Nigdy więcej - Rozdział 4 część 2

Lecieliśmy w ciszy. Żadne z nas nie miało ochoty wykonywać tej misji. F wyglądała jak żywy trup. Zabalowała wczoraj ostro i wcale się jej nie dziwię, bo ja nie byłem w lepszym stanie. Mieliśmy mieć wolne i ciężko mi było zwlec się rano z łóżka, gdy dostałem wezwanie. Miałem lekkiego kaca, ale nie było źle. Brakowało mi po prostu snu. Byłem w stanie wykonać tą misję szybko, byle tylko wrócić do domu i iść spać. Ale F… nadawała się tylko na wsadzenie do trumny i zakopanie.

– Zaraz mi łeb rozpierdoli. – Odezwała się F.

– Mnie prawie nie boli.

– Zajebiste pocieszenie, kurwa – warknęła. – A co to ma wspólnego ze mną?

– To, że chociaż jedno z nas jest w stanie pracować – odpowiedziałem zerkając na nią. – Ale weź się w garść, bo nie mam zamiaru wykonywać tej misji sam. Wysłali nas oboje, więc jesteśmy potrzebni OBOJE.

– Wiem, kurwa.

– To dobrze.

– Już nigdy nie tknę alkoholu. – Jęknęła.

– W to akurat nie uwierzę. – Zaśmiałem się.

– Co cię tak, kurwa, śmieszy?

– Zawsze tak mówisz. I przestań przeklinać w końcu.

– Będę przeklinać, ile będzie mi się żywnie podobać.

– Proszę bardzo, przeklinaj sobie ile chcesz, ale nie przy mnie.

– Taki wrażliwy jesteś, K?

– Nie lubię, jak kobieta przeklina. Zwłaszcza atrakcyjna.

– To masz pecha.

Westchnąłem. Ta rozmowa nie miała sensu. Przypomniałem sobie o napoju z elektrolitami, który kupiłem po drodze do MAO. Sięgnąłem po niego i bez zastanowienia podałem go F.

– Masz.

– Co to jest?

– Elektrolity. – Zerknąłem na nią. Patrzyła na mnie zaskoczona. – No bierz, zanim się rozmyślę.

– A ty?

– Ja przeżyję.

– Jak szlachetnie. – Zadrwiła, ale napój wzięła.

Znowu westchnąłem. Nie chciałem się kłócić. Szkoda mi było na nią nerwów. Zastanawiałem się tylko gdzie się podziała ta uśmiechnięta F z imprezy sprzed dwóch tygodni. Miałem nadzieję, że ten napój jej pomoże i nie będziemy mieć problemów, jak już dolecimy na miejsce. Zapanowała cisza. Ja skupiłem się na pilotowaniu statku, a ona przyswajała elektrolity.

– Wiesz, co pomaga na ból głowy? – Zapytałem nagle zerkając na F.

– No? – Spojrzała na mnie biorąc łyka napoju.

– Seks.

Zakrztusiła się, a ja spaliłem buraka zastanawiając się, co właściwie gadam. Skąd mi to przyszło do głowy? I czemu powiedziałem to na głos? Kiedyś słyszałem o takiej teorii, ale jakoś nie miałem okazji wypróbować. Ale po co to mówiłem F? Przecież ja wcale nie chciałem z nią… Ech, jednak oszukiwanie samego siebie nie najlepiej mi wychodzi.

– Czy ty właśnie zaproponowałeś mi…

– Co? Ja nie… – Przerwałem jej szybko czując, że moja twarz robi się jeszcze bardziej czerwona. – Ja wcale nie… znaczy… to była taka ciekawostka… – Dukałem pogrążając się jeszcze bardziej. Czemu robiłem z siebie takiego błazna?

– A, no tak. Ciekawostka. – Rzuciła niby obojętnie, ale wydawało mi się, że wyczułem w jej głosie… zawód?

Spojrzałem na nią i zaskoczony zauważyłem, że jej policzki są tak samo czerwone jak moje. Nie patrzyła na mnie, ale po chwili obróciła głowę w moją stronę i nasze spojrzenia się spotkały. Zmieszałem się jeszcze bardziej i oboje natychmiast odwróciliśmy wzrok. Boże, zachowujemy się jak nastolatki. Chłopie, masz dwadzieścia cztery lata, weź się w garść.

– Jesteś prawiczkiem? – Zapytała nagle F.

– Co? Nie, ja… oczywiście, że nie – zerknąłem na nią totalnie zmieszany, a ona świdrowała mnie wzrokiem. – Ale co to ma do rzeczy? Chyba nie jesteś dziewicą? – Znowu na nią zerknąłem czekając na odpowiedź, ale jej spojrzenie mówiło wszystko.

– Czy ja ci wyglądam na grzeczną dziewczynkę?

– Skądże. Ani na grzeczną, ani na dziewczynkę.

– Otóż to. – Zaśmiała się krótko.

– W łóżku też jesteś taka niegrzeczna? – Nie zdążyłem się ugryźć w język.

Co ja, do jasnej cholery, wyprawiam? Dlaczego w ogóle rozmawiamy na taki temat? I dlaczego wypowiadam swoje myśli na głos? Skoro nie potrafię zapanować nad własnym językiem, to jest naprawdę źle. Spojrzałem na F i to był błąd. Patrzyła na mnie takim wzrokiem, że od razu zrobiło mi się gorąco.

– Zwłaszcza w łóżku. – Uśmiechnęła się w taki sposób, że musiałem odwrócić od niej wzrok, żeby skupić się na wyrzuceniu z głowy obrazów, które się w niej pojawiły. – Ale co cię to interesuje? Przecież to była tylko ciekawostka. Nie składałeś mi żadnych propozycji. A może zmieniłeś zdanie?

– Ja… – zacząłem, ale szybko się zamknąłem zanim powiedziałbym za dużo.

Co jej miałem powiedzieć? Że w mojej głowie już nie raz była w moim łóżku kompletnie naga? Że jednym spojrzeniem, jednym uśmiechem potrafi doprowadzić mnie na skraj szaleństwa? Nie powinienem myśleć o niej w ten sposób. To moja partnerka i między nami nie może być absolutnie nic. Takie są zasady. Ale byłoby o wiele prościej, gdyby mnie nie prowokowała.

Żeby uniknąć odpowiedzi, pod pretekstem ominięcia asteroidy, skręciłem nagle robiąc beczkę, a potem postanowiłem powtórzyć to jeszcze kilka razy, aż przestanie mnie męczyć.

– Kurwa, K! Wyrównaj ten jebany lot albo… – Wrzasnęła F, ale przerwała nagle zatykając usta dłonią.

Natychmiast wyrównałem lot i spojrzałem na nią zaniepokojony.

– Będziesz rzygać? – Zapytałem, a ona spojrzała na mnie takim wzrokiem, że gdyby spojrzenie mogło zabić, to już leżałbym martwy. – Już niedaleko. Zaraz wchodzimy w atmosferę. Wytrzymasz? – Zerknąłem w jej stronę.

Nadal patrzyła na mnie tym morderczym wzrokiem. Wchodzenie w atmosferę nie jest takie złe, czasem trochę trzęsie, ale przy jej obecnym stanie to nie najlepszy pomysł. Kompletnie zapomniałem, że miała mega kaca. Gdyby nie mój genialny pomysł z beczkami, nie byłoby teraz problemu.

– Może zaczekamy na orbicie? – Zaproponowałem i spojrzałem na nią.

– Ląduj jak najszybciej, żebym mogła ci zajebać – warknęła. – Bo jesteś skończonym debilem.

– Ale nie zarzygasz mi kokpitu?

– Nie martw się, upewnię się, że poleci na ciebie.

Jak miło. Westchnąłem i skierowałem statek w stronę planety przygotowując się do wejścia w atmosferę. Miałem nadzieję, że z F będzie dobrze i się nie pochoruje. Trochę przerażała mnie ta wizja. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Wylądowaliśmy w spokoju. F oczywiście chciała spełnić swoją obietnicę i próbowała mi „zajebać”, ale zdążyłem zrobić unik wpieniając ją jeszcze bardziej. Miałem w tym swój cel, bo im bardziej się wściekała, tym szybciej wykonalibyśmy misję. Musiałem ją tylko zaprowadzić w odpowiednie miejsce, gdzie mogła się wyżyć na wszystkich poza mną.

Mimo, że elektrolity i złość postawiły ją na nogi, nadal nie wyglądała najlepiej, ale misja poszła jak z płatka. Staliśmy i patrzyliśmy jak tutejsze władze zabierają nieprzytomnych kryminalistów, a potem ruszyliśmy do naszego statku.

– K, ty krwawisz. – Odezwała się nagle F zrównując się ze mną.

– Co? – Spojrzałem na nią zaskoczony zatrzymując się, a ona złapała mnie za nadgarstek i podniosła moją rękę na wysokość oczu.

Na wnętrzu dłoni miałem ranę ciętą. Przyglądałem się jej zaskoczony, bo nie pamiętam nawet, żeby ktoś mnie zranił. Krwawiła dosyć mocno i trzeba było to jak najszybciej opatrzeć.

– Jakim cudem masz ranę w takim miejscu? – Zapytała F patrząc na mnie.

– Nie wiem. Nie wiedziałem, że ją mam, dopóki mi nie pokazałaś. – Odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

– Nie boli cię? – Patrzyła na mnie zaskoczona.

– Teraz jak o tym wspomniałaś, to trochę boli. – Odparłem, a ona pokręciła głową.

– Sierota. Chodź, opatrzymy to. – Puściła mój nadgarstek i ruszyliśmy do statku.

Gdy weszliśmy na pokład, F od razu sięgnęła po apteczkę, a ja usiadłem na fotelu odsuwając go od sterów, żeby zrobić więcej miejsca. Podeszła do mnie i uklękła rozkładając potrzebne rzeczy na podłodze. Podwinęła mi rękaw kombinezonu, po czym zdjęła swoje rękawiczki i założyła jednorazowe, a potem nożyczkami przecięła moją. I tak nie nadała się już do użytku. Odłożyła ją do plastikowego pudełka i zabrała się za oczyszczanie rany. Syknąłem, kiedy dotknęła jej wacikiem nasączonym płynem dezynfekującym.

– Ale z ciebie twardziel, K. – Zadrwiła. – Tylko mi tu nie zemdlej.

– Widzę, że czujesz się już zdecydowanie lepiej. Zrobimy kilka beczek w drodze powrotnej?

– Spierdalaj.

– Tak myślałem.

Obserwowałem jak kończy dezynfekować ranę i nakłada opatrunek. Potem wzięła się za bandażowanie, ale zaciskała co chwilę szczękę ze złości. Nie wiedziałem czemu, nie szło jej tak źle. Wręcz przeciwnie.

– Trzymaj – rzuciła podając mi bandaż. – Jebane rękawiczki. Nienawidzę tego dziadostwa.

Zdjęła jednorazówki, wrzuciła je do plastikowego pudełka i wróciła do bandażowania mojej dłoni. Robiła to dokładnie i jakoś tak… delikatnie, a to słowo zdecydowanie do niej nie pasowało. Ona nie bywała delikatna. To było dziwne, ale podobało mi się. I nie tylko to. Podobało mi się też to, że była skupiona na swoim zadaniu i chyba nieświadomie wysunęła język. Wyglądała naprawdę uroczo. Aż się uśmiechnąłem i miałem ochotę pogładzić ją po policzku. Już wyciągałem dłoń w kierunku jej twarzy, gdy nagle zamarła, a ja od razu cofnąłem rękę. Przejechała delikatnie palcem po bliznach poniżej mojego nadgarstka, a moje ciało przeszedł dreszcz. Szlag. Zauważyła. Nie były bardzo widoczne, więc żeby je zauważyć trzeba się dobrze przyjrzeć i to z bliska. W innym wypadku zobaczyłaby je już na ostatniej imprezie. Wpatrywała się w nie jeszcze przez chwilę, a potem skończyła bandażować moją rękę, jak gdyby nigdy nic.

– Dzięki. – Powiedziałem i zsunąłem podwinięty rękaw.

Złapała mnie za zdrową rękę tak nagle, że nie miałem szans na ucieczkę. Bez wahania odsłoniła nadgarstek. Niech ją szlag. Akurat o tym nie chciałem rozmawiać. Z nikim.

– Co to, kurwa, jest? – Warknęła, kiedy zobaczyła takie same blizny i na tej ręce.

– Blizny. – Odpowiedziałem spokojnie.

– Serio, kurwa? Taki z ciebie śmieszek? – Złapała mnie za fraki i nasze twarze znalazły się bardzo blisko. – Skąd je masz? – Świdrowała mnie wzrokiem, a jej tęczówki były czarne jak noc.

– Nie twoja sprawa. – Powiedziałem ostrzej niż zamierzałem.

– Nie moja sprawa? – Wycedziła. – Chyba powinnam wiedzieć, że mój partner ma skłonności samobójcze i może coś odpierdolić podczas misji.

– Z góry założyłaś, że to blizny po próbie samobójczej.

– A po czym, kurwa? Operacji cieśni nadgarstka? Nie pierdol mi tu. – Ledwo nad sobą panowała, ale o co się tak wściekała? Tak się przejęła? To do niej nie podobne.

– Po pierwsze: opanuj się z tymi przekleństwami, dobrze ci radzę. Po drugie: powiedziałem ci już, że to nie twoja sprawa. Po trzecie: co cię to w ogóle obchodzi? A po czwarte: puść mnie. – Złapałem ją za nadgarstek oczywiście tą ranną ręką i syknąłem, ale nie zabrałem dłoni.

– A ja już ci powiedziałam, że to JEST moja sprawa. – Warknęła przybliżając się do mnie jeszcze bardziej.

W tym momencie nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów, a ona niemal siedziała mi na kolanach. Gdyby nie była taka wściekła i uparta, to mogłoby to się skończyć zupełnie inaczej. Nie miałem zamiaru rozmawiać z nią o mojej przeszłości.

– Jak chciałaś usiąść mi na kolanach, wystarczyło powiedzieć. – Powiedziałem chłodno.

Zbiłem ją totalnie z tropu. Nie była świadoma pozycji, w jakiej się znajdowaliśmy. Zarumieniła się zaskoczona i puściła mnie wstając. Odchrząknęła nie patrząc na mnie.

– Powinniśmy lecieć. – Rzuciła szybko i zaczęła zbierać rzeczy z podłogi, potem schowała apteczkę, a ja w tym czasie przysunąłem z powrotem fotel. – Gdzie, kurwa? – Warknęła, jak tylko wróciła. Spojrzałem na nią zaskoczony. – Na moje miejsce. Ja pilotuję.

Posłusznie wykonałem polecenie. Nie bardzo dałbym radę pilotować z tą ręką. Obserwowałem jak F zakłada swoje rękawiczki, zapina pasy i uruchamia silniki. Dziwnie mi się siedziało na jej miejscu, bo rzadko zastępuje mnie za sterami. Wystartowaliśmy i wyglądało na to, że odpuściła, więc wbiłem wzrok w przestrzeń kosmiczną, jak tylko przebiliśmy się przez atmosferę.

– Więc? – Odezwała się F po długiej ciszy.

– Co więc?

– Co z tymi bliznami? – Rzuciła mi spojrzenie pełne irytacji.

– Nie będę z tobą o tym rozmawiał.

– Bo co?

– Bo to moja prywatna sprawa.

– Więc uważasz, że nie powinnam wiedzieć? Zaraz, jak to było? Zaufanie to podstawa? Czy to nie twoje słowa?

– Czyli twierdzisz, że ci nie ufam?

– Tak. A teraz ja tobie też nie.

– A ufałaś mi wcześniej?

– Oczywiście – zerknęła na mnie. – Teraz będę ciągle myśleć czy mi czegoś nie odwalisz podczas misji, albo czy w ogóle się stawisz w MAO. A skoro przy tym jesteśmy, to szefostwo wie?

– Martwisz się o mnie? – Zapytałem zaskoczony.

– Chciałbyś.

– Martwisz.

– Bzdura.

– Martwisz. – Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, bo im bardziej zaprzeczała, tym bardziej się zdradzała.

– Wal się.

– Martwisz.

– Dobra! Martwię! – Spojrzała na mnie. – I co z tego? Nie chcę cię stracić – chyba oboje byliśmy zaskoczeni tym, co powiedziała. Zmieszała się rumieniąc lekko. – Jako partnera, oczywiście. – Dodała szybko i wbiła wzrok przed siebie niby skupiając się na locie, a ja westchnąłem.

– Powiem ci, ale pod jednym warunkiem. – Miałem szansę się czegoś o niej dowiedzieć, więc musiałem ją wykorzystać. – Ty też powiesz mi coś o sobie.

– Niech ci będzie. – Zgodziła się nawet na mnie nie patrząc.

Zapadła cisza. Wiedziałem, że to ja muszę zacząć, ale nie wiedziałem jak się do tego zabrać. Do tej pory powiedziałem o tym tylko mojemu przyjacielowi. Tyle, że wtedy nie byłem trzeźwy. Pod wpływem alkoholu było jakoś łatwiej. Zerknąłem na F. Poczuła na sobie mój wzrok i też na mnie zerknęła, ale nie odezwała się ani słowem, tylko spojrzała z powrotem przed siebie. Wziąłem głęboki wdech. Teraz albo nigdy.

– Bliska mi osoba… – zacząłem, ale to było trudniejsze niż sądziłem. Nie chciałem wracać do tych wspomnień. – Zginęła przeze mnie… zabiłem ją… i nie mogłem sobie poradzić z wyrzutami sumienia… podciąłem sobie żyły, bo to ja powinienem wtedy zginąć, a nie ona... – Zacisnąłem dłonie w pięści i syknąłem z bólu. Zapomniałam o tej gównianej ranie. Na bandażu widniała czerwona plama. – Jak widzisz, nie udało mi się. Znalazł mnie… z resztą nieważne. Odratowali mnie i to się liczy.

– Kochałeś ją? – Zapytała.

– Skąd… – zacząłem, ale rzuciła mi znaczące spojrzenie. – Tak, chyba tak. Tylko dotarło to do mnie, jak było już za późno… – westchnąłem. Nie bolało już tak bardzo, jak wtedy. – Ale nie martw się, nigdy więcej nie zrobię czegoś tak głupiego i nigdy więcej nikt przeze mnie nie zginie. – F nie odzywała się przez dłuższą chwilę, więc musiałem zainterweniować. – Teraz ty.

– Skoro już jesteśmy w temacie… – zaczęła. – Ja też miałam próbę samobójczą, tylko że moja była udana.

– Co? – Patrzyłem na nią w szoku. – Nie rozumiem…

– Zaraz zrozumiesz. – Uśmiechnęła się smutno. – Przyjęłam na siebie atak wymierzony w takiego jednego kretyna… jemu nic się nie stało, a ja… trafiłam do szpitala w stanie krytycznym. Umierałam w męczarniach, a on… nawet się nie pofatygował, żeby podziękować… nie mówiąc już o sprawdzeniu czy w ogóle żyję… moje serce nie biło przez siedem minut…

– Siedem minut? – Powtórzyłem zszokowany. – Ale przecież mózg umiera po czterech…

– Mówiłam ci, że nie jestem taka jak ty. – Nawet na mnie nie spojrzała, ale w jej głosie wyczułem dziwną nutę. – Poza tym lekarze mają odpowiednią technologię, żeby utrzymać mózg przy życiu dopóki nie przywrócą krążenia… a przynajmniej moi lekarze.

– Chyba nawet gdzieś o tym czytałem.

– Byłam taka głupia… po tym, co mi zrobił… – zacisnęła mocniej dłonie na sterach. – Ochoczo oddałam za niego życie… bez chwili wahania...

– Złamał ci serce?

– Zdradził mnie z cycatą blond szmatą.

– Szmaciarz.

– Wyjąłeś mi to z ust – kącik jej ust uniósł się lekko w górę.

Nie tolerowałem takiego zachowania. Ja bym nigdy nie zdradził kobiety, z którą byłbym w związku. Nie rozumiem jak mógł zdradzić taką dziewczynę jak F. Przecież jej niczego nie brakowało. Jej figura była idealna. Widocznie wolał blondynki z wielkimi piersiami. Tylko dlaczego musiał tak skrzywdzić F? Blane miał nosa z tą swoją teorią. Coraz bardziej chciałem poznać prawdziwą F. A ta chwila szczerości była pierwszym krokiem w tym kierunku.

– Przykro mi. – Powiedziałem przerywając ciszę.

– Niepotrzebnie. To było dawno, a tamta wersja mnie umarła.

Na moment zapanowała cisza, bo zacząłem się zastanawiać jaka była tamta F i czy bardzo różniła się od tej, którą znam.

– Mamy ze sobą więcej wspólnego niż myśleliśmy.

– Czyżbyśmy byli parą idealną? – Zerknęła na mnie z uśmiechem, który tak lubię.

Uznałem, że słowa nie były potrzebne i uśmiechnąłem się w odpowiedzi. Przez moment w mojej głowie pojawiła się myśl, że mógłbym posklejać jej złamane serce, bo moje też nie było w całości. Moglibyśmy nawzajem się naprawić.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ayano_Sora 5 miesięcy temu
    Zabawnie się zaczęło, poważnie potoczyło, reflesyjnie skończyło. Jak zwykle, bardzo przyjemny rozdział. K cierpi na amnezję, że ON BY NIGDY NIE ZDRADZIŁ, jak najwidoczniej zdradził? XD nie no, może ma zanik pamięci chłopak.. jakiś miejscowy. Bardzo dobrze przedstawiłaś tą szczerość między nimi. Super :D A początkowe dialogi, ogólnie dialogi - aww, uśmiech sam się na twarz ciśnie :D Ta wulgarna, wybuchowa F <3 i K mówiący, co mu ślina na język przyniesie xD Dobre, bardzo dobre :3
  • Paradise 5 miesięcy temu
    Dziękuje <3
    A co do K, to cóż... historia się wyjaśni, ale gdzieś w dalekiej przyszłości :D
  • candy 5 miesięcy temu
    z tym seksem na ból głowy to prawda, polecam! xD
  • Paradise 5 miesięcy temu
    hahaha, ja wiem :D również polecam :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania