Pokaż listęUkryj listę

Kaleka księżniczka z końca świata: Świat się nie zawalił

Czwartek, 8 października 2026, 22:50, pokój Lili

 

Leżę z telefonem tuż nad głową Przyjemna ciemność otacza mnie z każdej strony,a że słuchawek sączy się chłodny ruski post-punk. Gapię się w ekran jak ciele na malowane wrota.

 

Dziś Daniel kończy trzydzieści dziewięć lat. Oczywiście że pamiętam. I to nie dlatego że Facebook mi przypominał (bo nie). O ile do tej pory nie jestem pewna kiedy Józefina ma urodziny, to zapamiętanie wszystkiego co tyczyło się Daniela było tak proste jak oddychanie.

 

Dzielę z nim wiele cech. Jedną z nich jest niechęć do publicznego obchodzenia urodzin. Na jego profilu próżno szukać zdjęć z imprez urodzinowych. Nawet zablokował możliwość dodawania wpisów na jego profil. Jak sam mówił nie chciał utonąć w corocznym życzeniowym spamie. Świętował jedynie z Adelą, pewnie nadal tak robi. Oczywiście wiedziałam o ich corocznych jednodniowych wycieczkach. Wtedy uznawałam to za jakiś głęboki poziom wtajemniczenia,a co za tym idzie dowód na magiczną więź między nami. Tyle że tą „magiczną więź” mieli też z połową ośrodka.

 

Daniel również pamiętał o moich urodzinach. Jako wiecznie zajęty człowiek rzadko kiedy miał czas by wysłać życzenia o czasie. Jednakże na każdym turnusie który wypadał najbliżej moich urodzin składał spóźnione życzenia, często pospiesznie, w trakcie zajęć, razem z jakimś drobnym upominkiem. Kiedy przepraszał za niewyrobienie się w terminie, to machałam na to ręką, zapewniając że wszystko rozumiem. Tak jakbym każdego dwudziestego dziewiątego sierpnia nie chodziła struta przez brak dwóch zdań na krzyż.

 

Od ich odejścia z ośrodka oczywiście nigdy nie odezwał się sam z siebie, nawet właśnie w głupie urodziny. Ja się oczywiście odzywałam. Na początku bez okazji, potem ograniczyłam się do życzeń. Jeśli chodzi o nie to kontynuowałam tradycję, którą zapoczątkowałan jeszcze zanim odeszli: Długie, ciepłe (jak na mnie) życzenia, w których dziękowałam mu za wszystko co dla mnie zrobił.

I ja naprawdę myślałam że po mnie nic nie było widać? Oczywiście z czasem i moje wiadomości stały się coraz krótsze. Świeżego budulca do peanów brak,a ileż można w kółko dziękować za to samo?

 

Wczoraj weszłam na Facebooka dawnego ośrodka. Niby chciałam sprawdzić jak sobie radzą. Jasne. Dlatego pominęłam zdjęcia nowej kadry i przeszkoczyłam do tych z dwa tysiące dwudziestego drugiego roku i starszych. Daniela jest w galerii całkiem sporo. Ośrodek wiedział co robi. Większość rodziców wielbiła Daniela, pacjenci,zresztą też. Jego metody broniły się same w postaci postępów jego podopiecznych. Nic dziwnego że szybko zdobył tytuł najlepszego fizjoterapeuty w całym ośrodku.

 

Pod zdjęciami wisi multum komentarzy. W większości pełne zachwytu, z podziękowaniami za ciężka pracę. Widziałam nawet jeden sprzed półtora roku. Ktoś albo bardzo naiwny albo zdesperowany pytał czy Daniel jeszcze wróci.

 

Daniel nienawidził tych sesji,sam mi wielokrotnie na nie narzekał, ale wytrzymywał,dla nas, pacjentów. Wiele dla nas znosił.

 

Któregoś dnia podczas rozciąganiem a przysiadami wyznał, że gdyby nie jego dzieci (tak nas nazywał) to już by dawno spierdolił z tego, jak to nazywał - burdelu na kółkach.

 

Daniel miał swoje sposoby na przetrwanie tych sesji tortur. Po prostu ignorował aparat i robił swoje. Jeśli się uśmiechał to szczerze,do pacjenta. Na większości zdjęć jest jednak po prostu maksymalnie skupiony.

 

Znalazłam się nawet na paru zdjęciach, ale to nieważne. Zielone ściany małej sali same w sobie wystarczyły by uruchomić lawinę wspomnień. Ćwiczenia, absurdalny humor, dyskusje o wcześniactwie - to wszystko miało miejsce właśnie w tej kanciapie. Przechrzciłam tą salkę już na drugich zajęciach, bo rozmiarem przypomniała właśnie bardziej kanciapę niż pełnoprawną salę rehabilitacyjną. Danielowi się spodobało i od tej pory nie potrafiliśmy już nazwać tego miejsca salą numer dziesięć. Taki nasz pierwszy kiepski inside joke.

 

Do północy zostało siedemnaście minut. Spóźnione życzenia to jego specjalność, nie moja. Kiedyś bym już wystartowała z tymi nieszczęsnymi życzeniami o dziesiątej rano a potem przez resztę dnia nerwowo sprawdzała telefon. A teraz nigdzie mi się nie spieszy.

Koniec końców stwierdzam że skoro wiszę nad tym Messengerem czterdzieści minut to ostatecznie coś wyskrobię. Niech moja prokrastynacja nie idzie na marnę.

 

Piszę: „Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Co u ciebie?” Tylko tyle. Jeśli kiedyś ktoś by mi powiedział że nie wyślę do Daniela listu pochwalnego na sześćdziesiąt dziewięć stron, to bym go wyśmiała.

O, wyświetlił. Jeśli odpisze,to pójdę skreślić totka.

 

Dobra, mogę szykować długopis, bo o dziwo dostałam wiadomość zwrotną:

„Oprócz starości wszystko okej. A u Ciebie?”

 

Daniel był powszechnie znany z tego, że komunikacja tekstowa zdecydowanie nie jest jego mocną stroną. Nieodpowiadanie na wiadomości jest u niego wręcz normą. Nie chodzi tylko o mnie, bynajmniej. Nawet Adela narzekała na brak płynności tekstowej ze strony ukochanego. Dlatego zdziwiłam się że dostałam jakąkolwiek odpowiedź. Ale im dłużej gapiłam się na tą wiadomość tym bardziej nie-danielowa się wydawała. Kiedyś, jeśli jakimś cudem nie zapomniał o odpisaniu to zawsze było czuć w tym jego styl. A tu nic. Grzecznie. Jakby składał życzenia starej ciotce z okazji imienin. No okej, może jest właśnie na jakimś romantycznym wypadzie z Adelą a ja im przeszkadzam.

 

Pomimo powyższej konkluzji postanawiam pociągnąć konwersację. Jeśli zechce to odpisze, jeśli nie ma ochoty na pogawędki z dawną pacjentką to mnie oleje, proste.

 

Napisałam mu o rosyjskim. Jestem ciekawa jego reakcji.

„U mnie też chyba w miarę dobrze, z takich większych rzeczy które się zmieniły to zaczęłam się uczyć nowego języka - rosyjskiego. Tak jakoś od lutego tego roku”

 

O, wyświetlił od razu. Czyli jest dostępny. Dawniej czułabym coś w rodzaju dość prymitywnej euforii. A teraz jestem nawet w stanie nawet zamknąć aplikacje i zająć się kolejnym TikTokiem o Glebie. Przypomniałam sobie o Danielu dopiero jakieś dwadzieścia minut po północy. Słowo „przypomnieć” nigdy nie istniało u mnie w kontekście Daniela. Nigdy nie musiałam sobie o nim przypominać, bo był wryty w mój mózg. Potrafiłam cytować nasze rozmowy z pamięci. Nagle, dokładnie w tym momencie rozmowy zaczęły mi się zlewać, niemalże przybrały fizyczny kształt. Dałabym sobie głowę uciąć że przed oczami mam zieloną rozlazłą kulę.

E tam, wczoraj wisiałan na czaterii do drugiej w nocy i mam jakieś zwidy. Chyba też się starzeję.

 

Wróciłam do Messengera.

Nie odpisał.

Jasne, nie jest niczym przyjemnym gdy ktoś cię olewa, szczególnie gdy ta osoba w ogromnym stopniu ukształtowała to, co wiesz o swoim mózgu. Ale już nie szaleję, nawet nie chce mi się płakać. Świat się nie zawalił. Dziwne.

 

Nie lubię gadać z ludźmi. Ta ich bezkształtna paplanina mnie zwyczajnie męczy. Z Danielem było inaczej. To nie tak że był świetnym fizjoterapeutą, chociaż owszem, był. Ale też czułam że znalazłam swojego człowieka pośród całej tej zgraji ludzi tak głupich i przeciętnych że to aż boli. Kogoś kto też jest ironicznym introwertykiem, fanem Japonii, neuroatypowym wcześniakiem. Lepiej trafić nie mogłam. To była moja szóstka w totka. Naturalnie Daniel stał sie moim punktem odniesienia praktycznie we wszystkim. Jego opinie były świętością. Wady? Jakie wady? Toż Daniel był idealny, prawie że pół-bogiem pół-aniołem w moich oczach! Wspominałam już że byłam skrajną debilką? W dodatku taką, która myślała że jest w tym całym bajzlu zajebiście obiektywna. Ha,dobre sobie.

Nie mówię że Daniel to jakiś złoczyńca rodem z westernu klasy D, no nie przesadzajmy.

 

Przeszło mi przez myśl, że w sumie nie wiem po co do niego piszę. Już nawet nie chodzi o powód, jakiś by się zawsze znalazł. Po prostu nie czuję potrzeby. Kiedyś to było nie do pomyślenia. No bo jak to tak? Daniel był centrum mojego emocjonalnego świata. Czułam że zmienił moje życie. Bo zmienił, faktycznie,ale zdecydowanie przesadziłam ze skalą.

 

Wyłączam Messengera, odpalam czaterię. Dopiero godzinę później łapię się że nie myślę o Danielu.

 

I naprawdę świat się nie zawalił.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania