Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nigdy więcej - Rozdział 9 część 2

Szłam przez korytarze kwatery głównej MAO w długiej, kobaltowej sukience z rozcięciem na boku, czarnych szpilkach na platformie z czerwonymi spodami i kopertówką w dłoni. Włosy miałam związane w kłosa, nad którym męczyłam się niemiłosiernie, bo ciągle coś mi nie wychodziło, palce się plątały, a z ust sypały się przekleństwa. Jak zawsze. Zdecydowanie szybciej poszło z makijażem, co było miłym zaskoczeniem.

Weszłam na salę, gdzie odbywała się impreza i rozejrzałam się. Prawie wszyscy już byli. Nie spóźniłam się. To dopiero szok. Nagle moje spojrzenie spoczęło na agentce w tak obcisłej, skórzanej sukience, że lada chwila i cycki jej wybuchną. Przewróciłam oczami. Jak ona w tym oddycha? Długie włosy w kolorze jasnego różu przechodzącego w blond spadały kaskadami na jej plecy aż za tyłek. Swoją drogą były dłuższe niż sama sukienka. Prychnęłam i wtedy nasze spojrzenia się spotkały. Zmierzyła mnie lodowato niebieskimi oczami niemal z obrzydzeniem. Zacisnęłam mocniej palce na czarnej kopertówce. O co jej chodzi? Odwróciła dumnie głowę i wróciła do rozmowy z agentem, który cały czas coś do niej mówił. Oboje byli bez masek.

Ruszyłam do stolika dla agentów specjalnych i zajęłam swoje miejsce starając się zachować spokój. Jakaś zdzirowata barbie nie popsuje mi humoru. Niedługo później obok mnie usiadł K.

– Cześć, F.

– Cześć, K.

Spojrzałam na niego niby od niechcenia. Miał na sobie granatową koszulę z jakimś srebrnym wzorkiem z rękawami podwiniętymi do łokci, czarny krawat i równie czarne spodnie. Materiał koszuli idealnie opinał jego mięśnie, a ja poczułam, że robi mi się gorąco, bo w głowie już zdzierałam z niego ubranie. Powędrowałam wzrokiem w górę i zatonęłam w jego niesamowitych oczach. Czemu te jasnoniebieskie tęczówki z ciemnymi obwódkami tak na mnie działają? Nie mogłam oderwać od nich wzroku i z jednej strony wcale nie chciałam, ale z drugiej nie mogliśmy się tak na siebie gapić bez końca na imprezie służbowej, gdzie każdy może nas zobaczyć. Z wielkim trudem oderwałam wzrok od jego oczu zerkając przy okazji na usta, ale szybko się opamiętałam odwracając głowę w przeciwnym kierunku. Nie powinnam była pozwolić mu się do mnie zbliżyć, bo jedyne o czym ostatnio myślałam, to jego dotyk i jak bardzo chciałabym go znowu poczuć.

– Było aż tak źle, że nie możesz na mnie patrzeć? – Zapytał.

Serce zaczęło mi się tłuc w piersi na samo wspomnienie tamtych pocałunków. Źle? Bogowie, było cudownie. Żaden facet, z którym się spotykałam nie całował tak dobrze. Nie mogłam na niego patrzeć, bo bałam się, że zaraz usiądę mu na kolanach i wpiję się w te jego boskie usta. Ale tego nie musiał wiedzieć.

– Chyba nie skoro się zarumieniłaś. – Prawie zamruczał i wzdłuż mojego kręgosłupa przeszedł dreszcz.

Zarumieniłam? Jeszcze tego brakowało. Uwielbiałam w nim wszystko, a szczególnie głos. Mogłabym go słuchać w nieskończoność. Musiałam jakoś z tego wybrnąć, bo było coraz gorzej. Przybrałam maskę „zimnej suki” i wstałam, chociaż kosztowało mnie to bardzo wiele wysiłku.

– Masz jakieś zwidy. – Syknęłam do niego i wyszłam na parkiet.

Dorwałam jakiegoś pierwszego lepszego agenta, a ten ochoczo porwał mnie do tańca. Był przystojny, ale co z tego? Nijak się miał do K. Chciałam tylko odwrócić od niego swoją uwagę, ale to wcale nie było takie proste, bo cały czas czułam na sobie jego palący wzrok. Przetańczyłam z przystojnym agentem jeszcze cztery piosenki i wróciłam do stolika zgarniając po drodze szklankę wypełnioną wodą z lodem. Było mi gorąco, a zapowiadało się jeszcze gorzej, jak tylko usiadłam obok K, który nie spuszczał ze mnie wzroku. Dlaczego to ja miałam uciekać przed nim zawstydzona? Nie byłam przecież taka płochliwa. To ja wprawiałam facetów w taki stan, a nie oni mnie. Przyłożyłam zimne szkło do szyi odchylając lekko głowę i przymknęłam oczy. Zagrajmy w grę, partnerze.

Gdy po chwili spojrzałam na K, właśnie przełykał ślinę śledząc wzrokiem kroplę spływającą mi po dekolcie, aż w końcu zniknęła między piersiami. Uśmiechnęłam się zadowolona i upiłam kilka łyków przyjemnie lodowatej wody, po czym oblizałam wargi patrząc na niego znacząco. Albo mi się wydawało, albo zauważyłam cień rumieńca na jego policzkach. Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale szybko je zamknął odwracając wzrok. Udał, że się przeciąga i położył rękę na oparciu mojego krzesła muskając palcami nagą skórę na ramieniu. Zadrżałam prostując się, żeby mnie nie dotykał. Nie patrzył na mnie tylko na agentów bawiących się na parkiecie, ale cały czas zaczepiał delikatnie dotykając mojego barku i łopatki doprowadzając mnie na skraj szaleństwa. Jego dotyk, nawet ten najdelikatniejszy, palił skórę i posyłał dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Nie wiedziałam, jak mam siedzieć, żeby jego palce nie dosięgły mojego ciała. Nie mogłam się wiercić, bo zaraz ktoś zauważy, że coś jest nie tak.

– Nie poprosisz mnie do tańca? – Zapytałam w końcu starając się oddychać normalnie.

– Nie. Raczej nie. – Odparł rzucając mi chłodne spojrzenie, czym mnie zaskoczył.

– Dlaczego? – Spytałam zakładając nogę na nogę tak, by rozcięcie odsłaniało całkowicie moje udo.

– Bo potargała ci się sukienka. – Odparł.

– Nie jest potargana – prychnęłam. – To się nazywa rozcięcie.

– Ach tak? – Jego wzrok spoczął na moim nagim udzie, ale nie zareagował, tak jak bym sobie tego życzyła. Ku mojemu zaskoczeniu w ogóle go to nie ruszyło. – I tak z tobą nie zatańczę.

– Bo co? Obrażony jesteś? – Oburzyłam się.

– Nie. Po prostu nie chcę z tobą tańczyć – obojętność w jego głosie i oczach mnie wręcz przeraziła. Patrzyłam na niego z rozchylonymi ustami nie wiedząc, co powiedzieć. – Zdziwiona?

Dlaczego? Dlaczego nie chce ze mną zatańczyć? Przecież przed chwilą nie mógł oderwać ode mnie wzroku, a teraz patrzył obojętnie. Robił to specjalnie? To był element gry? A może to wszystko było na poważnie? Czułam się dotknięta, ale jednocześnie wzbierała we mnie złość. Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować, do naszego stolika podeszła ta zdzirowata barbie. Totalnie olała moją obecność wpatrując się w K maślanymi oczami.

– Hej, K. Pamiętasz mnie?

– Tanya – powiedział z uśmiechem wstając, a ja wytrzeszczyłam oczy. – Zatańczysz?

– Myślałam, że nigdy nie zapytasz. – Odparła rozpromieniona i na odchodnym rzuciła mi pełne pogardy spojrzenie.

Prawie opadła mi szczęka, gdy patrzyłam jak wychodzą na parkiet. Co tu się właśnie odjebało? Poprosił JĄ do tańca. Uśmiechnął się do NIEJ. Już pominę fakt, że znał imię tej ścierki. A mnie olał. Na całej, jebanej linii. Co to miało, kurwa, być? Wstałam zaciskając dłonie w pięści. Niemal od razu znalazłam sobie partnera do tańca. Nie zamierzałam siedzieć sama przy stoliku. Starałam się dobrze bawić, ale moją uwagę ciągle zwracała różowa ścierka wieszająca się na szyi K. Co chwilę się o niego ocierała, a ja aż zgrzytałam zębami ze złości. Dlaczego jej na to pozwalał? To chyba nie jest zemsta za to, że go zostawiłam na plaży? Przecież nie zrobiłby czegoś takiego. Chyba.

Odepchnęłam agenta bez maski przede mną, który i tak wyglądał jakby miał zaraz uciec i ruszyłam do stolika z napojami. Czemu, kurwa, nie ma tu nic z alkoholem? Musiałam się napić, żeby wytrwać do końca tego cyrku. Oparłam dłonie na stole zaciskając powieki i liczyłam w myślach do dziesięciu, żeby się uspokoić.

– Wszystko w porządku, F? – Usłyszałam.

– Spierdalaj. – Warknęłam nawet nie otwierając oczu.

– Źle się czujesz?

Koleś chyba nie zdawał sobie sprawy, w co wdepnął. W jednej chwili złapałam go za fraki mierząc morderczym wzrokiem. Nawet nie byłam pewna, czy to ten facet, z którym tańczyłam. Z resztą miałam to w dupie. Nie powinien do mnie przychodzić.

– Posłuchaj, jakkolwiek tam masz na imię, debilu. Chyba nie wiesz z kim zadarłeś.

– A-ale dopiero co tańczyliśmy i było wszystko w porządku… – wtrącił.

– Do mnie się nie podchodzi jak jestem wkurwiona. A tym bardziej się do mnie nie rozmawia – wycedziłam przez zaciśnięte zęby. – Następnym razem, kiedy będziesz chciał zagadać, to przemyśl to sobie w tym swoim ułomnym łbie ze cztery razy, bo w minutę zrobię z ciebie jebane warzywo – przełknął ślinę przerażony. – Dotarło? – Pokiwał głową energicznie, więc go puściłam.

Uciekał tak szybko, że gdybym nie była taka wściekła, to pewnie bym się zaśmiała. Do moich rąk trafił napój smakujący jak wino i chociaż wątpiłam, że ma jakieś procenty, miałam nadzieję, że oszukam organizm samym smakiem. Odwróciłam się z kolejną szklanką wypełnioną ciemnoczerwonym płynem w dłoni i zamarłam. Dokładnie naprzeciwko mnie stał K z tą zdzirą. Już nie tańczyli. Stali blisko siebie, ona bawiła się jego krawatem trzepocząc rzęsami, a on… nic. Po prostu pozwolił, by ta szmata do niego przylgnęła niebezpiecznie zbliżając usta do jego twarzy.

Nagle szklanka pękła mi w dłoni, a jej zawartość wylądowała na mojej sukience, czym zwróciłam na siebie uwagę przynajmniej połowy obecnych. Chyba ścisnęłam ją za mocno. O wiele za mocno. Byłam zazdrosna? Przecież to śmieszne. Ale prawda jest taka, że aż kipiałam z zazdrości. Wylewała się ze mnie zmieszana z wściekłością tworząc mieszankę wybuchową. Różowa ściera spojrzała na mnie jak na sierotę mamrocząc coś pod nosem, ale wcale nie musiałam tego słyszeć, żeby wiedzieć, co to było. K w końcu patrzył na mnie, a nie na nią. Wyglądał jakby zaraz miał do mnie podejść, ale zmroziłam go wzorkiem kręcąc ledwo zauważalnie głową. Co on sobie wyobrażał? Nie potrzebuję jego litości. Niech lepiej się nie rusza, bo jeszcze mu się oberwie. Ale on dalej na mnie tak patrzył… jakby się wahał, jakby nie wiedział, co ma zrobić.

– Hej, F! – Krzyknęła różowa barbie. – Wszystko z tobą w porządku? W sensie tutaj – wskazała palcem na głowę, a ja zacisnęłam dłonie w pięści i poczułam ból, ale zignorowałam go. Zrobiło się dziwnie cicho, jakby wszyscy czekali na dalszy rozwój wydarzeń. – Normalni ludzie nie rozwalają szklanek!

– Co to niby miało znaczyć? – Syknęłam ruszając w jej stronę, a agenci schodzili mi z drogi.

– Dobrze wiesz, że twoje miejsce jest w więzieniu. Albo psychiatryku. A najlepiej więzieniu połączonym z psychiatrykiem.

– Tanya! – Warknął K odsuwając się od niej, ale nic sobie z tego nie zrobiła.

– Powiedz, komu musiałaś wskoczyć do łóżka, żeby cię wypuścili? – Kontynuowała taka pewna siebie.

– Mierzysz wszystkich swoją miarą? Bo chyba tylko w taki sposób cię tu przyjęli – zadrwiłam sama się sobie dziwiąc, że tak nad sobą panowałam. – Takie ścierwo jak ty nie przeszłoby podstawowych testów.

– Jesteś psychiczna! Powinnaś się leczyć!

Moja pięść zderzyła się z jej twarzą. I szlag trafił moje opanowanie. Poczułam chrupnięcie. Pewnie z jej nosa już nic nie zostało. Straciła równowagę chwytając się za resztki krwawiącego nosa i ktoś z tyłu ją przytrzymał. K nie kiwnął nawet palcem, żeby jej pomóc, ale on w tym momencie mnie mało obchodził. To była sprawa między mną a tą zdzirą.

– A ty powinnaś się nauczyć, że makijażu nie nakłada się szpachlą. Czego jeszcze użyłaś? Kropelki? Bo to aż dziwne, że ci tapeta nie odpadła po moim ciosie.

Różowa szmata w końcu stanęła na nogi i rzuciła się na mnie. Bez najmniejszego wysiłku zrobiłam unik zdejmując szpilki, po czym chwyciłam dół sukienki i roztargałam robiąc rozcięcie z drugiej strony. Ścierka próbowała mnie zaskoczyć, ale złapałam ją za fraki i rzuciłam na stół z napojami rozwalając go. Nie mogła się podnieść, więc ktoś jej pomógł.

– Dziwka! – Krzyknęła.

– Mówisz o sobie? – Zapytałam z drwiącym uśmieszkiem.

Znów się na mnie rzuciła, ale nie stanowiła dla mnie żadnego wyzwania. Bez problemu zrobiłam unik, a potem zadałam cios. Jeden, drugi, trzeci i czwarty. Czułam jak pękały jej żebra. Co ona sobie myślała? Że jak K poświęcił jej chwilę uwagi, to wygrała życie? Że ma ze mną jakiekolwiek szanse? Nikt nas nie rozdzielił. Nawet nie ośmielił się do nas podejść. Może nie tylko mnie wkurwiła, skoro nikt nie kwapił się do pomocy. Złapałam ją za fraki i rzuciłam o ziemię, po czym usiadłam na niej, złapałam za szyję i ścisnęłam pochylając się.

– Jeśli jeszcze raz się do mnie odezwiesz, jeszcze raz na mnie spojrzysz tym zdzirowatym wzrokiem, jeszcze raz zbliżysz się do K – szepnęłam jej ucha złowrogim tonem. – To najpierw przestrzelę ci kolana, żebyś nie mogła mi uciec. Potem powoli będę ci łamać każdą kość. Najpierw w jednej ręce, a potem w drugiej. A na koniec wykręcę ci kręgosłup jak ścierkę. Nie martw się, to też zrobię powoli, żebyś mogła nacieszyć się bólem, zanim przestaniesz cokolwiek czuć. Zrozumiałaś?

– Grozisz mi? – Wycharczała, a ja się zaśmiałam cicho.

– Ja cię tylko ostrzegam – zacisnęłam mocniej palce na jej szyi, żeby trochę ją poddusić. – Nie masz pojęcia do czego jestem zdolna, ale jeśli tak bardzo chcesz sprawdzić…

Nagle na sali zjawiło się szefostwo. Natychmiast ktoś mnie od niej odciągnął. Trzymali mnie w trzech, chociaż nie wyrywałam się. Zadowolona z siebie patrzyłam jak zabierają ją do skrzydła szpitalnego. Będzie miała dużo czasu na przemyślenia, zanim ją wypuszczą. Ja udałam się z szefostwem do ich gabinetu i dostałam taki opierdol, że starczy mi na bardzo długo. Na dodatek zostałam zawieszona. Na jebany miesiąc. Wściekła wyszłam stamtąd na boso trzymając szpilki w dłoni i wpadłam na K. Co on tutaj robił? Martwił się o mnie? Prychnęłam. Wcale nie miałam ochoty go widzieć. Częściowo to była jego wina. Chciałam go minąć, ale złapał mnie za przedramię.

– Puść mnie – warknęłam.

– Co ci powiedzieli? Co z twoją ręką? – Zapytał i przyglądał się mojej zakrwawionej dłoni z kawałkami szkła, które pewnie wepchałam jeszcze głębiej pokazując różowej szmacie, gdzie jej miejsce.

– Teraz nagle cię obchodzę? Pierdol się! – Wyrwałam rękę z jego uścisku i ruszyłam do statku szybkim krokiem.

K coś za mną krzyczał, chyba nawet za mną szedł, ale miałam to w dupie. Ta impreza mogła wyglądać zupełnie inaczej. Mogła zakończyć się zupełnie inaczej. Przyspieszyłam. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu, z dala od tego wszystkiego. Z dala od K.

Gdy przekroczyłam próg mieszkania, rzuciłam szpilki w kąt, zdarłam z siebie tą przeklętą kieckę i wyrzuciłam ją do kosza. Droga do domu nieco ostudziła moją wściekłość i zaczynało do mnie docierać, co tak naprawdę się stało. Mogłam wylecieć na zbity pysk przez jakąś szmatę. Miałam pierdolone szczęście, że tylko mnie zawiesili. Raito obserwował mnie bez słowa, kiedy w samej bieliźnie wyciągałam apteczkę i rozłożyłam się przy kuchennym stole, po czym zabrałam się za wyciąganie szkła z dłoni. Nie szło mi to jednak zbyt dobrze, bo byłam praworęczna, więc trzymałam tą pieprzoną szklankę w prawej dłoni. Operowanie lewą było trudniejsze niż myślałam. Rzuciłam pęsetą o blat i zadzwoniłam po Daniela. Sama nie dałabym rady. Narzuciłam na siebie jakąś wielką koszulkę do spania, żeby nie paradować przed panem doktorem prawie naga.

Czekał mnie cały miesiąc w domu, a świrowałam już po tygodniu, gdy rana od noża na moim udzie się goiła. Cały miesiąc bez K. To było chyba jeszcze gorsze od siedzenia w domu. Wolałabym, żeby mnie doprowadzał do szału, ale był obok. A miesiąc to bardzo dużo czasu. Chyba umrę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • candy 3 tygodnie temu
    Do mnie się nie podchodzi jak jestem wkurwiona. - TO JA, CAŁE ŻYCIE, ALL DAY, ALL NIGHT, DZIĘKUJĘ

    No i bardzo dobrze! Niech się pierdoli! Choć trzeba przyznać, że nieźle F załatwił, jej własną bronią, można rzecz.

    A suknia się potargała jednak. Echhhh.

    Może K ją odwiedzi w domku? :> i znowu zobaczę ten czerwony kolor xDDD
  • candy 3 tygodnie temu
    można RZEC, oj Candy... mózg już nie ten
  • Paradise 3 tygodnie temu
    Zdziwiła się trochę, nie? Myślała, że tylko ona może tak pogrywać? :D
    Taaa, SIĘ potargała xD
    Głodnemu chleb na myśli, co? :D
  • candy 3 tygodnie temu
    Paradise zawsze!
  • Ayano_Sora 2 tygodnie temu
    Różowa ścierka <3
    Tak, F wreszcie mogła się n a kimś chociaż częściowo wyładować xD hm, no nie wiem, niby F taka wkurzona na K, ale przecież sama przetańczyła wcześniej z kimś innym, gdy K sie do niej zalecał. No bez jaj. Czego tez ona oczekuje? Jasne, że facet chciał jej zrobić na złość, ale skumulowało się jeszcze z tym, że tańczył właśnie z różową ścierką, z początku rozdziału xD No nic, przynajmniej F obiła mordę szmacie. Tanya ,bo jest tania :3 imię idealne, dla wywłoki xD swoją drogą F musiała wyglądać super, jeszcze pasowali do siebie z K, jeśli chodzi o ubiór, no co za zbieg okoliczości :3
  • Paradise 2 tygodnie temu
    Zbieg okoliczności? A może przeznaczenie? :D
    Dziękuję, że wpadłaś! <3

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania