Kaleka księżniczka z końca świata: Po co?
Sobota, 17 października 2026, 16:20, kuchnia ciotki.
Krystyna przywiozła mnie o czternastej razem z torbą i tym jej błyskiem w oku który ma, kiedy łże własnej siostrze że idzie na „spotkanie z koleżanką”. Znam te koleżanki. Mają na imię Zenon. Już się żegnała, już pocałowała mnie w czoło, obiecała, że przyjedzie po mnie jutro po obiedzie, a ostatecznie dała się jednak namówić ciotce na kawę, bo „koleżanka” stawi się w hotelowej restauracji dopiero na osiemnastą.
Balkonik został w przedpokoju, bo ciocia Marta ma wąskie drzwi i po prostu by się tu nie zmieścił. Okej, drzwi to drzwi, architektury nie przeskoczysz i w pełni to rozumiem. Ciotka jednak nie odpuszcza tak łatwo. Zawsze musi znaleźć temat do narzekania, więc i tutaj musiała wtrącić swoje pięć groszy. Cała litania o tym że „Okropnie nieżyciowe te twoje sprzęty,Liliuś” trwała z dobre pięć minut.
Przy stole jest jeszcze Sylwia, moja siostra cioteczna z którą trzymałam sztamę jeszcze w gimbazie, a dziś wymieniamy jedynie poprawne życzenia na święta.
Zawsze gdy jestem przy tym stole to mam dziwne wrażenie że oglądam przedziwną hybrydę pogawędki dwóch kuracjuszek sanatorium i livestreama podrzędnej influencerki która usilnie przekonuje swoich widzów że w domu ma kible ze złota, gdy tak naprawdę musiała wziąć na te kible z cztery kredyty w tym dwie hipoteki
Jedynymi jasnymi punktami tego całego mojego pobytu tutaj jest karpatka cioteczki (którą właśnie sie zajadam) oraz wieczorna gorąca czekolada. U mnie w domu mogę liczyć jedynie na kakao. Wszystko powyżej podrzędnego „puchatka" z biedry to już sroga burżuazja.
- Ja podziękuję - Sylwia odsuwa od siebie talerz z karpatką. - Od września jestem na diecie pudełkowej, odeszło mi sześć kilo. Nie chcę żeby to wszystko poszło w las.
- Widać, córciu - Ciotka patrzy na swoją latorośl w z wyraźną dumą. - Prawda, Krysiu, że widać?
- Widać, widać - przytakuje Krystyna.
Nikt co prawda nie patrzy bezpośrednio na mnie, ale wzrok całego towarzystwa idzie zgodnie w tę samą stronę: karpatki, która leży na moim talerzu.
- Mogłabyś kiedyś spróbować - mówi Sylwia lekko. - Tej pudełkowej.
- Mogłabym - zgadzam się.
- Naprawdę, Lilka, powinnaś - Marta dolewa sobie herbaty. - To nie chodzi tylko o wygląd, kochanie. Zdecydowanie lżej by ci było chodzić.
- Wiesz - Matka odstawia filiżankę - jak zaczniesz, to potem już jakoś idzie.
- Musisz właśnie po prostu zacząć - dodaje Sylwia.
Wiem, że nie wzięły tych argumentów z powietrza i zasadniczo to się z nimi zgadzam. Nawet myślałam o deficycie kalorycznym, ale po każdym takim „musisz" mam ochotę pochłonąć paletę Pepsi na raz. Miałabym co potem wrzucać do butelkomatu.
- Po co? - pytam głupio bo przecież wiem po co.
- Bo to nie jest ani zdrowe ani ładne.
Nikt nie pyta mnie o zdanie Jak zawsze. Zastanawiam się tylko czy wychodzą z założenia że nie warto mi tłumaczyć takich oczywistości,bo mała głupia Lilka i tak nie zrozumie, czy po prostu są tak bardzo przekonane że kiedyś i tak im ulegnę
- A pracy o to nie myślałaś? Sylwia,powiedz jej - rzuca ciotka znad ciasta.
- U nas w firmie chętnie zatrudniają osoby z orzeczeniem - Sylwia wygładza serwetkę. - Mają na to dopłaty, więc są chętni
Dopłaty. Oczywiście na to zawsze są chętni. Tyle że jakimś cudem zawsze pragną niepełnosprawnych sprzątaczek, budowlańców czy kasjerek. Ostatnio widziałam takie ogłoszenie na drzwiach naszego Dino. Szukali kogoś z orzeczeniem do roznoszenia palet. Chciałam już im to wytłumaczyć, ale ciotka mnie ubiegła.
- Musisz mieć jakąś pracę, Lilka - mówi Marta. - Tak się nie da żyć. Musisz w końcu coś ze sobą zrobić, Lilla
- Po co?
Mogę przysiąc na Boga, że mój mózg się zaciął. Gdzie podziała się ostra jak brzytwa KalekaKsiężniczkaLilka z Czaterii? Chociaż... tutaj to pytanie na o wiele więcej sensu.
- No jak to po co? - Marta rozkłada ręce. - Żeby się usamodzielnić. Żeby twoja matka miała trochę wytchnienia, bo ona naprawdę...
- Ja już nie mam do niej siły, Marta, naprawdę...- mówi Krystyna nie to do obrusa nie do nas. - Tobie mogę powiedzieć.
Nie tylko dziś i nie tylko jej. Cała rodzina, łącznie z Leonem jest od dawna bardzo dobrze poinformowana o tym jak paskudna jestem. Oczywiście Krystyna nigdy nie pozwala im o tym zapomnieć. Jednakże chyba nastąpił jakiś przełom bo zazwyczaj dowiadywałam się wszystkiego po fakcie,a tu proszę, wiadomości z pierwszej ręki.
- Ciocia na z tobą naprawdę ciężko . - Sylwia uświadamia mnie twardo - Przepraszam, ale ktoś musiał w końcu to powiedzieć.
- Po co? - Windows dziewięćdziesiąt pięć się zawiesił. Program Lilka.exe nie odpowiada.
Na chwilę zapada głucha cisza. Chyba nie tego się spodziewały. A mi jest niedobrze, potwornie niedobrze. Kręci mi się w głowie. Chyba będę wymiotować.
- Przestań w kółko to powtarzać! - Marta reaguję ostrzej, niżby chciała. - Coś ci powiem, Lilka. Ja Krystynie od dawna mówię: po co te wszystkie turnusy, po co ta rehabilitacja, skoro i tak nie chodzisz sama. To są ogromne pieniądze. Ja bym to ucięła.
- Martuś... - Krystyna oponuje słabo.
- No co? - Marta patrzy na siostrę wyzywająco. - To wszystko prawda i dobrze o tym wiesz.
Nawet w tym stanie potrafię zdobyć się na relatywnie chłodne myślenie. Przecież ciotka nie ma żadnego realnego wpływu na moje leczenie. A matka nie zrezygnuje z mojej rehabilitacji chociażby po to by dalej móc upewniać się w roli złotej matki która poświęca się dla niedobrego dziecka. Moje nogi jednak chyba są innego zdania bo wyprostowały się pod stołem na sztorc.
- Po co? - mówię jeszcze raz, ciszej ,chyba tylko po to by nie udekorować stoku własnymi wymiocinami
Sylwia udaje że pilnie się zająć ponownym złożeniem serwetki, Marta zaciska usta. Krystyna zerka na zegarek, potem na mnie, potem znowu na zegarek.
- Ja już lecę. Zawsze warto być wcześniej- wstaje trochę za szybko. Tym razem całuje powietrze koło mojego powietrza. Perfumy ma mocne jak zawsze, ale dziś wydają mi się wyjątkowo przytłaczającze. Czuję kolejną falę mdłości niebezpieczne blisko mojego przełyku- Bądź grzeczna. Jutro po ciebie przyjadę.
Słyszę, jak zamykają się drzwi, chwilę potem warkot naszego starego opla.
Chciałabym wyjść,ale nawet gdyby balkonik był blisko to i tak bym musiała poprosić którąś z nich żeby mnie odprowadziła do pokoju gościnnego,a po tym wszystkim co dzisiaj usłyszałam zupełnie nie mam na to ochoty.
- Może herbaty? - Rzuca ciotka z szerokim uśmiechem.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania