Poprzednie częściBo jestem inna 1

Bo jestem inna 23

Koniec czerwca i początek lipca były dla Marty bardzo pracowite. Musiała skończyć duży i dość pracochłonny projekt, tak aby zlecający go klient był w pełni zadowolony. Chodziło o zaprojektowanie dużego hotelu, który miał powstać w miejscu wielkiej hali fabrycznej. Nanosiła dziesiątki poprawek, ale w końcu projekt był prawie gotowy. Jeszcze kilka dni i nadawał się do złożenia.

Była zmęczona, ale miała poczucie, że zrobiła dobrą robotę. Razem z Magdą nie mogły się już doczekać wyjazdu na Korfu. Wszystko miały spakowane i opłacone w biurze podróży – musiały tylko o czasie przybyć na lotnisko.

Skończyła projekt i gotową dokumentację zawiozła do biura. Nie poszła bezpośrednio do dyrektora, wszystko zostawiła u jego sekretarki. Jednak wychodząc z gmachu biurowca, niemal zderzyła się z Jasińskim.

Powiedziała „dzień dobry”, poinformowała, że plany projektu są u sekretarki, i dodała, że skontaktuje się z nim po powrocie z urlopu. Nie przerywał jej, słuchał, ale widać było, że ma do niej jakiś uraz. Nie zwracała na to uwagi, było jej wszystko jedno. Swoim zwyczajem pomyślała: „A w dupie z nim, nie on, to inny może się trafi”

– Do widzenia! – rzuciła i już zbiegała po schodkach.Nie zatrzymywał jej, chociaż bardzo chciał. Doszedł jednak do wniosku, że co ma być, to będzie. Nie zamierzał się jej narzucać i traktować wyłącznie jako wykonawczynię projektów. Mimo to odprowadził ją wzrokiem.

Ostatniego dnia lipca do Marty przyjechali rodzice, którzy mieli zaopiekować się Felkiem. Marta nie chciała, żeby pies jechał do nich – tęskniłby, a poza tym rodzice mieli duży dom, ale małe podwórko. Przywieźli ze sobą Natana, tłumacząc, że będą z nim i z Felkiem chodzić na spacery nad rzekę.

Natan bardzo się cieszył, że pomieszka trochę w domu cioci. Wieczorem Marta pożegnała wszystkich, zapakowała walizkę i pojechała do Magdy, u której miała zanocować przed wylotem.

Obie były niesamowicie podekscytowane. Na lotnisku pojawiły się przed czasem. Marta zaparkowała auto na strzeżonym parkingu, wniosła opłatę za dziesięciodniowy postój i ruszyły prosto do hali wylotów. Oddały bagaże rejestrowane na stanowisku odprawy biletowo-bagażowej i tylko z niedużymi torbami podręcznymi podeszły do reszty uczestników wycieczki – było ich kilkanaście osób.

Odprawa przebiegła bez zakłóceń i wkrótce siedziały już w samolocie. Lot trwał troszkę ponad dwie godziny, a z lotniska autokar zawiózł wszystkich do hotelu.

Marta i Magda miały do dyspozycji piękny pokój z łazienką , balkonem i widokiem na morze .

Pierwsze, co zrobiły, to zostawiły bagaże, przebrały się i pobiegły nad morze. Był upalny dzień. Biegały po plaży i cieszyły się jak dzieci.

Następnego dnia zwiedzały Korfu. Ogromną atrakcją były wąskie uliczki stolicy wyspy. Marta jako architekt zachwyciła się zabytkową architekturą, praniem wiszącym między balkonami, zapachami lokalnego jedzenia i tradycyjnymi okiennicami, które nadawały miastu niepowtarzalny urok.

Po obiedzie w restauracji hotelowej poszły na plażę. Opalały się na wygodnych leżakach i cieszyły wzrok widokiem tego pięknego miejsca.

Z oddali dobiegała ich piękna, grecka muzyka, postanowiły więc pójść w tamtym kierunku. Dotarły do urokliwej tawerny. Muzyka grała, a kilka par tańczyło.

One – ubrane w stroje plażowe, z pareo zawiązanymi na biodrach i w klapkach na stopach – zaczęły kołysać się w rytm melodii.

W pewnym momencie do Magdy podszedł przystojny, wciąż dość młody mężczyzna i poprosił ją do tańca. Spojrzała na Martę, a ta skinęła głową z aprobatą. W końcu przyjechały tu nie tylko zwiedzać, ale też dobrze się bawić.

Magda była naturalną, jasną blondynką o jasnej cerze, niebieskich oczach, średnim wzroście i ładnej, lekko zaokrąglonej sylwetce. Marta obserwowała ją w tańcu.

Mężczyzna był od niej wyższy, miał ciemną karnację i muskularną posturę. Przytulał Magdę mocno i coś szeptał jej do ucha.

W końcu Marta również została zaproszona do tańca przez wysokiego, czarnoskórego mężczyznę. Wydawał się jej sporo młodszy, ale skorzystała z propozycji.

Tańczyli, a w czasie przerwy usiedli już we czworo na drewnianej ławie w cieniu drzew oliwnych.

Rozmawiali trochę po angielsku, trochę na migi, ale bez problemu się dogadywali. Ali, który tańczył z Martą, pochodził z Zambii, natomiast Kostas, partner Magdy, był Grekiem.

Siedzieli do późna, a po powrocie do hotelu dziewczyny zaczęły wymieniać się wrażeniami. Magda wyznała, że Kostas jest bardzo sympatyczny i że jutro rezygnuje z zaplanowanej wycieczki.

Była z nim umówiona – mieli płynąć gdzieś jakimś jachtem, dokładnie nie wiedziała czym, ale chyba jednak jachtem.

Marta poinformowała ją, że również ma jutro spotkanie z Alim. Nie wiedziała, gdzie pójdą, ale chłopak bardzo jej się podobał.

Zmęczone wrażeniami, po szybkiej kąpieli poszły spać

Następnego dnia po śniadaniu każda poszła w swoją stronę: Magda z Kostasem, a Marta z Alim.Początkowo Marta i Ali spędzali czas nad morzem – pływali i biegali po plaży, a ona czuła się naprawdę szczęśliwa.

Poszli też razem na obiad oraz do jednej z wielu lokalnych kawiarenek. Marta piła drinki na bazie alkoholu i powoli zapominała o całym świecie. Nie była pijana, ale – jak sama to określała – mocno wstawiona.

Szli później objęci brzegiem morza. Zauroczona pięknym zachodem słońca, Marta przystanęła, a wtedy Ali ją pocałował.– Jesteś piękna – powiedział łamaną angielszczyzną. – Marta, ja ciebie kochać.

Całował ją i szeptał kolejne komplementy. Jego ręce wędrowały po jej ciele, co było bardzo przyjemne. Chciał tego samego, co inni mężczyźni, ale ona – mimo że pod wpływem alkoholu – nie pozwoliła na więcej.

Wyrwała się, stanęła naprzeciwko niego i po polsku wypaliła:– Co jest, kurwa?

– Kurwa? Marta nie, nie kurwa – mówił do niej łagodnie, a ona miękła pod wpływem jego głosu i delikatnych pocałunków.Już się nie opierała.

Godziła się na pieszczoty, ale na nic więcej. Kiedy wróciła do hotelu, Magdy jeszcze nie było. Poszła pod prysznic i długo rozmyślała nad tym, czy powinna dalej spotykać się z Alim.„On jest młodszy, napalony... Ja zresztą też się napaliłam, ale jak to tak?

Przyjechałam na wycieczkę, muszę coś zobaczyć – tłumaczyła sobie w duchu. – Nie będę robiła z siebie dziwki” – postanowiła i poszła spać.

Magda wróciła dopiero nad ranem, rozmarzona i zakochana po zaledwie jednym dniu znajomości

Od tej pory pobyt na Korfu dla jednej z nich upływał na zwiedzaniu, a dla drugiej na nieustannych randkach. Te dziesięć dni minęło bardzo szybko.

Ostatniego dnia Marta znów spotkała się z Alim. Było tak samo romantycznie jak za pierwszym razem. Zapomniała się i uległa emocjom.

Tym razem nie skończyło się tylko na całowaniu i pieszczotach – oddała mu całą siebie. Nie dlatego, że się zakochała; po prostu była ciekawa, jak to jest z czarnoskórym mężczyzną. Zawiodła się jednak. Było nieciekawie i z tego wszystkiego tylko on czerpał satysfakcję. Ona czuła się zniesmaczona i zła na siebie.

„Dobrze, że stosuję antykoncepcję – pomyślała. – Przynajmniej nie będzie pamiątki”.

Podczas pakowania walizek zapytała Magdę, czy nie jest jej przykro, że zostawia Kostasa. Przyjaciółka wzruszyła tylko ramionami.

– Nie, nie jest mi przykro – odpowiedziała. – Było fajnie i to wszystko.

– Magda, czy coś zaszło między wami więcej? – dociekała Marta.

– Tak – przyznała Magda. – Było prawie za każdym razem, ale wczoraj kazał mi za to zapłacić.

– Kurwa! – zaklęła Marta. – Co za kutas. Magda, czy ty się chociaż zabezpieczałaś?

– Tak, nie martw się, w ciąży nie będę – odpowiedziała. – A ty? Spotkałaś się wczoraj z Alim i co?

– Magda... też to zrobiłam. I żałuję.

– Dlaczego?-

– Bo tylko Ali miał satysfakcję, ja nie. A, jebać obcokrajowców. Teraz, jak się puszczę, to tylko z naszym. Wiesz... czuję się jak szmata

Magda podeszła do przyjaciółki i mocno ją przytuliła, kładąc podbródek na jej ramieniu. W tym jednym uścisku zamknęły cały swój żal, wstyd i rozczarowanie, które nagle zepsuły błękit greckiego nieba.

– Daj spokój, Martuś – szepnęła Magda, gładząc ją po plecach. – Obie byłyśmy głupie. Obie dałyśmy się ponieść wakacyjnemu słońcu.

Ale to, co wydarzyło się na Korfu, zostaje na Korfu. Zamykamy ten rozdział.-

Marta pociągnęła nosem i otarła łzę, która wbrew jej woli spłynęła po policzku. Spojrzała na leżące na łóżku paszporty i bilety lotnicze.

Magda miała rację. Za kilka godzin ten grecki raj, który okazał się dla nich tak przewrotny, miał stać się jedynie wspomnieniem.

Zatrzasnęły walizki, a dźwięk ekspresowych zamków brzmiał jak ostateczne cięcie. Kiedy wyszły na balkon, by po raz ostatni spojrzeć na turkusowe morze, poczuły na twarzach ciepły powiew wiatru.

Były poturbowane emocjonalnie, ale silniejsze o kolejną lekcję. W milczeniu zjechały windą do hotelowego lobby, gotowe na powrót do szarej rzeczywistości.

Marta do Felka, do starych problemów i do Jasińskiego, który – choć jeszcze tego nie wiedziała – wciąż czekał na nią w kraju.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania