Pokaż listęUkryj listę

Kaleka księżniczka z końca świata: Znużenie i zanurzenie.

Niedziela, 18 października 2026, 23:05, pokój Lilki

 

Dotykam rany na plecach,a raczej tego co po niej zostało, czyli blizny. Krystyna jest wściekła doprawdy, nie rozumiem czemu. Przecież to tylko kawałek odbarwienia na skórze.

 

Popijam tanią podróbkę Pepsi z biedronki i z nudów wchodzę na mejla. Muszę odreagować po wczorajszym i czuję, że Hania może mi w tym pomóc.

 

Wiadomość od Jacka przyszła około dwie godziny temu.

Czytam ją trzeci raz, nie dlatego, że napisał coś wartego uwagi, tylko żeby upewnić się, że dobrze zrozumiałam.

 

W piątek zapytałam go wprost, dlaczego młode dziewczyny. Doprecyzowałam że to pytanie czysto badawcze i nie musi odpowiadać, jeśli ma mi tu rzucać kolejnym ładnym ogólnikiem.

 

Przez dwa dni milczał jak zaklęty i już myślałam że dał sobie spokój.

 

Zaczyna od pierdół typu jak my minął dzień i jaki ma nastrój. Tak jakby to kogokolwiek interesowało.

 

Potem w końcu przechodzi do konkretów.

 

„Chcę być z Tobą szczery, bo wydaje mi się, że tego oczekujesz. Lubię młode dziewczyny. Zawsze lubiłem. Starsze kobiety mnie męczą, bo mają za dużo własnych demonów i przenoszą je na mnie. Przy dziewczętach w twoim wieku jest mi jakoś lżej czuję, że mogę się kimś zaopiekować,a to też jest dla mnie bardzo ważne. Wiem, jak brzmi,ale nie mam niczego do ukrycia. Nie widzę w tym niczego złego. Mam kilka takich młodych znajomych z czatu, bardzo dobrze się rozumiemy. Przyjaźń nie zna wieku"

 

„Wiem, jak to brzmi".

Wie.

Pedofil wie że jest pedofilem. A nie, przepraszam - Hebefilem. To przecież fundamentalna różnica.

 

Od tych zdań bije spokój. Zapewne wielokrotnie tłumaczył tą kwestię swoim „przyjaciółkom”

 

„Przyjaźń nie zna wieku”. Nie potrafię oderwać wzroku od tego zadania, pomimo narastających we mnie mdłości.

 

Powinnam triumfować.

Przyznał się czarno na białym. Napisał to wszystko z własnej woli, na nic nie naciskałam, niczego nie wymuszałam. Zrzut ekranu już leży w galerii., chociaż w sumie nie jest mi do niczego potrzebny,bo wszystkie wiadomości się zapisują nie tylko w skrzynce ale też na dysku twardym mojego mózgu.

 

Reszta mejla to już typowe dla niego lanie wody: Mój obiekty badawczy jakimś cudem przypisuje sobie wrażliwość, opiekuńczość. No i oczywiście jest mi dozgonnie wdzięczny za to, że go nie oceniam.

 

Nie oceniam. Jeszcze nie. Zbieram dane. To nie to samo.

 

Jeszcze parę dni temu byłoby to wydarzenie roku. Siedziałabym do trzecie nad ranem i ułożyłabym szczegółową teorię na temat procesów poznawczych Jacka i tego jak wpływają na jego postępowanie względem małoletnich panienek. Jedyne co umiem w sobie teraz znaleźć to specyficzny miks pogardy i znużenia.

 

Otwieram jego zdjęcie które wysłał mi w najnowszym mejlu.

Próbuję zapamiętać twarz.

Zamykam.

Nie umiem.

Zwykły człowiek.

Takich ludzi podsumowuje się w policyjnych rysopisach zdaniem „Bez znaków szczególnych ". Sąsiedzi bardzo często nie wiedzą, że taki ktoś mieszka obok, póki nie stanie się tragedia.

 

Odpisuję. Temat zdjęcia pomijam całkowicie, nie jest to nic wartego roztrząsania. To,co się mnie naprawdę liczy to kolejne dane do badania.

Pada kolejne badanie kontrolne.

„Gdyby wszystko inne we mnie zostało takie samo, charakter, zainteresowania, sposób patrzenia na świat, tylko miałabym trzydzieści lat, nadal chciałbyś ze mną rozmawiać?”

 

Wysyłam.

Nawet nie analizuję, tylko wysłałam.

Ignoruję ten dziwny ucisk w klatce piersiowej.

Wyciszam powiadomienia.

Odkładam telefon.

 

Nie wytrzymuję jednak długo. Nie chodzi o to czy odpisał, czy odpisał, bo nie odpisał i znając jego to pewnie trochę sobie na tą odpowiedź poczekam. Otwieram skrzynkę Hani i czytam własne wiadomości jakby były powieścią, która udaje że nie jest moją kolejną autobiografią że zmienionymi szczegółami.

Wczytuję się w opowieści o wiejskim blokowisku na którym mieszka Hania, hiperfiksacjach. Prawie wszystkie zdania kończą się emotką „xD”

Dziewczyna, która je napisała ma piętnaście lat, nikt jej nie każe iść do pracy przy okazji wmawiając jak bardzo krzywdzi matkę, tym że istnieje.

 

Jacek mnie męczy. Hania nie. Powinnam umieć to rozdzielić, w końcu jedno wynika z drugiego, a od jakiegoś czasu idzie mi to coraz gorzej.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania