Sklep rzeczy utraconych - rozdział 15c/c
Vaelen spojrzał w stronę Luciena. De Rhen nadal stał po drugiej stronie sali i rozmawiał, jakby ich nie zauważył. Po chwili podszedł do niego jeden z ludzi Vermaaru i powiedział coś krótko. Lucien skinął głową, a mężczyzna wrócił na swoje miejsce przy stole delegacji. Eveline widziała, skąd przyszedł. Chwilę wcześniej przechodził obok filarów, przy których stał strateg. Dopiero wtedy de Rhen spojrzał ponownie na Eveline.
Przy głównym stole księżniczka podniosła kielich. Rozmowy ucichły szybciej niż wcześniej.
— Jest jeszcze jedna rzecz — powiedziała.
Hessel odwrócił się do niej gwałtownie. Młody książę Vermaaru siedzący po jej prawej stronie uniósł wzrok. Księżniczka postawiła kielich na stole.
— Przez ostatnie miesiące rada prowadziła rozmowy dotyczące małżeństwa między następcami Kadenu i Vermaaru.
Nikt się nie odezwał. Eveline spojrzała na Vaelena. Tym razem on również patrzył na księżniczkę.
— Rozmowy te prowadzono w przekonaniu, że Kaden nie ma innego wyboru — ciągnęła. — Że ceną za bezpieczeństwo musi być zależność od Vermaaru.
Hessel zrobił krok w jej stronę.
— Wasza Wysokość...
Księżniczka uniosła dłoń.
— Proszę mi pozwolić skończyć.
Hessel zatrzymał się, a księżniczka odwróciła się do księcia Vermaaru.
— Wasza Wysokość nie ponosi odpowiedzialności za decyzje naszej rady ani za sytuację, w której znalazł się Kaden. Dlatego mówię to Waszej Wysokości tutaj i osobiście. Nie przyjmę propozycji małżeństwa.
Przez kilka sekund nikt się nie poruszył. Potem sala wypełniła się szmerem rozmów. Hessel powiedział coś do człowieka obok, ale jego głos zginął wśród innych, a jeden z członków delegacji Vermaaru odsunął gwałtownie krzesło.
Książę pozostał na miejscu. Był młodszy, niż Eveline sądziła, kiedy widziała go z daleka. Przez moment siedział nieruchomo, wpatrzony w księżniczkę, potem powoli wstał. Jeśli publiczne odrzucenie go dotknęło, nie pozwolił, żeby ktokolwiek na sali to zobaczył. Księżniczka skłoniła lekko głowę.
— Przykro mi, że Wasza Wysokość dowiaduje się o tym w takich okolicznościach.
Książę patrzył na nią jeszcze przez moment.
— Mnie również, Wasza Wysokość.
Nie dodał nic więcej. Odsunął krzesło i wyprostował się.
— Sądzę, że dalsza obecność naszej delegacji przy tym stole nie przysłuży się nikomu.
Księżniczka zrobiła niewielki krok w jego stronę.
— Wasza Wysokość...
— Nie dzisiaj.
Powiedział to bez gniewu, lecz ton nie pozostawiał miejsca na dalszą rozmowę. Członkowie delegacji Vermaaru zaczęli wstawać. Jeden po drugim odkładali kielichy i odsuwali krzesła, a Hessel patrzył na księżniczkę tak, jakby chciał coś powiedzieć, ale tym razem się powstrzymał.
Eveline odruchowo poszukała wzrokiem stratega. Nadal stał między filarami. Nie podszedł do księcia ani nie próbował interweniować. Gdyby nie maska, może dałoby się odczytać coś z jego twarzy, ale teraz pozostawał jedynym człowiekiem po stronie Vermaaru, który wyglądał, jakby nic go nie zaskoczyło. Dopiero kiedy książę ruszył w stronę wyjścia, strateg oderwał się od filaru.
Przechodząc przez salę, nie spojrzał na księżniczkę. Spojrzał na Vaelena, tylko na moment.
Dłoń Vaelena znieruchomiała na krawędzi stołu tak nieznacznie, że Eveline prawdopodobnie by tego nie zauważyła, gdyby nie siedziała obok niego. Strateg odwrócił głowę i ruszył za księciem. Drzwi zamknęły się za delegacją Vermaaru.
Przez chwilę w sali panowała cisza. Potem rozmowy zaczęły wracać, najpierw pojedynczymi głosami, później coraz głośniej. Vaelen nadal patrzył na zamknięte drzwi.
— Co? — zapytała cicho Eveline.
Nie odpowiedział.
Eveline rozejrzała się po sali. Ludzie Vermaaru zniknęli za drzwiami. Lucien de Rhen został.
— Lordzie Arsel.
Eveline znała ten głos. Odwróciła się i zobaczyła Luciena stojącego kilka kroków od nich z kieliszkiem w dłoni. Uśmiechnął się uprzejmie do Vaelena, a potem przeniósł wzrok na Eveline.
— Panno Vale.
Kilka osób siedzących najbliżej odwróciło głowy. Eveline poczuła, jak napinają jej się ramiona. Vaelen odstawił kielich.
— Lucien.
— Vaelen.
Nie powiedział „Arsel”. To wystarczyło. Rozmowy przy najbliższych stołach ucichły, a po chwili również Hessel spojrzał w ich stronę. Księżniczka obserwowała ich z podwyższenia.
Lucien westchnął lekko.
— Obawiam się, że trafiam na niezręczny moment.
— Masz do tego talent — powiedział Vaelen.
Lucien uśmiechnął się szerzej i sięgnął pod kaftan. Wyjął złożony dokument. Papier był gruby, a na dole widniała ciemna pieczęć. Eveline od razu ją rozpoznała.
Wydział Dochodzeń Miejskich.
— Wasza Wysokość — odezwał się Lucien, zwracając się w stronę podwyższenia. — Słyszałem, że dziś rano rada wysłuchała lorda Arsela w sprawie Archen. Sądzę, że powinna wiedzieć, kogo właściwie wysłuchała.
Przy słowie „Archen” jego głos zmienił się ledwie zauważalnie. Eveline znała ten ton. Tak mówili klienci, którzy od lat szukali jednego przedmiotu i udawali, że wcale im na nim nie zależy.
Księżniczka nie ruszyła się z miejsca. Doorn podszedł do Luciena, odebrał od niego papier i zaniósł go na podwyższenie.
— Lord Arsel to w rzeczywistości lord Vaelen — powiedział Lucien. — Jego rzekoma siostra jest panną Eveline Vale.
Po sali przeszedł kolejny szmer. Księżniczka rozłożyła dokument i zaczęła czytać.
— Oboje zostali wezwani do złożenia zeznań w sprawie kradzieży dokumentu z mojego domu — mówił dalej Lucien. — Nie stawili się w urzędzie i opuścili miasto jeszcze tego samego dnia.
Eveline poczuła na sobie spojrzenia ludzi siedzących przy sąsiednich stołach. Hessel zrobił krok w ich stronę.
— Kradzieży?
— Fragmentu dawnego rejestru transportowego — odpowiedział Lucien. — Należał do mojego ojca.
Księżniczka wreszcie podniosła wzrok. Najpierw spojrzała na Vaelena, potem na Eveline.
— Czy to prawda?
Vaelen otworzył usta, ale Eveline odezwała się pierwsza.
— Byłam w jego domu.
Lucien spojrzał na nią z zainteresowaniem.
— To już ustaliliśmy.
— Byłam również na piętrze.
Vaelen odwrócił głowę w jej stronę, ale Eveline na niego nie spojrzała.
— Skoro pan de Rhen zamierza opowiadać tę historię — ciągnęła — powinien wspomnieć, że sam zaproponował mi, żebym tam poszła.
Lucien uniósł brwi.
— Źle się pani czuła.
— Tak pan powiedział.
Przez moment patrzyli na siebie.
— Nie powiedziałem pani, żeby wchodziła do mojej biblioteki.
— Nie. Ale bardzo szybko pan wiedział, czego w niej brakuje.
Hessel prychnął.
— Czyli panna Vale przyznaje, że tam była.
Eveline odwróciła się do niego.
— Przyznaję, że nie zamierzam kłamać tylko dlatego, że pan de Rhen przyniósł papier z pieczęcią.
Vaelen spojrzał na nią krótko, a Lucien uśmiechnął się niemal niezauważalnie.
— Nadal brakuje tego fragmentu — powiedział.
Vaelen oparł przedramię o stół i spojrzał na księżniczkę.
— Lucienowi nie chodzi o kradzież.
Potem przeniósł wzrok na de Rhena.
— Gdyby chodziło ci o ten papier, przyszedłbyś po niego sam.
— Próbowałem załatwić to jak człowiek dobrze wychowany.
— Wysłałeś straż.
— Uprzejmość ma granice.
Księżniczka złożyła dokument.
— Dość.
Obaj zamilkli. Spojrzała najpierw na Luciena, potem na Vaelena.
— O tej sprawie porozmawiamy później.
Hessel zrobił kolejny krok naprzód.
— Wasza Wysokość posadziła przy swoim stole ludzi, którzy ukryli przed radą swoją tożsamość.
— Wiem.
— Są podejrzani o kradzież.
— Słyszałam.
— I Wasza Wysokość zamierza po prostu pozwolić im...
— Lordzie Hessel.
Nie podniosła głosu, ale Hessel urwał.
— Lord Vaelen i panna Vale pozostaną w swoich komnatach do rana. Grijs dopilnuje, żeby stamtąd nie wychodzili.
Hessel zacisnął usta.
— Pod strażą człowieka Waszej Wysokości.
— Pod strażą mojego człowieka — odpowiedziała księżniczka.
Grijs oderwał się od ściany i stanął kilka kroków za ich stołem. Eveline nie wiedziała, czy właśnie ich obroniono, czy uwięziono.
Lucien nie odezwał się więcej. Uniósł kieliszek do ust, jakby osiągnął dokładnie tyle, ile zamierzał. W sali znów zrobiło się gwarno, ale inaczej niż przedtem. Ludzie mówili ciszej i co chwilę zerkali w stronę Eveline i Vaelena. Hessel pozostał przy głównym stole. Nie odzywał się już, ale co jakiś czas spoglądał w stronę drzwi, którymi wyszła delegacja Vermaaru.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania