Kaleka księżniczka z końca świata: Dziwna
16 września 2026, środa, 20:15, pokój w ośrodku w Wielkopolsce.
Krystyna siedzi na moim łóżku, zdejmując kolczyki jeden po drugim, odkładając je starannie na stoliku nocnym, jakby to była jakaś ważna ceremonia. Dlaczego nie robi tego w swojej części molocha? Nie pytam, niczego logicznego i tak od niej nie usłyszę.
- Wiesz, znowu rozmawiałam dziś z Sandrą - zaczyna, nie patrząc na mnie. - I z tą drugą, no, z Kingą. Obie pracują i całkiem nieźle sobie radzą.
- I co z tego? W sensie fajnie i w ogóle, ale po co mi o tym mówisz?
- Bo może faktycznie warto, żebyś spróbowała? Pomyśl, poczułabyś się bardziej samodzielna!
- Nie poczuję się - odpowiadam spokojnie, bo naprawdę tak myślę. Tym razem nie chcę nikomu robić na złość.
- Skąd wiesz, skoro nawet nie spróbowałaś?
- Bo wiem, że w moim przypadku to by nie było takie łatwe, mamo. Gdybym pracowała, choćby na pół etatu, musiałabym zrezygnować z Basi. Albo przynajmniej mocno poprzestawiać i ograniczyć godziny,a nie wiadomo, czy w ogóle się da Ona ma też inne podopieczne, nie może ustawiać grafiku tylko pode mnie. To samo z rehabilitacją u Magdy. Może da się przesunąć godzimy, może nie. Sama wiesz, że Magda zawsze narzeka na nadmiar pacjentów. Pewnie nie miałaby mnie nawet gdzie wcisnąć. A do tego najwięcej na co mogłabym liczyć pracując to dwadzieścia jeden dni urlopu na rok, czyli w praktyce jeśli pojadę na jeden turnus rocznie to będzie cud nad Wisłą. O trzech nie ma nawet co marzyć.
Krystyna macha ręką, nie poświęcając nawet pół myśli moim argumentom. Typowe. W przypadku mamy gdy w grę wchodzą emocje to logika nie ma żadnej siły.
- Na pewno da się to wszystko jakoś poprzestawiać.
- A jeśli się nie da?
- To trudno, wtedy zrezygnujesz z rehabilitacji albo z Basi. Ale chcę, żebyś spróbowała chociaż na pół etatu, tylko trzy godziny dziennie. To chyba nie są jakieś wymagania z kosmosu?
Patrzę na nią, niedowierzając, jak bardzo nieistotne są dla niej rzeczy, które dla mnie są fundamentem całego mojego funkcjonowania, w zamian za coś, czego nawet nie chcę.
- Poza tym, po prostu nawet mi się nie chce. - Oczywiście to gigantyczne uproszczenie,ale Krystyna nigdy nie chciała zrozumieć nawet coś tak oczywistego,że nie jestem w stanie kontrolować własnej spastyki, a co dopiero tego że moje rezerwy energetyczne praktycznie nie istnieją.
- I właśnie to jest problem, Lilu. Jesteś okropnie leniwa.
- To nie jest kwestia lenistwa jako takiego. Po prostu wiem, że to wcale by mi nie pomogło tak bardzo, jak ci się wydaje.
Krystyna wzdycha, odkłada drugi kolczyk, i w końcu wyrzuca z siebie to, co chyba siedziało w niej od dłuższego czasu.
- Wiesz jak mi jest głupio, kiedy ludzie tu mnie pytają czym się zajmujesz? Co mam im odpowiedzieć? Wiesz w jakiej sytuacji ty mnie stawiasz? Własną matkę?
- Zupełnie nie rozumiem, czemu w ogóle pytają - naprawdę mnie to zastanawia, chociaż mogłabym się założyć,że pytania natury filozoficznej były ostatnim, czego oczekiwała Krystyna. - Ani czemu ludzi w ogóle interesuje cudze życie. Nie tylko moje. W ogóle.
- To normalne, że ludzie pytają, Liluś.
- To im nie odpowiadaj. Nie musisz, naprawdę
- No jak to nie muszę? Przecież pytają wprost!
- Zawsze możesz powiedzieć, że to nie ich sprawa. Albo zmienić temat. Nie jesteś winna im odpowiedzi, tylko dlatego, że pytają. Świat byłyby zdecydowanie lepszym miejscem, gdybyśmy jako społeczeństwo w końcu doszli do tak oczywistych wniosków.
Krystyna patrzy na mnie długo, jakby czekała, aż powiem coś jeszcze. Pewnie liczyła na zrozumienie, skruchę, albo chociaż potulne ustąpienie i przyznanie jej racji. Niedoczekanie.
- Dziwna jesteś - rzuca w końcu, kręcąc głową, i wstaje, by ostatecznie wyjść z mojej części molochu. Zawsze nazywa mnie dziwną gdy zaczyna brakować jej argumentów.
Zostaję sama na swoim łóżku. W takich momentach moja teoria,o tym że jesteśmy z dwóch różnych światów staje się całkiem namacalnym faktem.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania