Serce Wielkiego Gala (Asterix&Obelix) - Rozdział 24 - W obronie wzajemnej godności
Livia pozwoliła sobie na jeszcze trzy dni odpoczynku w celu nabrania sił. Chciała czym prędzej wrócić do pracy. Wierzyła, że obowiązki pomogą jej się uporać z emocjami, które wciąż ją zadręczały. Nieprzemijająca choroba frustrowała ją i nie chciała dłużej leżeć bezproduktywnie. Poza tym im bardziej zdawała się na odpoczynek, tym silniej dokuczały jej stres i przygnębienie. Od czasu do czasu haftowała spokojnie, ale i to nie pomagało wystarczająco.
Kiedy rozmyślała o Obeliksie, zaczęła odczuwać dziwne, wewnętrzne wstrząsy.
„To nie sprzyja zdrowieniu" - pomyślała, gdy jej ciało naszły silne drgawki, kiedy to walczyła, aby wstrzymać atak paniki.
Zażyła resztkę antidotum by złagodzić objawy i udała się do warsztatu.
Tym razem radziła sobie już całkiem nieźle. Haftowanie we własnym posłaniu, którym od czasu do czasu się zajmowała, nauczyło ją większej staranności i pomogło wytrenować skupienie w ciężkich warunkach.
Kiedy wracała z Edaną, napotkały po drodze Asteriksa. Na jego widok Edana znieruchomiała, po czym szybko przybrała zwykłą, ironiczną minę. Asterix przywitał się z nimi przyjaźnie.
- Cześć, dziewczyny. Już skończyłyście pracę?
- Nie. Wymykamy się, bo już nam się nie chce - odparła Edana sarkastycznie.
- Coś podobnego! Oby się zatem nikt nie dowiedział o tych wagarach. - Mrugnął do niej. - Livio, widzę, że trochę już z tobą lepiej.
- Mam taką nadzieję... - odparła niepewnie.
- Chciałbym cię prosić, żebyś pomogła mi w jednej sprawie. - Przyjrzał się jej poważniej. - Ostatnio tak świetnie udało ci się wpłynąć na Obeliksa...
- Ach, Asteriksie... - westchnęła Livia ciężko. - Wtedy między nami było zupełnie inaczej.
- Jednak wciąż masz na niego wpływ. Większy, niż ci się zdaje - powiedział, kładąc dłoń na jej ramieniu.
Livia wywróciła niepewnie oczami i spojrzała posępnie w dal.
- Co chcesz, żebym zrobiła tym razem? - spytała cicho.
- Jakby ci to powiedzieć... Obelix zaczął lubować się w alkoholu.
Livia pokręciła głową. Jej obawy były całkowicie trafne. Spojrzała błagalnie na Edanę, jakby ciężar tej informacji ją przerastał.
- W Galii to nic nadzwyczajnego. - Wzruszyła ramionami Edana. - Wielu wojowników lubi sobie wypić. Nie róbmy z tego dramatu. Niech sobie golnie na zasłużonym urlopie.
- Edano, tu nie mowa o biesiadnym piciu dla rozrywki. - Głos Asteriksa nabrał jeszcze więcej powagi. - Obelix chodzi ostatnio do karczmy zapijać smutki. Niedługo może zupełnie stracić nad tym kontrolę.
- Już wcześniej to zauważyłam - powiedziała Livia niepocieszona. - Gdy spotkaliśmy się jakiś czas temu u Panoramiksa, czuć było, że jest upojony.
- On ignoruje mnie, gdy poruszam z nim ten temat. Nic do niego nie dociera. Wciąż nie może pogodzić się z tym, co zaszło i tylko to przynosi mu jakąś ulgę. - Asterix nabrał głęboko powietrza i spojrzał na Livię bezradnym wzrokiem. - Zostało jeszcze to głupie struganie, ale chyba już uświadomił sobie, że mu nie idzie. Powinienem był chyba lepiej go zachęcać. Może powinienem był choć udawać, że zachwycam się tymi koślawymi kształtami, które miały przypominać zwierzęta...
Livia słuchała tego wszystkiego z rezygnacją.
- Więc na co ja się zdam? Przecież widzisz, że Obelix unika mnie, jak może...
Asterix, widząc jej skołowaną twarz, ujął jej dłonie.
- Ale ja go znam całe życie, Livio. I wiem, że jest lojalny wobec swych deklaracji. Cały czas jesteś dla niego ważna.
Livia uniosła spojrzenie z nadzieją, jakby rozważała te słowa, ale znów, kręcąc głową, spuściła wzrok i uśmiechnęła się. Był to jednak smutny uśmiech, oznaczający pogodzenie się z bólem. Asterix, widząc, jak jej oczy zaczynają się szklić, potrząsnął jej dłońmi.
- Uwierz, że jesteś. Ja o tym wiem!
Livia odchyliła głowę, aby powstrzymać wypływ łez.
- Co mam więc zrobić? - spytała cicho, niemal szeptem.
- Chodź ze mną. - Objął ją ramieniem. - Edano, też idziesz?
- A co ja tam będę wysłuchiwać śmiertelnie poważnych dywagacji o piciu... - Wzruszyła ramionami, parskając. - Wolę zachować swoje pozytywne skojarzenia.
Livia spojrzała na nią przyjaźnie.
- Edano, chodź z nami. Przecież możesz dzielić się z nami tymi pozytywnymi skojarzeniami - rzekła. - Może i to pomoże.
- Obawiam się, że mogłoby to źle na was wpłynąć - odparła Edana nieco protekcjonalnie.
- Ale wiesz, Edano, że Obelix nie upija się ani piwem, ani miodem, jak na Gala przystało? - rzekł z wymuszoną powagą Asterix. - On nadużywa wina.
Edana nagle wybuchnęła z niedowierzaniem.
- Wina?! - zawołała, nie kryjąc oburzenia. - Przecież to absolutnie niepatriotyczne!
- Ano właśnie! - przytaknął z zapałem. - Zatem trzeba natychmiast coś z tym zrobić!
Asterix, przed Edaną rozbawienie, szturchnął Livię dyskretnie w ramię.
W końcu obie dziewczyny ruszyły za nim. Przemierzali alejki, aż natrafili na ścieżkę, która prowadziła w kierunku osadowego zajazdu. Edana wskazała palcem w kierunku karczmy.
- A więc to tam bezcześci się galijską kulturę picia?
Asterix skinął do niej z uśmiechem i cała trójka zbliżyła się do obszernego drewnianego budynku, z którego dobiegał gwar śmiechów, przekleństw i odgłosów uderzania o metalowe kufle.
Livia, świadoma, że Obelix tam jest, omal cała nie pobladła. Jego głosu jednak nie usłyszała.
Stanęli przy wejściu.
- Czy... Obelix pije tam w samotności? - spytała nieco nerwowo.
- Z tego, co się zorientowałem, ma tam swój samotny kąt - oznajmił Asterix.
- O to się nie martw. - Dodała Edana. - Dziecka Falbali tam ze sobą nie zabrał.
Asterix nie wiedział, o co Edanie chodzi. Spojrzał tylko na Livię, a jego wzrok wyrażał desperacką prośbę.
- Asteriksie, czego ty teraz ode mnie oczekujesz? - spytała Livia nerwowo.
Dotknął jej ramienia.
- Proszę. Chociaż spróbuj. Spróbuj z nim porozmawiać. Cała nadzieja w tobie.
Livia zawahała się, ale po chwili cofnęła się o krok, a jej wzrok zupełnie się odmienił. Uniosła pewnie głowę i spojrzała na niego z łagodną stanowczością.
- Nie, Asteriksie - powiedziała twardo. - Nie oczekuj ode mnie tego.
- Ale, Livio...
- Mam swoją godność, Asteriksie. Nie mogę się więcej podkładać.
- Co to takiego? - spytała Edana, wzruszając ramionami. - Dasz mu porządnego klapsa, to może ci nawet ulży.
Twarz Livii jednak tylko bardziej stwardniała.
- Hej, Edano, nie naciskaj - wtrącił Asterix, delikatnie dotykając jej ramienia, po czym zwrócił się do Livii. - Wszystko w porządku, Livio. Pójdę tam sam, dobrze? Spróbuję jeszcze raz.
Asterix otworzył drzwi i wszedł do środka, zostawiając za sobą dziewczyny. Livia i Edana czekały w napięciu.
Po kilku chwilach, ku ich zaskoczeniu, drzwi otworzyły się z impetem, a przez próg wyleciał Asterix, jakby został przez kogoś wypchnięty. Przewrócił się i zjechał pośladkami po małych drewnianych schodkach prowadzących do wejścia. Edana ruszyła w jego kierunku, żeby mu pomóc, ale Asterix zdążył podnieść się sam.
- A to ci gbur... - burknął, masując się po zakurzonym pośladku.
- Co? Nie ma ochoty rozmawiać? - spytała Edana, unosząc brwi.
- Pomyślałem, że skoro łagodne rozmowy nie podziałały, to powiem mu w końcu parę słów prawdy o jego żenującej postawie. To chyba też na nic. - Spojrzał na Livię błagalnym wzrokiem. - Cała nadzieja w tobie.
- Nie, Asteriksie... - Livia zdawała się być nieugięta. - Nie wejdę tam, tym bardziej że są jeszcze inni.
Edana ożywiła się.
- Czego się boisz, Livio? Całej rzeszy Rzymian się nie bałaś, a teraz kilku galijskich chłopów się cykasz?
- Boję się, Edano, żebyś wiedziała. - Spojrzała z gorzkim uśmiechem na Asteriksa. - Zobacz, jak szybko się z nim tam uporał.
Asterix spojrzał na nią wymownie.
- Och, nie śmiałby zrobić ci krzywdy. W tym możesz mi zaufać.
- Ale ja nie wiem, co mam mu powiedzieć. Jak rozmawiać, żeby znów mnie nie zignorował - westchnęła ciężko. - Naprawdę, próbowałam już dużo... - zawahała się jeszcze chwilę, spoglądając na drzwi wejściowe do karczmy. - Przepraszam cię, Asteriksie, ale nie jestem w stanie pomóc.
Livia była widocznie gotowa ostatecznie się wycofać, choć serce jej pękało. Martwiła się o Obeliksa nie na żarty, jednak czuła się bezradna wobec jego ostatnich reakcji na jej próby nawiązania jakiejkolwiek rozmowy.
Już miała ruszyć z powrotem, kiedy Edana mrugnęła dyskretnie do Asteriksa.
- Hm. - Zerknęła na budynek. - Kojarzę, że słyszałam o tym miejscu różne historie.
Livia mimowolnie zwolniła kroku.
- Jakie historie? - spytała bez większego zainteresowania, choć coś w jej głosie lekko drgnęło.
Edana wzruszyła ramionami.
- Och, takie tam. Że niektórzy przychodzą tu nie tylko dla picia.
Asterix odchrząknął cicho.
- Edano...
- No co? Przecież nie mówię niczego dziwnego. - Wzruszyła ramionami.
Asterix zastanowił się chwilę.
- Widziałem tam dziś kilka kobiet, które... hm... są trochę bardziej wylewne. - Skrzywił się. - Ale żeby to od razu coś znaczyło...
Livia znieruchomiała.
- Jak to? Co masz na myśli? - spytała z wyraźnym nerwem w głosie.
Asterix podrapał się po tyle głowy. Edana zwróciła się do Livii ostro:
- Och, Livio, nie bądź dzieckiem! Każdy wie, jak działają takie miejsca, zwłaszcza kiedy ktoś się dosiada i stawia kolejki...
Asterix spojrzał na Edanę ostrzegawczo. Livia, gdy to zauważyła, poczuła, jak krew jej odpływa z twarzy.
- Obelix tam z nimi siedzi? - spytała.
- Tego nie powiedziałem! - bronił się Asterix.
- Livio, nic tu po nas. - Edana wzięła ją za ramię.
Przez moment Livia zacinała się, próbując coś wykrztusić.
- Ale...
- Niech dziady robią sobie, co chcą - skwitowała Edana i pociągnęła ją trochę mocniej.
Livii jednak zakotłowało się w głowie.
- Ale... Tak być nie może... O nie, nie, nie...
I nagle zerwała się, aby czym prędzej wejść do środka, zamykając za sobą drzwi.
W tym momencie Edana wyszczerzyła się, zupełnie nie w swoim stylu, dając się ponieść szczeremu śmiechowi.
- Nie wiem, czy to nie była przesada, Edano - rzekł Asterix, który, mimo że był również rozbawiony, starał się trzymać fason.
- Asteriksie, ale spójrz. Od razu podziałało!
Tymczasem Livia, która uświadomiła sobie, gdzie właśnie weszła, momentalnie poczuła, jak jej wewnętrzna mobilizacja siada. Oparła się o drewniane drzwi, czując, jak wali jej serce. Starając się głęboko nabierać powietrza, powoli rozejrzała się wokół.
Klientów obsługiwały trzy karczmarki, skore do flirtów. Jedna z nich ewidentnie zasiedziała się przy jednym z klientów na dłużej. W oddali, przy samym rogu pod schodami, dostrzegła samotnie siedzącego Obeliksa, przed którym stał kufel do połowy napełniony piwem. Wzięła głęboki wdech.
„Nie wolno mi okazywać mu współczucia..." - powtarzała sobie w myślach.
Zebrała się w sobie i ruszyła w jego stronę, próbując zostawić za sobą niepokojące myśli i ignorując spojrzenia niektórych gości, które zatrzymywały się na niej zbyt długo.
„Widocznie znów trzeba założyć maskę i grać..."
Z lekkim uśmiechem dosiadła się do Obeliksa, starając się sprawiać wrażenie beztroskiej i pewnej siebie.
- Nie jest dobrze pić w samotności, Obeliksie - zaczęła pogodnie, opierając się swobodnie o ławę.
Obelix spojrzał na nią zaskoczony, ale jego twarz szybko stężała.
- Livio... Co ty tu robisz? - zapytał wyraźnie nerwowy.
- Przyszłam porozmawiać. Może nawet pośmiać się z tobą, tak jak dawniej. Co ty na to? - odpowiedziała, utrzymując wesoły ton.
Obelix czuł, że inni goście obserwują zarówno jego, jak i Livię. Niektóre drwiące, inne pełne ciekawości. Wiedział, że jego obecny stan, a zwłaszcza to, że Livia przyszła do niego, tylko prowokowały krzywdzące domysły.
- Livio, proszę... Wyjdź - powiedział cicho, niemal błagalnie.
- Dlaczego? - spytała z nutą smutku.
- Bo wszyscy się gapią - szepnął. - Na ciebie, na mnie... Nie chcę, żeby tak było.
Livia uśmiechnęła się szerzej i spojrzała na niego z ukosa.
- Naprawdę myślisz, że ja się tym przejmuję?
- Ale ja się przejmuję! - rzucił ostrzej, aż jego głowa drgnęła mocniej. - Powiedziałem wyraźnie - wyjdź...
Dziewczyna poczuła ukłucie w sercu. Kolejny raz. Powoli wstała.
- W porządku - powiedziała beznamiętnym głosem. - Jeśli tak wolisz...
Odwróciła się i ruszyła w stronę wyjścia.
Zwrócił na nią uwagę obecny wśród gości wiejski kowal - Tenautomatix. Znany był z tego, że zaraz po Obeliksie był najsilniejszym mieszkańcem wioski. Teraz siłą rzeczy zajmował pozycję naczelnego siłacza. W tej chwili wyraźnie był pod wpływem alkoholu.
- Nie przejmuj się, dziewczyno! - rzucił w jej stronę, a jego głos przedarł się przez gwar dyskusji. - Tak to jest, jak mężczyźnie brakuje pewności siebie. Daj szansę się wykazać innym!
Livia zwróciła się tylko z chłodem:
- Tobie brakuje piątej klepki.
Ktoś zachichotał za plecami kowala. Tenautomatix odwrócił się ukradkiem, lekko spuszczając powieki, po czym znów zwrócił się do Livii.
- A po co od razu tyle złości? Lepiej byś coś dla nas zatańczyła i od razu wszystkim zrobiłoby się weselej.
Kilku podpitych chłopów podśmiechiwało się donośnie.
Livia zatrzymała się na chwilę, ale zaraz ruszyła dalej. Choć jej twarz zaczęła blednąć, utrzymywała twardy wyraz.
- No nie bądź taka wyniosła! - zawołał ktoś z towarzyszy Tenautomatiksa.
Gdy Livia zdążyła już go minąć, kowal odwrócił się jeszcze przez ramię.
- Wiesz, może Obelix nie jest zainteresowany, ale ja nawet zapłaciłbym za taką sztukę. Słowo honoru!
Śmiechy rozległy się jeszcze głośniej. Livia zesztywniała i momentalnie przyśpieszyła ku wyjściu. Zanim wyszła, Obelix zauważył jeszcze jej profil, ukazujący wyraźne załamanie i przytłoczenie wstydem. Wybiegła, zamykając za sobą drzwi.
Minęła szybkim krokiem oczekujących pod gankiem Asteriksa i Edanę.
- Hej, Livio, dokąd tak pędzisz? - zawołał za nią Asterix, ruszając z Edaną z miejsca, aby ją dogonić.
- Gdziekolwiek, byle jak najdalej stąd! - zawołała rozgoryczona, nie oglądając się za siebie nawet na moment.
W tym samym czasie Obelix poderwał się sprzed stołu, cały czerwony ze wściekłości, i zbliżył się do Tenautomatiksa.
- Coś ty powiedział? Powtórz! - wrzasnął, zaciskając pięści.
Tenautomatix uniósł się z miejsca.
- Obeliksie, naprawdę? - zachrypiał drwiąco. - Naprawdę chcesz jeszcze udawać siłacza? I po co się ośmieszasz...
Obelix wymierzył mu z całych sił cios w żuchwę. Uderzenie było na tyle solidne, że wystarczyło, by pijany kowal zachwiał się, podpierając się ręką o stół, żeby nie upaść.
Otaczający ich chłopi zamarli na moment, szeroko otwierając oczy, i czekali w napięciu na dalszy rozwój sytuacji.
- A więc sam tego chciałeś - warknął Tenautomatix, prędko zbierając się w sobie.
Wymierzył mu cios w brzuch, a gdy Obelix się zgiął, kilkoma szybkimi ruchami wykręcił mu ramiona. Mimo że Obelix stawiał opór, Tenautomatix powoli sprowadził go na kolana.
Po kilku chwilach puścił go z triumfem, a Obelix w furii próbował jeszcze się na niego rzucić i niemal zdołał powalić go ciężarem własnego ciała. Odciągnęło go jednak kilku chłopów, mocując się z nim z wysiłkiem. Mając wolne nogi, Obelix zdążył tylko wymierzyć przeciwnikowi kopnięcie w pośladek.
Tenautomatix stanął na chwilę rozjuszony, masując się po tyłku. Wszyscy wokół westchnęli i obserwowali w napięciu, co się zaraz wydarzy.
W odpowiedzi kowal podchwycił cały drewniany stół, a kilkoro gości musiało zrobić unik. Wypełnione trunkami naczynia pospadały z impetem na podłogę, niektóre rozbiły się w drobny mak.
- Teraz mnie zdenerwowałeś! - ryknął i machnął stołem, uderzając mocno Obeliksa w bok tak, że przewrócił się z hukiem. Ostra krawędź drewnianej nogi zdarła mu do krwi skórę przy lewym uchu. Obelix zatoczył się i upadł.
- I zapamiętaj! Nie jesteś już siłaczem, który może wszystkich naokoło ustawiać! - wrzasnął kowal, pryskając śliną. - Bez swojej siły jesteś nikim! - dokończył, pochylając się nad nim i dysząc ze złości.
Gwar w karczmie znacznie ucichł. Ktoś mruknął do kowala, że przesadził. Jednak Obelix usłyszał tylko ten wrzask, który brzmiał jak echo jego własnych myśli. Wstał z trudem, pochwycił butlę z winem i przygnębiony opuścił karczmę.
***
Asterix i Edana dogonili Livię, która powoli zaczęła zwalniać, aż w końcu zatrzymała się, dostając zadyszki. Jej oddech był świszczący. Chwyciła się za pierś, czując niepokojące kołatanie serca i mocny ucisk w klatce piersiowej.
- Spokojnie, Livio. - Asterix ujął swoimi rękami jej ramiona, podtrzymując ją mocno i stabilnie. - Wszystko dobrze. Spokojnie, oddychaj... Stąd niedaleko do mnie. Odpoczniesz, najesz się i opowiesz nam, co się wydarzyło, dobrze?
Livia przytaknęła, czując, jak wiruje jej głowa.
Ruszyli wolnym krokiem, a po drodze Livia starała się skupić na spokojnym, miarowym oddychaniu, choć każdy oddech nasilał pieczenie w klatce piersiowej.
Kiedy weszła do domu Asteriksa, przyjazna aura otoczenia sprawiła, że poczuła się spokojniej. Asterix zaserwował opiekanego węgorza z gotowaną rzepą.
Edanie najwyraźniej schlebiała kolacja u Asteriksa. Ich rozmowa nabierała przy stole większej swobody. Kilka razy zdarzyło jej się spojrzeć na niego cieplej, ale zaraz wracała nieco zmieszanym wzrokiem do swojej porcji węgorza.
Wtem Asterix zobaczył, jak u Livii wzmaga się opór przed jedzeniem, choć ledwie napoczęła swoją porcję.
- Widzę, że nie masz teraz specjalnego zapału do jedzenia - zwrócił uwagę. - O co poszło z Obeliksem? - spytał łagodnie.
Livia poczuła na sobie jego cierpliwe spojrzenie, ale nie miała ochoty dzielić się upokarzającym doświadczeniem.
- Asteriksie... Po prostu stało się to, czego się obawiałam. Okazało się, że Obelix nie ma ochoty na moje towarzystwo, więc poprosił, żebym wyszła.
Edana uniosła podejrzliwie brwi.
- I dlatego wyparowałaś jak poparzona? Tylko o to poszło?
Livia splotła palce i nerwowo przyłożyła zimne dłonie do czoła.
- Po prostu w zaistniałej sytuacji zostałam wyśmiana przez innych wokół - odparła drżącym głosem, starając się nie rozdrapywać tego dalej.
- Domyślam się, co czułaś - wtrąciła Edana z powagą.
W jej oczach widać było, że na swój sposób bardzo współczuła Livii, choć nie potrafiła okazać tego wylewnie.
Asterix pokręcił głową, wyraźnie zezłoszczony na Obeliksa i na samego siebie.
- Livio, jednak jestem ci winien przeprosiny. Sądziłem... sądziłem, że rozmowa z tobą przyniesie jakieś...
- Nie, nie, Asteriksie, nie przepraszaj - weszła mu w słowo. - To normalne, że troszczysz się o Obeliksa i szukasz sposobów, by go wyciągnąć z tego bałaganu. Ale... ale tym razem się nie udało... Przynajmniej próbowaliśmy.
Przez chwilę panowała ponura cisza. Asterix i Edana w milczeniu wykończyli swoje porcje, zaś Livia wciąż siedziała mocno przygnębiona, ledwo potrafiąc przełknąć jedzenie. Asterix spojrzał na nią z troską.
- Livio. Wyraźnie schudłaś. Nie chcę, żeby ci to zaszkodziło - powiedział, nie owijając w bawełnę.
Livia uśmiechnęła się do niego lekko, ale nie wiedziała, co odpowiedzieć. Zrozumiała, że Asterix zauważył niemal nietkniętą rybę. Zmusiła się, aby ją dokończyć, choć żołądek ją ściskał. Zaczęła myśleć o Airze, której również ubyło ostatnio sporo sił. Przez moment zastanawiała się, czy nie potrzebuje teraz jakiejś pomocy.
Asterix siedział, rozmyślając intensywnie, a Edana, wobec krępującej ciszy między nimi, zachowywała chłodny wyraz twarzy.
Po dłuższym czasie zdawkowych rozmów po posiłku Livia rzekła:
- Chyba powinnam już iść. Aira ostatnio potrzebuje trochę więcej pomocy.
- No dobrze. To ja pójdę z tobą. - Poderwała się za nią Edana.
- Czekaj, Livio. - Asterix powędrował do sąsiedniej izby i wrócił z dużym kocem.
- Weź to lepiej, Livio. Na zewnątrz jest mżawka.
Rozłożył koc i narzucił Livii na ramiona, a ona posłusznie owinęła się nim.
- Dziękuję ci za wszystko, Asteriksie. - Podeszła i cmoknęła go w policzek.
- Ja też dziękuję... - odparła pod nosem Edana - za ten czas pełen wrażeń - dokończyła, jakby nie wierzyła zbytnio w to, co sama mówi.
Dzisiejsza pogoda rzeczywiście nie należała do przyjemnych. Słońce schowało się za chmurami, a powietrze było zimne i wilgotne. W twarze Livii i Edany uderzał dość mocny wiatr. Właśnie mijały małą gospodę z kilkoma beczkami przy ganku.
Nagle serce Livii zamarło.
- Obelix! - zawołała, gdy między beczką a ścianą budynku dostrzegła wielką sylwetkę leżącą na mokrej ziemi.
Łapiąc się za pierś, podbiegła bliżej, a gdy ujrzała obszerną ranę przy uchu, zakręciło jej się w głowie. Już czuła, jak opada bezwładnie, gdy nagle podchwyciła ją Edana, potrząsając nią.
- Livio, na bogów! Nie wygłupiaj się. Koleś zwyczajnie się nabzdryngolił. - Wskazała na leżącą obok niego butlę po winie.
Livia, wciąż oszołomiona, skierowała słaby wzrok na jego klatkę piersiową, po czym zaczęła odzyskiwać trzeźwość umysłu.
- Oddycha... oddycha... - szeptała, jakby próbowała uspokoić samą siebie.
- Tak się kończy picie rzymskiego wina - rzekła Edana z przekąsem. - Pewnie sobie jeszcze długo poleży.
Livia spojrzała na nią z wyrazem oburzenia, po czym zdjęła z siebie koc od Asteriksa i okryła nim Obeliksa, który przez chłodną wilgoć lekko drżał mimo nieprzytomności. Edana, widząc tę determinację, uniosła brwi, ale milczała.
- Trzeba natychmiast go stąd zabrać - powiedziała Livia stanowczo.
- Powodzenia - odparła ironicznie, krzyżując ramiona na piersi.
- Edana! - zawołała Livia z niedowierzaniem. - On nie może tu tak leżeć, marznąć i narażać się na drwiny! Biegnij po Asteriksa i poleć mu, by zabrał trochę magicznego napoju.
Edana przewróciła oczami, ale po chwili skinęła głową i zawróciła.
Livia została z nim sama, patrząc na niego z uczuciem głębokiego żalu. Na tę chwilę okolica była niemal pusta. Podeszła do Obeliksa jeszcze bliżej i uklękła przy nim. Z bliska jego twarz wydawała się bardziej zbolała i zmęczona niż kiedykolwiek wcześniej. Rana przy uchu wyglądała poważnie. Patrząc na niego w takim stanie, jej serce ściskało się mocno. Delikatnie położyła dłonie na jego twarzy, jakby chciała wymazać cały jego ból i rozpacz.
- Dlaczego to sobie robisz, Obeliksie? - szepnęła drżącym głosem. - Dlaczego nie widzisz, jak wiele dla mnie znaczysz? - Jej głos się załamał, a ona sama nie odrywała od niego wzroku. - Tęsknię za tobą... - dodała cicho, nachylając się bliżej i głaszcząc go po policzku.
Płakała mocno, ale cicho. Jej łzy zaczęły kapać mu na skórę. Livia nie zwróciła uwagi na to, jak długo tak klęczała. Obelix pozostawał nieprzytomny. Jego oddech był płytki.
W końcu nadeszli Asterix i Edana.
- Tu jesteście! - zawołał Asterix. Przyjrzał się Obeliksowi z niedowierzaniem. - Na Belenosa! Co on znowu nawyrabiał?
- Nie wiem - odpowiedziała Livia z powagą i otarła prędko łzy. - Ale trzeba szybko go stąd zabrać... I oczyścić ranę.
- No dobrze - odparł. - Ale to będzie wyzwanie.
- Dlatego wspomniałam ci, gapciu, żebyś lepiej zabrał napój - rzekła Edana z przekąsem.
- Napój... No tak. Przyda się teraz, żeby sprawniej poszło.
Asterix wypił łyk z flakonika, który wydobył z głębi kieszeni. Pochylił się i uniósł bezwładnego Obeliksa pod ramiona.
- Nie martwcie się, dziewczyny. Zajmę się nim.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania