Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 15b/c

Służąca przyszła godzinę przed zmierzchem. Była młoda, piegowata, miała igłę wpiętą w rękaw i kilka złożonych tkanin przerzuconych przez ramię.

— Jej Wysokość przysyła — powiedziała i dygnęła. — Na ucztę.

Rozłożyła na łóżku bieliznę, halki i ciemnogranatową suknię ze srebrną nicią wzdłuż dekoltu. Eveline przyjrzała się jej uważniej. Przy bocznych szwach zostały drobne ślady po wcześniejszych poprawkach.

— Z garderoby księżniczki? — zapytała.

— Z garderoby na trzecim piętrze, panienko. — Służąca przyłożyła suknię do jej ramion i zmrużyła oczy. — Za długa. W pasie też. Poprawię. Proszę unieść ramiona.

Eveline posłuchała. Służąca zacisnęła sznurówkę tak mocno, że zabrakło Eveline tchu. Nie przywykła do tego, że ktoś ją ubierał. Stała bez ruchu, nie wiedząc, co zrobić z rękami, podczas gdy dziewczyna zabrała się za poprawianie sukni.

— Rada siedziała do południa — powiedziała służąca.

— Słyszałaś?

— Wszyscy słyszeli. Lord Hessel krzyczał na tego obcego z czarnymi włosami.

Eveline odwróciła się gwałtownie.

— Proszę się nie ruszać, panienko.

— A on?

— Podobno zapytał tylko, ile Vermaar obiecał Kadenowi. A potem powiedział coś o złocie. Moja kuzynka nie bardzo zrozumiała.

Potem przyszła kolej na włosy. Służąca rozczesała je, splotła i upięła nisko na karku. Kiedy sięgnęła do grzywki, Eveline odruchowo przytrzymała ją dłonią.

— Tę zostawimy.

Dziewczyna zawahała się.

— Jak panienka woli.

Kiedy skończyła, podsunęła jej lustro. Suknia podkreślała talię, a szeroki dekolt odsłaniał obojczyki i więcej skóry, niż Eveline zwykle pokazywała. Upięte włosy zostawiały odkrytą niemal całą szyję, a kasztanowe pasma w świetle lamp nabierały miedzianego połysku.

Wyglądała dobrze. Zaskakująco dobrze. Vaelen pewnie od razu zauważy poprawki przy szwach. Ta druga myśl speszyła ją bardziej niż pierwsza.

— Bardzo panience do twarzy — powiedziała służąca.

— Chyba tak — przyznała Eveline.

Służąca zebrała z krzesła nici i nożyczki, dygnęła jeszcze raz i wyszła, zamykając za sobą drzwi.

Eveline przesunęła dłonią po materiale na biodrach, wciąż nieprzyzwyczajona do takiego stroju. Podeszła do płaszcza przewieszonego przez krzesło, wyjęła z kieszeni odłamek łuski i obróciła go w palcach. W świetle lampy wydawał się jeszcze czarniejszy. Wsunęła go do wąskiej kieszeni halki. Ledwie zdążyła wygładzić fałdy sukni, gdy rozległo się pukanie.

Otworzyła drzwi. Vaelen stał na korytarzu. Miał na sobie czarny kaftan z wysokim kołnierzem, dopasowany w ramionach i talii, zapinany od gardła rzędem ciemnych haftek. Przy mankietach połyskiwała cienka srebrna nić. Czarne włosy miał zaczesane staranniej niż zwykle, a w uchu błyszczało złote kółko.

— Granat to dobry wybór.

Eveline poprawiła grzywkę.

— To nie ja wybierałam.

— W takim razie ktoś dokonał dobrego wyboru.

— Lord Hessel na pana krzyczał.

— Od kogo pani to wie?

— Od służącej, która wie od kuzynki, która nosiła wodę. Podobno zapytał pan, ile Vermaar obiecał Kadenowi.

— Zboże i żołnierzy. W zamian chcą dowództwa nad bramami. Zasugerowałem, żeby zamiast bram zastawić srebra. Lordowi Hesselowi pomysł się nie spodobał.

— A rada?

— Głosuje jutro. Księżniczce pozwolono wysłać prośbę o eskortę do Meren. Po tym, co zobaczyliśmy przy Aderze, dwóch radnych zaczęło ją popierać.

— Tylko dwóch?

— Na razie.

Eveline spojrzała na jego odświętny kaftan.

— A dzisiaj wszyscy mają razem ucztować?

— Taki jest plan.

Odsunął się, robiąc jej miejsce w przejściu.

— Możemy iść?

Eveline ruszyła do drzwi. Kiedy mijała go w drzwiach, usłyszała jeszcze, ciszej:

— Wygląda pani bardzo ładnie, panno Vale.

Zatrzymała się na pół kroku.

— Dziękuję.

Vaelen podał jej ramię.

***

Wielka sala znajdowała się w najstarszej części zamku. Stoły odsunięto pod ściany, a większość gości nadal stała, przechodząc od jednej grupy do drugiej. Za głównym stołem wisiały chorągwie Kadenu, a między nimi dwie zielone chorągwie Vermaaru.

Przy wejściu stała ława, na której składano broń, choć kilku starszych oficerów zachowało krótkie miecze przy pasach. Z boku sali czterech muzyków grało cicho, żeby wypełnić przerwy w rozmowach.

Przy głównym stole księżniczka rozmawiała z wysokim, siwiejącym mężczyzną o surowej twarzy.

— Lord Hessel — powiedział cicho Vaelen, zanim Eveline zdążyła zapytać.

Teraz Hessel nie krzyczał. Uśmiechał się nawet, choć palce mocno zaciskał na nóżce kielicha.

Służący przeszedł obok z tacą pełną kielichów. Vaelen wziął z niej dwa i podał jeden Eveline.

— Ostrożnie z winem.

— Potrafię pić wino.

— Nigdy w to nie wątpiłem. — Vaelen wskazał ruchem głowy ludzi zgromadzonych przy głównym stole. — Tutaj nie wszyscy piją po to, żeby się napić.

Eveline zaczęła dostrzegać układ sali. Ludzie nie stali przypadkowo. Wokół księżniczki zebrało się kilku młodszych członków rady i dwóch kadeńskich dowódców. Hessel co kilka minut odchodził od nich i wracał do grupy Vermaaru.

Przy jednym z filarów Doorn rozmawiał z trzema wojownikami. Grijs nie przyłączył się do nikogo. Stał pod ścianą i obserwował salę.

Stratega Vermaaru nie było przy delegacji. Czekał samotnie między dwoma filarami, plecami do kamienia. Stamtąd widział główne wejście, podwyższenie i niemal całą salę. Nie pił i z nikim nie rozmawiał.

Przy głównym stole rozległ się pojedynczy dźwięk niewielkiego gongu. Rozmowy zaczęły cichnąć.

Księżniczka stanęła przy swoim miejscu. Nie musiała podnosić głosu.

— Dziękuję wszystkim, którzy przybyli dziś do Kadenu.

Muzycy przestali grać, a goście zwrócili się ku podwyższeniu.

— Ostatnie tygodnie nie były dla naszego kraju łatwe — ciągnęła. — Tym bardziej doceniam obecność tych, którzy przyjechali do nas jako przyjaciele.

Kilka osób z Vermaaru uniosło kielichy. Księżniczka zrobiła to samo.

— Kaden pamięta swoich przyjaciół. I pamięta również to, co było tutaj na długo przed nimi.

Uśmiech Hessela zniknął. Przez salę przeszedł szmer. Vaelen tymczasem obserwował ludzi z Vermaaru.

Księżniczka wypiła pierwszy łyk i inni poszli za jej przykładem. Muzyka znów zabrzmiała, rozmowy wróciły niemal natychmiast, ale sala była już głośniejsza, bardziej nerwowa.

Służba zaczęła wskazywać gościom miejsca przy stołach. Najważniejsi członkowie rady skierowali się ku podwyższeniu. Razem z nimi ruszył młody książę Vermaaru. Jego miejsce znajdowało się po prawej stronie księżniczki, a Hessel usiadł dwa miejsca dalej.

— A my? — zapytała Eveline.

Podszedł do nich służący.

— Lordzie Arsel. Panno Arsel. Proszę za mną.

Poprowadzono ich do jednego z bocznych stołów, bliżej podwyższenia, niż Eveline się spodziewała. Stanęła przy wskazanym krześle.

— Chyba zaszła pomyłka.

— Nie sądzę — powiedział Vaelen.

— Jeszcze tydzień temu siedziałam za ladą.

Vaelen odsunął jej krzesło.

— Proszę korzystać, zanim ktoś zauważy pomyłkę.

Eveline usiadła, a Vaelen zajął miejsce obok. Boczne drzwi się otworzyły i służba zaczęła wnosić pierwsze półmiski: pieczone mięso, ciemny chleb, ryby w ziołach, sery i misy warzyw.

Po przeciwnej stronie sali stał Lucien de Rhen. Rozmawiał z dwoma ludźmi z Vermaaru, trzymając kielich w jednej ręce. Eveline nie spodziewała się zobaczyć go w Kadenie.

Lucien zauważył ją i uśmiechnął się.

Eveline ostrożnie odstawiła kielich.

— Lucien — powiedziała cicho. — Jakim cudem jest już tutaj?

Vaelen podążył za jej wzrokiem.

— Musiał wyjechać zaraz po tym, jak wysłał do nas inspektora. Głównym traktem.

— Wiedział, dokąd jedziemy?

— Na to wygląda.

Do Luciena podszedł jeden z członków delegacji i przekazał mu kilka słów. Eveline rozpoznała mężczyznę — wcześniej widziała, jak przechodził obok filarów, przy których stał Strateg.

Lucien wysłuchał go, a mężczyzna wrócił do stołu.

Potem uniósł kielich w stronę Eveline.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania