Kaleka księżniczka z końca świata: Zadufana
18 września 2026, piątek, 8:30, sala warsztatowa w ośrodku w Wielkopolsce
Ostatnie zajęcia z panią Anią na tym turnusie. Postanawiam sama zacząć od czegoś konkretnego, zamiast czekać, aż wyciągnie z rękawa rundę pytań o emocje, która nie będzie prowadzić do czegokolwiek, bo na rozpoznawaniu własnych emocji znam się tak dobrze jak na bieganiu. Jestem ciekawa, jak to zinterpretuje. To u mnie rzadkie, ta ciekawość reakcji drugiej osoby, więc postanawiam z niej skorzystać. O ofertach pracy nie wspominam, bo znając życie pewnie przyznałaby im rację, bo wiadomo, wszyscy musimy marzyć o byciu trybiku maszyny zwanym społeczeństwem, jak najbardziej wpasować się w świat pełnosprawnych, który w większości i tak ma nas w dupie.
- Przedwczoraj pokłóciłam się z kilkoma osobami.
- Opowiedz.
Opowiadam. O Sandrze, o tym, jak zaczęli namawiać mnie do świetlicy, jak w końcu wybuchłam i powiedziałam, że towarzystwo tu nie jest na moim poziomie intelektualnym, o ich propozycji wspólnego picia na co nazwałam ich patologią.
Mówię o tym wszystkim bez większych emocji, jakbym czytała książkę telefoniczną a nie zwierzała się z potencjalnie emocjonalnej sytuacji. Chociaż nie czuję jakbym się zwierzała.
- I jak się teraz z tym czujesz?
- Broniłam granic. Nie żałuję samej reakcji jako takiej. Może tylko dobrałabym lepiej słownictwo, sięgnęła po lepsze argumenty. Emocje niepotrzebnie wszystko zepsuły
- Wiem, teraz czujesz się winna, ale nie martw się, każdy czasami powiedział czegoś, czego tak naprawdę nie chciał, nawet jeśli nie kłamał.
- Ależ ja nie mam żadnych wyrzutów sumienia, pani Aniu.
Oczy terapeutki w sekundę stają się dwa razy większe niż normalnie. Chyba nie tego się spodziewała. Ona już zaprogramowała sobie że jest mi głupio i wstyd, a tu ktoś nagle poprzestawiał jej ustawienia i jej mózg zdecydowanie nie był na to gotowy.
- Naprawdę żadnych?
- Powiedziałam dokładnie to, co chciałam powiedzieć. Mogłam ująć to mądrzej, stać mnie na to, ale przekaz zostałby dokładnie taki sam.
Milczy przez chwilę, jakby musiała wgrać sobie nowy program.
- Rozumiem, że byłaś zmęczona. Wiem, że masz inne cele na tym turnusie. Pewnie zdenerwowało cię ich nagabywanie, prawda ? Spróbuj jednak zrozumieć też drugą stronę - oni naprawdę mieli dobre intencje. Chcieli cię zintegrować, wyrobić sobie o zdanie na twój temat. Naprawdę nie możesz oceniać ich poziomu intelektualnego na tej podstawie, to niesprawiedliwe.
- Tak ich postrzegam. Słyszałam ich rozmowy wielokrotnie i zawsze były absurdalnie, wręcz boleśnie banalne.
- Mogłaś zachować tą opinię dla siebie.
- Tu akurat muszę przyznać pani rację
- Ale rozumiesz też, że dla nich to zabolało? Że próbowali coś dla ciebie zrobić, w dobrej wierze?
Nie odpowiadam , tłumaczenie się z braku empatii jest już zbędne. Zresztą cokolwiek bym teraz nie powiedziała i tak wyjdę na tą złą. Pod koniec pierwszych zajęć byłam
dla niej kimś,od kogo chciała się uczyć, ale dziś nastąpiła moja transformacja w główny czarny charakter. Opera mydlana serialu „Miłość i śmierć pomiędzy ćwiczeniami a masażem”.Odcinek szejset sześćdziesiąty szósty.
- Z kim przyjaźnisz się tu na turnusie - Oho, znowu założenia zamiast pytań. Ktoś tu rośnie na kiepskiego psychologa.
- Z nikim.
- A jak wyglądają twoje relacje z fizjoterapeutami?
- Często milczę. Czasami słucham, kiedy mi coś opowiadają, ale zdarza się też, że tylko udaję że słucham. Zdarza się też, że rozmowa przeistacza się w naprawdę wartościową i ciekawią dyskusję. Ale nie uważam ich za przyjaciół. W żadnym razie.
- A co sprawia, że czujesz motyle w brzuchu?
Zastanawiam się długo nad tym pytaniem, bo nie do końca rozumiem o co jej chodzi. Wiem, że to metafora na zakochanie się, albo bardziej zauroczenie, ale zakładam, że nie o to jej chodzi.
- Nie rozumiem pytania.
- Chodzi mi o ekscytację. Co cię ekscytuje?
- Ciekawa dyskusja. Szczególnie o neurologii albo o wcześniactwie. W sumie to jedno łączy się z drugim.
- Analizujesz wtedy samą siebie?
- Niekoniecznie. Po prostu ciekawi mnie sama wiedza z tych dziedzin, niezależnie od tego, czy ma coś wspólnego ze mną, chociaż oczywiście, często ma.
- A ludzie cię ciekawią?
- Wcale. I nie do końca rozumiem, dlaczego ludzie tak bardzo interesuja się innymi. Zauważyłam że strasznie dużo energii w to wkładają, mi by się nie chciało.
- To naturalne, że ludzie są ciekawi siebie nawzajem- mówi, z uśmiechem, który ma chyba coś znaczyć, tylko nie do końca wiem co - Dla mnie drugi człowiek jest fascynujący, sam kontakt. Od innych da się sporo nauczyć, wiesz?
- Rozumiem. Ale to nie znaczy, że każdy jest taki jak pani
- A co musiałby mieć człowiek, żeby zaczął cię interesować?
- Na pewno musiałby by być mądrzejszy ode mnie. A to trudne.
Pani Ania unosi brwi.
- Masz dość wysoką samoocenę.
- Chyba tak.
Nie zaprzeczam, bo nie widzę powodu. W przeciwieństwie do większości ludzi, którzy mają w większości albo za niską, albo za wysoką samoocenę na znam zarówno swoje dobre, jak i słabe strony. Jeśli dla niej jest to oznaką wysokiej samooceny,to niech tak będzie.
- Ale ta osoba musiałaby też interesować się tym samym co ty, a to chyba nie byłoby takie łatwe, prawda?
- Ale czemu by musiała?. Nawet jeśli dyskusja dotyczyłaby czegoś innego, niż w tym, czym się specjalizuję to mogłabym to zapamiętać. Zawsze to jakaś nowa wiedza.
Znowu to jej zdziwienie. Nie rozumiem, co zaskakującego jest w prostym stwierdzeniu jeszcze prostszego faktu.
- Wracając do relacji - masz jakieś poza rodziną?
- Nie, tylko szczątkowo tą internetową znajomą o której wspomniałam. Nic więcej.
- A nie czujesz takiej zwyczajnej potrzeby by się komuś wygadać?
- Zazwyczaj nie. Zwłaszcza jeśli informacja zwrotna nie pokrywa się z moim własnym poglądem na daną sprawę. Szczególnie te wszystkie „rady" są zbędne gdy wiem jak postąpię, jak postąpić. A bardzo często wiem.
- Jesteś dość zadufana w sobie.
- Chyba tak.
- Czyli twoje relacje są bardziej funkcjonalne niż emocjonalne?
- Można to tak nazwać.
- A nie czujesz potrzeby, żeby z kimś podyskutować o rzeczach, które lubisz? Choćby po to, by wymienić się doświadczeniami?
- Gdy mam okazję to oczywiście nie oponuje, ale też nie jest to konieczne.
- Chyba rozmowę ze mną też chyba trochę przeczekujesz, tak jak czasem z fizjoterapeutami? - Oho, czyżby ktoś się tu czuł zraniony?
- Nie do końca. Nasze zajęcia polegają właśnie na komunikacji słownej, więc to zupełnie coś innego.
- Dobrze wiedzieć. - Uśmiecha się, zapisuje coś, po czym zmienia temat.- A relacja z rodziną?
- Kocham ich.
- Czujesz potrzebę rozmowy z nimi, dzielenia się radościami czy problemami?
- Niekoniecznie. Leon, mój młodszy brat, często ma do mnie pretensje, że rzadko dzwonię pierwsza.
- Macie relację jednostronną. Nie dzwonisz, bo wiesz, że i tak on zadzwoni?
- Po prostu nie lubię rozmawiać przez telefon. Na żywo wszytko jest normalnie
- A z rodzicami?
- Z mamą różnimy się, tak, że bardziej nie można. Ale jakoś się dogadujemy.
O ojcu nie mówię nic. Nie warto
Na koniec odkłada zeszyt, wzdychając.
- Jesteś twardym orzechem do zgryzienia, Lilianno. Chyba nie umiem cię zrozumieć. Mam jedną prośbę: spróbuj dać się poznać ludziom na turnusie. Nawet tym, których uważasz za gorszych. Naprawdę jesteś fajną dziewczyną, otwórz się.
Oczywiście, musiał wlecieć klasyczny tekst o tym jak bardzo to ja mam problem, nie oni. Na następnym turnusie dojdzie do wniosku, że to ja wywołałam drugą wojnę światową.
- Nie mam z nimi punktów stycznych. - odpowiadam, ściskając jej wyciągniętą dłoń na pożegnanie - Bardzo miło mi było panią poznać.
Nie mówię że cieszę że, że ten turnus wreszcie dobiega końca. Ale kiedy wyjeżdżam z gabinetu czuję, że mogę głębiej oddychać.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania