowuj się tak jakby między nami zaiskrzyło. – Powiedziała patrząc na mnie z góry.

– Oczywiście, że nie zaiskrzyło. To nieodpowiednie słowo. „Wybuchło” o wiele lepiej pasuje. – Odparłem z uśmiechem.

Zacisnęła szczękę odwracając się bez słowa, po czym odeszła kilka kroków na głębszą wodę i zanurkowała, żeby opłukać się z piasku. Kiedy się wynurzyła, nawet na mnie nie spojrzała, tylko ruszyła do brzegu.

– Zamierzasz mnie tu tak zostawić? – Zawołałem.

– Już nie lamentuj. Ulżysz sobie w domu.

Nie wierzę. Po prostu nie wierzę. Poczułem się tak, jakby wylała na mnie kubeł lodowatej wody. Patrzyłem jak zakłada kombinezon na mokrą skórę, potem rękawiczki, buty wzięła do ręki i boso ruszyła w stronę naszego statku. Nie odwróciła się ani razu. Nawet nie zerknęła w moją stronę. Wiatr rozwiał jej długie, kruczoczarne włosy, a ja westchnąłem. Będę musiał się zadowolić wspomnieniami i własną wyobraźnią.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • candy 8 miesięcy temu
    Mógł latać nad nami jebany dron - hahahah xD

    "Ulżysz sobie w domu" #okrutnaF

    Jak to tak można, kombinezon na mokrą skórę, toż się to przylepi zaraz!

    I czemu +18 jak tu do niczego nie doszło nawet... ech :( !!
  • Paradise 8 miesięcy temu
    #niebądźjakF #niebądźokrutna XDDD

    Oj tam, nie miała czasu czekać, aż wyschnie XD
  • Ayano_Sora 7 miesięcy temu
    Ojej, znowu mi się żal K zrobiło XDD Ale no dobrze, dobrze... Niech się trochę jeszcze podroczą, nie tak od razu, niech zniecierpliwią czytelnika, aww xD Bardzo przyjemny rozdział, naszym bohaterom należała się chwila relaksu :3 "zapinaj, kurwa" <3 a widać, że nawzajem za sobą szaleją :D
  • Paradise 7 miesięcy temu
    cieszę się, że się podobało :D <3

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania