Sklep rzeczy utraconych - rozdział 14
Eveline była już ubrana, kiedy usłyszała kroki na korytarzu. Skórzana torba leżała zamknięta na łóżku, a płaszcz wisiał przewieszony przez oparcie krzesła. Stała przy oknie i patrzyła na dziedziniec, gdzie dwóch ludzi prowadziło osiodłane konie, kiedy rozległo się pukanie do drzwi.
Otworzyła drzwi. W progu stał Grijs, a kilka kroków za nim Vaelen opierał się ramieniem o ścianę.
— Wygląda na to, że rzeczywiście wyjeżdżamy — powiedziała.
— Wszystko gotowe — powiedział Grijs. — Ale zanim wyjedziecie, Jej Wysokość chce wam coś pokazać.
Vaelen spojrzał na niego.
— Czeka na dole.
Eveline sięgnęła po płaszcz.
— Na dole?
Grijs już schodził.
Poprowadził ich przez jeszcze ciche ulice. Miasto dopiero się budziło; przed piekarniami ustawiano pierwsze kosze z chlebem, gdzieś w bocznej ulicy ktoś spłukiwał kamienne stopnie. Zamiast jednak skierować się ku bramie, Grijs prowadził ich coraz bliżej wewnętrznego muru.
Przeszli przez niewielki dziedziniec, potem przez drzwi pilnowane przez dwóch rycerzy. Za nimi zaczynały się schody. Schodzili długo. Otynkowane ściany szybko ustąpiły miejsca surowemu kamieniowi, a stopnie stawały się coraz starsze i bardziej nierówne, starte przez setki lat używania. Co kilkanaście metrów paliły się niewielkie lampy osadzone w wykutych niszach. Im niżej schodzili, tym chłodniejsze stawało się powietrze.
Eveline straciła rachubę zakrętów.
— To jest pod miastem? — zapytała.
— Częściowo — odpowiedział Grijs.
— A druga część?
— Pod górą.
Vaelen przesunął palcami po ścianie.
— Stare.
Grijs obejrzał się przez ramię.
— Starsze niż miasto.
Na dole czekali już księżniczka i mężczyzna, którego Eveline widziała poprzedniego wieczoru przy drzwiach.
— To Doorn — powiedział Grijs.
Mężczyzna skinął im głową. Złotawy pancerz okrywał go niemal od szyi po stopy, ale miecz trzymał w dłoni zamiast mieć go przypiętego do pasa. Kiedy podeszli, położył broń na kamiennej ławie przy ścianie.
Vaelen zatrzymał na nim wzrok.
— Broń nie może wejść dalej?
— Może — odpowiedział Doorn.
Jego głos był niższy, niż Eveline się spodziewała.
— Więc dlaczego ją pan zostawia?
— Bo nie wszystko, co wolno, należy robić.
Grijs odpiął własny miecz i położył go obok. Vaelen spojrzał na obie bronie.
— Rozumiem.
— Pan nie musi — powiedział Doorn.
Kącik ust Vaelena drgnął.
— Tego się domyśliłem.
Księżniczka ruszyła pierwsza.
Za ostatnim przejściem korytarz gwałtownie się rozszerzył. Eveline spodziewała się komnaty, tymczasem zobaczyła naturalną grotę, tak wielką, że światło kilku lamp ginęło wysoko pod sklepieniem. Skała pozostawała surowa, ciemna, miejscami mokra. Przez jedną ze ścian przebiegała szeroka żyła metalu. Nie przypominała niczego, co Eveline widziała wcześniej. Miała kolor zbliżony do kadeńskich pancerzy, ale była ciemniejsza, niemal czarna, a pod jej powierzchnią miejscami przebijał matowy, złotawy połysk.
— Ader — powiedziała księżniczka.
Eveline podeszła o krok bliżej. Teraz rozumiała, dlaczego nazywali go żyłą. Metal znikał w jednej ścianie, przechodził przez skałę i pojawiał się ponownie kilka metrów dalej, jakby coś ogromnego biegło pod kamieniem.
Wyciągnęła rękę, zanim zdążyła pomyśleć.
— Nie — powiedział cicho Grijs.
Cofnęła dłoń. Z tej odległości widziała, że metal nie jest jednolity. Pod ciemną powierzchnią biegły cieńsze pasma, ułożone równolegle, jedno przy drugim, w równych odstępach. Zbyt równych. W kieszeni płaszcza nadal miała odłamek łuski. Nie wyjęła go.
Vaelen nie patrzył na metal najbliżej nich. Jego wzrok przesuwał się wzdłuż żyły, coraz dalej w głąb groty.
— Jak głęboko sięga? — zapytał.
— Nie wiemy.
— Nigdy nie sprawdziliście?
— Nie — odpowiedział Doorn.
Vaelen spojrzał na niego, skinął głową i nie zapytał o nic więcej.
Księżniczka wyjęła medalion. Srebrny krążek wyglądał w tej przestrzeni niemal niepozornie.
— Kronika nie opisuje rytuału — powiedziała. — Jest tylko rycina i kilka zdań. Pierwszy władca zszedł tutaj z medalionem. Stanął przed Aderem i czekał.
— Na co? — zapytała Eveline.
— Tego również nie zapisano.
Księżniczka podeszła bliżej skały i zatrzymała się kilka kroków od żyły. Przez chwilę słychać było tylko wodę spadającą gdzieś w ciemności.
Nic się nie wydarzyło. Zrobiła kolejny krok. Nagle zacisnęła palce na medalionie.
— Co się stało? — zapytała Eveline.
Księżniczka spojrzała na srebrny krążek.
— Jest ciepły.
Eveline nosiła go pod płaszczem przez trzy dni. Ani razu nie poczuła niczego podobnego.
Vaelen uniósł głowę.
Księżniczka otworzyła dłoń. Medalion leżał na jej skórze, a znak wyryty na jego powierzchni pozostawał ciemny. Zrobiła jeszcze jeden krok.
Cienka linia światła przecięła znak. Księżniczka znieruchomiała, a blask powoli się rozszerzył, wypełniając cały wzór.
Eveline wstrzymała oddech.
Gdzieś głęboko w skale pojawił się złotawy punkt, a zaraz potem drugi. Światło ruszyło wzdłuż metalowej żyły, z początku powoli, później coraz szybciej. Przechodziło przez kolejne załamania skały, znikało i pojawiało się dalej, aż cała ściana przed nimi zaczęła jarzyć się od środka.
Pod stopami Eveline zadrżał kamień. Tylko raz, głęboko, jakby coś daleko pod nimi poruszyło się po raz pierwszy od bardzo dawna. Nikt poza nią nie spojrzał w dół. Wszyscy patrzyli na światło.
Księżniczka cofnęła dłoń, ale światło nie zgasło.
Doorn opadł na jedno kolano. Grijs spojrzał na niego, potem na księżniczkę i po chwili również uklęknął.
Eveline została w miejscu i spojrzała na Vaelena. On także stał, lecz nie patrzył na księżniczkę. Patrzył na Ader. Jego twarz nie zdradzała niczego, ale Eveline znała już ten sposób, w jaki nieruchomiał, kiedy coś naprawdę przykuwało jego uwagę.
Księżniczka odwróciła się do Doorna.
— Wstań.
Nie poruszył się.
— Doorn.
Podniósł głowę.
— Wasza Wysokość...
— Proszę. Wstań.
Doorn podniósł się, a Grijs zrobił to samo.
Księżniczka spojrzała na medalion. Światło na jego powierzchni powoli przygasało, ale Ader nadal jarzył się słabo w głębi skały. Zacisnęła palce na srebrze.
— Rozpoznał mnie.
Doorn spojrzał na nią, potem na rozświetloną żyłę.
— Rada musi to zobaczyć.
Księżniczka milczała przez chwilę.
— Zobaczy.
Vaelen przeniósł na nią wzrok.
— Rozumiem, że nasze konie nadal czekają.
— Czekają.
— Doskonale.
Odwrócił się w stronę przejścia.
— Proszę zaczekać.
Zatrzymał się. Księżniczka spojrzała jeszcze raz na Ader.
— Proszę zostać w Kadenie jeszcze jeden dzień.
Vaelen odwrócił się do niej.
— Umówiliśmy się inaczej.
— Wiem. I dotrzymam słowa. Konie, papiery i ludzie są gotowi. Jeśli będzie pan chciał wyjechać, nikt pana nie zatrzyma.
— Ale?
Księżniczka uniosła dłoń z medalionem.
— Za kilka godzin pokażę radzie, co dzieje się z Aderem, kiedy zbliżę do niego medalion. Potem zaczną pytać, skąd go mam. A kiedy usłyszą o Archen, pojawią się kolejne pytania. Wolałabym, żeby odpowiedział na nie ktoś, kto wie o nim więcej, niż zechciał mi powiedzieć.
Vaelen przyglądał jej się przez chwilę.
— To nie było częścią naszej umowy.
— Nie. Dlatego proszę, a nie rozkazuję.
Przez moment w grocie słychać było tylko wodę spadającą w ciemności. Vaelen spojrzał na medalion, potem na Ader.
— Jeden dzień.
— Jeden dzień — potwierdziła księżniczka. — Jutro rano będziecie mogli ruszyć dalej.
Eveline obejrzała się jeszcze na żyłę. Blask prawie zniknął, ale gdzieś głęboko pod powierzchnią skały wciąż pulsował pojedynczy złotawy punkt.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania